Katastrofa 

samolotu w Smolensku 

10 kwietnia 2010 roku 

czesc ósma 

Sledztwo polskie w 2013 roku


Raport Zespolu Parlamentarnego Macierewicza z dnia 10 wrzesnia 2012 roku. Wnioski ze sledztwa - slady cyrkonu i wapnia na badanych probkach. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc piata.

  © Katastrofa samolotu rzadowego pod Smolenskiem w Rosji w 2010 roku, czesc trzecia - author Bogdan Konstantynowicz

  © Przebieg sledztwa w sprawie katastrofy samolotu rzadowego w dniu 10 kwietnia 2010 roku w Rosji - author Bogdan Konstantynowicz


  © Kampania wrzesniowa 1939 przeciwko sowietom - author Bogdan Konstantynowicz

  Deka Company 1904 - 1918 in St. Petersburg. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

  Druga bitwa pod Tomaszowem Lubelskim wrzesien 1939. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

  17 wrzesnia 1939 agresja sowiecka. New website! © author Bogdan Konstantynowicz


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
 
PART EIGHT until today

Dnia 14 stycznia 2013 roku strona http://martynka78.salon24.pl/ publikuje dyskusje na temat smoleńskiej wieży kontroli lotów:
"Od chwili upublicznienia treści rozmów ze smoleńskiej wieży kontroli lotów, postać pułkownika Nikołaja Krasnokutskiego,  zastępcy dowódcy JW 21350, oddelegowanego z Tweru do Smoleńska,  rodziła wiele pytań i wątpliwości. ... Na stronie 132 'Uwag RP do raportu MAK' można przeczytać: 'KL lotniska Smoleńsk Północny, w rozmowie na stanowisku kierowania z zastępcą dowódcy JW 21350, o godz. 06.24.11 był zdecydowany, że należy TU 154 M skierować na lotnisko zapasowe. Jednak w czasie prowadzenia przez KL korespondencji z załoga TU 154 M o godz. 06.25.11 zastępca dowódcy JW 21350 przejął korespondencję i po zapytaniu czy po kontrolnym podejściu samolot będzie miał wystarczająca ilość paliwa do dolotu na lotnisko zapasowe, wydał decyzję zezwalającą na próbne podejście do lądowania'. Również zamieszczony na stronie 109 'Uwag RP...', fragment wypowiedzi pułkownika Krasnokutskiego rzuca światło na jego rzeczywistą rolę w dniu 10 kwietnia na smoleńskiej wieży: 'Zgodnie z zapisem nagrań (szpula nr 9 kanał 4) brał on czynny udział w prowadzeniu korespondencji radiowej, jak również pomimo kilkukrotnych sugestii KL o przerwaniu podejścia samolotu Tu-154M jednoznacznym rozkazem 'Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów i koniec rozmowy' urywa jakiekolwiek dalsze próby KL odesłania samolotu na lotnisko zapasowe'. ... O 8.17 Pliusnin otrzymał nawet zapewnienie, które mogło go uspokoić: 'Polski jednoznacznie na Wnukowo...'. Niestety cztery minuty później Pliusnin stwierdził, że Moskwa nie wywiązała się z umowy i polski samolot  skierowała w kierunku Smoleńska, czemu mocno się dziwił. Dlatego też wykonał telefon na lotnisko Jużnyj, by zasięgnąć informacji o tym, kto kieruje lotem polskiego samolotu. Odpowiedź nie pozostawiła złudzeń: 'Moskwa kieruje'. Smoleński kontroler mógł zatem uznać, że najgorsze ma za sobą. Przełożeni wiedzieli o braku warunków do lądowania, a że mieli kontakt z polską załogą, zapewne jej wszystko przekazali. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż moskiewskie centrum miało informacje o złej pogodzie i braku warunków do lądowania w Smoleńsku, nie tylko od Pliusnina, ale też od załogi samolotu rejsowego Transaero 331,  z którym rozmawiał smoleński kontroler od 8.10:
8:10:42 331: »Korsaż«, odpowiedzcie Transaero trzysta trzydzieści jeden. 8:10:46 KL: »Korsaż« zgłaszam się. 8:10:48 331: Dzień dobry, uprzejmie proszę waszą rzeczywistą pogodę. 8:10:53 KL: Y, więc rzeczywista, mgła, widzialność rzędu czterystu, jakieś nie więcej niż czterysta metrów. 8:11:01 331: A temperatura jest jakaś, ciśnienie?. 8:11:03 KL: Y, temperatura plus dwa, ciśnienie siedem czterdzieści pięć. A wy pracujecie dla polskiego samolotu?. 8:11:10 331: Nie, my (po prostu?) lecimy przelotem, nas poprosiła Moskwa. 8:11:14 KL: Na razie nie ma warunków do przyjęcia, przekażcie. 8:11:18 331: Dobrze, dziękuję bardzo. 8:11:24 331: A wy, y, w ogóle macie jakąś prognozę, nie?. 8:11:27 KL: Prognozę tutaj w nowej postaci, kurde, w ogóle nie przewidywano mgły, właśnie obiecują jeszcze jakąś godzinę, że będzie mgła. 8:11:34 331: No rozumiem, jeszcze raz przepraszam, dziękuję.
Pomimo tak wyczerpującej wiedzy na temat braku warunków do lądowania, uzyskanej z kilku źródeł, Moskwa w rozmowie z załogą TU 154 M o 8.22 nie alarmowała jej o złych warunkach pogodowych panujących na Siewiernym, wręcz przeciwnie, zachęciła do lądowania w Smoleńsku: 'E, Papa-Lima-Foxtrot jeden-zero-jeden, Moskwa-Kontrola dzień dobry. Zniżajcie się do 3600 metrów, a następnie kontakt z Korsażem częstotliwość 124,0'. Dlaczego Moskwa zachowała wiedzę o złej pogodzie dla siebie i nie podzieliła się nią z polską załogą? ... Na stronie 75 'Uwag RP...' napisano: 'Załoga samolotu była błędnie informowana o właściwym położeniu na kursie i na scieżce, gdy w rzeczywistości samolot był ponad ścieżką, a od 2,5 km do DS. 26 poniżej ścieżki 2’40'. A na stronie 135 tego samego dokumentu polscy eksperci podkreślili: 'Istnieje uzasadnione przypuszczenie, iż KSL (N. Krasnokutskij) nieprawidłowo określał położenie statku powietrznego TU 154 M względem ustalonej w procedurze ścieżki zniżania. Informując załogę, że znajduje się na ścieżce, wprowadził ją w błąd'. Innymi słowy: załoga polskiego samolotu miała informację tylko o ścieżce zniżania 2’40, zaś Krasnokutskij informował ją o położeniu względem ścieżki zniżania 3’12, o której polscy piloci nie mieli pojęcia. Czy ta dezinformacja mogła przyczynić się do katastrofy? ... Jak bowiem rozumieć słowa wypowiedziane przez Krasnokutskiego o 8.33 do osoby spoza wieży 'Towarzyszu generale, podchodzi do trawersu. Wszystko włączone, i reflektory w trybie dziennym, wszystko gotowe', która z punktu widzenia praktyk lotniczych nie miała prawa, ani żadnego interesu w tym, aby znać położenie samolotu na ścieżce podejścia. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż  Krasnokutskij choć wiedział, że warunków do lądowania nie ma i polski samolot może, co najwyżej podejść do wysokości decyzji, ale w żadnym wypadku lądować nie będzie, zameldował 'towarzyszowi generałowi', że wszystko jest gotowe na przyjęcie polskiego samolotu. ... Zapewne z tego samego powodu nie umożliwiono polskim ekspertom zbadania miejsca katastrofy, nie dopuszczono ich do wraku, ani nie zezwolono na samodzielne badania, o czym z żalem napisali na 95 stronie 'Uwag RP do Raportu MAK': 'Strona rosyjska w Raporcie nie przekazała szczegółowych informacji o czynnościach dochodzeniowych prowadzonych na miejscu wypadku. Dane na temat ekspertyz balistycznych i pirotechnicznych są faktycznie nie do zweryfikowania przez stronę polską ze względu na nie udostępnienie przez stronę rosyjską materiałów źródłowych'. ... Dyskusja: ... Istnieje taka hipoteza iz Plusin celowo okłamywał załoge TU-154 podając jej fałszywe dane. Miał u boku Krasnotutskiego, widział na miejscu co się swieci i na własnej skórze doznawał rzeczywistych a nie wydumanych nacisków. Ppłk Paweł Plusnin: '... Chcę ponadto dodac, iż po nawiązaniu po raz pierwszy łączności z samolotem TU-154, zaniżyłem widocznośd do 400 metrów, ponieważ myślałem, że załoga podejmie samodzielnie decyzję o przekierowaniu na zapasowe lotnisko, i że taka widocznośd obudzi czujnośc samolotu, chociaż w rzeczy samej widocznośd ta mieściła się w granicach 800 metrów'. ... sami Rosjanie zdecydowali się po kilku miesiącach unieważnić zeznania kontrolerów, złożone po 10/4, a nadesłali nowe. Dlaczego? Ano choćby dlatego, by 'zniknąć' Krasnokutskiego, który najwyraźniej zaczął im 'uwierać' i moskiewską 'Logikę': W nowych zeznaniach Plusnina i Ryżenki brakuje danych o fakcie pobytu trzeciej osoby w budynku kontroli lotów. Pojawia się też informacja, jakoby Tu-154M był sprowadzany na ziemię według procedur cywilnych. Wcześniej nie było o tym mowy. Co więcej, kontrolerzy sugerowali, że chodziło o procedury wojskowe. W nowych zeznaniach brak też powołania się na łączenie wieży z Moskwą - z operatem o nazwie 'Logika'. ... Wygląda to na bardzo rozbudowaną operację, przemyślaną, zaplanowaną w szczegółach, ale tak, by na końcu można było wina obarczyc pilotów. Majstersztyk, choć jak widać nie do końca. TAWS #38 ich zdradził, bo nie wiedzieli, że wprawdzie w komunikatach głosowych się nie nagrał, ale jednak wystąpił i się zapisał. ...
Poza tym wydanie komunikatu 'pas wolny' był kolejnym już, po naprowadzaniu, celowym wprowadzeniu w błąd załogi polskiego samolotu. Jak kontroler mógł wydać komunikat, ze na pasie nie ma żadnych przeszkód, skoro widzialność wynosiła 200 m? Kontrolerzy powinni byli wydać zakaz lądowania już po konsultacjach z Moskwą, co miało miejsce kilka minut po godzinie 8, kiedy polski samolot znajdował się jeszcze na terytorium Białorusi, a jednak tego nie uczynili. Dezinformowali polską załogę przy czynnym udziale Moskwy, a później doszło do tragedii. Nie życzę żadnemu pilotowi takiej obsługi naziemnej jaką mieli nasi piloci 10/4, zachowywali się jak pijane szympansy, choć jeden z nich miał gorącą linię z 'towarzyszem generałem' i chyba wiedział, co się dzieje. ... Gdzieś czytałem, że Krasnokutskij dostał awans na generała, ale nie mogę znaleźć teraz gdzie. Jesli to prawda to wiele wyjaśnia. ... Awansował z zastępcy dowódcy bazy lotniczej w Twerze na dowódcę 610 centrum wdrożenia bojowego i wyszkolenia załóg wojskowego lotnictwa transportowego w Iwanowie. A gen. Konstantin Moriew, naczelnik FSB z Tweru - ten, który przesłuchiwał kontrolerów - popełnił samobójstwo. SZPILKA 14.01.2013 01:28...".

Dnia 16 stycznia 2013 roku komentarze dotycza wylacznie filmu pani Anity Gargas
pt.: 'Anatomia upadku',
który od dziś można nabyć wraz z 'Gazetą Polską'. Fragmenty filmu mozna takze zobaczyc pod adresami:
https://www.youtube.com/watch?v=HQRWr5pnZyI oraz https://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=r6DWrS8LIaE a wypowiedzi swiadkow zanotowano na stronach: http://niezalezna.pl/37296-anatomia-upadku-rosyjski-swiadek-obala-oficjalna-wersje-katastrofy a takze  http://cyklista.wordpress.com/2013/01/16/swiadkowie-smolenskiej-katastrofy-co-innego-mwia-anizeli-oficjalnepolaczone-sily-polsko-rosyjskie/ oraz http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/479526,wszystko-jeszcze-leci-w-powietrzu gdzie czytamy:
"
... Film 'Anatomia upadku', który od dziś można nabyć wraz z 'Gazetą Polską', zawiera wiele wypowiedzi nieznanych dotąd świadków katastrofy smoleńskiej. Jednym z nich jest Nikołaj Szewczenko - kierowca, który prowadząc autobus, widział ostatnie sekundy przelatującego nad drogą samolotu Tu-154. Szewczenko zapewnia, że tupolew przeleciał nad ulicą w Smoleńsku nie w pozycji odwróconej (kołami w górę), jak twierdzą raporty MAK i komisji Millera, lecz w normalnej - kołami w dół. 'Nad drogą, w jakim leciał położeniu?' - pyta rosyjskiego kierowcę twórczyni filmu, Anita Gargas. Mężczyzna nie ma wątpliwości: - W położeniu brzuchem w dół, zrozumieliście mnie? Kołami w dół, tak jak się idzie do lądowania. - Nad drogą? - upewnia się reżyserka. - Tak, nad drogą - powtarza Szewczenko. Według raportów MAK i komisji Millera polski samolot jeszcze przed drogą uderzył w brzozę, która miała ułamać mu skrzydło. W wyniku tego zderzenia maszyna miała obrócić się na bok, a potem kołami w górę przelecieć nad ulicą, by zaraz za nią ulec całkowitemu zniszczeniu. Zeznanie Szewczenki podważa te ustalenia. 'Anatomia upadku' zawiera wiele innych wypowiedzi świadków, sprzecznych z oficjalną wersją katastrofy smoleńskiej. Autorka rozmawia m.in. z Nikołajem Bodinem, lekarzem, który widział samolot Tu-154 tuż przed tragedią. ...".

"... Według raportów MAK i komisji Millera tupolew po uderzeniu w brzozę miał obrócić się na bok, a potem przelecieć nad ulicą podwoziem do góry. Tymczasem kierowca autobusu z Pieczeriska do Smoleńska, świadek katastrofy, twierdzi, że samolot przeleciał nad ulicą 'w położeniu brzuchem w dół'. - Rozumiecie? Kołami w dół, tak jak się idzie do lądowania - relacjonuje. Ktoś przyniósł szczątki tupolewa pod brzozę?
To niejedyne tezy raportu komisji Millera, które ma podważać 'Anatomia Upadku'. Nikołaj Bodin - właściciel terenu, na którym stoi brzoza, w którą uderzył samolot - mówi, że przeniósł szczątki Tu-154M z miejsca, gdzie leżały obok fragmentu skrzydła, pod brzozę. Nie mówi, ile tych szczątków było, ani ile z nich przeniósł. 'Na drodze leżały jakieś szczątki samolotu. Podniosłem je i położyłem pod brzozą' - stwierdza jedynie. Film stara się też wykazać, że po uderzeniu w brzozę samolot na drodze do ostatecznego miejsca katastrofy musiałby 'skosić' inne drzewa po drodze. Dowodem na to, że miało być inaczej, jest nagranie wideo wykonane kilka miesięcy po 10 kwietnia. Widać na nim rzeczywiście wspomniane drzewa - zanim Rosjanie je wycięli. Znów hipoteza zamachu: 'Elementy kadłuba noszą ślady rozciągania'. Relacje świadków służą autorce filmu do kwestionowania oficjalnej wersji katastrofy i lansowania tezy o domniemanym wybuchu (wybuchach?) na pokładzie polskiego samolotu. Film przytacza wypowiedzi naukowców. Jan B. Obrębski, profesor Politechniki Warszawskiej, na podstawie analizy jednego z elementów kadłuba twierdzi, że element ten 'został zniszczony, czy samolot nawet, mogę powiedzieć, w wyniku dobrze przygotowanej, wielopunktowej eksplozji, wszystkie elementy noszą ślady rozciągania, rozrywania'. Wtóruje mu prof. Jacek Rońda z krakowskiej AGH: - Fragmentacja skrzydeł jest symetryczna po obu stronach i nie nastąpiła na nitach. Dowodzi to wystąpienia fali uderzeniowej, która świadczy o wybuchu na pokładzie. Nie wiadomo, czy w zbiorniku paliwa, czy w kabinie, pewne przesłanki wskazują, że i tu, i tam - mówi profesor. 'Rozbłysk jak żółtko jajka', 'Płomień za ogonem'. Tezę wybuchu mają potwierdzać kolejni świadkowie, do których dotarła w Smoleńsku reporterka 'GPC'. Anatolij Żujew, mieszkaniec osiedla przy lotnisku opisuje: 'Pojawił się rozbłysk jak żółtko jajka'. Rustam, pracownik pobliskiego hotelu Nowyj: 'Widziałem tylko za ogonem płomień, długości może 5 metrów, maleńki'. Gargas opisuje też bezskuteczne próby dotarcia do strażaków, którzy gasili płonące szczątki tupolewa. 'Do kamery nikt się nie wypowie, bo potem same nieprzyjemności', słyszy w słuchawce. 'Boją się, wszyscy się boją'. Fragmenty zarejestrowane w Smoleńsku przeplatają się z migawkami z rozmów z Antonim Macierewiczem ... rozmowami z prof. Markiem Żyliczem z komisji Millera (fragment piętnujący 'pasywność' i 'bierność' polskich władz wobec Rosjan zilustrowany jest słowami Żylicza: 'Chodziło nam o to, żeby nie podejmować wojny z Rosjanami, tylko uzyskać maksimum od nich') i prok. Zbigniewem Rzepą. Nowi świadkowie, stare zarzuty: bezsilność Warszawy wobec Rosji. Drugie pół godziny filmu Gargas poświęca na ukazanie niekompetencji i zaniedbań polskich władz, w tym premiera Tuska, b. szefa MSWiA Jerzego Millera czy prokuratury. Np. prok. Zbigniew Rzepa przyznaje Gargas, że podczas pobytu na miejscu katastrofy nie obszedł całego terenu, 'bo nie było takiej możliwości'. 'Poruszanie się po terenie wymagało zgody Rosjan', mówi szczerze. Końcówka filmu okraszona jest zdjęciami Rosjan niszczących wrak, Tuska mówiącego, że Rosjanie wypełniają swoje zobowiązania i sfilmowanymi daremnymi próbami Gargas umówienia się na wywiad z Tuskiem i z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. Mieszkaniec Smoleńska, do którego dotarła Gargas, twierdzi na podstawie informacji swojego przyjaciela - pracownika złomowiska - że około 60 proc. wraku tupolewa już nie ma na lotnisku w Smoleńsku, bo rozkradli go złomiarze. Całość wieńczy widok polskich flag w błocie na miejscu katastrofy i nałożony głos prezydenta Komorowskiego 'Państwo zdało egzamin' (z 3 V 2010). ...".

"...Jak ten zrekonstruowany scenariusz ekspertów ZP ma się do relacji świadków smoleńskich? Właściciel garażu, znajdującego się nieopodal miejsca zdarzenia zapamiętał: 'Trzy głuche huki, z małą przerwą. Było widać niewielki język ognia'. Ktoś przytomny musi zapytać: dlaczego w samolocie pojawił się ogień jeszcze przed upadkiem o ziemię? Ani MAK, ani komisja Millera takiego zjawiska nie opisywały, a wręcz przeciwnie obie komisje zaznaczyły, że nie było śladów pożaru lub wybuchu do czasu uderzenia o ziemię. Z kolei motocyklista widoczny na zdjęciach z 10 kwietnia, do którego dotarła Anita Gargas, opowiedział  o gwałtownie milknącym dźwięku silnika i ogromnej ilości małych części samolotu spadających na pobliski zagajnik po przelocie uszkodzonej maszyny. 'Byłem w garażu i było słychać dźwięk. Nagle dźwięk samolotu znikł. Małe części były porozrzucane wszędzie'. Relacja motocyklisty pokrywa się z opinią doktora Szuladzińskiego, który już wiele miesięcy temu ogłosił, iż jednym z głównych dowodów na wybuch, takim corpus delicti są tysiące odłamków, malutkich fragmentów samolotu, których powstania nie da się wytłumaczyć czymś innym niż eksplozja. O wirujących w powietrzu elementach zniszczonego samolotu mówił także pracownik pobliskiego zakładu produkcyjnego, który był naocznym świadkiem całego zdarzenia: 'Podniosłem oczy i widzę, a wszystko jeszcze leci w powietrzu, nieduże elementy'. Niezwykle cennymi spostrzeżeniami podzielił się z ekipą Gazety Polskiej kierowca autobusu Nikołaj Szewczenko, który znalazł się niemal na trasie spadającego tupolewa. Jechał, jak mówił, ulicą Kutuzowa, mijając słynny pomnik z czołgiem po swojej lewej stronie, kiedy usłyszał ryk silników samolotu. Wówczas gwałtownie zahamował i przyglądał się całemu zdarzeniu przez okno autobusu, będąc niemal na wysokości miejsca, w którym doszło do eksplozji w skrzydle. Co zobaczył? 'Usłyszałem samolot, zobaczyłem iskry z samolotu, idzie bardzo nisko, kołami w dół'. Kluczowe jest tutaj sformułowanie 'kołami w dół', czyli w pozycji normalnej, a nie obróconej, co od ponad dwóch lat wmawiał nam MAK z komisją Millera, i co zostało zawarte w oficjalnych raportach. Nie było żadnej beczki, samolot przeleciał nad Kutuzowa w pozycji normalnej, a dopiero za nią został zniszczony w wyniku eksplozji w kadłubie.  Dodatkowym walorem tej relacji jest fakt, iż świadek wystąpił pod swoim nazwiskiem, nie ukrywał twarzy. Szokujące są też informacje przekazane przez cytowanych wyżej świadków na temat akcji ratunkowej, która jak od wielu od dawna podejrzewa, nie miała w ogóle miejsca. Jeden z wypowiadających się w filmie mężczyzn powiedział, iż karetek nie wpuszczono na teren katastrofy, a lekarzom kazano wracać. Takie decyzje podjęto tuż po przyjeździe na miejsce ekip medycznych, a więc w chwili, kiedy nikt kompetentny nie zdołał jeszcze przejść miejsca katastrofy, by móc autorytatywnie stwierdzić, że 'wsie pagibli'. Kto więc dokonał takich oględzin i czy miał ku temu podstawy? Jakie miał kompetencje? I czy w przypadku katastrof ogólnie przyjętą praktyką jest niedopuszczanie na miejsce tragedii lekarzy z powodu uznania 'na oko' przez jakiegoś laika, że nikt nie mógł przeżyć? Czy kiedykolwiek zdarzyła się sytuacja, że wydano zakaz udzielania pomocy rozbitkom przez służby medyczne? ... Na podstawie, jak się okazało podrzuconych przez właściciela działki Nikołaja Bodina fragmentów samolotu w okolice brzozy, stworzono całą historyjkę nie mającą oparcia w faktach i nauce. Jak można się było dowiedzieć z filmu elementy rozerwanego przez wybuch samolotu wirowały w powietrzu, co czyni realną tezę, że właśnie owe odłamki mogły niszczyć okoliczne drzewa, czy wbić się w ich pnie. Niech puentą notki będą słowa profesora Obrębskiego, który stwierdził po zbadaniu części samolotu: 'To była dobrze przygotowana, wielopunktowa eksplozja'. ... Dwie relacje świadków z tego filmu: 1. Mechanik z warsztatu samochodowego oddalonego o około 150 metrów od trajektorii lotu TU-154M. Warsztat znajduje się między ul. Kutuzowa, a lotniskiem Siewiernyj i na wysokości punktu, gdzie nastąpiło zamrożenie pamięci komputera FMS: 'No, co ja widziałem? Samolot leciał, nisko bardzo leciał ... Miał przechył na lewą stronę, zaczepił skrzydłem o drzewo. ... Był taki płomień, nie było wybuchu, ale głuchy stuk i płomień. (W tym momencie nastąpiło zamrożenie pamięci FMS na wskutek zaniku zasilania z trzech niezależnych generatorów oraz zasilania awaryjnego z aku) Wybuchu nie było, był głuchy stuk i płomień strzelił. ... Jak on leciał ten samolot? Leciał dość nisko. Jeśli nie schodziłby w dół i nie miałby przechyłu na lewą stronę, to przeszedłby nad drzewami'. 2. Kierowca autobusu przy ul. Kutuzowa. 'A on był na wysokości 12 ... 13 metrów. Wtedy zaczął się przekręcać, bo był bez skrzydła, zahaczył o drzewo, to spowodowało wyrównanie lotu. Przeleciał nad drogą (ul Kutuzowa) i tu się coś od niego oderwało ... część ogonowa. Zaraz za drogą uderzył o ziemię'. ... TORNADO 16.01.2013 18:20...".


Dnia 17 stycznia 2013 roku nadal jest komentowany film "Anatomia Upadku": http://kisiel.salon24.pl/  oraz http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/479560,anita-gargas-obnaza-tzw-panstwo-polskie gdzie czytamy:
"...Fakt nielogicznosci tezy koszenia skrzydlem brzozek jest oczywisty. Na to samo zwrocilem juz kiedys uwage na blogu FYMa. Jesli by mialo byc tak jak twierdza ruska komisja Anodiny i Komisja Milera - to tutka podwoziem musialaby orac co najmniej 2 metrowy row, co z przyczyn oczywistych jest nierealne. Sadze, ze po wtornych analizach materialu kazdy dzien bedzie przynosil jeszcze dziwniejsze spostrzezenia ... SILESIAN 16.01.2013 22:38 ... W raporcie Mak'Millera napisano, że: nie stwierdzono uszkodzeń oraz innych śladów mogących świadczyć o awarii silnika spowodowanej inną przyczyną niż zderzenie z ziemią. Pomijam absurdalność pomysłu z wysokością przelotu. Dochodzi tu jeszcze taki aspekt - jakby TU kosił drzewka to fragmenty powyżej skrzydła powinny być zassane do silników i spowodować jakieś uszkodzenia. Jak się ogląda filmy typu 'Katastrofa w przestworzach' to analiza uszkodzeń jest drobiazgowa a silników w szczególności. A nasze tuzy jakoś się nie chwalą jak silniki badano. Ze zdjęć wynika, że silniki nie pracowały w momencie kontaktu z ziemią (temperatura i brak uszkodzeń wirników i turbin). ... Pamiętam, że wspominano o obecności ściętych gałązek w dwóch silnikach, w tym - o dziwo - w trzecim. ... KISIEL...".

"... (
film "Anatomia Upadku" Anity Gargas)
http://www.youtube.com/watch?v=HQRWr5pnZyI
http://www.youtube.com/watch?v=fIR47WBlcKk
http://www.youtube.com/watch?v=r6DWrS8LIaE
http://www.youtube.com/watch?v=mi3vqTIouMU
http://www.youtube.com/watch?v=j7foIXczx9E
LOGINMEN 16.01.2013 22:32...".

Dnia 19 stycznia 2013 roku nadal jest komentowany film "Anatomia Upadku". JOHN LOCKE 11:23 'Film Anity Gargas i odpowiedź z Prokuratury' na stronie http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/480157,film-anity-gargas-i-odpowiedz-z-prokuratury informuje, ze:
"...Obywatel po obejrzeniu filmu 'Anatomia upadku' Anity Gargas, gdzie zapoznał się z nowymi dowodami w sprawie tzw. katastrofy Smoleńskiej tj. m.in wypowiedzią kierowcy autobusu, który przedstawił okoliczności wypadku inaczej niż zrobiła to tzw. Komisja Millera i Komitet Pani Anodiny zwrócił się we właściwe miejsce tj. do Prokuratora Generalnego z pytaniem...: '/cit/Prokurator Generalny - Pan Andrzej Seremet. Prokuratura Generalna. ul. Barska 28/30, 02-315 Warszawa, pk.skargi@ms.gov.pl. W związku z publicznym ujawnieniem nowego dowodu w sprawie tzw. katastrofy Smoleńskiej - informacji od świadka, kierowcy autobusu - które podważają tzw. Raport Komisji Millera o czym donosi portal niezalezna.pl (poniże hyperlink) http://niezalezna.pl/37296-anatomia-upadku-rosyjski-swiadek-obala-oficjalna-wersje-katastrofy /cit/ Film 'Anatomia upadku', który od dziś można nabyć wraz z 'Gazetą Polską', zawiera wiele wypowiedzi nieznanych dotąd świadków katastrofy smoleńskiej. Jednym z nich jest Nikołaj Szewczenko - kierowca, który prowadząc autobus, widział ostatnie sekundy przelatującego nad drogą samolotu Tu-154. Szewczenko zapewnia, że tupolew przeleciał nad ulicą w Smoleńsku nie w pozycji odwróconej (kołami w górę), jak twierdzą raporty MAK i komisji Millera, lecz w normalnej - kołami w dół. - Nad drogą, w jakim leciał położeniu? - pyta rosyjskiego kierowcę twórczyni filmu, Anita Gargas. Mężczyzna nie ma wątpliwości: - W położeniu brzuchem w dół, zrozumieliście mnie? Kołami w dół, tak jak się idzie do lądowania. - Nad drogą? - upewnia się reżyserka. - Tak, nad drogą - powtarza Szewczenko. Według raportów MAK i komisji Millera polski samolot jeszcze przed drogą uderzył w brzozę, która miała ułamać mu skrzydło. W wyniku tego zderzenia maszyna miała obrócić się na bok, a potem kołami w górę przelecieć nad ulicą, by zaraz za nią ulec całkowitemu zniszczeniu. Zeznanie Szewczenki podważa te ustalenia. /cit/ Wnoszę o udzielenie informacji (z uzasadnieniem) jakie czynności podejmie Prokurator Generalny w tej sprawie. W tej sprawie informacje tego świadka wskazują, iż ktoś w sprawie tej katastrofy kłamie i utrudnia postępowanie przygotowawcze czym działa na szkodę interesu tak publicznego jak i prywatnego. /cit/ Obywatel otrzymał odpowiedź już po dwóch dniach (scan u góry). ...".

Dnia 22 stycznia 2013 roku nadal jest komentowany film "Anatomia Upadku". Strona http://martynka78.salon24.pl/ dyskutuje tez sprawe czarnych skrzynek:
"...W filmie A. Gargas 'Anatomia Upadku' pułkownik Zbigniew Rzepa wyglądał na człowieka mocno przestraszonego ... Rzecznik NPW oprócz odpowiedzi na szereg pytań dotyczących różnych wątków śledztwa smoleńskiego, rzucił nieco światła na losy czarnych skrzynek TU 154 M. Warto przypomnieć, że już sama pora odnalezienia czarnych skrzynek na miejscu zdarzenia rodziła szereg pytań i wątpliwości. Jak bowiem wytłumaczyć fakt odnalezienia czarnych skrzynek dopiero w godzinach popołudniowych 10 kwietnia 2010 roku, w sytuacji, kiedy leżały one, można by rzec na wyciągnięcie ręki, co uwiecznił Sławomir Wiśniewski na filmie z pierwszych minut po tragedii? Czy można uwierzyć w to, że Rosjanie, a szczególnie rosyjskie służby były aż tak 'gapowate' i nie widziały tego, co oglądały miliony ludzi na całym świecie od kilku godzin? Dzisiaj już wiemy, że przez pierwszych kilkanaście godzin nikogo z polskiej strony na miejscu nie było, więc Rosjanie mieli pełną swobodę w dysponowaniu wrakiem i przedmiotami należącymi do polskiej delegacji. Również czarne skrzynki (CVR) z polskiego samolotu przez wiele godzin, tych kluczowych dla sprawy, pozostawały wyłącznie w rosyjskich rękach. Po wstępnych oględzinach na miejscu katastrofy zostały przewiezione do Moskwy, gdzie miały zostać odsłuchane. ... W Moskwie czarne skrzynki polskiego samolotu zostały zabrane przez przedstawicieli MAK do siedziby ich firmy, jak można sądzić bez słowa sprzeciwu ze strony polskich przedstawicieli. W tym momencie polscy śledczy stracili je z oczu na co najmniej kilka godzin. Co się działo z polskimi rejestratorami w czasie nocnej przerwy? ... Następnego dnia czarne skrzynki odsłuchiwano i zgrywano ich zawartość na elektroniczne nośniki, ale niestety nadzorujący ten proces prokurator nie słyszał nagrań z kokpitu, gdyż w przeciwieństwie do pozostałych uczestników tego wydarzenia, nie miał słuchawek, a więc był raczej biernym obserwatorem, niż aktywnym uczestnikiem. W tym momencie zasadne było pytanie A. Gargas do prokuratora Rzepy, skąd ma zatem pewność, że odsłuchiwano te właśnie nagrania, na co ten odpowiedział, że czasami co nieco było słychać. ... Równie niepokojąco zabrzmiały słowa prokuratora Rzepy o tym, że już zgranych na MAKowskie komputery treści czarnych skrzynek nikt nie pilnował, ani nie zabezpieczał. Można by rzec pełne zaufanie i wzorowa współpraca. ... Łatwiej teraz zrozumieć eskapady ministra Millera do Moskwy, kiedy musiał dogrywać brakujące sekundy, czy też starać się o lepszą kopię. Nie dziwią też słowa zawarte w stenogramach IES '8.20,29: zaburzenie sygnału we wszystkich czterech kanałach, trwające około 0,4 s., wynikające ze zniekształcenia taśmy na odcinku około 3 cm (karbowanie taśmy)'. Czy Rosjanie zmanipulowali nagrania? Czy mogli je sfałszować, zamienić? Nie sposób im tego udowodnić. Jedno jest pewne: mieli komfortowe warunki, by tego dokonać.
... Kilka dni temu, za podpowiedzią Pani Wiesławy, skopiowałem sobie wypowiedź pilota tupolewa sprzed roku: 'Doświadczony pilot Janusz Więckowski nie wierzy w autentyczność nagrania przekazanego przez Rosjan. "Taśma może być zmanipulowana - ocenia fachowiec - Ten stoicki głos nawigatora do niczego mi nie pasuje. Przecież widząc, że to odejście na drugi krąg nie następuje, piloci nie byliby tak spokojni. ... W ostatnich sekundach tego lotu, mimo udokumentowanych ruchów wolantem, sterowności nie było. Zarówno przed domniemanym zderzeniem z brzozą, jak i po nim", twierdzi J. Więckowski'. W tekście z niepoprawnych ze stycznia 2012: http://niepoprawni.pl/blog/4764/co-dzialo-sie-w-ostatnich-sekundach-lotu
HENRYK URBAN 21.01.2013 ... oto fragment relacji prof. Witakowskiego z konferencji w Kazimierzu w maju 2012: 'Prof. Czachor zadał kolejne pytanie: Jak Komisja interpretuje zapisy radiowysokościomierza, którego odczyty najwyraźniej przeczą hipotezie o obrocie samolotu - w miejscu, w którym zdaniem Komisji samolot miał być obrócony o 120 to radiowysokościomierz patrzyłby w górę, a tymczasem zarejestrował odległość od ziemi 17 m. Okazało się, że członkowie Komisji nie potrafią tego wyjaśnić. Po prostu, uznają, że przy wielu zapisanych parametrach, zawsze znajdzie się jakiś, który jest bez sensu. W tym przypadku odczyt wysokościomierza nie pasował do reszty informacji, więc go po prostu zignorowali.' ... Badania jednej z kopii czarnej skrzynki rozmów w kokpicie (CVR - Cockpit Voice Recorder) były prowadzone jednocześnie przez: Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji (na zlecenie komisji J.Millera), Instytut im.Sehna w Krakowie (na zlecenie prokuratury wojskowej). Niespodziewanie w obu wersjach stenogramów rozmów w kokpicie, zamiast rozpoznanej przez samych Rosjan i zaprezentowanej w czasie prezentacji multimedialnej ich raportu końcowego, rosyjskiej komendy '101 - odległość 10, wejście na ścieżkę' pojawia się w tym samym czasie komenda '101 - odległość 9, wejście na ścieżkę'. Komisja Millera pomimo takiego rozpoznania przez ekspertów Policji, napisała w swoim raporcie końcowym, że w odległości 10 110 m padła komenda '101 - odległość dziesięć, wejście w ścieżkę'. W związku z tym pytania: - Jaka komenda znajduje się na przekazanych Polsce kopiach zapisu CVR? - Czy kopie te różnią się między sobą jesli chodzi o treść tej komendy? - Dlaczego komisja Millera podjęła decyzję o nie uwzględnieniu ekspertyzy Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji z zakresie treści komendy '101 - odległość 9, wejście na ścieżkę'? - Czy członkowie komisji Millera w związku z poważnymi wątpliwościami dotyczącymi wiarygodności kopii zapisu CVR w zakresie tej komendy sprawdzili ten zapis na oryginale taśmy znajdującym się w Moskwie? ... Z wywiadu z prof. Nowaczykiem: Czas połowicznego rozpadu TNT, w zależności od warunków atmosferycznych wynosi 100 dni, co tłumaczy dlaczego Rosjanie składowali wrak pod gołym niebem. W tym momencie upada z hukiem wersja z żołnierzami z Afganistanu, którzy jakby nie patrząc musieliby lecieć tym samolotem najpóźniej w marcu, a wiec blisko 3 lata przed badaniami, a ze ślady, które mogli nanieść byłyby mikroskopijne, to po 3 latach ślad by po tych mikrośladach zaginął. Nie mówiąc już od II WŚ, bo to czysta fantazja już. MARTYNKA...".



Dnia 22 stycznia 2013 roku poruszono kilka roznych kwestii zwiazanych z Katastrofa Smolenska 2010 roku.

Strona http://wiadomosci.onet.pl/temat/katastrofa-smolenska/nieznane-fakty-w-sprawie-rosyjskiego-sledztwa-smol,1,5400626,wiadomosc.html:
"Krewni ofiar katastrofy smoleńskiej mieli być reprezentowani w Rosji przez specjalną grupę adwokatów. Tak się jednak nie dzieje, a ministerstwo spraw zagranicznych, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, im w tym nie pomogło - ujawniło radio RMF FM. Kilka godzin później apel o zwrot wraku Tu-154M wystosowała Komisja Współpracy Parlamentarnej UE-Rosja. Bliscy tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, oficjalnie mają w Rosji przyznany status poszkodowanych. Nie korzystają jednak ze swoich spraw, bo sprawa ucichła, a polskie MSZ nie udzieliło tutaj pomocy. O całej sprawie RMF FM mówi adwokat Anna Stawicka, z którą początkowo kontaktowano się w tej sprawie. W Rosji zebrała się po katastrofie grupa adwokatów, która była gotowa bezpłatnie reprezentować rodziny ofiar. Tak się jednak nie stało, bo przestali się z nimi kontaktować przedstawiciele polskiej ambasady. ...".

Strona W Sieci oraz 'Gazeta Polska' pisza:
"...'Dotarliśmy do nowych świadków, którzy potwierdzają, że samolot rozpadł się jeszcze w powietrzu. Widzieli to i opisują dokładnie', czytamy w tygodniku 'W Sieci'. Ich świadectwa dopełniają ustalenia ekspertów zespołu parlamentarnego. To jednoznaczny wniosek - mówi tygodnikowi 'W Sieci' Anita Gargas, dziennikarka 'Gazety Polskiej', autorka filmu 'Anatomia upadku', pytana przez Jacka i Michała Karnowskich o relacje świadków, do których dotarła ekipa realizująca dokument. Z kolei w 'Gazecie Polskiej' czytamy, że aż 24 świadków katastrofy smoleńskiej przedstawia wersję wydarzeń, która całkowicie odbiega od oficjalnych ustaleń zawartych w raportach MAK i komisji Millera. W tej liczbie są także nowi świadkowie występujący w filmie 'Anatomia upadku' Anity Gargas. Wskazują oni, że w Smoleńsku doszło do eksplozji, obalają też teorie 'beczki' i 'pancernej brzozy'. ... 'Jest wiele pytań, na które wciąż nie znamy odpowiedzi. Np. co się stało z wojskową CASĄ, którą mieli lecieć generałowie. Dlaczego dowódców wojsk przesadzono ostatecznie do tupolewa (p. Gargas zapomniala o wypowiedzi Maciarewicza, ze jest rozkaz min. Klicha o wyjezdzie tych generalow)? Kto podejmował tę decyzję? Nie wiadomo, a prokuratury jakby to nie obchodziło', komentuje Gargas. Na pytanie, jak wygląda dziś miejsce tragedii, Gargas odpowiada: 'Rosjanie nadal robią, co mogą, by zatrzeć wszelkie ślady tragedii. Miejsce, gdzie samolot runął, zabudowuje się, niweluje. Wszystko bez sprzeciwu strony polskiej. By już nikt nie doszedł prawdy'...".

Strona http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/21699,sledczy-dopytuja-o-taws-i-fms.html:
"Okręgowa Prokuratura w Warszawie prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o uszczegółowienie badań systemu TAWS i FMS. Prokuratura za kilka tygodni podejmie również decyzję o wszczęciu kolejnych ekshumacji ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Jak czytamy w informacji o aktualnym stanie śledztwa dotyczącego katastrofy samolotu TU-154M nr 101 zwrócono się do Stanów Zjednoczonych  o międzynarodową pomoc prawną w dwóch wnioskach. 'Przy czym ostatni wniosek skierowano 4 stycznia 2013 r., a dotyczy on uszczegółowienia wyników badań urządzeń TAWS oraz FMS przeprowadzonych w siedzibie ich producenta w m. Redmond (USA) przy udziale przedstawicieli MAK oraz akredytowanego przy MAK polskiego przedstawiciela oraz przedstawiciela Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu. Wystąpiła bowiem konieczność uściślenia i uzupełnienia tych badań o informacje związane ze sposobem działania urządzeń TAWS i FMS'. Śledczy potwierdzili też informację 'Naszego Dziennika', że nie ma odczytu rejestratorów z Jaka-40 i taśm z wieży kontroli lotów w Smoleńsku. Jak informują, prokuratorzy wciąż oczekują na opinie Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, który opracowuje cztery opinie fonoskopijne dotyczące: kopii nagrania urządzenia obiektywnej kontroli pracy grupy kierowania lotami lotniska Smoleńsk Siewiernyj oraz m.in. kopii nagrania pokładowego rejestratora dźwięku z samolotu JAK-40. 'Jako pierwsze analizowane jest nagranie z wieży, a dopiero później, po wykonaniu tej ekspertyzy, nastąpi opiniowanie dotyczące nagrania z samolotu Jak-40. Nagranie z rejestratora znajdującego się w samolocie Jak-40, nie jest nagraniem ciągłym w tym znaczeniu, że rejestrator ten w trakcie postoju samolotu na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj w dniu 10 kwietnia 2010 roku był wyłączany'. Jak podkreślają śledczy 'niemożność ukończenia opinii dotyczącej nagrań z wieży lotniska Siewiernyj wynika z braku danych m.in. o częstotliwości prądu w sieci elektro-energetycznej Federacji Rosyjskiej z czasu dokonywania kopii tego nagrania, o które to dane Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie zwróciła się do Strony Rosyjskiej we wnioskach o pomoc prawną z dnia 5 sierpnia 2010 r. oraz z dnia 24 października 2011 r.' ... Jak dalej czytamy w informacji NPW strona rosyjska nie przekazała Polsce kopii dokumentacji technicznej, wytworzonej i zgromadzonej w zakładach realizujących czynności związane z przeprowadzonym na terytorium Federacji Rosyjskiej remontem generalnym samolotu Tu-154M nr 101, zakończonego w dniu 21 grudnia 2009 roku...".

Strona http://niepoprawni.pl/blog/2140/korespondencja-z-mon-i-pkbwl-w-sprawie-katastrofy-smolenskiej:
"Poniżej przedstawiam korespondencję z PKWL i MON. Współpracownicy Zespołu Parlamentarnego i blogerzy zebrali pytania dotyczące aspektów technicznych katastrofy smoleńskiej. Zostały one przesłane do w/w instytucji. Odpowiedzi zainteresowanych znajdują się pod niniejszym wnioskiem w postaci skanów z korespondencji. Pytania zostaną zadane ponownie po zapowiedzianym przez doktora Macieja Laska otwarciu strony internetowej jego nowego zespołu. ... WNIOSEK O UDOSTĘPNIENIE INFORMACJI PUBLICZNEJ. Dotyczy: działań KBWL LP po katastrofie lotniczej Tu-154M '101' w Smoleńsku, 10.04.2010 roku. Szanowni Państwo. Na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 r. (Dz. U. Nr 112, poz. 1198) zwracam się z uprzejmą prośbą o udostępnienie informacji w następującym zakresie: ... 2. Proszę o udostępnienie w postaci elektronicznej (zwrotnie na podany poniżej mail) zdjęć: - szczegółów brzozy i skrzydła, o których mowa w wywiadzie dra Macieja Laska dla 'Gazety Wyborczej', a które nie zostały udostępnione publicznie, z podaniem miejsca, daty i godziny wykonania zdjęcia; - elementów samolotu leżących w 'obrysie' oraz magazynowanych w innych miejscach przez Rosjan elementów wraku i awioniki, w tym zdjęć które zamieszczono w Raporcie KBWL LP w wysokiej rozdzielczości, z podaniem miejsca, daty i godziny wykonania zdjęcia; - innych zdjęć (zachodniej części odziomka brzozy, przyciętych drzew itp., z podaniem miejsca, daty i godziny wykonania zdjęcia), stanowiących nieujawnioną do dziś dokumentację do Raportu KBWL LP (nie dotyczy to zdjęć Amielina). 3. Czy pokazane w Załącznikach do Raportu KBWL LP, przebadane przez stronę rosyjską dwa wskaźniki radiowysokościomierza RW--5M były jedynymi, jakie znaleziono na miejscu katastrofy? Czy wskazania zachowanego nastawnika wysokości niebezpiecznej zostały zweryfikowane na wrakowisku przez przedstawicieli strony polskiej ? 4. Dlaczego w analizach do Raportu KBWL LP nie posługiwano się ostatnią połową sekundy poprawnie zapisanych danych w ATM QAR? Według ekspertyzy ATM 'ostatnie poprawne dane kończą się o godzinie 8:41:02,5' ale 'usunięto ostatni Kadr (ostatnie pół sekundy) i dodano do niego 4 kadry (czyli dwie sekundy) wyekstrahowane z zapisu rejestratora MŁP-14-5' i 'otrzymano kompletny Zapis Parametrów Lotu samolotu Tu154M nr boczny 101 z 10 kwietnia 2010r. kończący się o godzinie 8:41:04'. Ostatnie 0,5 sekundy poprawnie zapisanych w ATM QAR danych nie zostało też ujawnione w Raporcie KBWL LP. Dodatkowo proszę o ujawnienie ostatniej 0,5 sekundy poprawnego zapisu ATM QAR. 5. Proszę o udostępnienie wykresów zawartych w Raporcie KBWL LP, ze szczególnym uwzględnieniem wykresów parametrów pracy silników, w jakości umożliwiającej odczytanie i analizę. 6. Proszę o udostępnienie wykresów parametrów dyskretnych (AGBEZKONTR, USTERMGW1, POZARWSU, STARTWSU, NPKP1SIEC3, PH1VZBLIZ, SPRRW5NR1, SPRRW5NR2, LSIEC36V, G1NIESPR, G2NIESPR, G3NIESPR, PODWWIBR) w jakości umożliwiającej odczytanie i analizę. 7. Czy pisząc swój Raport KBWL LP miała świadomość, że w końcówce lotu zapis w/w parametrów dyskretnych wskazywał na awarie przyporządkowanych im układów samolotu? Jeśli tak, to na jakiej podstawie Przewodniczący KBWL LP, Jerzy Miller, publicznie stwierdził, że (pomijając urwanie końcówki lewego skrzydła) samolot był sprawny aż do uderzenia w ziemię? 8. Proszę o uzasadnienie wniosku dr inż. Laska, który z pomiaru ciśnienia w kabinie przez czujnik DDiP-0,1/+0,85 wywiódł tezę, że wskazania tegoż czujnika jednoznacznie świadczą, iż nie było wybuchu w kadłubie. 9. Proszę o podanie sposobu pomiaru nadciśnienia w kabinie przez czujnik DDiP-0,1/+0,85. 10. Czy i kiedy członkowie KBWL LP wykonali oględziny miejsca zdarzenia? 11. Czy ujawniono jakiekolwiek ślady traseologiczne w miejscach gdzie samolot/części samolotu zderzyły się z ziemią i kontynuowały ruch aż do zatrzymania? 12. Czy zabezpieczono i zidentyfikowano te ślady traseologiczne? 13. Czy dokonano analizy traseologicznej ujawnionych i zidentyfikowanych śladów w gruncie? 14. Czy analiza traseologiczna pozwoliła potwierdzić bądź wykluczyć scenariusz nakreślony w załączniku nr 4 'Geometria uderzenia samolotu' do Raportu końcowego KBWL LP, w szczególności na stronach 12, 13 i 14 załącznika nr. 4? 15. Czy na podstawie analizy traseologicznej śladów w ziemi można określić główne kierunki ruchu szczątków pozostawiających te ślady? 16. Czy na podstawie analizy traseologicznej (uwzględniając określone kierunki ruchu szczątków) można stwierdzić w sposób nie budzący wątpliwości fakt, że samolot uderzył w ziemię w całości (pomijając końcówkę lewego skrzydła), bądź fakt, że samolot nie uderzył w ziemię w całości, a ślady traseologiczne pozostawione zostały przez niezwiązane mechanicznie ze sobą szczątki samolotu (bądź inne bryły)? 17. Czy na podstawie analizy traseologicznej można stwierdzić w sposób nie budzący wątpliwości fakt, że samolot rozpadł się w chwili (i w wyniku) uderzenia o ziemię, bądź fakt, że samolot rozpadł się co najmniej na kilka elementów jeszcze przed zetknięciem z ziemią? 18. Czy przy określaniu 'Geometrii zderzenia samolotu' opisanej w załączniku nr. 4 do raportu końcowego KBWL LP w swoim wnioskowaniu opierała się na wynikach analizy ujawnionych i zabezpieczonych śladów traseologicznych na miejscu zdarzenia? Jeżeli nie, to dlaczego KBWL LP odstąpiła w tym miejscu od metodyki 'ustalania pozycji samolotu na podstawie śladów terenowych', skoro trajektorię ruchu samolotu określała Ona na podstawie obciętych koron drzew i połamanych gałęzi? ... 39. Kilka miesięcy temu został opublikowany Raport 456, przygotowany przez firmę Analytical Service. Konkluzją raportu jest to, że rozpad samolotu nastąpił w powietrzu na skutek wybuchów na pokładzie. Czy KBWL LP z tym sie zgadza, czy nie, a jeśli nie, to dlaczego? 40. Prędkość pozioma samolotu, 270 km/h, nie uzasadnia powstania drobnych odłamków konstrukcji nawet przy uderzeniu czołowym w betonową ścianę. W tym wypadku jedyną przeszkodą był rzadki drzewostan i błotnisty teren, co czyni takie rozczłonkowanie konstrukcji zupełnie nieprawdopodobnym. Czy KBWL LP z tym sie zgadza, czy nie, a jeśli nie, to dlaczego? 41. Główna, tylna część kadłuba pękła wzdłuż, w górnej części. Pokrycie zostało wywinięte na zewnątrz. Ta część kadłuba upadła na plecy. Jedynie duże ciśnienie wewnętrzne może spowodować zniszczenie tego typu. Czy KBWL LP z tym sie zgadza, czy nie, a jeśli nie, to dlaczego? 42. Czy, jeśli jest odpowiedz 'tak' na powyższe, czy KBWL LP się zgadza, ze wydarzenie to było skutkiem wybuchu? 43. Około połowy długości lewego skrzydła powstało bardzo intensywne zniszczenie i rozdrobnienie jego części. Trudno to wytłumaczyć inaczej, niż jako skutek wybuchu w skrzydle lub tuż przy skrzydle. Czy KBWL LP z tym sie zgadza, czy nie, a jeśli nie, to dlaczego? 44. Na miejscu upadku ogień palił się selektywnie, tzn. niektóre części sie paliły, a inne nie. Dobrym wytłumaczeniem tego jest stwierdzenie, ze paliły się głównie elementy omyte ogniem wybuchu. Czy KBWL LP z tym się zgadza, czy nie, a jeśli nie, to dlaczego? 45. Podwójny impuls, który został zmierzony jako przyspieszenie nieco niższe niz 0.8g, może być interpretowany jako wynik wybuchu w kadłubie. (to jest przyspieszenie ogólne dla maszyny. Jeśli było spowodowane wydarzeniem lokalnym, to wiąże się z wielkimi siłami działającymi na konstrukcję). Czy zdaniem KBWL LP istnieje lepsza interpretacja tego przyspieszenia? Dr. Lasek i Pan Wiesław Jedynak skoki przeciążenia pionowego interpretowali następująco: 'To są delikatne przeciążenia, które mówią o tym, że samolot zaczął uderzać o przeszkody naziemne' - to są przeciążenia rzędu utraty całej siły nośnej. Nie mogą być skutkiem uderzeń o przeszkody naziemne, ponieważ ich kierunek odpowiada zadziałaniu siły od góry. Czy Komisja znalazła źródło siły działającej od góry na samolot? 46. W ramach przekazywania Polsce zwłok została przysłana duża ilość drobnych szczątków ciał ludzkich. Jedyną znaną przyczyną powstania takich szczątków jest wybuch materiału wysokoenergetycznego w bezpośredniej bliskości grupy ludzi. Czy KBWL LP, pisząc swój Raport, dysponowała opiniami lekarzy sądowych, wyjaśniającymi taki stan zwłok? Jeśli tak, to jakie zgodnie z tymi opiniami były przyczyny tego stanu? ... 51. Ostatnia zarejestrowana wartość kursu magnetycznego. Zgodnie z załącznikiem 4.7 'Geometria zderzenia samolotu' strona 2, tabela 1, wartość kursu żyromagnetycznego w momencie uderzenia w ziemię wynosiła 240 stopni. Tymczasem według zapisów parametrycznej czarnej skrzynki wartość ta to 216 stopni. a) Na jakiej podstawie zignorowano ostatnie wskazania kursu żyromagnetycznego zarejestrowane w zapisie parametrycznym i dlaczego przyjęto w zamian (jako 'parametr wyliczony') wartość 240 stopni? 52. Zgodnie z raportem deszyfracji i analizy danych rejestratora QAR-ATM równoczesne zatrzymanie pracy systemów FDR, CVR i FMS nastąpiło na około sekundę przed pierwszym kontaktem z gruntem i dwie sekundy przed głównym uderzeniem ('Deszyfracja i analiza danych z pokładowych rejestratorów parametrów samolotu Tu154M nr boczny 101 Sił Powietrznych RP, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 r.', s. 44). a) Na jakiej podstawie wykluczono ten wniosek z raportu KBWLLP? 53. Zgodnie z raportem deszyfracji i analizy danych rejestratora QAR-ATM część lewego skrzydła odpadła wskutek hipotetycznego uderzenia w brzozę najprawdopodobniej półtorej sekundy po tym uderzeniu ('Deszyfracja i analiza danych z pokładowych rejestratorów parametrów samolotu Tu154M nr boczny 101 Sił Powietrznych RP, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 r.', s. 21). a) Na jakiej podstawie nie uwzględniono tego wniosku w raporcie KBWLLP sugerując w zamian oderwanie skrzydła na brzozie? 54. Co się stało z kilkunastu tonami paliwa, jeżeli samolot doleciał do wrakowiska w całości? Jak Komisja tłumaczy brak wybuchu lub pożaru paliwa ze zbiorników w centropłacie na wrakowisku? 55. Czy KBWL LP znalazła jakiekolwiek symptomy niesprawności automatu ciągu za TAWS#37? 56. W jaki sposób Komisja ustaliła procent siły nośnej wskutek oderwania końcówki skrzydła na brzozie? 57. Czy utrata ustalonego przez KBWL LP procenta siły nośnej w okolicach brzozy pozwalała na dalszy lot wznoszący z jednoczesnym brakiem odzwierciedlenia zmniejszenia powierzchni nośnej w zapisie przyspieszeń pionowych? 58. Czy KBWL LP była w posiadaniu jeszcze innej ekspertyzy firmy ATM, oprócz zamieszczonej w raporcie jako załącznik 4.9.6 i datowanej 22.06.2011? ... 62. Wg raportu KBWL LP, firma ATM w celu odtworzenia pełnej charakterystyki lotu, ostatnie dwie sekundy zapisu rejestratorów parametrycznych pobrała z rejestratora MŁP-14-5. Raport MAK podaje, że wykresy parametrów sporządzono na podstawie zapisów rejestratora KBN-1-1 (kaseta KS-13). Cytat: 'Jako podstawa przyjęte zostały dane rejestratora eksploatacyjnego KS-13'. Czy w zapisie rejestratora MŁP-14-5 również występowała tzw. 'szara strefa'? Jeżeli tak, to dlaczego została pominięta, a jeżeli nie występowała, to jaka była tego przyczyna? 63. Proszę o udostępnienie ekspertyzy z eksperymentu przeprowadzonego z samolotem TU-154 M 102 w kwietniu 2011 roku. 64. Jak Komisja wytłumaczy różnice pomiędzy wartościami IAS zapisanymi w FDR i logach TAWS? 65. Dlaczego KBWL LP obciąża winą pilotów skoro automat ciągu był niesprawny już w TAWS#37? Wyłączenie automatu ciągu przez ręczne przesunięcie dźwigni DSS nastąpiło o 8:40:56; na Rys. 15 ze str.18/53 Załącznika nr 2 Raportu końcowego KBWL LP przedstawiona jest prędkość przyrządowa w tej samej sekundzie i wynosi 277km/h, choć zadana była 280km/h. A teraz porównajmy to do prędkości IAS zapisanej w protokole  firmy Universal Avionics w punkcie TAWS#37 odczytanej z komputera pokładowego, protokół ten jest zamieszczony również w Załączniku (tym razem Nr 4) Raportu końcowego KBWL, a cytowane dane na str. 433/695 i 434/695. Już w punkcie wyznaczonym przez TAWS#37 o 8:40:49 prędkość wynosiła 271km/h, czyli odbiegała od zadanej o 3,2%, a automat ciągu powinien zadziałać już przy 2%. ... Z poważaniem Mgr inż. Marek Dąbrowski...".

Strona http://www.wprost.pl/ar/385124/Migalski-oswiadczenie-to-ukoronowanie-wysilkow-Sikorskiego-i-Kowala/:
"...'Zobowiązana narastającymi wezwaniami do współpracy między Federacją Rosyjską oraz państwami członkowskimi Unii Europejskiej, Komisja Współpracy Parlamentarnej Unia-Rosja wzywa do szybkiego zakończenia śledztwa i zwrotu Polsce wraku samolotu, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, w którym zginął Prezydent Polski i 95 innych osób', głosi przyjęte oświadczenie, które ma na swoim blogu Marek Migalski."

Strona http://niezalezna.pl/37476-nieprzesluchani-swiadkowie-katastrofy:
"...Trzech bohaterów 'Anatomii upadku', świadków ostatnich sekund lotu Tu-154M nr 101, twierdzi, że nie byli przesłuchiwani ani przez polską, ani przez rosyjską prokuraturę, mówi autorka filmu Anita Gargas. Kierowca autobusu, motocyklista oraz pracownik pobliskiego zakładu byli świadkami ostatnich sekund tragicznego lotu rządowego tupolewa. Ich zeznania są sprzeczne z tym, co znalazło się w raportach MAK-u i Millera. Nikołaj Szewczenko, kierowca autobusu z Pieczerska do Smoleńska, mówi, że widział samolot, który przelatuje nad szosą. Według oficjalnych wersji to właśnie nad drogą tupolew miał lecieć odwrócony podwoziem do góry, po wykonaniu półbeczki. 'Szedł bardzo nisko. Myślałem, że spadnie na drogę. Ale miał pozycję taką, jak się podchodzi do lądowania, brzuchem w dół. Zrozumieliście jak? Kołami w dół', mówi Szewczenko zdumionym dziennikarzom. 'Rozmawialiśmy przynajmniej z trzema świadkami ostatnich sekund lotu tupolewa, którzy twierdzą, że nie byli przesłuchiwani ani przez polską, ani przez rosyjską prokuraturę', mówi autorka filmu 'Anatomia upadku', dziennikarka 'Gazety Polskiej' Anita Gargas. Prokuratorzy wojskowi nie chcą ujawnić, czy rozmawiali z bohaterami filmu. 'Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie dysponuje protokołami przesłuchania ponad 1000 świadków. Jednocześnie nie podaje do publicznej wiadomości danych osobowych ani informacji na temat treści ich zeznań', mówi rzecznik prasowy kpt. Marcin Maksjan. Na pytanie, czy śledczy zapoznali się już z filmem 'Anatomia upadku', kapitan potwierdza, że otrzymali już jego egzemplarz oraz wniosek o załączenie materiału jako dowodu. Nie zapadła jeszcze decyzja w tej sprawie. Autor: Katarzyna Pawlak. Żródło: Gazeta Polska Codziennie." 

Dnia 23 stycznia 2013 roku o wybuchach na pokladzie samolotu rzadowego z Prezydentem Kaczynskim
oraz o filmie "Anatomia Upadku" czytamy na stronie http://www.gazetapolska.pl/27751-smolensk-24-swiadkow-potwierdza-wybuch gdzie podane sa dodatkowe szczegoly:

"...Aż 24 świadków katastrofy smoleńskiej przedstawia wersję wydarzeń, która całkowicie odbiega od oficjalnych ustaleń zawartych w raportach MAK i komisji Millera. W tej liczbie są także nowi świadkowie występujący w filmie 'Anatomia upadku' Anity Gargas.
Wskazują oni, że w Smoleńsku doszło do eksplozji, obalają też teorie 'beczki' i 'pancernej brzozy'. Czy świadectwa tylu ludzi można uznać za konfabulacje? 'Zespół Parlamentarny zebrał dotychczas relacje 67 świadków katastrofy. Spośród nich 24 osoby z pewnością widziały lub słyszały zjawiska świadczące o eksplozji w powietrzu', mówi 'GP' Antoni Macierewicz, przewodniczący Zespołu Parlamentarnego ds. Wyjaśnienia Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej. I wylicza precyzyjnie:
'Były to dźwięki eksplozji i / lub rozbłysk ognia, pojawienie się kuli ognia oraz / lub rozpadanie się samolotu w powietrzu (najczęściej relacje te wskazują na odpadnięcie ogona samolotu przed jego ostatecznym upadkiem na ziemię, trzy relacje dotyczą odpadnięcia skrzydeł, a dwie osoby mówią o wirujących blachach spadających na drzewa i na ziemię). Spośród pozostałych świadków większość (32) wskazuje, że słyszała nienaturalne dźwięki silników określane najczęściej jako 'huki i trzaski' lub dźwięk 'kosmiczny', 'wysoki', 'świszczący', 'przerywany'. Pozostali albo w ogóle nie słyszeli żadnego dźwięku, choć np. poczuli 'trzęsącą się ziemię', albo twierdzą, że 'nagle we wszystkich samochodach włączyły się alarmy'...".

Zas WP.pl informuje: "we wtorek odbył się przedpremierowy pokaz amerykańskiego filmu. Opiera on rekonstrukcję zdarzeń z 10 kwietnia na raportach polskiej komisji Jerzego Millera oraz rosyjskiego MAK. Pojawiły się dwa nowe filmy o katastrofie smoleńskiej. Jak podaje 'Rzeczpospolita', przedstawiają one inny obraz tragedii z 10 kwietnia 2010 roku. W ... National Geographic Channel będzie można zobaczyć 'Śmierć Prezydenta' Alexa Bystrama i Eda Sayera. W internecie jest natomiast dostępny film 'Anatomia upadku' dziennikarki 'Gazety Polskiej' Anity Gargas...".

Dnia 25 stycznia 2013 roku o filmie "Anatomia Upadku" i jego zaprzeczeniu w produkcji telewizyjnej 'National Geographic' czytamy na stronach http://wiadomosci.dziennik.pl/media/galeria/417539,1,film-anity-gargas-pokaza-w-tvp-galeria-zdjec.html oraz http://wpolityce.pl/wydarzenia/45507-piec-pytan-do-anity-gargas-nt-filmu-national-geographic-o-katastrofie-smolenskiej-ten-film-szokuje-pod-wzgledem-natezenia-klamstw-i-przeinaczen:

"...Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apeluje o pokazanie w TVP filmu Anity Gargas o katastrofie smoleńskiej. Wcześniej o emisję tego filmu do National Geographic Channel apelowało stowarzyszenie Solidarni 2010".

"...O ocenę i wrażenia po projekcji filmu 'Śmierć prezydenta' nt. katastrofy smoleńskiej, zrealizowanego przez National Geographic poprosiliśmy publicystkę 'Gazety Polskiej' Anitę Gargas. wPolityce.pl: Jakie są Twoje pierwsze wrażenia po obejrzeniu filmu 'Śmierć prezydenta' przygotowanego dla National Geographic? Anita Gargas: Ten film szokuje pod względem natężenia kłamstw i przeinaczeń w tak krótkim materiale. Poza jednym stwierdzeniem, że lotnisko nie było przygotowane do przyjęcia samolotu, że w wieży kontroli lotów panował bałagan, nie ma tam ani słowa prawdy. Kłamstwo goni kłamstwo. Przedstawiciele strony polskiej, którzy się w tym filmie wypowiadają, sprawiają wrażenie zaczadzonych teorią, którą zaserwowała nam Moskwa w pierwszych godzinach po katastrofie. W zasadzie cały film opiera się wyłącznie na tym, czego życzyłaby sobie strona rosyjska. wPolityce.pl: W warstwie faktograficznej - nazwijmy ją umownie - mamy dwa oficjalne raporty. W komentarzowej zaś - albo twórców tych raportów, albo ludzi, którzy też by się pod nimi ochoczo podpisali. Nie ma tu śladu dyskusji. Gdy mówi się o jakichkolwiek wątpliwościach - nazywanych oczywiście 'teoriami spiskowymi' - nie dowiadujemy się, czego dotyczą. - Sformułowanie 'teorie spiskowe' odmieniane jest na różne przypadki, a dotyczy przecież hipotez, które powinny być w tym śledztwie przyjmowane równorzędnie. Wysuwają je wszak niezależni badacze na podstawie wiarygodnych źródeł, jakimi są np. odczyty z polskiego rejestratora. Ani razu nie dowiadujemy się, czego dotyczy polemika z raportami MAK i komisji Millera. Film oparty jest niemal wyłącznie na tym, co mówią o tej katastrofie Rosjanie. Przedstawiciele strony polskiej - Jerzy Miller, Maciej Lasek i Wiesław Jedynak - występują w charakterze statystów, którzy mają potwierdzić teorię rosyjską. To szokujące, że można się zachować w tak bezrefleksyjny sposób. Przecież oni musieli zdawać sobie sprawę, że to, co pokaże National Geographic na długo zapadnie w pamięci światowej opinii publicznej. wPolityce.pl: - Stacja tłumaczy się tym, że - jak informuje plansza na początku filmu - twórcy serii 'katastrofy w przestworzach' opierają się na oficjalnych raportach. - Na tej planszy była też informacja o relacjach świadków. Nie widziałam ani jednego świadka, który opowiedziałby, co zaszło w ostatnich sekundach lotu tupolewa. Poraża natomiast liczba oczywistych kłamstw. Słyszymy m.in. o trzech czarnych skrzynkach, o ich długich poszukiwaniach, podczas gdy dwie godziny po katastrofie cały świat mógł oglądać zdjęcia Sławomira Wiśniewskiego, który sfilmował jedną z nich. Mówi się, że kapitan Protasiuk miał złe doświadczenia związane z lotem prezydenta do Tbilisi, kiedy to jego kolega miał rzekomo stracić pracę w wyniku odmowy lądowania na gruzińskim lotnisku. Nie potrafiłabym wyliczyć wszystkiego, co przeinaczono albo było wręcz kłamstwem. Dobrze, że choć nazwiska podano prawidłowo. wPolityce.pl: - A jak ocenisz warstwę fabularyzowaną, rekonstrukcyjną? To, co w niej uderza, to chaos i napięcie w kabinie pilotów. Większe niż na wieży kontroli lotów na Siewiernym, która w filmie jest schludna i czysta, z nowoczesnymi urządzeniami. Od rzeczywistości odbiega też przedstawienie ostatnich sekund lotu. Autorzy 'podkręcili' tę scenę. wPolityce.pl: Ale taką właśnie wersję pozna teraz cały świat. - Jestem zdruzgotana, bo najpierw musieliśmy walczyć z politycznym raportem rosyjskiego MAK, a teraz trzeba będzie 'odkręcać' film, który na zewnątrz sprawi wrażenie zobiektywizowanego dzieła neutralnych twórców. Efekt, jaki to 'dzieło' osiągnie, będzie niezwykle trudny do wyprostowania. ... not. znp ...".

Dnia 25 stycznia 2013 roku strona  http://wiadomosci.onet.pl/temat/katastrofa-smolenska/film-gargas-o-katastrofie-smolenskiej-moglo-dojsc-,1,5404577,wiadomosc.html pisze, ze:
"... Dziś w Warszawie zaprezentowano angielskojęzyczną wersję filmu (Anatomia Upadku). ... 'Z każdą wizytą w Smoleńsku nasze wątpliwości co do wersji przedstawianej przez MAK (rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) i przez komisję Millera (polska Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, której pracom przewodniczył ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller) pogłębiały się. W tej chwili można powiedzieć, że fakty przedstawiane przez MAK i komisję Millera legły w gruzach w konfrontacji z tym, co zastaliśmy, co zbadaliśmy na miejscu, w okolicach lotniska Siewiernyj w Smoleńsku', powiedziała Gargas. ... 'To nie są czyjeś opinie, tylko twarde dowody - relacje świadków i wyniki badań niezależnych naukowców ... Były próby ośmieszania tych niezależnych badań i dziennikarzy, którzy dochodzili prawdy na miejscu, w Smoleńsku. Niemniej wyniki badań oraz ustalenia dziennikarzy poszły na tyle daleko, że już nie da się ich ośmieszyć', powiedziała Gargas. Obecny na pokazie filmu Macierewicz podkreślił, że zespół, którego pracami kieruje, rekonstruował dotychczas przygotowania do zorganizowania wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 r. oraz przebieg katastrofy i sposób jej badania. 'Dopiero, gdy zdefiniujemy, co się naprawdę stało, gdy zostanie wyjaśniona kwestia śladów materiałów wybuchowych na przykład, i oceniona siła tych materiałów, rodzaj ewentualnego ładunku, albo wykluczona, dopiero wtedy przejdziemy do analizy tego, czy był to zamach i - ewentualnie - kto był zamachowcem', powiedział".

Dnia 26 stycznia 2013 strona http://www.ziemia-limanowska.pl/?p=24748  uwypukla znane juz fakty w wypowiedzi Macierewicza:
"...Poseł PiS i przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Badania Przyczyn Katastrofy pod Smoleńskiem przybył do Nowego Sącza na zaproszenie działającego w mieście Klubu Gazety Polskiej ... 'Jednak cały swój wysiłek wkładam w wyjaśnienie przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej. Jest wiele spraw, które trzeba wyjaśnić. Ja się zastanawiam dlaczego żaden funkcjonariusz służb bezpieczeństwa nie sprawdził wcześniej lotniska w Smoleńsku ... Dlaczego służby zignorowały doniesienia o planowanym zamachu na samolot i jego uprowadzeniu, które otrzymały 8 godzin przed wylotem? Dla mnie to było wysłanie pary prezydenckiej i elity tego kraju na pewną śmierć ... Dlaczego nikt nie próbował ratować ludzi, dlaczego zawracano karetki, które przyjeżdżały na miejsce tragedii, dlaczego z góry założono, że wszyscy nie żyją. W mediach od razu pojawiła się informacja, że nikt nie przeżył ... Skąd po 20 minutach od katastrofy minister Sikorski wiedział i miał pewność, że prezydent Lech Kaczyński nie żyje, skoro jego ciało odnaleziono dopiero po 7 godzinach? ... Do tej pory przeprowadzono jedynie sześć sekcji zwłok ...'. ... zaprzeczył tezie, że była to katastrofa lotnicza, a na dowód przedstawił niektóre z zebranych materiałów świadczących o zamachu i wybuchu samolotu w powietrzu. 'Naukowcy już tydzień przed podanymi w 'Rzeczpospolitej' informacjami, stwierdzili, że do katastrofy przyczyniła się eksplozja. To był zamach! Nikt nie sprawdził przed wylotem ważącej 1300 kg tzw. apteczki technicznej samolotu! ... pod pokładem w miejsce części zamiennych samolotu ktoś podłożył materiały wybuchowe'. Poseł zgromadzonym na sali Sądeczanom pokazał zdjęcie wraku samolotu i dla porównania wizualizację uderzenia samolotu o podłoże. ... układ szczątków samolotu mógł spowodować jedynie wybuch. ... 'Przecież nie istnieje idealne kłamstwo, ono zawsze wyjdzie na jaw. Na jednej z prezentacji przygotowanej przez Jerzego Millera, a podpisanej przez Donalda Tuska można zobaczyć zegar samolotu. Wskazuje on rzeczywiste wskaźniki z lotu i w momencie zderzenia z brzozą pokazuje, że samolot znajdował się 23 m nad pasem lotniska. Nie ma więc możliwości, żeby tupolew uderzył w brzozę' ... Przywołał też ekspertyzę z 30 sierpnia 2010 r. przygotowaną dla rządu przez krakowską firmę SmallGis, która wykorzystując zdjęcia satelitarne zakreśliła obszar katastrofy oraz dwie strefy wybuchu. Jak zaznaczył Macierewicz w materiałach prezentowanych przez Jerzego Millera słowo 'wybuch' zastąpiono 'pożarem'. 'Bywa tak, że wśród polityków są zbrodniarze i będą musieli oni kiedyś odpowiedzieć za swoje czyny. Mam nadzieję, że nastąpi to już niedługo', podkreślił na koniec przemówienia Macierewicz ... Źródło: pis-grybow.pl".

Dnia 27 stycznia 2013 roku nadal dyskusja dotyczy filmu Anity Gargas i dzialan Rzadu Polskiego w okresie Katastrofy Smolenskiej 2010 roku, na stronach http://lubczasopismo.salon24.pl/Arecenzja/post/481998,innej-drogi-do-wyjasnienia-katastrofy-smolenskiej-niema
 oraz http://niezalezna.pl/37738-bedzie-kolejny-film-zapowiada-anita-gargas-autorka-anatomii-upadku?page=2:

"...Wiemy że, Państwo Polskie, poprzez działania Rządu RP podjęło niefortunną decyzje o powierzeniu prowadzenia, praktycznie większości czynności związanych bezpośrednio z dochodzeniem Federacji Rosyjskiej. Wiemy że, owocem tej błędnej decyzji był raport końcowy komisji Mak, uragajacy w swej treści wszelkim międzynarodowym normom, badania przyczyn katastrofy lotniczej w skali zaistniałej dnia 10 kwietnia 2010 roku. Wiemy że, Rzad RP , powierzył prace nad wyjaśnieniem przyczyn tzw. Komisji Millera. Wiemy że, wspomniana komisja, niezważając zupełnie, na niedociągnięcia raportu Mak, oparła się na wspomnianym raporcie, wydając w efekcie swoich prac, swój własny raport końcowy. Wiemy że, raport końcowy Komisji Millera, nie różni się w sposób zasadniczy od raportu Komisji Mak. Wiemy że, przyczyny śmierci 96 obywateli naszego kraju, na czele z Prezydentem naszego kraju, nie zostały należycie wyjaśnione. Wiemy że, prowadzone jest nadal śledztwo, prowadzone przez Naczelna Prokuraturę Wojskowa. ... Zaznaczam że, zarówno komisja MAK jak i komisja Millera wydały swoje raporty końcowe bez rekonstrukcji wraku. Jest to błędne i zastanawiające. Załączam teraz fragment komunikatu dotyczący bezpośrednio informacji o planowanej rekonstrukcji, cytuje: 'W Polsce na terenie Bazy Lotniczej w Mińsku Mazowieckim wybudowano specjalny hangar, w którym złożone zostaną fragmenty samolotu po ich przetransportowaniu do Kraju'. Jak widac po komunikacie, wspomniana decyzja zapadła, czyli dojdzie do złożenia fragmentów samolotu. Należy wziąć pod uwagę ze na rekonstrukcje, potrzebny będzie jednak wystarczająco długi okres czasu. Biorąc pod uwagę fakt, ze zbadanie 250 małych próbek pobranych w ubiegłym roku z terenu katastrofy czyli z miejsca zdarzenia, ma trwać według NPW minimum 6 miesięcy. Logicznym wnioskiem jest to, że złożenie całego wraku w przyszlosci (składającego się z dziesiątków tysięcy elementów) to okres czasu minimum 3-ch lat. ... Oto fragment ostatniego sprawozdania NPW, dotyczący bezpośrednio zbierania i ilości materiałów dowodowych. Pora na kolejny cytat: 'Obecnie materiał śledztwa zamyka się w 420 tomach akt jawnych oraz 120 tomach akt wydzielonych (niejawnych).' ... 'Do dnia 21 stycznia 2013 roku, wykonano około 1200 czynności przesłuchań świadków, z czego około 130 czynności w 2012 r. Nie jest to liczba ostateczna, bowiem zaplanowane są kolejne przesłuchania'. Wnioskując z liczby 1200 czynności, wykonanych do tej pory przez NPW i biorąc jednocześnie pod uwagę fakt, ze chodzi o Śmierć prezydenta RP i 95 innych obywateli RP, na mniej jak 3000 czynności, liczyć nie wypada. Czyli lekko już teraz licząc, następne trzy lata do śledztwa, doliczyć należy. ... Wszytko świadczy bowiem za tym, ze śledztwo i dochodzenie prowadzone przez NPW nie jest prowadzone w celu rzetelnego wyjaśnienia zdarzenia. To skandaliczne w swej formie śledztwo, jest tylko i wyłącznie prowadzone z pobudek politycznych. Jeśli nadal będziemy skupiać się, jedynie na obalaniu raportów końcowych komisji MAK i Millera, za jakieś 10 lat będziemy mogli nadal robić dokładnie to samo, po zakończenia śledztwa prowadzonego przez NPW. ... Dyskusja:... Proszę zauważyć fakt, ze NATO nie zareagowało zupełnie. Podobnie jak opinia publiczna, w innych krajach. Nikt za nas, naszych spraw nie rozwiąże. ... Pozew zbiorowy podpisany przez miliony Polaków do Trybunału w Hadze - może do tego doprowadzić - Są też inne formy nacisku na Rząd - jak na przykład referendum. ... Gen.Petelicki powiedzial, ze NATO nie uzbroilo nas w patrioty dlatego, ze rzad Polski odmowil propozycji pomocy. Gen.Polko mowil o zdziwieniu generalow NATO, ze rzad odrzucil ich propozycje juz w czasie pogrzebow ofiar. Czy NATO jest powolane do walki z rzadami 'sprzymiezencow'? ... Spotkanie z Antonim Macierewiczem. Samolot prezydencki rozpadał się na obszarze o długości blisko 1400 m !! Państwo polskie reprezentowane przez 130 posłów wsparte setką niezależnych naukowców bada merytorycznie katastrofę smoleńską. Przeciwwagą dla nich jest 35 specjalistów z tzw. komisji Millera. Oba gremia łaczy to, że nikt nie przeprowadzał badań wraku samolotu. 5 lutego odbędzie sie spotkanie owych stu naukowców. Jest wynajeta sala na uniwersytecie i wysłane zaproszenia do owych 35 rządowych specjalistów. Czekamy na rozwój wydarzeń. To będzie test dla władzy: uspokoi społeczeństwo czy wzrośnie procentowo liczba 'niedowiarków'. Antoni Macierewicz powiedział, że zajmują sie (na razie) tylko badaniem katastrofy samolotu. Nie oskarżąją nikogo, lecz za każdą decyzją stoi ktoś kto ma dwie ręce ... imię i nazwisko ... 'Z zeznań pracowników Kancelarii Prezydenta wyłania się obraz braku jakiegokolwiek oczekiwania, na 96 osobową delegację.' Rozumiem, że takie zeznania ma ZP Macierewicza. Jest to oskarżenie współpracowników Prezydenta Kaczyńskiego o udział w spisku. Czyli nie Tusk z Putinem...".

"Dokumentalny film 'Anatomia upadku' wywołał ogromne poruszenie. Nie tylko wśród Polaków, zainteresowanych wyjaśnieniem prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej, ale również dziennikarzy chcących poznać wszystkie okoliczność tragedii z 10 kwietnia. Także zagranicznych korespondentów, dla których zorganizowano specjalny pokaz. Autorka filmu Anita Gargas w ostatnich dniach udzieliła wielu wywiadów różnym mediom. Wśród nich tygodnikowi 'W sieci'. Publikujemy jego fragmenty. Anita Gargas mówi m.in. o ogromnym zainteresowaniu 'Anatomią upadku': 'Mam już dziesiątki zaproszeń na pokazy, także zagranicą. Szykujemy także wersję niemiecką, angielską, rosyjską, węgierską i wiele innych. Na to nie będziemy żałować środków, bo trzeba powiedzieć prawdę także za granicą. Planowany jest pokaz w Parlamencie Europejskim. ... Liczymy na Telewizję Trwam. Chcemy też publicznie zaoferować ten film Telewizji Polskiej, za symboliczną złotówkę. Liczymy tu na wsparcie ze strony innych mediów, stowarzyszeń dziennikarskich ... Mamy tyle doskonałego materiału, że moglibyśmy zmontować jeszcze dwa odcinki poświęcone kolejnym wątkom, zagadkom, skandalom wokół Smoleńska. Właściwie każdy wycinek tej sprawy to temat na osobny film. Choćby zaginięcie jednej z pięciu czarnych skrzynek, tej, która rejestruje parametry lotu. Nie ma jej nigdzie. Czy nasi przedstawiciele zrobili wszystko, by ją odnaleźć? Przecież nie mogła ulec uszkodzeniu. Dlaczego zgodzili się, by sześć dni po katastrofie zniwelować teren tragedii spychaczami? I tak co chwila. ... jeden film z pewnością nie wyczerpał tematu. Ostatnio nawet, już po skończeniu produkcji, nagraliśmy bardzo ważny materiał. ... Ograniczają nas tylko fundusze, które - co pewnie nie jest dla nikogo tajemnicą - są naprawdę niewielkie. Sam pobyt w Smoleńsku to poważna pozycja budżetowa, tam w hotelach obowiązują ceny paryskie. ... Władza jest wszak bezwzględna i lepiej nie wchodzić jej w drogę. Mam wrażenie, że tej atmosferze ulegli polscy urzędnicy, prokuratorzy, akredytowani przy MAK, którym przypadła misja wyjaśnienia śmierci polskiej elity, urzędującego prezydenta. ... Po 10 kwietnia 2010 roku zaczęłam zadawać sobie pytania - a właściwie dlaczego wcześniej nie brałam poważnie pod uwagę, że Lech Kaczyński może zostać zlikwidowany? ... Putin nie zawahał się wydać polecenia, by zabić Aleksandra Litwinienkę, byłego rosyjskiego agenta, który przeszedł na stronę Zachodu. Zrobił to w spektakularny sposób, w Londynie, za pomocą polonu, w momencie gdy Litwinienko co miał powiedzieć, już powiedział. Czysta zemsta. I dlatego m.in. Anglicy, chyba jako jedyni, zareagowali po Smoleńsku wstrzemięźliwie, nie uznali rosyjskiej wersji za jedyną możliwą. Reszta, niestety także w Polsce, opowieść suflowaną od pierwszych godzin przez Moskwę'. ... Autor: gb. Żródło: niezalezna.pl, W sieci."

Strony http://niezalezna.pl/37762-politycy-wszystkich-opcji-tvp-powinna-pokazac-anatomie-upadku, http://niepoprawni.pl/blog/5499/przed-premiera-national-geographic, http://niezalezna.pl/37755-cineflix-zabiera-glos oraz http://www.cineflix.com/our-company komentuja film "Anatomia Upadku" oraz inny film produkcji 'Cineflix':
"...Film 'Anatomia Upadku' w reżyserii Anity Gargas powinien zostać wyemitowany w TVP - to zgodna opinia polityków ze wszystkich partii obecnych w Sejmie - PO, PiS, SP, RP, PSL i SLD, którzy wzięli udział w dzisiejszej audycji Radia Zet 'Siódmy dzień tygodnia'. Prowadząca audycję Monika Olejnik zapytała swoich gości, czy telewizja publiczna powinna pokazać film Anity Gargas 'Anatomia upadku'...".

"...Portal niezależna.pl podaje odpowiedź jaką otrzymała od producentów filmu 'Śmierć Prezydenta' firmy Cineflix ... 'Nie przeprowadzaliśmy niezależnego śledztwa, jak również nie wyciągaliśmy własnych wniosków na temat przyczyn katastrofy lotniczej'. ... Tak, więc powstała superprodukcja finansowana przez służby różnej maści, która gdyby nie dotykała tragedii narodowej z 10 kwietnia, można by śmiało nazwać komedią firmowaną przez poważną instytucją za jaką można było uważać National Geographic".

"...Naszym podstawowym źródłem informacji były oficjalne raporty polskiej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) - pisze w odpowiedzi na pytania niezalezna.pl producent filmu 'Śmierć prezydenta' firma Cineflix ... odpowiedź nadeszła dopiero po wczorajszej publikacji informacji o wysokiej sprzedaży produkcji Cineflix w Rosji. 'Podczas kręcenia odcinka 'Śmierć prezydenta' naszym podstawowym źródłem były oficjalne raporty polskiej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), oraz wywiady z przedstawicielami polskiej komisji', napisali do niezalezna.pl przedstawiciele Cineflix. 'Nie przeprowadzaliśmy niezależnego śledztwa, jak również nie wyciągaliśmy własnych wniosków na temat przyczyn katastrofy lotniczej', dodali. 'Producentem serialu 'Katastrofy w przestworach' była firma Cineflix, jeden z liderów w swojej branży. Odcinek 'Śmierć prezydenta' został nakręcony przez ten sam zespół...'. ... Cineflix powołują się na fakt, iż po premierze filmu, która odbyła się w Polsce na początku tego tygodnia, film został pozytywnie zaopiniowany przez 'niektóre wiodące media'. Wśród nich wymieniono - Gazetę Wyborczą, Polska The Times oraz Onet.pl...".

"Cineflix Media Inc. is a leading international media company that brings together global broadcast and production partners, major talent, and key executives to create top quality original content produced and distributed for television and other platforms ... our Team: Glen Salzman, Katherine Buck, Greg Francis, Sam Berliner...".


Dnia 27 stycznia 2013 porownywane sa dwa filmy o Katastrofie Smolenskiej 2010 na stronie
http://niezalezna.pl/37727-film-na-zlecenie-sensacyjne-odkrycie-blogerki?page=7 gdzie czytamy:

"Na pytanie dlaczego Cineflix zdecydował się na produkcję filmu na temat katastrofy smoleńskiej, odpowiedzi trzeba szukać w transakcjach, jakich kanadyjski producent dokonał w listopadzie 2010 roku. W szczególności chodzi o umowy z Rosją. Informacje ujawniła Monika Logwiniuk, Polka mieszkająca na stałe w Kanadzie, która od wielu miesięcy walczy o rzetelność filmu 'Śmierć prezydenta'. Kilka miesięcy temu Logwiniuk dotarła do osób, które w Cineflix odpowiadały za scenariusz i zasugerowała, by zapoznały się z ustaleniami zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej. Mimo to 'Śmierć prezydenta' to produkcja oparta wyłącznie na oficjalnych raportach rządowych. W filmie nie wypowiada się nikt, kto krytycznie odniósłby się do wersji MAK i komisji Millera. 'Faktem jest, że producenci serii 'Mayday Aircrash Investigation' oprócz wersji MAKowsko-Millerowskiej byli również dobrze poinformowani o wynikach dochodzeń w sprawie katastrofy smoleńskiej zawartej w Białej Księdze zespołu parlamentarnego ds. katastrofy samolotu rządowego Tu-154 w Smoleńsku, pisze blogerka. 'Uruchamialiśmy wspólnym wysiłkiem wszystkie możliwe kanały żeby dotrzeć do producentów filmu i przekazać im ogrom wypaczeń w śledztwie. Naukowe analizy i wyliczenia, filmy i wstrząsające zeznania świadków znajdujących jeszcze długo po katastrofie szczątki ludzkie na polu tragedii. Obnażaliśmy ewidentne kłamstwa i karygodne zaniechania, pokrętne tłumaczenia i urągające przyzwoitość, zdrowemu rozsądkowi i polskiej racji stanu komentarze ludzi, którzy z racji swojego urzędu i przysiędze składanej w Sejmie powinni dołożyć wszelkich starań aby ta bezprecedensowa tragedia została przezroczyście i uczciwie wyjaśniona', wskazuje Logwiniuk. 'Stawialiśmy znaki zapytania i wykrzykniki przy 'okołosmoleńskich' śmierciach. Glen Salzman (CEO of Cineflix Media Inc) i jego ludzie wiedzieli też o znalezieniu śladów trotylu na wraku ... Na pytanie dlaczego Cineflix zdecydował się na produkcję filmu na temat Smoleńska odpowiedzi trzeba szukać w zbiorach informacji na temat transakcji jakich Cineflix dokonał w listopadzie 2010 roku (patrz Cineflix corporate news i temu podobne) zawartych ze stacjami telewizyjnymi wschodniej Europy, a w szczególności z Rosją, której ogromny rynek w tym zakresie nie może być niedoceniony. Cineflix dokonując sprzedaży różnych swoich produkcji w tym Mayday Aircrash Investigation chełpi się powiększeniem zysków o 300 %. Mają tam bardzo utalentowaną, rosyjskojęzyczną menadżerkę ds. sprzedaży 'Cineflix International' Caroline Schroeter'. ... Dyskusja: ... film ten zostal stworzony przez firme, ktorej wlascicielem jest Rupert Murdoch (i jednym z dyrektorow jest Rosjanka) ... ten sam Rupert Murdoch dla kogo w przeszlosci pracowal nasz niezastapiony zagraniczny minister zwany Radoslaw Sikorski ... Schroeter jest Niemką, co nie jest tajemnicą...".
"Cineflix International reports buoyant sales to Russia and Ukraine, with several landmark deals closed in the last month. The Russian distributor Studio U7 has taken 78 hours of CID programming - with the emphasis on animals. ... Also en route to Russia via a deal with broadcaster 7TV is design challenge Inside The Box With Ty Pennington (13×30 min) ... Rags to Red Carpet is also on its way to Ukraine, thanks to a deal with CITI/Gravis TV. ... The up-and-coming Ukrainian commercial broadcaster TBI has signed up for over 50 hours of content ... The deals were brokered by sales manager Caroline Schroeter, whose portfolio was recently expanded to include the CIS and Baltic territories. Schroeter, who speaks Russian, said: 'We are starting to unlock the huge potential of the Russian and Ukrainian markets. Local broadcasters are demonstrating their openness to, and enthusiasm for, quality factual content.' ... For further information, please contact: Cheryl Clarke at Mushroom Media on: Tel: +44 (0)207 582 5800. E: cheryl@mushroom-media.co.uk ...".

Dnia 28 stycznia 2013
strona
http://smocze.opary.salon24.pl/482189,national-geographic cytuje apel Macierewicza:

"...Antoni Macierewicz do byłych członków Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego badających katastrofę samolotu TU 154 M z dnia 10 kwietnia 2010 r: 'Nie unikajcie dyskusji! Szanowni Państwo, w dniu 14 grudnia 2012 r. zwróciłem się do Państwa publicznie z propozycją debaty z naukowcami niezależnymi i ekspertami współpracującymi z Zespołem Parlamentarnym badającym przyczyny tragedii smoleńskiej. Zespół Parlamentarny, który skupia ponad 100 posłów i senatorów Rzeczpospolitej Polskiej i jest ważną instytucjonalną formą działania parlamentarzystów, zajmuje się kwestią katastrofy smoleńskiej od lipca 2010 r. a opublikowane przezeń materiały (w tym Biała Księga smoleńskiej tragedii) nigdy nie zostały naukowo zakwestionowane. Raz jeszcze zwracam się do Państwa o udział w tej debacie. Liczę, że będziecie gotowi do obrony tez i opinii jakie przedstawiliście w lipcu 2011 r. w Raporcie Państwowym podpisanym przez Was i zatwierdzonym przez Premiera Donalda Tuska. Mam nadzieję, że nie będziecie Państwo dłużej unikali dyskusji naukowej, w której eksperci z różnych środowisk podejmą próbę wypracowania obiektywnego stanowiska. Uważam, że sytuacja, w której eksperci pracujący dla Rządu nie mają woli bronić swoich racji w otwartej, naukowej debacie rzuca poważny cień na wiarygodność Rządu Donalda Tuska. Podważa to także w opinii publicznej tezy Raportu Rządowego powszechnie krytykowane przez środowiska naukowe, w tym przez uczestników Konferencji Smoleńskiej z 23 października 2012 r. Brak otwartej, transparentnej, publicznej dyskusji z innymi naukowcami rodzi zamieszanie społeczne i jest pożywką dla różnych teorii spiskowych. W tej sytuacji Rząd, który reprezentujecie jest atakowany za niekompetencję a nawet za złą wolę w związku z badaniem tragedii smoleńskiej. Dla dobra wyjaśnienia tej najstraszliwszej katastrofy, w której zginął Prezydent Rzeczpospolitej Lech Kaczynski i część polskiej elity apeluję do Państwa byście mieli odwagę publicznie, w toku naukowej debaty poddać pod dyskusję tezy przedstawione w Raporcie. W przeciwnym wypadku cały Raport Rządowy słusznie może zostać uznany za kopię stanowiska Federacji Rosyjskiej, tzw. raportu Anodiny. Debata odbędzie się 5 lutego br. na jednym z warszawskich uniwersytetów i będzie miała formułę naukową. Udział w niej wezmą wyłącznie naukowcy i eksperci. Relacja medialna pozwoli opinii publicznej na uczestnictwo bez obawy zakłócania jej przebiegu. Każda ze stron będzie dysponowała taką samą ilością czasu do przedstawienia swoich racji i będzie miała możliwość zadania dowolnych pytań uszczegóławiających lub sprawdzających tezy strony przeciwnej. Gotowość udziału zapowiedzieli już eksperci Zespołu Parlamentarnego m.in. naukowcy z zagranicy: prof. prof. Wiesław Binienda, Kazimierz Nowaczyk, dr. inżynier Wacław Berczyński oraz dr. inżynier Grzegorz Szuladziński. Debata rozpocznie się o godzinie 10.00 rano i trwać będzie z przerwą do godziny 19.00. Adres uczelni i nazwa sali wykładowej zostaną przekazane Państwu w osobnej korespondencji'. http://niezalezna.pl/37779-macierewicz-do-czlonkow-komisji-millera-nie-unikajcie-dyskusji DETOXIC 27.01.2013 23:34...".

Martynka na stronie http://martynka78.salon24.pl/ podsumowala dnia 28 stycznia 2013 roku film National Geographic:
"...Szkoda tylko, ze twórcy programu nie zapoznali się z dokumentem, jaki sporządzono w nocy z 10 na 11 kwietnia, w którym to polscy i rosyjscy śledczy w ogóle nie brali pod uwagę hipotezy udziału osób trzecich i ją odrzucili już w pierwszych godzinach. W programie zaprezentowała się cała plejada różnych postaci, które przekonywały, że winni byli polscy piloci i oczywiście polski prezydent, którego 'nikt nie chciał rozczarować'. Wystąpił rosyjski kontroler, który powtórzył kłamstwo MAK, że samolot był cywilny, choć zostało dowiedzione, że jest to nieprawda. Wypowiadał się także jeden z ratowników, który miał być na miejscu katastrofy kilka minut po zdarzeniu, choć jak wiadomo nawet z raportu MAK, pierwsza karateka, sztuk jeden, przyjechała dopiero po 17 minutach. Prawdziwość jego relacji staje pod dużym znakiem zapytania także z innego powodu. Ratownik stwierdził, iż żadne z ciał nie było w całości, zaś na miejscu zastał same szczątki, co stoi w sprzeczności z relacjami rodzin i osób biorących udział w identyfikacjach w Moskwie. Według nich wiele ciał zachowało się w całości i było w pełni rozpoznawalnych. Pojawiła się też informacja, że na miejscu katastrofy wszędzie znajdowały się zwęglone szczątki maszyny, co znowu każe zapytać, czy aby świadków nie poniosła fantazja, gdyż według oficjalnych raportów pożar był incydentalny i udało się go ugasić już po kilkunastu minutach, a szczątki samolotu nie nosiły jego sladów. Podkoloryzowane relacje o koszmarnej mgle, w której nie można było dojrzeć własnej dłoni sa również niepokojące i stawiają wiele znaków zapytania o rzetelność świadków. NG pokazał też przejmujące obrazy z poszukiwań rejestratorów lotu, o przeczesywaniu miejsca zdarzenia, a chyba tylko przez nieuwagę twórcy zapomnieli wspomnieć o zaginionym na wieki wieków rejestratorze K 3-63, który znajdował się centropłacie. W odczytach z rejestratora ATM również nie dostrzegli kilkunastu awarii, które wystąpiły przed uderzeniem w ziemię, ale kto by się zajmował jakimiś szczegółami, kiedy oficjalny raport był firmowany autorytetem Putina, największego demokraty, który brzydzi się przemocą. A zatem samolot był sprawny, tylko ta mgła, brzoza i niedouczeni piloci. Filmowej interpretacji doczekały się także rosyjskie kłamstwa na temat nacisków ze strony prezydenta i generała Błasika, a już zdanie 'nikt nie chciał rozczarować prezydenta' zasługuje na jakieś putinowskie odznaczenie. Trzeba przyznać, że ordynarnie, grubo ciosane to sceny i dialogi. ... Jeżeli twórcy 'Śmierci prezydenta' nie chcieli odwoływać się do prac Zespołu Parlamentarnego, który, co warto podkreślić nie jest prywatną organizacją, ale ciałem polskiego parlamentu, mogli chociaż wspomnieć o pracach polskiej prokuratury wojskowej i wątpliwościach polskich śledczych. To polska prokuratura nie uznała wyników prac komisji Millera za wystarczające i zleciła badania wraku, które przyniosły zaskakujące wyniki: ślady trotylu. To polscy prokuratorzy zdecydowali się zbadać brzozę, wprawdzie po 2,5 roku, ale lepiej późno niż wcale. Wreszcie to polska prokuratura zwróciła się do producenta TAWS i FMS o uszczegółowienie ekspertyz, gdyż te, którymi posługiwała się komisja Millera uznała za niepełne i nie dające odpowiedzi na wszystkie pytania. To nie spiskowa teoria, ale twarde fakty. ... Ta prymitywna propaganda już przynosi odwrotny skutek. ... Najgorsze jest to, ze NG nie trzymał się nawet tych oficjalnych dokumentów, w których jak byk napisano, że karetka przyjechała po 17 minutach, po czym ją zawrócono, bo 'wsie pagibli', że pożaru nie było (pytanie dlaczego, skoro samolot miał 13 ton paliwa?) ... To było orynarne przegięcie. Ten powrót do aluzji o gen. Błasiku, o 'głupim' Protasiuku, o terrorze i presji prezydenta. Jeden kęs za dużo i film, zamiast pogrążyć stronę demokratyczną, obywatelską, wywoła efekt przeciwny. Mam przekonanie, że tym występem Lasek stracił resztki szacunku swoich kolegów w mundurze. ... Ten dokument, a raczej 'dokument' też jakoś dziwnie pominął sprawę godziny katastrofy o 8.56, która z niewyjaśnionych przyczyn obowiązywała przez 3 tygodnie. Skąd taka godzina? I dlaczego do samolotu, który rozbił się niemal przed pasem lotniska pierwsza straż przyjechała dopiero po 14 min, a karetka pogotowia dopiero po 17? ... Co do plusów, to jeden jest taki, że NG nie uznał dogmatu 'świętej brzozy'. Drugi plus, to aktor, który zagrał kapitana Protasiuka, wydawał mi się znajomy i przypomniałem sobie - to Dymitry Chepotevsky, gra często w USA i Kanadzie...".

Dnia 31 stycznia 2013 roku portal 
http://niezalezna.pl/37911-ujawniamy-tresc-sensacyjnego-rosyjskiego-dokumentu publikuje rewelacyjny rosyjski dokument:
"Rozrzucone na obszarze blisko jednego kilometra kwadratowego szczątki rządowego tupolewa, wiszące na drzewach fragmenty samolotu, nieuszkodzone przewody trakcji elektrycznej - to zaledwie kilka z informacji znajdujących się w rosyjskim dokumencie ujawnionym w najnowszym numerze miesięcznika 'Nowe Państwo'. Informacje zawarte w dokumencie o nazwie 'Protokół Oględzin Miejsca Zdarzenia' pokrywają się z zeznaniami naocznych świadków, m.in. tych, którzy byli na miejscu w momencie katastrofy lub zaraz po niej - załogi jaka-40 oraz funkcjonariuszy BOR-u. BOR-owcy przyjechali z Katynia (gdzie miały się odbywać uroczystości) do Smoleńska natychmiast po otrzymaniu informacji o katastrofie.
Wszyscy członkowie załogi jaka-40, który przyleciał do Smoleńska kilkadziesiąt minut przed katastrofą, zeznali, że słyszeli dwa wybuchy, a dopiero później zamilkły silniki Tu-154M. Gdy udali się na miejsce, gdzie spadł tupolew, zobaczyli porozrzucane ciała ofiar i fragmenty samolotu, które Rosjanie pospiesznie przenosili z miejsca katastrofy.
'...Nikt się nimi (ciałami ofiar) nie interesował, tzn. nikt ich nie przykrywał, nie zabierał. W trakcie pobytu tam zauważyłem, że do poszczególnych stanowisk utworzonych przez służby (rosyjskie) znoszono części samolotu. Takich stanowisk już wtedy było kilka. Stanowiska wyglądały w ten sposób, że był to stolik, na nim dokumentacja, laptop itp. Na stanowiskach znajdowali się ludzie...', zeznał technik pokładowy jaka-40 Remigiusz Muś, który zmarł tragicznie w październiku ubiegłego roku. Był on naocznym świadkiem przenoszenia w jedno miejsce fragmentów Tu-154M.

Inni naoczni świadkowie zeznali, że ciała ofiar były rozrzucone na dużym obszarze i w większości pozbawione były odzieży.
Fragmenty samolotu leżały nawet na terenie salonu samochodowego, który znajdował się ok. 300 m od miejsca katastrofy, także na dachu szopy odległej od salonu samochodowego kilkaset metrów oraz w pobliżu domu mieszkalnego, który stał w sporym oddaleniu od miejsca katastrofy.
Rosjanie sporządzający raport wymieniali nazwy gatunkowe uszkodzonych drzew na miejscu katastrofy. Są to świerk, topola oraz brzoza znajdującą się w zupełnie innym miejscu niż opisywane w raporcie komisji Millera drzewo, o które miał się rozbić Tu-154M. Nie ma żadnej wzmianki o 'pancernej brzozie'.
'Skrzydło (tupolewa) znajduje się w kierunku z południa na północ, jego górna część jest oparta o drzewa. W promieniu około 10 metrów od skrzydła samolotu na ziemi znajduje się kilka metalowych fragmentów samolotu różnej wielkości',
czytamy w dokumencie Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej. Całość dokumentu Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej oraz mapa terenu, gdzie doszło do katastrofy, znajduje się w najnowszym numerze 'Nowego Państwa'."

Strona
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/nowe-panstwo-sensacyjne-dokumenty-rosyjskie-ws-smolenska,1888606 dodaje:
"Rozrzucone na obszarze prawie jednego kilometra kwadratowego szczątki rządowego tupolewa ... Dokument o nazwie 'Protokół Oględzin Miejsca Zdarzenia' został wykonany w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. w godzinach 15.05 - 20.12. Podpisali go urzędnicy ze smoleńskiego oddziału Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej Federacji Rosyjskiej oraz dwóch świadków. Do dokumentu dołączono odręcznie sporządzoną mapkę. W dokumencie szczegółowo opisano miejsce katastrofy oraz obszar - blisko jeden kilometr kwadratowy - na którym znajdują się fragmenty samolotu.
'Przewody linii elektroenergetycznej nie są uszkodzone. Wzdłuż drogi Smoleńsk - Pieczersk również w kierunku z południa na północ znajduje się wąwóz o szerokości ok. 2-3 m, wewnątrz którego na odcinku ok. 20-25 m są porozrzucane metalowe fragmenty samolotu różnej wielkości', czytamy w rosyjskim dokumencie.
Nie ma w nim opisu brzozy, o której mówili członkowie komisji MAK-u oraz komisji Millera. Dokument wspomina natomiast o innych uszkodzonych drzewach, w tym także brzozach.
'Śledczy rosyjscy identyfikują natomiast jakieś trzy brzozy. Pierwszą - 1400 m od miejsca, w którym upadły największe części tupolewa. Według dokumentu została ona ułamana na wysokości 17 m. Taka brzoza nie była opisywana w żadnej dotychczasowej relacji. Następnie śledczy opisują drugą brzozę, stojącą dużo dalej i złamaną na wysokości 4 m. Wreszcie, po przejściu pewnej odległości, śledczy opisują trzecią brzozę złamaną na wysokości 1 m od góry. To drzewo stoi na miejscu, które wówczas zidentyfikowano jako działkę pana dr. Bodina. Według polskiej komisji miała ona być złamana na wysokości 5 m, a
wersja rosyjska, przedstawiona w filmie National Geographic, mówi o 11 m
',
mówi w rozmowie z 'Gazetą Polską Codziennie' Antoni Macierewicz.

Jak zauważa 'GPC', sporządzony przez Rosjan opis pokrywa się z zeznaniami naocznych świadków, m.in. tych, którzy byli na miejscu w momencie katastrofy lub zaraz po niej - załogi jaka-40 oraz funkcjonariuszy BOR-u. ... 'Pierwsze dokumenty z oględzin miejsca wypadku, urzędowo potwierdzone, przeczą całej historii opisanej zarówno przez panią Anodinę, jak i pana Millera.
To może być podstawa do wszczęcia przeciwko nim procesu o sfałszowanie dokumentu państwowego',
mówi 'Gazecie Polskiej Codziennie' Antoni Macierewicz."

Inna strona pisze:
"...Rosyjski dokument, który właśnie się pojawił wyklucza urwanie skrzydła samolotu przez zderzenie się z tzw. 'pancerną brzozą'. 'Dokument zawiera fragment oględzin miejsca zdarzenia. Śledczy idą od miejsca czoła katastrofy czyli miejsca gdzie na ziemie spadły koła wraz z śródpłaciem, aż do początku katastrofy, jak się okazuje blisko 1,5 km', komentował dokument w TV Trwam Antoni Macierewicz. Dokument został stworzony tuż po katastrofie. 'To pierwszy znany opis miejsca zdarzenia. Od godz. 15:05 do 20:12 śledczy szli krok po kroku i opisywali każdy fragment miejsca zdarzenia', dodał poseł ... Dokument opisuje m.in. miejsce gdzie powinna stać 'pancerna brzoza', o którą miał rozbić się samolot. Odnosząc się do tego fragmentu Antoni Macierewicz powiedział: 'Rosyjscy śledczy, którzy oglądali miejsce zdarzenia 4 godz. po katastrofie zobaczyli zupełnie inne rzeczy, niż te których nas uczy się od mniej więcej  trzech lat.
Nie ma brzozy złamanej na wysokości 11 metrów w okolicy bliższej radiolatarni za to jest brzoza o wysokości 17 m, która jest złamana na samej górze miej więcej 200 m przed tą radiolatarnią'.
Nowy dokument wraz z mapą opublikowany zostanie w ... numerze (31.01.2013) miesięcznika 'Nowe Państwo'. Informacje na ten temat (w tym zeznania naocznych świadków) opublikuje ... Gazeta Polska Codziennie (31.01.2013)."

Strona http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/772494,Przetlumaczono-akta-dotyczace-wraku-Tu154M:
"
Prokuratorzy wojskowi otrzymali tłumaczenie dwóch tomów akt przekazanych Polsce przez Rosjan - poinformowała Naczelna Prokuratura Wojskowa. 'Chodzi o protokoły oględzin przedmiotów, fragmentów wraku samolotu i miejsca zdarzenia. W tych protokołach jest też odzwierciedlony moment pobrania i zabezpieczenia pozyskanych wówczas próbek', powiedział kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej (NPW). Trzy tygodnie temu prokuratura wojskowa poinformowała, że w początkach stycznia otrzymała kolejne dwa tomy akt z Rosji i przekazała je do tłumaczenia. Z wstępnych oględzin tych dokumentów wynikało, że były to m.in. materiały z jesiennego pobytu polskich specjalistów w Smoleńsku...".

Portal http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/483047,na-goraco-klamstwo-komisji-millera-obnazone pisze:
"Właśnie tyle co obejrzałem Rozmowy Niedokończone w TV Trwam, wywiad z Macierewiczem. Nowe fakty - dotarto do dokumentu z oględzin miejsca katastrofy dokonanych przez funkcjonariuszy rosyjskich 10 kwietnia 2010r. Tuż po katastrofie. W godzinach od 15 - do 20 czasu miejscowego.  Oficjalnego dokumentu rosyjskiej prokuratury, dodajmy. Dokument był znany wcześniej z ogólnikowych omówień.  Zakłamanych omówień. Dzisiaj poznajemy jego pełną treść. Cóż z tego dokumentu wynika? Rozpad samolotu zaczął się wcześniej niż miejsce gdzie rosła 'pancerna brzoza'.  O tym akurat drzewie nic nie napisano - zbadano dokładnie całą trasę przelotu Tupolewa i nie znaleziono drzewa ściętego w tej okolicy, na tej wysokości.  Były inne drzewa, inne ślady. Części samolotu rozrzucone na znacznym obszarze.  Zwróćmy uwagę - tak wynika z oficjalnego rosyjskiego dokumentu oglądu miejsca zdarzenia. Nie z fotografii jakiegoś amatora, na których to swoje wnioskowanie oparła komisja Millera. Szok. Trudne do uwierzenia.  Sprawę największej katastrofy lotniczej w dziejach naszego narodu - dokumentowano zdjęciami znalezionymi w Internecie!..."

Strona http://freeyourmind.salon24.pl/483198,dendrologia-wyzszego-rzedu-trzy-brzozy-nie-jedna dyskutuje fakt ukazania sie nowego dokumentu rosyjskiego i m.in. pisze w ramach dyskusji:
"...wPolityce.pl: 'Miesięcznik Nowe Państwo publikuje nieznany dotąd dokument - opis miejsca katastrofy smoleńskiej, który został sporządzony kilka godzin po tragedii. Rosjanie w szczegółowej relacji nie opisali drzewa, które pasowałoby do słynnej brzozy, która miała spowodować tragedię. Jaka jest waga tego dokumentu? Czy on zamyka ostatecznie teorię pancernej brzozy? Antoni Macierewicz:
"W mojej ocenie ten dokument rozstrzyga kwestię brzozy. Nie ma wątpliwości, że opis miejsca zdarzenia dokonany przez rosyjskich śledczych nie uwzględnia, nie widzi w ogóle takiego drzewa, które spowodowałoby katastrofę. Nie ma takiej możliwości. Dokument opisuje różne drzewa, ale żadne z nich nie może być tą brzozą, której pan Miller i pani Anodina przypisują katastrofę. A mamy do czynienia z najwcześniejszym dokumentem urzędowym, który powstał po katastrofie i opisuje zdarzenie. Autorzy tego dokumentu bardzo dokładnie relacjonują opis miejsca tragedii. W tym dokumencie ważne są również inne szczegóły, np. dotyczące ilości i częstotliwości odpadania fragmentów samolotu, jego rozpadu. Tam jest opisany 25-metrowy rów, który jest cały zasłany szczątkami maszyny. Opisywane są duże kawałki blach, napisano, że drzewa są pocięte, zniszczone przez szczątki. To wskazuje, że tupolew się rozpadał, a jego części uderzały z dużą siłą w drzewa, podłoże, dachy domów. Samolot już się rozpadał, gdy przelatywał nad tym terenem. Nie dlatego zaczął się rozpadać, że uderzył w jakiekolwiek drzewo, ale dlatego, że coś się stało w samym samolocie. Ten dokument rozstrzyga kwestie pancernej brzozy ... To pokazuje jak propaganda rosyjska wprowadziła nas wszystkich w jałową dyskusję na temat pancernej brzozy. Ona została wykreowana na główny powód i symbol tej katastrofy. Powstało szereg bardzo interesujących prac, pojawiły się prace naukowe w tej sprawie, powstały setki artykułów, ludzie pokłócili się ze sobą ws. brzozy, powstały dzieła sztuki, mające ją symbolizować i odwzorować. A wszystko jest fikcją, nieprawdą. To jest potęga sowieckiego kłamstwa. ... Ono nie mogłoby być skuteczne, gdyby nie wielkie media w Polsce, które podtrzymują tę mitologię, oraz sfałszowany raport pana Millera. On także oparł się na kłamliwej tezie. W pierwszych miesiącach po katastrofie pytałem Edmunda Klicha na posiedzeniu komisji, czy badał brzozę i skrzydło tupolewa. On powiedział, że nie badał, ponieważ on nie jest od tego. Powtórzył to podczas programu Jana Pospieszalskiego. Fakt, że strona polska nie badała tej sprawy, był zupełnie oczywisty. Zarówno raport Anodiny jak i Millera oparł się tymczasem na zdjęciach zrobionych przez amatora trzy dni po katastrofie. Materiał fotograficzny nie był robiony przez urzędy publiczne i oficjalne instytucje. Obecnie członkowie komisji Millera - pan Lasek, pan Benedict, pan Jedynak, pan Lipiec i inni - z miedzianym czołem te kłamstwa opowiadają w mundurze oficera Wojska Polskiego. To jest historia niebywała. To nie mogło mieć miejsca bez zgody szefa MON. Nie jest możliwe publiczne występowanie w 'Gazecie Wyborczej' bez zgody zwierzchnika. Mamy więc do czynienia z urzędowo zatwierdzonym i propagowanym oszustwem. Tylko dlatego ta pancerna brzoza istnieje. Omawiany dokument rosyjski przecież jest znany prokuraturze i tym ludziom. Nie ma żadnego dowodu, że samolot uderzył w brzozę. Warto zaznaczyć również, że odczyt czarnej skrzynki polskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych wyklucza uderzenie w brzozę. Nie ma takiego dźwięku. On jest jedynie w odczycie rosyjskim, który jest fałszywy. Nie ma żadnego dowodu, że brzoza odegrała rolę w tej katastrofie. ... Nie spodziewam się, by oszuści zamilkli. On nadal będą swoje kłamstwa powtarzali, ponieważ uważają, że upoważnia ich do tego większość sejmowa i sprawowanie władzy w mediach oraz administracji. To niebywały przykład kłamstwa smoleńskiego, które powinno być karane".
Rozmawiał Stanisław Żaryn'. http://wpolityce.pl/wydarzenia/45970-cztery-pytania-do-macierewicza-opis-miejsca-katastrofy-dokonany-przez-rosjan-nie-uwzglednia-drzewa-ktore-spowodowaloby-tragedie E..T.. 31.01.2013 12:21...".

Strona http://lubczasopismo.salon24.pl/ksiegahanby/post/483230,smolenska-botanika-czyli-upadek-mitu
to dalszy ciag dyskusji nad rosyjskim dokumentem wykonanym popoludniem dnia 10 kwietnia 2010 roku:
"...Co zaskakuje w tym rosyjskim dokumencie, i co sprawia, że raport Anodiny i Millera nadaje się na przemiał? Otóż wyłania się z niego całkiem inna rzeczywistość, od tej, którą nam przedstawiano w oficjalnej narracji niemal już od pierwszych godzin po tragedii ... Drzewo, w chwili oględzin wykonywanych przez rosyjskich śledczych, wyglądało zupełnie inaczej, niż na znanych nam zdjęciach, pochodzących z dni następnych. Oto fragment z protokołu oględzin, dotyczący działki N. Bodina:
'Dalej w kierunku północno-zachodnim znajduje się opuszczona działka przyzagrodowa o wymiarach 30x55 metrów. Działka przyzagrodowa jest częściowo ogrodzona drewnianym płotem sztachetowym. Na obszarze tej działki znajdują się chaotycznie rozmieszczone stosy śmieci gospodarczych (opony samochodowe, butelki, papier i inne). Na tej działce w kierunku południowo - zachodnim znajduje się szopa o wymiarach 4x2 metra. Szopa jest pochylona w lewą stronę, na dachu szopy znajduje się metalowy fragment samolotu i odłamki drzew. W końcowej, zachodniej części działki przyzagrodowej znajduje się brzoza o średnicy w podstawie około 80 cm. Brzoza stoi w odległości około 15 metrów w kierunku wschodnim od wspomnianej szopy. Na wysokości około jednego metra wierzchołek brzozy jest obłamany. W górnej, obłamanej części brzozy są zaczepione metalowe fragmenty samolotu. Na gałęziach tej brzozy 'wiszą' metalowe fragmenty samolotu. W promieniu około 1 - 12 metrów od brzozy, na ziemi są porozrzucane liczne metalowe fragmenty samolotu o różnej wielkości'.
Jak wynika z powyższego brzoza miała ułamany czubek o długości około 1 metra, co stoi w sprzeczności z opisem uszkodzeń drzewa zamieszczonym w oficjalnych raportach. Oglądając zdjęcia doskonale nam wszystkim znane bez trudu można dostrzec, że odłamany fragment miał przynajmniej 5 metrów długości. Czyżby więc dokonujący oględzin byli aż tak mało spostrzegawczy, czy też może jakieś ruskie chochliki dokonały korekty przedmiotowej brzozy ... Zwraca uwagę też opis wielu drobnych elementów samolotu, które znalazły się na dachu szopy, czy też na obszarze działki, a także w pobliskim jarze (wąwozie):
'Z lewej strony działki przyzagrodowej znajduje się wąwóz o wymiarach około 25x55 metrów. ... Na całej długości wąwozu leżą metalowe fragmenty samolotu'.
W tym miejscu pojawia się pytanie, które mnie nurtuje: skąd się wzięły elementy samolotu przed ulicą Kutuzowa, jeszcze przed miejscem, w którym rośnie pancerna brzoza? Być może samolot zaczął się rozpadać jeszcze przed działką Bodina, a po minięciu bliższej radiolatarni był jakiś wybuch, zaś w TAWS#38 zdewastowane skrzydło ostatecznie odpadło? Na taki scenariusz, na wcześniejsze problemy mogą wskazywać drgania konstrukcji, które mogły być wynikiem właśnie uszkodzenia skrzydła oraz zapisy CVR, które być może zarejestrowały początek rozpadu konstrukcji samolotu (pierwszy wybuch/y?), oczywiście zanim jeszcze doszło do zasadniczej eksplozji w kadłubie, która z oczywistych przyczyn zarejestrowana być nie mógła (http://w198.wrzuta.pl/audio/9KwAs4mi0QM/koniec ). Nie jest prawdą, jak chciał MAK i komisja Millera, że w tym momencie samolot zderzał się z drzewami, stąd drgania i krzyk załogi, gdyż w rosyjskim protokole nie ma wzmianki o drzewach uszkodzonych przez tupolewa na odcinku między bliższą NDB a brzozą. Mogłoby być też tak, że był wybuch w okolicach TAWS#38 w skrzydle, kiedy samolot był na wysokości około 36 metrów, ale był on na tyle silny, że fragmenty rozerwanego skrzydła znalazły się również na działce Bodina, leżącej jeszcze przed ulicą Kutuzowa. Rzeczą charakterystyczną i absolutnie szokującą jest to, że cały opisywany teren był dosłownie zasypany szczątkami rozpadającego się polskiego samolotu. Śledczy spisujący protokół oględzin znajdowali je na okolicznych drzewach, dachach budynków, przy ogrodzeniach działek. Słynny jar był również pełen odłamków różnej wielkości. To wszystko czyni tezy raportu doktora Szuladzińskiego najbardziej prawdopodobnymi ze wszystkich dotąd stawianych. Warto przypomnieć, iż to on jako pierwszy stwierdził, iż samolot został rozerwany w powietrzu przez dwa wybuchy (jeden w skrzydle, drugi w kadłubie), zaś dowodem na to jest duża ilość odłamków. Szczególne nagromadzenie tych drobnych elementów poszycia samolotu miało miejsce w okolicy słynnego punktu TAWS#38. Co ciekawe fragmenty poszycia samolotu znajdowały się od kilku do kilkunastu metrów 'na boki' poza zasięgiem skrzydła, trudno więc uciec od nasuwających się skojarzeń z eksplozją skrzydła. Każdy logicznie myślący staje w tym miejscu przed pytaniem: czy byłoby możliwe tak duże rozczłonkowanie, wręcz 'rozsypanie się' samolotu, na tak dużej przestrzeni, gdyby nie wybuch? Czy kontakt z brzozą mógł spowodować rozerwanie skrzydła na tysiące drobnych elementów? ...
W ostatnim czasie kluczowe tezy oficjalnych raportów padają pod naporem faktów, które bezlitośnie obnażają nikłą wartość obu dokumentów. Generał Błasik nie naciskał, nie wywierał żadnej presji na załogę, nie przebywał w kokpicie - tak orzekła prokuratura wojskowa, a wcześnie IES z Krakowa. Nie było żadnej kłótni majora Protasiuka z szefem Sił Powietrznych przed wylotem, wreszcie w ręce ZP trafił dokument, który w sposób okrutny rujnuje tezy zwolenników oficjalnej wersji. Warto też przy okazji uświadomić sobie jedną istotną rzecz. Rosjanie są nie tylko w posiadaniu wszystkich dowodów rzeczowych, ale także, co pokazuje ujawniony 'Protokół oględzin miejsca zdarzenia', doskonale się zabezpieczyli, dochowując wierności procedurom i wykonali czynności, które stanowią abecadło prokuratora. Mają protokoły oględzin miejsca, zapewne fachowo zbadali i opisali wrak przed jego zniszczeniem i wywiezieniem, czego nie można powiedzieć o polskich śledczych, czy biegłych.
Antoni Macierewicz na antenie Radia Maryja przyznał, że docierają do niego różne relacje, w dużej mierze od Rosjan, którzy nie tyle mówią o zamachu, bo ten wydaje się oczywisty i bezdyskusyjny, ale dowodzą, że to 'wasi za tym stoją, a my tylko pomagaliśmy'.
... koniec końców może się okazać, że Komitet Śledczy FR ogłosi raport, w którym przyzna, że był zamach terrorystyczny na polski samolot, czego dowodem są znalezione na wraku ślady materiałów wybuchowych, ale trotyl pochodził z Polski. A MAK? MAK działał na polityczne zamówienie, jednak prokuratura FR jest niezależna. I co wtedy? ... Putin nie zawaha się poświęcić wykonawców, bądź podwykonawców całej operacji, szczególnie, że to on ich trzyma w szachu, a nie na odwrót...
(Dyskusja:) ... Niech mi ktoś wytłumaczy. Jak to się ma do filmu Gargas, świadek mówił, że samolot leciał cały nad szosą kołami w dół, a teraz rewelacja, samolot rozpadał się przed szosą. Czy to ostatnia wersja Macierewicza? Ile ich jeszcze będzie? ...
NADZIEJA2 31.01.2013 16:50...".

Portal http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/22575,samolot-rozpadal-sie-w-powietrzu.html ponownie powraca do wypowiedzi Macierewicza o rosyjskim dokumencie:
"...'Nie ma np. złamanej brzozy na wysokości 11 m w okolicy bliższej radiolatarni. Za to jest brzoza o wysokości 17 m, która jest złamana na samej górze, mniej więcej 200 m przed tą radiolatarnią. Jest tam opisany m.in. wąwóz, jar liczący 25 m, gdzie mówi się, że na całej długości wąwozu jest on zasłany szczątkami samolotu. On się rozpadał na tej przestrzeni 1,5 km przed szosą Kutuzowa i przed miejscem, gdzie jego ostatnie fragmenty upadły na ziemię. Samolot lecąc rozpadał się w powietrzu ... Zastanawiające jest, że tezy zawarte w pierwszym opisie miejsca katastrofy nie zostały przedstawione opinii publicznej. ... Jak to możliwe, żeby informacji o tym, że samolot nie mógł złamać skrzydła, bowiem nie uderzył w żadne drzewo na wysokości 5 m, nie ma w dokumencie urzędowym - oglądzie miejsca zdarzenia. Dlaczego nam o tym nie powiedziano? Dlaczego pozwolono i pozwala się po dzień dzisiejszy robić filmy międzynarodowe? Pozwala się spotwarzać Polaków i państwo polskie, obrażać polskich pilotów, tworzyć całą wielką kampanię kłamstwa, mającą na celu sugerowanie, że to jest wina polskiego prezydenta, gen. Błasika, niedouczonych pilotów, skoro okazuje się, że tej 'pancernej brzozy' w ogóle nie było?' podkreślił w programie poseł Antoni Macierewicz...".



Dnia 01 lutego 2013 roku pan Marek Dabrowski analizuje ujawniony rosyjski dokument
o nazwie 'Protokół  Oględzin Miejsca Zdarzenia' na stronie  http://1maud.salon24.pl/483449,smolenska-katastrofa-oficjalnej-narracji:
"...Informacje zawarte w notatce z pierwotnych oględzin miejsca katastrofy TU154 M w Smoleńsku zmuszają  do odrzucenia jako podstawy do jakichkolwiek analiz zdjęcia wykonane kilka dni po katastrofie. Okazuje się bowiem, ze to co fotografował Amielin, a komisja Millera uznała jako dowód na hipotetyczna trajektorię TU154 M - jest niezgodne ze stanem z kilku godzin po katastrofie. Ponieważ doskonale wyjaśnia to notka pana Marka Dąbrowskiego, pozwalam sobie ... zamieścić. W tekście znajdują się opisy do zdjęć: można obejrzeć w oryginale pod adresem zamieszczonym po tekstem. Marek Dąbrowski: SMOLEŃSKA KATASTROFA OFICJALNEJ NARRACJI.
"Jest jeszcze za wcześnie, by w kompletny sposób wypowiedzieć się o wszystkich implikacjach odtajnionego przez 'Nowe Państwo' rosyjskiego protokołu oględzin trasy jaką rządowy tupolew przebył w ostatnich sekundach tragicznego lotu, jednak już teraz, po pobieżnym nawet zapoznaniu się z tym materiałem widać, że oficjalna narracja w kilku kluczowych punktach musi lec w gruzach.
Pierwsze ślady uszkodzeń drzew znaleziono w miejscu, gdzie tupolew był kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Brak dokładnych współrzędnych geograficznych pierwszych drzew z obłamanymi czubkami utrudnia ich jednoznaczne zlokalizowanie, ale można przyjąć, że drzewo które komisja opisała jako pierwsze noszące ślady kontaktu z samolotem znajduje się prawie półtora kilometra na wschód od miejsca, gdzie maszyna uderzyła o ziemię. Podobnie jest z drugim drzewem, przyciętym ok. 4,2 metra nad gruntem - znajduje się ono daleko przed bliższą radiolatarnią, w pobliżu której tupolew miał mieć pierwszy kontakt z przeszkodami terenowymi.
Nie jest możliwe, aby oba wskazane przez komisję drzewa mogły zostać przycięte przez maszynę lecącą kilkadziesiąt metrów wyżej, nie znaleziono także w ich okolicy żadnych fragmentów samolotu. Dlatego przypuszczam, że ich uszkodzenia mają inną naturę, co w czasie wizji lokalnej nie zostało właściwie zinterpretowane. Jednak ta kwestia jest otwarta i za wcześnie na twarde wnioski. Natomiast zwraca uwagę
 brak wzmianki o drzewach, z którymi tupolew miał zderzyć się według komisji MAK i KBWL LP na odcinku między bliższą NDB a brzozą, na której miał stracić końcówkę lewego skrzydła. To pierwszy sensacyjny wniosek z rosyjskiego dokumentu - okazuje się bowiem, iż: pierwsze, niskie drzewa, których uszkodzenia komisje przypisały lecącemu zbyt nisko tupolewowi nie zostały przez niego ścięte, - wnioski z długości sygnału dźwiękowego od bliższej radiolatarni, które wyciągali niektórzy blogerzy, jakoby samolot był nad radiolatarnią wyżej, niż opisano w raportach i nie miał kontaktu z drzewami w jej pobliżu, zostały uprawdopodobnione z najmniej oczekiwanego, bo rosyjskiego źródła pochodzącego jeszcze z dnia katastrofy; - trajektoria lotu, obliczona w 2011 roku przez mgr Michała Jaworskiego, uzyskała potwierdzenie dla lokalizacji samolotu w pobliżu bliższej radiolatarni.
Nie mniej sensacyjnie wypada porównanie pochodzącego z protokołu opisu brzozy, na której maszyna miała stracić końcówkę skrzydła, z wnioskami do których doszły komisje.
Drzewo nie zostało bowiem złamane na wysokości 5 metrów, odrywając przy okazji skrzydło tupolewa, lecz kilka godzin po katastrofie miało tylko ścięty jednometrowy czubek. To zaś oznacza: zakwestionowanie bezpośredniej przyczyny destrukcji samolotu podanej w obu raportach,
- kolejne potwierdzenie trajektorii Michała Jaworskiego, który w tym miejscu na podstawie obliczeń określił wysokość lotu z kilkumetrowym, o wiele mniejszym niż państwowe komisje, błędem.
W protokole opisano także zniszczenia pasa drzew przed ulicą Gubienki. W tym miejscu ślady są mniej zbieżne z trajektorią obliczeniową Jaworskiego, chociaż nie wykluczono jeszcze w badaniach możliwości, że drzewa te zostały częściowo połamane wskutek działania strumieni gazów wylotowych z silników samolotu lecącego kilka metrów nad ich wierzchołkami, a częściowo przez duże części odpadające od samolotu.
Należy zwrócić uwagę na opisane przez Rosjan
pola szczątków, znajdującego się tak przed, jak i za punktem TAWS#38, a także na rozrzut niektórych części na boki, nawet poza wysięg skrzydeł lecącego samolotu. Chodzi tu choćby o (nieopisany w protokole) fragment poszycia na wierzchołkach drzew, pokazany w raporcie Zespołu Parlamentarnego '28 miesięcy', który został sfotografowany z jaka-40 jeszcze 10 kwietnia, a nawet niektóre fragmenty maszyny opisane w raporcie MAK. Kawałki samolotu znajdowano o kilka do kilkunastu metrów na boki poza zasięgiem jego skrzydeł. Ponieważ z innych, niezależnych źródeł także wiadomo, że niezinwentaryzowane przez MAK części samolotu były rozrzucone daleko na boki, nie sposób nie skojarzyć tego faktu z możliwą eksplozją wewnątrz skrzydła i dalszym rozpadem samolotu jeszcze w locie,
o czym mówią eksperci Zespołu Parlamentarnego. Dla niektórych osób przywiązanych do rządowej narracji w sprawie przyczyn katastrofy szokiem będzie zapewne ostatni wniosek z omawianego protokołu. Dla mnie nie jest on zaskoczeniem, ponieważ potwierdza zarówno zapisy rejestratorów parametrów lotu, wyniki obliczeń trajektorii mgr Jaworskiego, jak i wypowiedzi świadków, którzy widzieli tupolewa w końcówce lotu nad ulicą Kutuzowa. Chyba wszyscy oglądaliśmy sugestywny fotomontaż autorstwa Siergieja Amielina, pokazujący jak obrócony o 120 stopni, lecący kołami do góry samolot ścina usterzeniem poziomym gałęzie topoli rosnącej przed ulicą Kutuzowa ... Temu obrazowi można było jak dotąd przeciwstawić jedynie wypowiedzi świadków, którzy widzieli jak tupolew leciał nad ulicą z przechyłem na lewe skrzydło, ale nie obrócony. Mówili o tym: Nikołaj Szewczenko, Igor Fomin i inni. Jednak w omawianym tu rosyjskim dokumencie znajdujemy dowód, że
żadne znajdujące się w tym rejonie drzewo nie zostało przycięte w sposób pokazany przez Amielina oraz MAK i Komisję Millera, przez obracający się samolot.

 Taki widok mógł zobaczyć kierowca autobusu, Nikołaj Szewczenko: samolot przelatujący nad ulicą Kutuzowa 'jak do lądowania' (podwoziem do dołu), przechylony w lewo i ciągnący za sobą snop iskier. O ogniu za tupolewem wspominał także inny świadek - dozorca z hotelu 'Nowyj', Rustam N. (fotomontaż pokazuje widok na ul. Kutuzowa od północy). Są także świadkowie którzy widzieli samolot w zbliżonej pozycji w tym miejscu także z innych stron, był np. obserwowany z odległości ok. 450 metrów od południa (istnieje taka oficjalna relacja). ... Lasek i Wiesław Jedynak próbują zaczarować rzeczywistość, twierdząc, że wypowiedzi świadków potwierdzają ich raport. Jest wprost przeciwnie: nie trzeba (a właściwie: nie należy) być rządowym ekspertem, by zauważyć, że tupolew znajdował się w tym miejscu w pozycji normalnej, a nie odwróconej do góry kołami, jak chciałyby komisje (fotomontaż).

Dzięki protokołowi wiemy już, że zgodni w swoich relacjach, różni świadkowie mówili prawdę. Rosyjska komisja pisząca protokół widziała bowiem w tym rejonie (czyli przy skrzyżowaniu ulicy Kutuzowa z wyjazdem z autokomisu) topolę, ale jedynie z odłamanym na wysokości 20 metrów wierzchołkiem. Nie wspomniano nic o równych przycięciach niższych gałęzi, co oznacza, że jeszcze kilka godzin po katastrofie nie były one uszkodzone, a więc nie zostało to zrobione przez tupolewa. Należy w tym miejscu przypomnieć, że wkrótce po katastrofie zamknięto w tym rejonie ulicę Kutuzowa, otaczając ją kordonem milicji, zaś objazdy zorganizowano ulicą Gubienki. Z rosyjskich źródeł wiemy, że prace przy okolicznej zieleni prowadzono przez tydzień bardzo intensywnie - w dzień i w nocy. Omówione przeze mnie zapisy protokołu powodują prawdziwą katastrofę oficjalnej narracji, której najgorliwsi obrońcy zawsze powoływali się na prawdziwość wszystkich śladów uszkodzeń na drzewach. Miały one implikować wymyślone przez nich zachowania samolotu w poszczególnych punktach trajektorii. Okazuje się jednak, że
autentyczności dużej części tych śladów zaprzeczyli już 10 kwietnia 2010 roku sami Rosjanie.
Wydaje się, że dla próbujących bronić swego raportu członków Komisji Millera i ich medialnych pomocników nadchodzą ciężkie czasy. ... Pomimo że dokument zawiera pewne nieścisłości, stopień jego uszczegółowienia w opisie niepowtarzalnych elementów zagospodarowania terenu pozwala na stwierdzenie, że ani drzewa przy radiolatarni, ani brzoza 'pancerna', ani wreszcie topole przed ulicą Kutuzowa nie zostały przycięte tak, jak pokazano w oficjalnych raportach. To wyklucza zachowanie samolotu według scenariusza Amielina/MAK/KBWL LP". ...  http://obserwator.com/blog/autor:5049f14c-b854-41f9-a10d-74e55bd6007b/obserwacje/smolenska-katastrofa-oficjalnej-narracji."

Dnia 04 lutego 2013 roku portal http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/418351,wybuch-na-pokladzie-tupolewa-w-smolensku-prof-binienda-wskazuje-na-nagie-ciala.htm publikuje wypowiedz prof. Wiesława Biniendy z Uniwersytetu w Akron:
"...Samolot uderzający w ziemię do góry kołami rozpada się na pięć, może sześć większych części, a nie na całą masę drobnych kawałków - twierdzi prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron, który badał katastrofę smoleńską i którego ustalenia powołuje się Antoni Macierewicz. Ekspert w rozmowie z 'Gazetą Polską Codziennie' mówi o dowodach, które - jego zdaniem - wskazują na zamach bombowy na pokładzie samolotu rozbitego 10 kwietnia 2010 roku. Niezależnie od tego, czy kadłub upada obrócony do góry kołami, czy odwrotnie, nie jest możliwe, by ściany i sufit kadłuba zostały wywinięte tak, jak widać na zdjęciach wraku ze Smoleńska - przekonuje prof. Binienda. Jak dodaje, symulacje, jakie przeprowadził, wskazują na eksplozję wewnątrz samolotu i w jej efekcie takie właśnie uszkodzenia kadłuba. Na wybuch przed upadkiem wskazuje jeszcze jedno - fakt, że ciała były nagie. Pęd powietrza i siła uderzeniowa powstające przy wybuchu powodują zerwanie z ludzi ubrania - tłumaczy. Prof. Wiesław Binienda na łamach 'GPC' apeluje do członków komisji Jerzego Millera, która badała katastrofę i nie dopatrzyła się w niej zamachu, do konfrontacji i pojawienia się na organizowanej we wtorek w Warszawie konferencji w sprawie okoliczności i przyczyn upadku tupolewa...".

Strona http://wpolityce.pl/wydarzenia/46279-macierewicz-jesli-eksperci-millera-nie-beda-bronic-tez-swojego-raportu...:
"
Już jutro, we wtorek (piątego lutego) o godz. 10 na UKSW odbędzie się Konferencja naukowa o Smoleńsku. Organizatorem jest Stowarzyszenie Doktorantów dla Rzeczpospolitej. Na konferencję studenci zaprosili członków komisji Jerzego Millera oraz ekspertów z zespołu Macierewicza. Eksperci zespołu Macierewicza, zaproszenie przyjęli. Eksperci komisji Millera - nie. W przeddzień Konferencji naukowej w Sejmie odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli m.in. Antoni Macierewicz z Parlamentarnego Zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r., prof. Kazimierz Nowaczyk, prof. Wiesław Binienda oraz Agata Popkowska i Antoni Kolek ze Stowarzyszenia Doktorantów dla Rzeczpospolitej...".

Dnia 05 lutego 2013 roku Debata Smolenska na
 Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Strona http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/23058,naukowcy-obalili-rzadowe-mity.html:

"Polscy naukowcy badający przyczyny i przebieg katastrofy smoleńskiej po raz kolejny potwierdzili tezę, że 10 kwietnia 2010 roku w rządowym samolocie Tu-154M doszło do wewnętrznych wybuchów, które spowodowały znaczne zniszczenia zarówno w konstrukcji tupolewa, jak i szczątków ofiar katastrofy. Na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zorganizowana została przez Stowarzyszenie Doktoranci dla Rzeczypospolitej druga już 'Debata smoleńska' ... Niestety rządowi eksperci, mimo oficjalnych zaproszeń, nie znaleźli czasu i chęci by przedyskutować wyniki badań ...
...fragmenty raportu Millera były odczytywane, a następnie 'zderzono' je z wynikami badań naukowców. 'W trakcie dzisiejszej debaty nie tylko zakwestionowano tezy rządowego raportu, ale obnażono szereg błędów, nieścisłości zawartych w tamtym dokumencie', podkreślił mec. Kownacki. Jednocześnie zauważył, że osoby, które mogłyby wyjaśnić, dlaczego takie, a nie inne ustalenia wzięto pod uwagę, nie miały odwagi stawić czoła opinii publicznej i naukowców. ...
Debata, która miała charakter otwarty dla wszystkich, została podzielona na trzy części. W pierwszej z nich pt. 'Przygotowanie wizyty w Katyniu' zaprezentowano szereg uchybień, których dopuszczono się już na szczeblu kierownictwa Biura Ochrony Rządu (BOR), w przygotowywaniu wizyty tragicznie zmarłego prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w dniu 10 kwietnia 2010 roku. Były szef BOR Andrzej Pawlikowski ostro skrytykował sposób zabezpieczenia przez BOR wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w dniu 10 kwietnia 2010 r. Zaznaczył on, że jedyną osobą z Biura przebywającą na płycie lotniska był funkcjonariusz pełniący rolę kierowcy, pozbawiony broni i odpowiednich środków łączności.  Natomiast płk Tomasz Grudziński, były wiceszef BOR ds. ochronnych, wskazał szereg zaniedbań, jakich dopuściło się samo kierownictwo Biura, które - jak wyjaśnił - niewłaściwie nadzorowało działania ochronne: planowanie, organizowanie i realizowanie zabezpieczeń wizyt. Pułkownik Grudziński wskazał ponadto, że niewyznaczenie dowódców grupy rekonesansowej i grupy zabezpieczającej skutkowało niemożliwością realizowania procesu kierowania działaniami ochronnymi. Druga część dzisiejszej konferencji podzielona została na cztery debaty, w której eksperci dyskutowali o przebiegu i przyczynach katastrofy smoleńskiej. Naukowcy w sposób merytoryczny i przejrzysty wyjaśnili przyczyny katastrofy rządowego Tu-154M w kwietniu 2010 roku na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem. Prof. Wiesław Binienda, dr Kazimierz Nowaczyk, dr inż. Grzegorz Szuladziński, dr inż. Wacław Berczyński obalili tezę 'pancernej brzozy'. Po raz kolejny udowodnili, że wewnętrzny wybuch w tupolewie nie jest teorią spiskową. Mówili ponadto o przeciążeniu pionowym, awarii silników, trajektorii poziomej, pionowej oraz TAWS 38. ... 'To, co spowodowało zniszczenie samolotu, to dwa wybuchy, które były w ostatnich sekundach lotu. Jeden był na skrzydle, a drugi w kadłubie. Samolot rozleciał się na tysiące fragmentów, które upadły na ziemię w dużej przestrzeni', wyjaśnił dr inż. Grzegorz Szuladziński. Jednocześnie podkreślił, że upadek o ziemię spowodował dodatkowe rozdrobnienie szczątków Tu-154M.
Dr inż. Grzegorz Szuladziński wyjaśnił, jakie fakty świadczą o prawdziwości tej tezy. Jak zaznaczył naukowiec, na eksplozję wewnętrzną Tu-154M wskazują nie tylko rozdrobnione fragmenty wraku, ale także szczątki ludzkie. W ocenie naukowca, odłamki tupolewa są duże, małe, średnie, co jest typowe dla wybuchu. 'Kadłub samolotu w charakterystyczny sposób został rozpruty wzdłuż i rozwinięty. Żadna inna przyczyna, która mogłaby to spowodować, prócz wybuchu wewnętrznego, nie jest znana', wyjaśniał dr inż. Szuladziński. Ponadto podkreślił, że gdyby nastąpił wybuch na ziemi, pojawiłby się krach, odcisk na ziemi. Dr inż. Szuladziński, mówiąc o rozdrobnieniu szczątków ludzkich, podkreślił, że 'takie szczątki powstają jedynie w wyniku wybuchu skondensowanego'. ...
Profesor Wiesław Binienda w swoim wystąpieniu zaprezentował konstrukcję i strukturę skrzydła samolotu Tu-154M oraz analizę swoich badań przeprowadzonych na uniwersytecie w USA. 'Przy założeniu dużo słabszej konstrukcji samolotu i dużo mocniejszej strukturze drzewa oraz zachowaniu wszystkich sił, skrzydło przecina drzewo ... Podczas naszych badań przyjęliśmy model cztery do pięciu razy mocniejszego drzewa od brzozy, która rzekomo urwała skrzydło samolotu Tu-154M. I nigdy w naszych analizach nie nastąpił taki skutek, jaki udowadniają eksperci z komisji Jerzego Millera', podkreślił prof. Binienda. ... Dr Wacław Berczyński w swoim wystąpieniu wyjaśnił przebieg badań innych katastrof lotniczych i porównał tamte działania z prowadzonymi w przypadku katastrofy smoleńskiej. Naukowiec mówił m. in., że w przypadku innych wypadków i katastrof lotniczych pieczołowicie zbierano szczątki samolotów, ofiar oraz bardzo dokładnie rekonstruowano wrak. Naukowiec wskazał na drastyczne różnice w samej formie końcowych raportów. Wszystkie pokazane przez naukowca wnioski były druzgocące zarówno dla komisji Millera, jak i dla MAK. 'Wyrwane nity świadczą o działaniu ciśnienia od wewnątrz. Na poszycie działały siły rozrywające, których tam być nie powinno', podkreślił dr Wacław Berczyński. Jak dodał, nie twierdzi, że na pokładzie Tu-154M znajdowała się bomba, ale - jak podkreślił naukowiec - musiało być duże ciśnienie wewnętrzne. 'To nie był jeden rozerwany nit, było ich wiele', zaznaczył dr Berczyński. Dr Kazimierz Nowaczyk w swoim wystąpieniu podkreślił fakt 'ukrycia' ostatniego alarmu TAWS i innych manipulacji związanych m.in. z synchronizacją czasu z urządzeń samolotu. 'Przede wszystkim mieliśmy bardzo trudne zadanie wysublimowania z wszystkich danych zawartych w raporcie MAK i raporcie Millera tych informacji, które posiadają cechy prawdopodobieństwa. Bo, jak się okazuje, informacji ukrytych lub zamazanych jest bardzo dużo. Ukrycie zapisu TAWS 38, co zresztą MAK zrobił, tak istotnego punktu [elementu dla śledztwa], w którym nastąpił zwrot tego, co się dzieje z samolotem, absolutnie wypacza jakiekolwiek wszystkie późniejsze analizy', powiedział w czasie debaty dr Nowaczyk. Dodał, że ostatnie minuty lotu samolotu, jego trajektoria zostały ustalone na podstawie uszkodzeń drzewostanu ma miejscu katastrofy.
 Naukowiec wskazał dość prymitywny sposób, w jaki rządowa komisja 'ukryła' ostatni zapis TAWS na grafice dołączonej do raportu Millera. Jak podkreślił dr Nowaczyk, wczoraj prokuratura wojskowa oświadczyła, że brzoza została ścięta na wysokości 9 metrów, a nie jak wcześniej mówiono na 5 metrach. Jest to zasadnicza różnica, ponieważ - jak wskazał naukowiec - na wysokości 9 metrów brzoza ma 15 centymetrów średnicy.
W dzisiejszej 'Debacie smoleńskiej' uczestniczyli członkowie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, studenci, naukowcy i politycy. W kolejnych częściach debaty rozważano m.in. działania prokuratury w pierwszym okresie badania katastrofy na przykładzie sekcji zwłok ofiar tragedii oraz uwarunkowania prawne badania katastrofy smoleńskiej. Izabela Kozłowska, MM."

Strona http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/fakt-tajemnica-2-sekund-przed-katastrofa-smolenska,1890139:
"Czy nagrania z czarnych skrzynek tupolewa zostały zmanipulowane? Polska prokuratura chce rozwiać wszelkie wątpliwości. Oficjalnie zwróciła się do Amerykanów o dane, które pozwolą dokładnie odtworzyć ostatnie minuty lotu rządowego samolotu, który rozbił się w Smoleńsku - informuje 'Fakt'. ... 'Chodzi o różnice w zapisach pomiędzy czarnymi skrzynkami a urządzeniami TAWS i FMS', mówi 'Faktowi' mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. 'Po ogłoszeniu raportu Millera nasi eksperci tłumaczyli te różnice kwestią rejestracji działania tych urządzeń i twierdzili, że żadnych różnic faktycznie w zapisach nie ma', dodaje.
Sygnały z urzadzeń TAWS i FMS zostały zarejestrowane na tzw. polskiej czarnej skrzynce ATM. Zapis ten różni się od zapisu na rosyjskich skrzynkach o ok. 2 sekundy. ...".

Strona http://niezalezna.pl/38075-komisja-millera-sklamala-w-sprawie-smolenskiej-brzozy:
"
Prokuratura wojskowa - powołując się na rosyjski protokół z miejsca katastrofy smoleńskiej - twierdzi, że słynna 'pancerna brzoza' została złamana na wysokości 9 metrów. Tymczasem według MAK i komisji Millera uderzenie skrzydła w brzozę nastąpiło na wysokości ok. 5 m od ziemi. Śledczy podali wysokość 9 metrów w reakcji na ujawnienie przez 'Nowe Państwo' sensacyjnego dokumentu rosyjskiego sporządzonego tuż po katastrofie. Wynika z niego - przypomnijmy - że Rosjanie w ogóle nie odnotowali w pierwszym protokole istnienia drzewa, które odpowiadałoby 'pancernej brzozie' z opisów w raportach MAK i komisji Millera. Prokuratura wojskowa twierdzi jednak, że brzoza, w którą uderzyło skrzydło samolotu, istnieje w rosyjskim protokole ujawionym przez 'Nowe Państwo'. Płk Zbigniew Rzepa powiedział 'Gazecie Wyborczej': Rosjanie napisali, że brzoza ma średnicę w podstawie około 80 cm. A do protokołu załączono jej zdjęcie, które 'w pełni odpowiada treści oryginalnego protokołu'. W protokole Rosjanie napisali, że 'na wysokości około 9 metrów wierzchołek brzozy jest obłamany'. Szkopuł w tym, że według raportów MAK i komisji Millera uderzenie skrzydła w brzozę nastąpiło na wysokości ok. 5 m nad powierzchnią gruntu i na tej wysokości zostało złamane drzewo. Cztery metry to ogromna różnica, która nie może wynikać z pomyłki przy mierzeniu. Czyżby więc eksperci komisji Millera skłamali? Przekonany jest o tym Antoni Macierewicz, przewodniczący sejmowego zespołu smoleńskiego... Autor: wg. Żródło: Gazeta Wyborcza, niezalezna.pl."

Strona http://www.radiomaryja.pl/informacje/debata-smolenska-nowe-wnioski-3/:
"
...Pierwsza część dzisiejszego spotkania poświęcona była przygotowaniom do wizyty w Katyniu. Płk Andrzej Pawlikowski, były szef BOR zwrócił uwagę ... 'Zapewnienie bezpieczeństwa osobom piastującym najważniejsze urzędy w Rzeczpospolitej nie zostało spełnione. BOR nie zrealizował zobowiązań, ciążących na formacji, związanych z realizacją zadania ochrony osób. Biuro nie potrafiło właściwie zidentyfikować zagrożeń i wyeliminować ich. W zasadzie głównym odpowiedzialnym za stan w jakim znalazł się BOR i sposób realizacji przez tę formację zadań jest szef BOR-u. To on odpowiada za właściwe funkcjonowanie oddziału. Zawiodło Biuro jako instytucja, ale przede wszystkim wyszła na jaw skrajna niekompetencja jej szefa. Nie jestem osamotniony w tej ocenie. Ten punkt podzieliła również prokuratura. Niestety nie podzieliły go organy nadzorujące szefa BOR, przymykając oczy na pewne fakty', powiedział płk Andrzej Pawlikowski. Płk Tomasz Grudziński, były zastępca szefa Biura Ochrony Rządu przygotował odpowiedzi na kilkanaście punktów o uchybieniach BOR. 'Chciałbym przekazać cytat prokuratury. To jest jedno słowo, które wysłała prokuratura do obecnego szefa MSWiA. Ochrona realizowana przez BOR (10 kwietnia 2010 r) była skandaliczna. Przypominam, że szefowie BOR dostali szlify generalskie', powiedział płk Tomasz Grudziński...".

Dnia 06 lutego 2013 roku komentarze do wczorajszej Debaty Smolenskiej w Warszawie na stronie http://janmak.salon24.pl/484649,katastrofa-smolenska-z-punktu-widzenia-logika:
"...Polska upadła na kolanach smoleńskich. To jest moje prywatne zdanie wynikające ze znajomości dwóch raportów - powiedział w rozmowie z dziennikarzem RMF FM prof. Kazimierz Nowaczyk. Był on jednym z ekspertów zaproszonych na warszawską konferencję 'Debata Smoleńska'. Tomasz Skory: Panie profesorze, czy pan jest mocno zawiedziony tym, że nikt z komisji Jerzego Millera nie przyszedł na to dzisiejsze spotkanie? Kazimierz Nowaczyk: Bardzo mocno, tak. Ja liczyłem, że jednak ktoś się zjawi. Jednym z głównych zastrzeżeń jakie pan ma do raportu Millera jest sprawa TAWSA 38. Na czym polega to zastrzeżenie? TAWS 38 to jest niezależnie odczytane w Stanach Zjednoczonych nagranie z systemu zamontowanego w tym samolocie. To jest system produkcji amerykańskiej, który ma ostrzegać przed zbyt wczesnym i zbyt szybkim zbliżaniem się do ziemi. ... W tym wypadku to nie jest alarm akurat, tylko to jest zanotowane lądowanie samolotu, które dokonywane jest przez ten system przy każdym locie. Lądowanie jest rejestrowane automatycznie przez ten system. W tym momencie samolot był na wysokości barycznej zapisanej przez to urządzenie 36 metrów. ... musiały być inne czynniki, które wywołały ten alarm. Te inne czynniki, to jak mówią pańscy koledzy naukowcy, po prostu wybuch, albo mówiąc inaczej gwałtowna zmiana ciśnienia wewnątrz kadłuba? To akurat wywoływane jest przez czujnik, który znajduje się w goleni samolotu, czyli w jego kołach. I być może wybuch spowodował gwałtowne wciśnięcie. To trzeba wielu ton siły na to, żeby wcisnąć gwałtownie podwozie samolotu. To mogło się zdarzyć w trakcie jakiejś awarii. Bardzo dużej awarii systemu zasilania samolotu, jakiś przeskok impulsu, który wywołał coś takiego. Zgromadzeni tu naukowcy są dość jednoznacznie identyfikowani jako zwolennicy teorii o wybuchu. Nie mówię zamachu, bo to trochę za daleko powiedziane, ale pan też na konferencji powiedział, że wszystko to, co pan badał, świadczyło o tym, że
ogon samolotu oderwał się jeszcze podczas lotu.
Tak, to nawet to, w którym momencie przestały zapisywać urządzenia tego samolotu. To świadczy o tym ze najbardziej prawdopodobne jest odpadnięcie ogona samolotu jeszcze w powietrzu. Panie profesorze jak pan wytłumaczy, jak można wytłumaczyć, obecność nitów w zwłokach części ofiar, bo to jest bardzo zagadkowe i łączy się z wybuchem. Nawet każdemu laikowi. To doktor Berczyński jest osobą, która okazała się nam bardzo pomocna w naszym zespole. Nie tylko ze względu na to, że mamy tą zagadkę z nitami, ale w ogóle że ją mamy. Ponieważ doktor Berczyński jeszcze przez ekshumacją zwłok pani Anny Walentynowicz zwrócił uwagę na nity i na sposób, w jaki one zostały wyrwane z samolotu. Gdyby nie ta informacja może mecenas Hambura, który uczestniczył przy tej ekshumacji przeoczyłby te nity, a tak już wiedział o ważności tego elementu w badaniu katastrofy i w badaniu zwłok. Ten TAWS 38 to jest bardzo niepokojąca rzecz, bo z dokumentów komisji Millera wynika ze on został ukryty, schowany, zamazany na zdjęciach. Zupełnie jakby chodziło o ukrycie nie tylko jego, ale czegoś, o czym on świadczy ... Przede wszystkim on został ukryty. To, w jaki sposób to zrobiono, świadczy, że został ukryty intencjonalnie. Nie można mieć, co do tego wątpliwości. Natomiast trzeba powiedzieć jedną rzecz, że TAWS 38 po prostu zadaje kłam trajektorii wyznaczonej przez i ostatnim sekundom opisanym przez zarówno MAK jak i przez komisję Millera. TAWS 38 mówi, że samolot leciał prosto, tymczasem komisja Millera, że wykonał półbeczkę i skręcił, tak? Tak półbeczkę i skręcił, a TAWS 38 temu zaprzecza. Jak pan sądzi, dlaczego komisja Millera i MAK i system TAWS 38 zamazały? Nie wiem. Sądzili być może, że nikt do tego stopnia nie będzie analizował tych raportów. Myśli pan, że to jest punkt, żeby podważyć wszystko, co te komisje ustaliły? ... kluczowe sekundy lotu, zmiana trajektorii to jest coś, co tak naprawdę odwraca zupełnie sposób widzenia.  - Nie tylko TAWS 38. Proszę zobaczyć na badania profesora prof. Biniendy, czy doktora Szuladzińskiego, czy teraz co doktor Berczyński mówi rozpadzie kadłuba samolotu, konstrukcjach samolotu. Ja przypomnę, doktor Berczyński mówił o amerykańskich przepisach, ale tupolew był dopuszczony do lotów do Stanów Zjednoczonych. Cofnięto mu to dopuszczenie, nie ze względu na wady konstrukcyjne, czy niewypełnianie praw amerykańskich, tylko dlatego, ze względu na przekroczenie wysokości dźwięku, bo nastąpiły ograniczenia. Te samoloty nie mogą być zbyt głośne, bo lądują czasami w miastach ... A mówimy o tym, dlatego że nawet utrata 20-stu procent siły nośnej na jednym ze skrzydeł nie powinna wahać stabilnością samolotu. - Tak, to właśnie potwierdził Berczyński. Są inne prace amerykańskie, gdzie pokazują utrata do 50 procent skrzydła może być automatycznie regulowana przez automatycznego pilota. Żadna półbeczka nie może się wtedy przytrafić. - Nie może się przytrafić, z tym, że problem dlaczego się tego nie stosuje nie wynika z tego, że to trudne czy nie, bo próby takich programów stworzenia już nawet były, tylko jest trudność, żeby ocenić czy to turbulencja czy urwane skrzydło. Żeby to nie zadziałało w sposób przypadkowy. Panie profesorze pan skończył swoje wystąpienie takim bardzo donośnym oświadczeniem. - Że Polska upadła na kolanach smoleńskich, że to jest moje prywatne zdanie wynikające ze znajomości tych dwóch raportów i prośbą do dziennikarzy skończyłem też, którą podkreślam wielokrotnie, że jeżeli mają możliwość, to prosiłbym o zadanie tych pytań komisji Millera. My takich możliwości nie mamy i jednocześnie okazuje się, że członkowie komisji Millera, z ich wypowiedzi wynika, że oni tak naprawdę nie znają tych materiałów, które myśmy prezentowali tu, a które w całości ma prokuratura. NAOCZNY 06.02.2013 08:37...".

Strona http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/ publikuje wyjatkowo interesujace dane wraz z dyskusja:
"...Szokujacy obraz obrażeń ciał ofiar smoleńskiej katastrofy wyłania się z dokumentów sekcyjnych, do których dotarła 'Gazeta Polska'. Wynika z nich, że w kilku przypadkach stwierdzono rozedmę płuc, która objawia się zniszczeniem pęcherzyków płucnych. Dotyczyło to osób, u których za życia nie stwierdzono rozedmy. W dwóch przypadkach dotyczyło to osób, które w związku z wykonywaną pracą okresowo przechodziły szczegółowe badania lekarskie. W dokumentacji medycznej znajduje się także opis wskazujący na krótkotrwałe, ale niezwykle silne działanie ognia, co może świadczyć o działaniu fali termicznej. To właśnie m.in. ze względu na informacje zawarte w protokołach sekcyjnych do Smoleńska na przełomie września i października ubiegłego roku pojechali biegli oraz prokurator, którzy przebadali m.in. wrak Tu-154M. Wiadomo, że specjalistyczne urządzenia wykazały na niektórych badanych fragmentach TNT, czyli trotyl. ... Jak wynika z oficjalnych danych Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Rosjanie do dziś nie przekazali nam kopii pełnej dokumentacji czynności przeprowadzonych na terenie Federacji Rosyjskiej, dotyczącej 'oględzin, identyfikacji oraz sekcji zwłok ofiar katastrofy samolotu Tu-154M nr 101 wraz z kopią dokumentacji fotograficznej'. ... Aktualnie powołani przez wojskowych śledczych biegli pracują nad opiniami dotyczącymi okoliczności, przyczyn i mechanizmu zgonu sześciu ofiar katastrofy, ekshumowanych w okresie od września do listopada 2012 r. Jak wynika z oficjalnego komunikatu, opinie powinny wpłynąć do prokuratury w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Prokuratura nie zgodziła się, aby w ekshumacjach i ekspertyzach uczestniczył światowej sławy anatomopatolog prof. Michael Baden. Dorota Kania. (dyskusja:)
... Joanna Racewicz wspominała w jednym z wywiadów, że w dokumentach po sekcji jej męża znalazła się uwaga o stwierdzeniu rozedmy płuc. Było to dla niej zaskakujące, bo jej ś.p. mąż był zdrowym wysportowanym człowiekiem. ... Typowy obraz płuc dla ofiar eksplozji ładunku wybuchowego to tzw. płuca motyla. Obraz kliniczny jest bardzo zbliżony do rozedmy. Wpisywanie rozedmy przez patomorfologów jest swoistym fałszowaniem dokumentacji sekcyjnej. JEREMIASZ PALIWODA 06.02.2013 12:32...".

Dnia 07 lutego 2013 roku strona
http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/484902,logika-wyborcza-a-prawda-smolenska autora Piotra Stróża podaje kilka interesujacych faktow o Katastrofie Smolenskiej 2010 roku:
"...Amelka222 wytropiła generała ukrywającego się prawdopodobnie pod kryptonimem 'LOGIKA': 'Pytanie jest ważniejsze: czy aby na pewno udało się znaleźć pierwszy ślad prowadzący do moskiewskiej 'Logiki'?' W. BENEDIKTOW, generał major lotnictwa. http://lamelka222.salon24.pl/366490,w-benediktow-general-major-lotnictwa. Niestety nie możemy o to już spytać generała - majora Jurija Iwanowa, zastępcy szefa Głównego Zarządu Wywiadu (GRU), bo utonął w sierpniu 2010 - wg informacji w notce Aleksandra Ściosa: 52-letni Iwanow 'zginął kilka dni temu w czasie kąpieli'. 'NATURALNA ŚMIERĆ' GENERAŁA GRU. http://cogito.salon24.pl/224780,naturalna-smierc-generala-gru. Ale spoko, nie na terytorium FR ... ale gdzieś tam chyba w Morzu Śródziemnym sobie popływał, aż wypłynął. Mapkę z zaznaczeniem drogi z Laodycei do Turcji, czy odwrotnie - Google wkleiłem do notki Lekcje rosyjskiego, więc nie będę się powtarzał... Przypominamy, że Najwyższa Izba Kontroli pozytywnie oceniła działania kryzysowe MSZ po katastrofie smoleńskiej.
8.48 - do Ministra Radosława Sikorskiego dzwoni dyrektor Departamentu Wschodniego MSZ Jarosław Bratkiewicz, informując, że na lotnisku w Smoleńsku zdarzył się najprawdopodobniej jakiś wypadek. Informację taką dyr. Bratkiewicz otrzymał chwilę wcześniej przez telefon od naczelnika w Departamencie Wschodnim MSZ Dariusza Górczyńskiego, który czekał na samolot na lotnisku w Smoleńsku.
8.52 - Minister Radosław Sikorski dzwoni do Centrum Operacyjnego MSZ. ... 8.53 - Minister Radosław Sikorski rozmawia przez telefon komórkowy z Ministrem Obrony Narodowej Bogdanem Klichem. 8.58 - Minister Radosław Sikorski dzwoni do Wiceministra Spraw Zagranicznych Andrzeja Kremera (zginął w katastrofie) - telefon nie odpowiada.
9.02 - Centrum Operacyjne MSZ dzwoni do Ministra Radosława Sikorskiego z informacjami ze Smoleńska. 9.06 - Minister Radosław Sikorski rozmawia przez telefon komórkowy z Marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim
...".

Dnia 09 lutego 2013
'pancerna brzoza' przegrala z rzecznikiem Rzadu Polskiego, wiec na stronach http://niepoprawni.pl/blog/4430/smolensk-2010-jak-z-czasem-bylo oraz http://www.gazetapolska.pl/24537-fragmenty-zeznan-chorazego-remigiusza-musia-w-prokuraturze i http://dobrezycie.salon24.pl/485512,brzoza-bez-winy a takze http://martynka78.salon24.pl/ czytamy:

"...KALENDARIUM LOTU JAK-40 nr 044 do Smoleńska 10.04.2010 r. (godziny wg czasu letniego polskiego UTC +2). Wg zeznań śp.
Chorążego R. Musia
10 kwietnia 2010 r. od 20. do 21.  
'W dniu dzisiejszym, tj. 10.04.2010 o godz. 5:25 wylecieliśmy samolotem JAK 40 nr 044 do Smoleńska. Na pokładzie, oprócz załogi przewoziliśmy 14 dziennikarzy, którzy udawali się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej do Katynia. W czasie lotu od startu do lądowania nie mieliśmy żadnych problemów technicznych. Lot przebiegał planowo. Przy podchodzeniu do lądowania warunki atmosferyczne były dość trudne, aczkolwiek zgodne z poziomem naszego wyszkolenia. Trudność lądowania polegała na tym, że panująca na lotnisku docelowym mgła ograniczała widoczność w przód do 1500 m oraz widoczność w dół do 100 m. Podchodząc do lądowania światła sygnalizujące początki pasa startowego, ich nazwa skrótowa APM, widzieliśmy dużo wcześniej niż wyżej wskazane wartości. Światła te pomogły więc ukierunkować samolot w osi pasa startowego na odpowiedniej wysokości i odległości. Na wymienionych wyżej wartościach pas startowy widzieliśmy doskonale. Lądowanie odbyło się bez następstw. Po skołowaniu z pasa startowego zakołowaliśmy na miejsce postoju, wysadziliśmy pasażerów, odprawiliśmy się u służb granicznych i celnych i przystąpiliśmy do przygotowania samolotu do postoju. Nie mogliśmy dokończyć czynności z powodu tego, że władze lotniska zadecydowały o tym, że zatankują samolot po wylądowaniu naszego tupolewa. W związku z tym czekaliśmy na przylot. Nasz lot trwał 1 g. 15 min. W międzyczasie pogoda zaczęła się pogarszać do warunków, w których już byśmy nie wylądowali i z zaciekawieniem oglądaliśmy dwa nieudane lądowania samolotu Ił-76 Federacji Rosyjskiej. Wówczas widoczność wahała się w granicach 400-800 m. Widoczności pionowej z ziemi nie byliśmy w stanie określić. Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania. Próby lądowania Iła oglądaliśmy z płyty lotniska, nasz samolot stał na drodze kołowania, do osi pasa startowego w odległości ok. 80 m. Widziałem tego Iła, który po drugiej nieudanej próbie lądowania odleciał.
Po kolejnych około 20 minutach z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska. Pamiętam, że załoga prowadziła korespondencję z wieżą kontrolną, która kierowała ich, aby znaleźli się na kursie odwrotnym do lądowania w celu wykonania zejścia do lądowania. Kontroler kazał zniżyć się im do wysokości 500 m i podał warunki pogodowe, z tego co pamiętam było to 4000 m na 400 m, kilkukrotnie dopytywał się, czy zajęli wysokość 500 m. W końcu kpt. Protasiuk, prostuję, załoga odpowiedziała twierdząco. W momencie, kiedy załoga powinna wykonać zejście do lądowania, kontroler przekazał im informację o pogarszających się warunkach pogodowych 500 m na prawdopodobnie 80 m. Zapytał się ich, czy na pewno chcą wykonać zejście do lądowania. Odpowiedzieli twierdząco, że wykonają warunkowo.
Kontroler poinformował ich, aby byli przygotowani na odejście na drugi krąg z wysokości 50 m. W międzyczasie mój dowódca załogi przekazał dowódcy załogi tupolewa na tej samej częstotliwości, że naprawdę się pogarsza pogoda i raz widać na 300, a raz 500 m. Wyszliśmy z samolotu wypatrywać tupolewa.
Pogoda, widoczność pogorszyła się ponownie. Wróciłem do samolotu i nadałem przez radiostację 'Arek, teraz widać już dwieście', odpowiedział 'Dzięki'.' ... Otóż, wynika z tego to, że nagrania z czarnej skrzynki CVR, na podstawie których sporządzono stenogramy MAK-u i IES z Krakowa, zostały sfałszowane. Wydarzenia, które opisuje śp. R. Muś w swoich zeznaniach w PW, miały miejsce o 1 godzinę wcześniej, niż zapisano to w oficjalnym raporcie MAK i dublującym go raporcie Komisji Millera. ... Można przyjąć więc, że czas przelotu powinien być zbliżony do tego, o jakim mówił dla 'DGP'  - Michał Makowiecki z firmy FDS OPS opracowującej plany lotów, czyli około 62 minuty, pomniejszony o skrócony czas związany z lotem na wyższym pułapie wg proporcji - 62 x 400/448 = ~55 minut. Odejmując od 55 minut te 17 minut dzielące moment nawiązania połączenia Jak-a z TU154M (8:41 - 8:24 = 17) otrzymamy 38 minut (55 - 17 = 38) dzielących nas od tego momentu, z czasem wylotu z Okęcia. ...".

"Okazuje się, że nie brzoza jest winna katastrofie samolotu w kwietniu 2010. Przyczyną tej katastrofy było zejście poniżej PUŁAPU...".

"...Ukrycie ostatniego zapisu z komputera pokładowego TAWS#38, o czym mówił profesor Nowaczyk, to tylko jeden z grzechów głównych komisji Millera, a jednocześnie swoisty corpus delicti niejasnych intencji (delikatnie mówiąc), które przyświecały ekspertom rządowym. Jak bowiem można było przejść do porządku dziennego nad faktem ominięcia szerokim łukiem ostatniego zapisu, który dla każdej komisji technicznej stanowiłby przedmiot szczególnych analiz? To był ostatni ślad, mówiący o tym, gdzie, na jakiej wysokości i o której godzinie znajdował się samolot przed swoim upadkiem. ... TAWS # 38  był niewygodny, bo przeczył zbudowanemu przez rosyjską propagandę obrazowi ostatnich sekund lotu, według których samolot miał zawadzić o brzozę na wysokości około 5 metrów, urwać skrzydło, po czym obrócić się na 'plecy'. TAWS #38 mówi, że taki scenariusz nie był możliwy z kilku powodów. Po pierwsze między ulicą Gubienki a Kutuzowa, kilkaset metrów przed miejscem katastrofy, samolot był na wysokości 36 metrów, co potwierdza także zapis w FMS. Po drugie, samolot po minięciu brzozy leciał niezmienionym kursem aż 140 metrów dalej, co z kolei wyklucza beczkę i zmianę kursu w chwili uderzenia o drzewo. To właśnie
w miejscu, gdzie został zapisany TAWS #38 samolot doznał silnego wstrząsu, kilkunastu następujących po sobie awarii oraz gwałtownie zmienił kurs. Wszystko to działo się na wysokości dużo wyższej, niż czubek słynnej brzozy.
Według doktora Szuladzińskiego oraz pozostałych ekspertów ZP, to właśnie w tym miejscu doszło do wybuchu na skrzydle i jego oderwania. Również profesor Binienda, w jednej ze swoich prezentacji upublicznionych kilka miesięcy temu, wykazał, że
 miejsce upadku fragmentu skrzydła dowodzi, iż odpadło ona na wysokości co najmniej 26 metrów.
Na taki przebieg wydarzeń wskazuje fakt, że sloty skrzydła, które miało zderzyć się z drzewem, są nieuszkodzone, w przeciwieństwie do środkowej części skrzydła, która została, mówiąc kolokwialnie 'wybebeszona' ze wszystkich elementów konstrukcji, ale także nagrania z czarnej skrzynki. Oprócz zagadki pod tytułem dlaczego nawigator odliczał tylko do 20 metra, a nie na przykład do 15, czy 10, choć zderzenie z drzewem miało się zdarzyć na metrach 5 - ciu,
pojawia się też dość specyficzny dźwięk do złudzenia przypominający eksplozję, na który piloci zareagowali przekleństwem ... Nie mógł to być  wybuch w kadłubie, gdyż wówczas nikt nie byłby już w stanie krzyczeć,
a poza tym wszystkie rejestratory natychmiast przestałyby działać, tak jak to się stało chwilę później, na wysokości około 15 metrów, gdzie, jak tajemniczo napisał MAK - FMS uległ 'zamrożeniu'.
Dlaczego wszystkie agregaty, a co za tym idzie urządzenia pokładowe, przestały działać  jeszcze w powietrzu, a nie po uderzeniu w ziemię,
tego już Anodina z Millerem nie wytłumaczyła. TAWS #38 zdradził rzeczywiste intencje twórców raportu i ich zwierzchników. Tego nie można wytłumaczyć, czy wyjaśnić, to po prostu ordynarna manipulacja danymi, mająca ukryć coś, czego nie można było wytłumaczyć narracją brzozowo-beczkową, a takiej jak widać oczekiwano w Moskwie i Warszawie.  W czasie konferencji na UKSW również profesor Czachor przedstawił intrygujące wnioski płynące z analizy ekspertyzy ATM, w której to, jak się wyraził, 'ręcznie' dopasowano trajektorię lotu w ten sposób, aby samolot mógł wycelować w brzozę.
 Dokonano tego przesuwając ją o długość skrzydła.
Analitycy wykonujący odczyt z ATM starali się bowiem wytyczyć trajektorię ostatnich sekund biorąc również pod uwagę ślady w botanice, co jednak nie przekonało nawet NPW, która, jak powiedział profesor Czachor, zwróciła się o ponowną ekspertyzę do tej firmy. Okazuje się, że oficjalne raporty i ekspertyzy bazują w dużej mierze na wnioskach płynących z analizy śladów na drzewach, które to miały wskazywać, co się działo z polskim samolotem na chwilę przed upadkiem. Niestety, mam złą wiadomość dla zwolenników pancernej brzozy i wytyczania między innymi w oparciu o nią trajektorii lotu.  Nie tylko eksperci ZP udowodnili, że tezy z raportu MAK i Millera nijak się mają do rzeczywistości, a rola drzewa rosnącego na działce Bodina nie miała w całej historii żadnego znaczenia. Również prokuratura wojskowa oświadczyła, że pomiary drzewa zamieszczone w raporcie MAK i Millera są błędne. Otóż drzewo zostało złamane nie na wysokości 5 metrów, ale na blisko 8 metrach. Również średnica była większa o kilka centymetrów, niż to oficjalnie podawano. Powstaje więc  zasadne pytanie, w jaki sposób swoje analizy przeprowadziła komisja Millera, skoro nie tylko pominęła i ukryła ostatni zapis z urządzenia TAWS, ale także
przyjęła za punkt odniesienia błędną wysokość samolotu w miejscu, w którym miał się on zetknąć z brzozą? To jest błąd w pomiarze przekraczający 50%,
co tak naprawdę całkowicie dyskwalifikuje komisję Millera i jej ekspertów. ... Zawsze tez zastanawialo mnie to ze w ostanich slowach pilotow nie slychac nic o tym zeby widzieli jakies drzewa ... i padla by jakas komenda do gory czy cos w tym rodzaju a tu nic kompletnie. ... TAWS #38 był ostatnim zapisem, określanym jako 'event landing', który włącza się przy lądowaniu, po zetknięciu kół z ziemią. Problem w tym, że wtedy samolot znajdował się na 36 metrach, więc do ziemi miał kawałek. TAWS event landing nie zapisuje się w formie komunikatu dźwiękowego, jak pozostałe, przez co go przeoczono jak sądzę. FMS o 6.41.01 również zapisał wysokość 120 f, czyli ponad 36m. TAWS#38 został ukryty nie tylko poprzez zamaskowanie go na mapie, ale też poprzez całkowite zignorowanie wniosków z niego płynących i nieuwzględnienie ich w badaniu ostatnich sekund lotu. To jest główny zarzut. Owszem, w załączniku 4 do raportu dołączono w języku angielskim tabelki z odczytów FMS i TAWS, ale stąło się to po tym, jak Kazimierz Nowaczyk, ujawnił, ze dysponuje tymi danymi. MARTYNKA 08.02.2013 23:29. ...
(dyskusja:) TAWS #38 to godzina 06:40:59, a ostatnie zapisy TAWS i FMS to 06:41:02. Strasznie się Pani uparła na te 36 metrów, a tego się nie da obronić. ... Wysokość radiowa 41.5 stóp to 12,6 metra i to ma potwierdzenie w śladach na drzewach tuż obok. Wysokość baryczna 671 stóp to 204 metry. Żeby dojść do 36 to trzeba odjąć 168 metrów, które wynikają z tego, że pilot zmienił ciśnienie w wysokościomierzu. Wysokościomierz baryczny ma dokładność dużo mniejszą niż radiowy. Ta katastrofa poniżej była spowodowana tym, że piloci korzystali z wysokościomierza barycznego. Mieli odejść z wysokości 30 metrów, i odeszli, ale to były właśnie wskazania wysokościomierza barycznego. W rzeczywistości byli na wysokości 10 metrów. ... I jeszcze o jednym zapomniales, w
TAWS38 jest zgloszona awaria wysokosciomierza radiowego.
Takze wysokosci przez niego podane mozesz sobie w buty wsadzic. REXIOVIVENDI ...  Przy okazji zwracam pana uwagę na fakt, że
w opisie miejsca katastrofy sporządzonego przez śledczych prokuratury rosyjskiej mowa jest o częściach Tu154 leżących na ziemi i wiszących na drzewach już w okolicach bliższej NDB, czyli w znacznej odległosci od brzozy.
Jest to więc sprzeczne z tym co utrzymuje wybitny uczony bloger Ford Prefect. WIESŁAWA 09.02.2013 11:30. ... Nie ma potrzeby wznawiania prac komisji Millera - mówi w RMF FM rzecznik rządu Paweł Graś o doniesieniach ws. rozbieżności pomiędzy danymi NPW a danymi komisji Millera na temat uderzenia tupolewa w brzozę. 'Przyczyną katastrofy nie było zderzenie z brzozą, ale zejście Tu-154M poniżej minimum', podkreśla. http://moher.do.bulu.salon24.pl/485533,a-jednak-nie-brzoza. RECMA. 09.02.2013 11:51. ...
Upada więc mit, jakoby piloci nie orientowali się, na jakiej są wysokości. Zapis w FMS (badano tylko FMS drugiego pilota, który nie przestawił wysokościomierza baro) o godzinie 6.41,01 wynosił 120 f, czyli 36 m, zaś o 6.41,02 wynosił 45 f, czyli około 13 metrów. To wtedy wysiadły wszystkie agregaty, a urządzenia przestały rejestrować. Możesz wyjaśnić dlaczego, skoro samolot nie zetknął się z ziemią, a zdaniem komisji Millera, oprócz urwanego fragmentu skrzydła był sprawny az do uderzenia w ziemię?
MARTYNKA. 09.02.2013 12:26. ... Ma Pani problem, bo w dokumentach na które się Pani pośrednio powołuje zapisane są ostatnie dane pozycyjne w RAM. A te dane by się tam nie znalażły gdyby maszyna rozpadła się w punkcie TAWS38. NAMIR TABAKA 09.02.2013 12:49...".

Dnia 10 lutego 2013 roku nowe fakty o Katastrofie Smolenskiej przedstawiono na wczorajszym spotkaniu w Klubie Palladium, omowionym na stronach http://blogpress.pl/node/15796 oraz  http://niezalezna.pl/38261-niezalezni-naukowcy-przedstawiaja-nowe-fakty-o-smolensku?page=2:

"W klubie Palladium gościli w sobotę naukowcy współpracujący z parlamentarnym zespołem Antoniego Macierewicza badającym przyczyny tragedii smoleńskiej: prof. Wiesław Binienda ( University of Akron - USA), dr inż. Wacław Berczyński (wieloletni pracownik Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga), prof. Kazimierz Nowaczyk (University of Maryland - USA) oraz prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej. ... Prof. Kazimierz Nowaczyk (fizyk doświadczalny z Centrum Spektroskopii Fluorescencyjnej na Wydziale Biochemii i Biologii Molekularnej Szkoły Medycznej University of Maryland w Baltimore w Stanach Zjednoczonych) porównał zarys samolotu z ogromną ilością rozrzuconych na miejscu katastrofy szczątków. W trakcie inwentaryzacji zamieszczonej w raporcie Millera - zaznaczył naukowiec - zidentyfikowano zaledwie 10 części samolotu. Profesor Nowaczyk skupił się w czasie swojego wystąpienia na omówieniu ostatniego sygnału systemu TAWS 38, który w przeciwieństwie do pozostałych, nie generuje ostrzeżenia, lecz rejestruje moment lądowania samolotu - zapisuje wszystkie parametry samolotu w chwili zetknięcia się kół z ziemią, jako, że jest to jeden z najbardziej krytycznych momentów lotu.
'System TAWS uznał, że samolot lądował na wysokości 36 metrów ... Zapisano w TAWS38, że przechylenie na lewe skrzydło wynosi 0'.
Tymczasem komisja Millera uznała, że samolot zrobił beczkę. To, według Nowaczyka, jest jedną z przyczyn ukrycia tego punktu w raporcie Millera. Jak podkreślił naukowiec,
TAWS38 został ukryty przez rządową komisję Millera - w elektronicznej wersji załącznika nr 1 do tego raportu czerwone kółko z czarną kropką w środku, znajdujące się dokładnie w miejscu wystąpienia TAWS nr 38, zasłonięto zielonym prostokątem tak, aby zlało się z tłem. Używając programu graficznego można go jednak odsłonić.
'Ten raport, na którym widnieje pieczęć z Orłem i podpis ministra rządu RP, jest oficjalnym dokumentem państwowym, podpisanym później przez premiera Tuska, opisuje badania najstraszniejszej katastrofy, jaka mogła się zdarzyć, jaka mogła dotknąć nasze elity polityczne, ten raport i jego jakość świadczą o upadku państwa polskiego. To jest nie do przyjęcia', stwierdził na zakończenie prof. Nowaczyk. ...
Prof. Wiesław Binienda (z Wydziału Inżynierii Cywilnej w Kolegium Inżynierii Uniwersytetu w Akron w stanie Ohio, Stany Zjednoczone, współdyrektor Gas and Turbine Research and Testing Laboratory w University of Akron) przedstawił symulacje, w których w wyniku przeprowadzonych obliczeń pokazał jak mogło wyglądać przecięcie brzozy przez skrzydło samolotu Tu-154M, a także w jaki sposób następują odkształcenia kadłuba w wyniku uderzenia o ziemię, a jak w wyniku eksplozji w powietrzu. Jak stwierdził, oglądając zdjęcia szczątków wraku Tu-154M leżących w Smoleńsku,
jest widoczna dziura w skrzydle, ale jego krawędź przednia (sloty) nie jest zniszczona czyli nie mogło dojść do kontaktu z brzozą.
Prof. Binienda omówił również inne katastrofy lotnicze na miękkim i twardym gruncie, stwierdzając, że
tragedia w Smoleńsku to jedyny przypadek, kiedy samolot nie zrobił żadnego leja lub krateru w ziemi.
Jak zaznaczył, wszystkie jego badania, a także inne przesłanki wynikające z analiz pozostałych naukowców wskazują na to, że
w samolocie Tu-154M doszło do wybuchu - w skrzydle i w środku kadłuba. Co ciekawe, takie same zniszczenia są widoczne w obu skrzydłach TU-154M. ...
W trakcie spotkania goście dowiedzieli się o oświadczeniu prokuratury, która stwierdziła, że MAK i Komisja Millera pomyliły się co do wysokości, na której została złamana brzoza, a także co do jej grubości (według komisji Millera w miejscu złamania średnica pnia wynosiła 30 - 40 cm, a według Naczelnej Prokuratury Wojskowej - 52 cm).
Dr Wacław Berczyński
(inżynier, konstruktor lotniczy, wieloletni pracownik Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga i innych koncernów lotniczych) opisując konstrukcję skrzydła samolotu wyjaśnił, że powinno ono wytrzymać dużo większe uderzenie niż nawet 52-centymetrowej brzozy. Samoloty, które konstruował latały przy prędkości max. 600 km/h i miały do 60 ton, tymczasem normy dla tupolewa są powyżej 1000 km/h i do 120 ton. Skrzydła w Tu-154M miały specjalne wzmacniacze, które powinny wytrzymać dużo więcej niż konstrukcje Boeinga. 'Żeby doprowadzić kawałek skrzydła do takiego stanu, to musiało w nim być bardzo duże ciśnienie wewnętrzne', zaznaczył dr Berczyński omawiając przygotowane slajdy. 'Jakaś siła musiała to oderwanie poszycia z góry i z dołu spowodować. Część poszycia była 40 m od reszty skrzydła. Cała ta teoria o tym, że część skrzydła została oderwana w wyniku uderzenia o brzozę, czy była 5 m czy 100 m, to właściwie nie ma znaczenia. Możemy się w to bawić, że oni będą podnosili brzozę, zwiększali średnicę, my będziemy robili dodatkowe obliczenia...'.
... Dr Berczyński odniósł się także do pytania zadanego przez prof. Obrębskiego, które dotyczyło
obecności zagadkowej przekładki z tektury włożonej pomiędzy znitowane blachy w badanym przez niego fragmencie Tu-154M. 'Taki karton łapie wodę, więc nie może się znajdować w częściach konstrukcyjnych samolotu', wyjaśnił naukowiec.
... Z kolei poseł Antoni Macierewicz przedstawił uczestnikom spotkania oficjalny dokument będący wynikiem oględzin miejsca katastrofy dokonanych przez funkcjonariuszy rosyjskich 10 kwietnia 2010 roku. Jak podkreślił przewodniczący smoleńskiego zespołu, dokument jest urzędowy, podpisany przez funkcjonariuszy komitetu śledczego i świadków. Jest w nim zawarty opis terenu, któremu towarzyszą szczegółowe rysunki. Jednak brakuje wzmianki o słynnej pancernej brzozie, rosyjscy śledczy wspominają o innych mniejszych drzewach, które znalazły się na torze lotu tupolewa i o brzozie, ale złamanej na wysokości jednego metra od wierzchołka. ... Relacja: Margotte i Bernard. Spotkanie odbyło się 8 lutego 2013 roku. Więcej zdjęć: http://www.flickr.com/photos/55306383@N03/sets/72157632728046856/. Blogpress's blog" Copyright.

"Dodano: 09.02.2013 [15:06]. Nowe fakty na temat katastrofy smoleńskiej przedstawili wczoraj prof. Wiesław Binienda, dr inż. Wacław Berczyński, prof. Jan Obrębski i prof. Kazimierz Nowaczyk. Spotkanie, które odbyło się w warszawskim klubie Palladium, poprowadził Tomasz Sakiewicz ... uczestniczył też Antoni Macierewicz ... goście dowiedzieli się akurat o wczorajszych rewelacjach prokuratury, mówiących, że MAK i Komisja Millera pomyliły się co do wysokości, na której, została złamana brzoza, i jej grubości (według komisji Millera w miejscu złamania średnica pnia wynosiła 30-40 cm, a według Naczelnej Prokuratury Wojskowej - 52 cm). Dr inż. Wacław Berczyński stwierdził, że grubość drzewa nie ma w tej chwili żadnego zdarzenia. Jego zdaniem konstrukcja skrzydła powinna wytrzymać dużo większe uderzenie niż nawet 52 cm. Samoloty, które konstruował Berczyński, latały przy prędkości max. 600 km/h i miały do 60 ton, tymczasem normy dla tupolewa są powyżej 1000 km/h i do 120 ton. Samoloty w tupolewie miały specjalne wzmacniacze, które powinny wytrzymać dużo więcej niż konstrukcje Boeinga.
Prof. Binienda i prof. Nowaczyk pokazali moment ukrycia przez rządową komisję Millera ostatniego sygnału systemu TAWS (nr 38). Jak dowodzili - na rejestratorze ATM (tzw. polska czarna skrzynka) stwierdzono brak 0,5 sekundy nagrania rejestratorów właśnie w momencie sygnału TAWS38, czyli krytycznym dla lotu. W tym czasie samolot powinien przelecieć minimum 40 m i w tym czasie nastąpiła destrukcja maszyny; tego momentu nie ma w rejestratorach.
Profesorowie scharakteryzowali miejsca innych katastrof lotniczych na miękkim i twardym gruncie, stwierdzając, że tragedia w Smoleńsku to jedyny przypadek, kiedy samolot nie zrobił żadnego leja lub krateru w ziemi...".

Dnia 20 lutego 2013 roku 'Gazeta Polska' publikuje tekst, ktorego fragment ponizej:

"...'W Kancelarii Prezydenta nigdy nie powstał pomysł, by sugerować przebudowę salonki nr 3 w Tu-154 czy dokonywać innych zmian. To nie leży w kompetencjach Kancelarii. My przedkładaliśmy tylko dla Kancelarii Premiera zamówienie na konkretny typ samolotu, czy - jeśli była taka potrzeba - większej liczby samolotów. Rzeczywiście, ta przebudowa wydaje się dziwna', mówi 'GP' poseł PiS Jacek Sasin, były zastępca szefa Kancelarii Prezydenta. Warto przypomnieć, że poseł PiS Marek Opioła zwrócił się do MON z zapytaniem, czy Służba Kontrwywiadu Wojskowego, jako odpowiedzialna za ochronę kontrwywiadowczą najważniejszych osób w państwie, wiedziała o przebudowie salonki i czy sprawdzała samolot po jej dokonaniu. Okazało się, że SKW nie została o tej operacji poinformowana. Zapytaliśmy Naczelną Prokuraturę Wojskową, czy ustaliła, kto zlecił szefowi technicznemu 36 SPLT przebudowę salonki i jak to uzasadnił. Odpowiedź jej rzecznika płk. Zbigniewa Rzepy była zaskakująca: 'Uprzejmie informuję, że zgodnie ze stanowiskiem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie nie mogę udzielić odpowiedzi na te pytania, bowiem ich zakres jest zbyt szczegółowy i ujawnienie tego typu informacji na tym etapie postępowania mogłoby mieć negatywny wpływ na jego przebieg'. Cała sytuacja wskazuje, że salonkę przebudowano z założeniem, że polecą nią generałowie. Jeżeli tak, to znaczy, że już 6 kwietnia było wiadomo, iż dla delegacji prezydenta nie będzie oprócz Jaka-40 innych samolotów, w tym rezerwowego. Według dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego z zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej, do drugiego, decydującego wybuchu w Tu-154 doszło pomiędzy częścią pasażerską a strefą przeznaczoną dla VIP-ów, złożoną z trzech saloników, właśnie w bezpośrednim sąsiedztwie salonki numer trzy. Pasażerowie, którzy w niej lecieli, odnieśli największe obrażenia. Przypomnijmy, samolot Tu-154M 101 dzielił się na kokpit, trzy saloniki dla VIP-ów i część pasażerską. 10 kwietnia 2010 r. w pierwszym saloniku leciała para prezydencka, w drugim prezydent Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie sejmu Krzysztof Putra i Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek senatu Krystyna Bochenek, szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak, szef BBN Aleksander Szczygło i prezydencki minister Paweł Wypych. Trzeci salonik zajęli Mariusz Handzlik, wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer, wiceminister obrony narodowej Stanisław Jerzy Komorowski, wiceminister kultury Tomasz Merta, szef ROPWiM Andrzej Przewoźnik, posłowie Maciej Płażyński i Grażyna Gęsicka, urzędnik MSZ Mariusz Kazana oraz dziesięciu wojskowych: bp gen. dyw. Tadeusz Płoski, abp gen. bryg. Miron Chodakowski, ks. płk Adam Pilch, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor, gen. br. Bronisław Kwiatkowski, gen. br. pil. Andrzej Błasik, gen. dyw. Tadeusz Buk, gen. dyw. Włodzimierz Potasiński, wiceadm. Andrzej Karweta, gen. bryg. Kazimierz Gilarski. Reszta członków delegacji zajęła miejsca w części pasażerskiej. To, że 10 kwietnia 2010 r. do dyspozycji prezydenta były tylko dwa samoloty, potwierdza raport komisji Millera, w którym czytamy: 'W rozkazie dziennym dowódcy 36 SPLT na 10 kwietnia nie wyznaczono samolotu zapasowego dla lotu o statusie Head oraz załogi dla niego'. Brak rezerwowego samolotu 10 kwietnia 2010 r. postawił Lecha Kaczyńskiego pod ścianą. Nie miał on - gdyby chciał podjąć taką decyzję - żadnych możliwości skierowania generalicji do oddzielnej maszyny. Jak już bowiem wspominaliśmy, Jak-40 odleciał wcześniej, przed tupolewem (z problemami, bo pierwszy wyznaczony do lotu 'jak' miał awarię, w związku z czym załoga musiała przesiąść się do innego 'jaka'). Na podstawie oficjalnych dokumentów trudno wykryć faktycznego inspiratora działań, w wyniku których generałowie trafili do tupolewa. (Maciarewicz jednak podal, ze ma rozkaz min. Klicha!) Z informacji przedstawionej przez szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej płk. Ireneusza Szeląga wynika, że 3 marca 2010 r. z Kancelarii Prezydenta wysłano do Kancelarii Premiera (która jest według instrukcji Head koordynatorem lotów specjalnymi samolotami rządowymi) i Dowództwa Sił Powietrznych oraz BOR zapotrzebowanie na samolot, nie wskazując liczby osób uczestniczących w delegacji. 9 marca Kancelaria Prezydenta wysłała korektę - prośbę o dodatkowe zapotrzebowanie na Jaka-40, m.in. dla dziennikarzy. Kancelaria Prezydenta przesłała też tego samego dnia na ręce szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego, będącego jedynym dysponentem samolotów specjalnych obsługiwanych przez 36 specpułk, pismo zawierające informacje o konieczności zabezpieczenia przelotów na trasie Warszawa-Smoleńsk i z powrotem samolotów specjalnych Tu-154M oraz Jak-40. Zapytaliśmy ówczesnego zastępcę szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Sasina, czy pamięta okoliczności wystąpienia Kancelarii Premiera o te dwa samoloty. 'Od początku założeniem Kancelarii było, że poleci tylko jeden samolot - Tu-154, w którym razem z prezydentem polecą i generałowie, i dziennikarze. Zakładaliśmy, że jeśli będzie więcej chętnych, po prostu nie polecą. Dlatego wielu osobom, które wyraziły taką chęć, odmówiliśmy. Dziennikarzy zgłosiło się z początku tylko dwóch, ale ponieważ potem pojawiło się więcej zgłoszeń, dlatego polecieli jakiem. Nie chcieliśmy dzielić delegacji, by nie zarzucono nam, że segregujemy uczestników na lepszych i gorszych, i żeby nie było potem zarzutów, że z prezydentem poleciał 'orszak bizantyjski',' mówi 'GP' poseł Jacek Sasin...".

Takze 20 lutego 2013 przypomniano awarie do jakich doszlo w powietrzu po wlaczeniu sie TAWS#38; rejestratory zapisaly nastepujace awarie wedlug http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/488146,trzy-podejscia-tu-154m-czesc-ii
"...Po wlaczeniu sie TAWS#38 rejestratory zapisaly nastepujace awarie: - brak kontroli sztucznych horyzontów (AGBEZKONTR - sygnal z bloku BKK-18- ?) spowodowany brakiem zasilania elektrycznego lub niesprawnoscia bloku kontroli przechylenia BKK-18. Rejestratory zapisaly parametry 'Sprawnosc sztucznego horyzontu prawego / lewego' (SPRHORP, SPRHORL) do konca rejestracji. - usterka pionu zyroskopowego MGW nr 1 (sygnal z bloku BKK-18- ?). - pozar w przedziale silnika rozruchowego WSU / wysoka temperatura w tylnym przedziale technicznym (przedzial obudowany tytanowymi sciankami przeciwpozarowymi). - awarie radiowysokosciomierzy RW1 i RW2 (SPRRW5NR1, SPRRW5NR2) - brak sygnalu gotowosci generowanego przez uklady wewnetrznej kontroli radiowysokosciomierzy lub ich niesprawnosc. - przestawienie sie zegara ATM na godz. 23:04:11. - rejestratory zapisaly sygnal uruchomienie silnika rozruchowego / przepelnienie zbiornika przedniej toalety. - Do konca zapisu nie wystapily symptomy niskiego cisnienia w 3 instalacjach hydraulicznych. Wchodzace w sklad kompleksu MSRP-64 czujniki cisnienia w kabinie DDiP +0,85/-0,1 nie mialy mozliwosci zapisac ewentualnego wzrostu cisnienia w zwiazku z maksymalna rejestrowana wartoscia: +0,85 atm. Rejestratory nie zapisaly obecnosci dymu w przedziale bagazowym az do konca rejestracji. FDR zapisaly rosnaca az do konca ich pracy temperature gazów za turbina silnika numer 1, oraz wibracji SNC, pomimo wyraznego zmniejszenia obrotów turbiny niskiego cisnienia. Obroty lewego silnika zaczely spadac ok. godz.06:40:59,5. Ostatnia zapisana przez FDR wartosc kata przechylenia samolotu to ok. 64,7 stopnia (przy max.zapisywanej wartosci 82,5 stopnia). Zasilanie elektryczne samolotu przestalo dzialac jeszcze w powietrzu. Zanik zasilania skutkowal jednoczesnym zakonczeniem zapisu przez rejestratory: FDR i CVR (08:41:01) oraz zamrozeniem komputerów pokladowych FMS (08:41:02). Prawdopodobna przyczyna zaniku zasilania rejestratorów parametrów lotu byl zanik napiecia w sieci awaryjnej spowodowany oderwaniem ogona w locie, o którym wspominal jeden ze swiadków zdarzenia. Pierwsze zetkniecie z ziemia mialo miejsce o godz. 08:41:02, a glówne uderzenie o 08:41:03. Swoja droga - jestem bardzo ciekawa, co otrzymaja prokuratorzy z USA w odpowiedzi na wniosek z 4.01 br.: 'do USA - 2 wnioski, przy czym ostatni wniosek skierowano 4 stycznia 2013 r., a dotyczy on uszczególowienia wyników badan urzadzen TAWS oraz FMS przeprowadzonych w siedzibie ich producenta w m. Redmond (USA) przy udziale przedstawicieli MAK oraz akredytowanego przy MAK polskiego przedstawiciela oraz przedstawiciela Narodowej Rady Bezpieczenstwa Transportu. Wystapila bowiem koniecznosc uscislenia i uzupelnienia tych badan o informacje zwiazane ze sposobem dzialania urzadzen TAWS i FMS. MARTYNKA 20.02.2013 18:26...".

Dnia 22 lutego 2013 roku strona http://markowski.salon24.pl/488776,skandal-komisje-anodiny-i-millera-nie-zbadaly-silnikow-tupolewa podaje fragment wypowiedzi Macierewicza o silnikach Tupolewa:
"...Zespół parlamentarny badający katastrofę smoleńską zajmuje się obecnie wątpliwościami dotyczącymi pracy silników TU-154M. ... (Macierewicz mowi:)
'Wiele wskazuje na to, że właśnie w silnikach zaczęła się awaria, która ostatecznie doprowadziła do tragedii. Mniej więcej 50 metrów przed przeleceniem samolotu nad miejscem, w którym miała rosnąć brzoza rozpoczęły się ponadnormatywne, przekraczające dopuszczalne parametry drgania silnika nr 3. Przeniosły się później na silnik nr 1, a wreszcie na główny, czyli silnik numer 2. W konsekwencji doprowadziło to zapewne do zatrzymania się silników w trakcie lotu. Na pewno ich awaria była jednym z głównych powodów tragedii smoleńskiej. ... Najprawdopodobniej rozpad lewego skrzydła na skutek eksplozji, wpadnięcie jakiejś jego części do silnika, kolejne awarie silników i ostatecznie druga eksplozja w śródpłaciu, która zniszczyła samolot już do końca. Tyle wynika z danych technicznych, jakie posiadamy. Jedno nie ulega wątpliwości - bez względu na to, jaki jest status hipotezy dotyczącej eksplozji, na pewno awaria silników zaczęła się przed przelotem samolotu nad miejscem, w którym rosła brzoza. To jest stwierdzone w ekspertyzie ATM w sposób bezdyskusyjny. ... (polscy eksperci nie badali silników rozbitego TU-154M.) Oglądali je tylko z zewnątrz. Ale nigdy nie uczestniczyli w rozłożeniu ich, zbadaniu turbin wewnętrznych, ich analizie. Nikt z polskiej strony tego nigdy nie zrobił. A nie ma wątpliwości, że tam doszło do zdarzeń nietypowych. Te dane są odzwierciedlone w zapisie skrzynki ATM'...".

Dnia 28 lutego 2013 roku strona http://martynka78.salon24.pl/ analizuje mozliwe uszkodzenie sterow:
"...Z raportu Millera, a wcześniej MAK można się było dowiedzieć, że ani zamach, ani awaria nie wchodziły w grę, choć żadnych specjalistycznych, rzetelnych badań w tym kierunku nie przeprowadzono. Po prostu było wiadome od pierwszych godzin, że piloci są winni, wiec nie trzeba było niczego więcej badać. ... Bardzo ciekawie na temat standardów badań napisali eksperci w 'Uwagach RP do raportu MAK', szkoda tylko, że kilka miesięcy później zapomnieli o swoich zastrzeżeniach pisząc raport Millera (str. 99): 'Sposób przeprowadzenia analizy jest niezgodny z wytycznymi zawartymi w dokumencie ICAO Doc. 6920 (Manual of Aircraft Accident Investigation - podręcznik badania katastrof lotniczych, wydanie IV). Analiza powinna być oparta na ocenie dowodów, a nie hipotez. ... Hipotezy nie poparte dowodami powinny zostać odrzucone. Nie można traktować hipotez jako pewników, a w ich udowodnianiu powoływać się na hipotetyczne dowody'. W dzisiejszym Naszym Dzienniku przywołano opinie pilotów tupolewów, którzy zgodnie twierdzą za pułkownikiem Stroińskim, że od 100 metrów z samolotem musiało stać się coś ekstremalnego, gdyż komenda odejścia jest dla każdego pilota 'święta', po której nikt z załogi już nie dyskutuje i nie zastanawia się, czy na pewno odchodzimy ... Gazeta przywołała jednocześnie opinię dr. inż. Ryszarda Drozdowicza, specjalisty ds. aerodynamiki i lotnictwa, który stwierdził m.in., że okoliczności katastrofy wskazują 'na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania'. 'Teoretycznie do zablokowania steru wysokości mogłoby dojść także w sposób samoistny (co rzadko się zdarza) lub na skutek celowego działania (to stosunkowo prosta konstrukcja umożliwiająca blokadę sterowania po wypuszczeniu podwozia)'. W podobnym tonie wypowiedział się porucznik Artur Wosztyl, pilot Jaka 40: 'Oni mieli nienaturalnie dużą prędkość opadania. Teoretycznie można by założyć, iż doszło do zablokowania sterów. Niestety raport Millera niewiele tu wyjaśnia, bo nie opisuje szczegółowo tego, co stało się na tych 100 metrach'. ... Z jakichś też powodów wspomniany wyżej pułkownik Krasnokutski wydał rozkaz: 'doprowadzasz do stu metrów. Sto metrów. Bez dyskusji, [wulg.]...'. By po chwili meldować: 'Towarzyszu generale, podchodzi do trawersu. Wszystko włączone, i reflektory w trybie dziennym, wszystko gotowe'. Skoro nie było warunków do lądowania, to co mogło być gotowe?...".

Strona http://www.naszdziennik.pl/wp/25232,ze-wskazaniem-na-automat.html rowniez na powyzszy temat:
"...Podpułkownik Stroiński nie rozumie, dlaczego Tu-154M - wbrew wyartykułowanej woli załogi - kontynuował zniżanie. Pilot nie wyklucza, że powodem tego mogła być usterka, w tym np. zablokowanie steru samolotu. Dopytywany o tę sprawę przez 'Nasz Dziennik' Stroiński dodaje, że 'mogły wydarzyć się różne rzeczy, życie pisze różne scenariusze'. Dlaczego Stroiński wrócił właśnie do tej tezy niemal po trzech latach od katastrofy? Warto przypomnieć, że 'Nasz Dziennik' tuż po katastrofie opublikował ocenę dr. inż. Ryszarda Drozdowicza, specjalisty ds. aerodynamiki i lotnictwa, który stwierdził m.in., że okoliczności katastrofy wskazują 'na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania', a w maju 2010 r. przedstawiliśmy analizę grupy ekspertów, która wskazywała na to, że jedną z przyczyn wypadku mogła być właśnie awaria steru wynikająca z usterki hydrauliki samolotu lub bloku sterowania. 'Teoretycznie do zablokowania steru wysokości mogłoby dojść także w sposób samoistny (co rzadko się zdarza) lub na skutek celowego działania (to stosunkowo prosta konstrukcja umożliwiająca blokadę sterowania po wypuszczeniu podwozia)' - pisał 'Nasz Dziennik'. Obecnie także doświadczony pilot wojskowy w stopniu majora nie wyklucza takiego scenariusza. 'Kiedy taki samolot idzie do remontu, to powinno się cały czas patrzeć na ręce wykonawcy. Nie chciałbym tu nikomu czynić zarzutu, ale z pewnością ludziom, którzy znają ten samolot, przygotowanie takiej 'awarii' nie sprawiłoby problemu', ocenia...".


Dnia 06 i 07 marca 2013 roku strona http://niezalezna.pl/39158-nasz-news-badania-w-usa-potwierdzily-obecnosc-trotylu pisze:
"
Badania zlecone przez Stanisława Zagrodzkiego, kuzyna Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, potwierdziły obecność trotylu. TNT wykazany przez badania to związek, który jest wykorzystywany do produkcji materiałów wybuchowych, może się on także wydzielać w przypadku eksplozji. 'Pozostawiam to bez komentarza', stwierdził w rozmowie z 'Gazetą Polską Codziennie' Stanisław Zagrodzki. Z naszych informacji wynika ze wykryto przereagowane cząstki materiałów wybuchowych co może świadczyć o tym, że doszło do eksplozji. Przypomnijmy, że prokuratura cały czas mówi, że wykryty przez biegłych TNT, to nie trotyl. Na łamach Salonu24  bloger zamieścił skan wyników badań z USA oraz zapewnił, że nie zamierza 'wpadać w depresję z powodu spotkania seryjnego samobójcy na swej drodze'." trotyl na samolocie rzadowym 10 kwietnia 2010

Strona http://stanzag.salon24.pl/491578,prokuraturze-pod-rozwage podaje:
"...Ale to są badania pasa bezp., przeprowadzane w US ... Oto tabela w której zestawiono skróty stosowane dla różnych materiałów wybuchowych i znaczników. Table 1 Abbreviations used for various explosives and taggants. Abbreviation Compound name CAS number
o-MNT o-mononitrotoluene
88-72-2
m-MNT m-mononitrotoluene 99-08-1
p-MNT p-mononitrotoluene 99-99-0
2,4-DNT 2,4-dinitrotoluene 121-14-2
2,6-DNT 2,6-dinitrotoluene 606-20-2
3,4-DNT 3,4-dinitrotoluene 610-39-9
TNT 2,4,6-trinitrotoluene 118-96-7
HMX Cyclo-1,3,5,7-tetramethylene- 2691-41-0
2,4,6,8-tetranitramine
RDX Cyclo-1,3,5-trimethylene- 121-82-4
2,4,6-trinitramine
Tetryl 2,4,6-trinitrophenylmethyl- 479-45-8
nitramine
PETN Pentaerythritol tetranitrate 78-11-5
NG Nitroglycerine 55-63-0
EGDN Ethylene glycol dinitrate 628-96-6
HFB Hexafluorobenzene 392-56-3
OFN Octafluoronaphthalene 313-702-4
DMNB 2,3-dimethyl-2,3-dinitrobutane 3964-18-9
Ammonium nitrate 6484-52-2. trotyl na samolocie rzadowym 10 kwietnia 2010Powyższa tabela pochodzi z artykułu: R.G. Ewing, D.A. Atkinson, G.A. Eiceman, G.J. Ewing, A critical review of ion mobility spectrometry for the detection of explosives and explosive related compounds, Talanta vol.54,(2001), 515–529. WIESŁAWA 06.03.2013 22:12 ... Pan Zagrodzki jasno stwierdził, że jego tekst adresowany jest przede wszystkim do prokuratury, która uważnie śledzi te wpisy. Teraz pewnie zastanawiają się co zrobić z informacją, że na już przebadanych w CLK próbkach wraku znaleziono slady materialow wybuchowych. Z tego, co widzę metoda analityczna to SPME-GC-ECD czyli mikroekstrakcja z chromatografią gazową i detekcją wychwytu elektronów. W kwestii powybuchowych pozostałości po trotylu to odmiany DNT są ich głównymi składowymi: The main charge in most landmines is 2,4,6-trinitrotoluene. (TNT) (4). However, when “leakage” from landmines was examined at a test landmine field located at Fort Leonard Wood, MO, TNT was not the predominant signature (5,6). In many cases, explosive-related compounds (ERC) were found, instead of TNT. 2,4-Dintrotoluene (DNT) and 1,3-dinitrobenzene (DNB) are found in manufactured TNT. Quantification and Aging of the Post-Blast Residue of TNT Landmines, Journal of Forensic Science, July 2003, Vol. 48, No. 4. PEEMKA 06.03.2013 23:36. ... Czyli wg słownego opisu pod wykresem, wykryto korelacje 6 z 8 związków. Tak na oko można by poukładać te zależności w następującym porządku (od największej):
2,4-DNT
1,3,5-TNB
pozostałe na równi:
1,3-DNB; 2,6-DNT; TNT; 4-am-4,6-DNT. Nie wykryto 4-am-2,6-DNT oraz RDX. ... Przykładowe materiały wybuchowe zawierające w swoim składzie trotyl:
Amatex: (ammonium nitrate and RDX) trotyl na samolocie rzadowym 10 kwietnia 2010
Amatol:(ammonium nitrate)
Ammonal: (ammonium nitrate and aluminium powder plus sometimes charcoal).
Baratol: (barium nitrate and wax)
Composition B (RDX and paraffin wax)
Composition H6
Cyclotol (RDX)
Ednatol
Hexanite (hexanitrodiphenylamine).
Minol
Octol
Pentolite
Picratol
Tetrytol
Torpex
Tritonal
http://en.wikipedia.org/wiki/Trinitrotoluene. TORNADO. 07.03.2013 00:31...
Ten chromatogram jest bardzo intrygujący. Eksplozja TNT powinna dać pik nieprzereagowanego materiału. Z drugiej strony sam izomer 2.4 DNT to także prymitywny materiał wybuchowy oraz składnik różnych kombinowanych materiałów (mieszanin) oraz innych środków pirotechnicznych takich jak stałe paliwa rakietowe, świece dymne, proch strzelniczy (bezdymny). DND zwykle jest wykorzystywany jako plastyfikator lub modyfikator prędkości spalania innych materiałów. ... - Pik 2,4-dinitrotoluenu jest wyraźny i ewidentny.
- Pik 1,3-DNB ma charakter rozmyty, a pik 1,3,5-TNB oraz pik TNT znajdują się na pikach niezidentyfikowanych. Te 3 piki mimo że są małe wcale nie muszą oznaczać, że tych analitów w próbce było mało, mogą być równie dobrze maskowane (tj. tłumione) przez substancje obce, np. specyficznie wiązane.
Piku 2-am-4,6-DNT, moim zdaniem nie ma, a więc ilości tej substancji są na poziomie śladowym/nieoznaczalnym. Każde takie stwierdzenie, że 'piku nie ma' jest ryzykowne, wtedy do weryfikacji takiej tezy najlepiej zastosować tzw. metodę dodatku wzorca (ang. standard addition).
Co do reszty pików, to tak zwana matryca próbki może je zupełnie blokować (czyli mimo że substance te są w próbce, to ich sygnałów nie widać, bo są one zawarte w próbce w jakiejś zmienionej postaci), i/albo także silnie osłabiać te już widoczne, jak te od 1,3-DNB, 1,3,5-TNB oraz TNT. Poza tzw. metodą wzorców (ją właśnie zastosowano do chromatogramów w artykule) można by też z pożytkiem (dla sprecyzowania, co jest w próbce) zastosować bardziej pracochłonną tzw. metodę dodatku wzorca, ażeby upewnić się, że w próbce na pewno nie ma pozostałych substancji (niewidocznych lub słabo widocznych w metodzie wzorców z uwagi na maskowane przez matrycę próbki).
Matryca to wszystko to co jest w próbce poza analitem (czyli substancjami identyfikowanymi/oznaczanymi), a więc (upraszczając) ogół związków chemicznych stanowiących próbkę. ... Próbka przedstawiona na chromatogramie zawiera sporo 2,4-DNT i mierzalne ilości 1,3-DNB, 1,3,5-TNB oraz TNT (tych dwóch ostatnich jest o około rząd wielkości mniej). Warto zwrócić uwagę, że zarówno a) pobieranie poróbki, jak też jej b) przygotowanie i c) przechowywanie (tak, aż 3 etapy) mogły wpłynąć na utratę tych 3 substancji (a także innych), co znaczy tyle, że opinię o zawartości tych 3 substancji w próbce należy formułować używając terminu 'co najmniej', czyli:
- próbka zawiera CO NAJMNIEJ: 2,4-DNT, 1,3-DNB, 1,3,5-TNB: oraz
- próbka zawiera CO NAJMNIEJ ~0,1 ppm związku 2,4-DNT i
CO NAJMNIEJ ~0,01 ppm związku 1,3-DNB i
CO NAJMNIEJ ~0,01 ppm związku 1,3,5-TNB.
Oczywiście w/w wartości '~0,01 ppm' są bardzo szacunkowe. Chromatogram w artykule nie pozwala bowiem wyznaczyć dokładnych wartości absolutnych tych związków w próbce, jest zdatny raczej do tzw. oceny półilościowej. STANZAG 07.03.2013 07:30
... Daleko idące wnioski z proporcji 2,4 DNT do TNT możnaby wyciągać dopiero po przeprowadzeniu badań chromatograficznych próbek pobranych ze wszystkich zwłok i nałożeniu ich na plan samolotu pokazujący gdzie kto siedział. Jeżeli parametr 2,4DNT/TNT zmienia się proporcjonalnie do odleglosci od jednego centralnego punktu, to sprawa staje się pozadykusyjna STARY WIARUS 07.03.2013 09:38 ...
Rosja: Na wraku Tu-154M nie stwierdzono śladów wybuchu
Czwartek, 7 marca 2013 (11:56)
Przeprowadzona wspólnie przez specjalistów z Rosji i Polski nowa ekspertyza szczątków polskiego Tu-154M nie wykazała na nich śladów wybuchu - poinformował rzecznik Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej Władimir Markin.
- W wyniku przeprowadzonych oględzin i badań eksperci stwierdzili, że na poddanych oględzinom i badaniom przedmiotach brak jest jakichkolwiek śladów wybuchu - oświadczył Markin. Rzecznik przekazał, że prace te były prowadzone w Moskwie i Smoleńsku w dniach 18 lutego-7 marca. Markin podał też, że eksperci z dwóch krajów pobrali ponad 300 próbek z wraku i brzozy, w którą uderzył samolot.
Podczas grudniowej Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka pułkownik Jerzy Artymiak, Naczelny Prokurator Wojskowy powiedział, że 'niektóre z detektorów użytych w Smoleńsku wykazały na czytnikach cząsteczki trotylu'. TIGER65 07.03.2013 12:09...".


Dnia 09 marca 2013 strona http://niepoprawni.pl/content/smolensk-dostepny-w-google-street-view-zdjecie-satelitarne-tuz-po-katastrofie  informuje, ze: "Google Earth rozszerzyło dzisiaj zasięg usługi Street View. Korzystając z tej usługi możemy obejrzeć zdjęcia z dużej części Rosji, w tym ze Smoleńska! Funkcja Street Viev zapewnia 360° panoramiczne widoki z poziomu ulicy i pozwala użytkownikom na wyświetlanie wybranych części miasta. Samochód Googla w Smoleńsku sfotografował całą ulicę Kutuzowa. Przypomnijmy, że to właśnie tą drogą Nikołaj Szewczenko, kierowca, prowadząc autobus jadący z Pieczerska do Smoleńska, widział ostatnie sekundy przelatującego nad drogą Tu-154. Jak mówił w filmie Anity Gargas 'Anatomia Upadku', jechał ulicą Kutuzowa, kiedy usłyszał ryk silników samolotu. Wówczas gwałtownie zahamował i obserwował zdarzenie przez okno autobusu. 'Usłyszałem samolot, zobaczyłem iskry z samolotu, idzie bardzo nisko, kołami w dół... Nad drogą w jakim leciał położeniu?... W położeniu brzuchem w dół, zrozumieliście mnie? Kołami w dół, tak jak się idzie do lądowania. Nad drogą?... Tak, nad drogą', potwierdza Szewczenko...".

in Smolensk, Russia in 2013 copyright by Google Earth 2013 in Smolensk, Russia in 2013 copyright by Google Earth 2013 in Smolensk, Russia in 2010 copyright by Google Earth 2010 in Smolensk, Russia in 2013 copyright by Google Earth 2013
in Smolensk, Russia in 2013 copyright by Google Earth 2013 in Smolensk, Russia in 2013 copyright by Google Earth 2013 in Smolensk, Russia in 2013 copyright by Google Earth 2013 in Smolensk, Russia in 2013 copyright by Google Earth 2013

09april2010smolenskairport 11april2010smolenskairport 11april2010smolenskairport

Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
PART EIGHT until today

Raport Zespolu Parlamentarnego Macierewicza z dnia 10 wrzesnia 2012 roku. Wnioski ze sledztwa - slady cyrkonu i wapnia na badanych probkach. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc piata.



Copyright by Bogdan Konstantynowicz 

April the 14th, 2013 

We bear in mind that the website was made up in memory of my father Edward Gwidon Konstantynowicz  who died on 03rd November 1987 in very strange circumstances, so now  this is independent website thanks to USA host Yahoo! 

Prawa autorskie dla Bogdana Konstantynowicza. Wszelkie prawa zastrzeżone. Każda reprodukcja lub adaptacja całości bądź części niniejszej publikacji niezależnie od zastosowanej techniki (drukarskiej, fotograficznej,   komputerowej, nagrań fonograficznych itd.) wymaga pisemnej zgody Autora


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
PART EIGHT until today

This all paper is sold subject to the condition that it shall not, by way of trade or otherwise, be lent, re-sold,  any public performances,  hired out, or   otherwise circulated without the publisher's prior consent in any form of binding or cover other than that in which it is published and without a similar condition including this condition being imposed on the subsequent purchaser. Warning. This website is sold for  private home use only. All rights reserved. No part of all this work covered by copyright hereon may be reproduced in any form or by  any  means - graphic,  electronic, or mechanical - including photocopying,  recording, downloading,  uploading, taping, or storage in an information  retrieval system, without the  prior written permission of the copyright owner  - © author Bogdan Konstantynowicz.