Katastrofa 

samolotu w Smolensku 

10 kwietnia 2010 roku 

czesc czwarta


Raport Zespolu Parlamentarnego Macierewicza z dnia 10 wrzesnia 2012 roku. Wnioski ze sledztwa - slady cyrkonu i wapnia na badanych probkach. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc piata.

  © Katastrofa samolotu rzadowego pod Smolenskiem w Rosji w 2010 roku, czesc trzecia - author Bogdan Konstantynowicz

  © Przebieg sledztwa w sprawie katastrofy samolotu rzadowego w dniu 10 kwietnia 2010 roku w Rosji - author Bogdan Konstantynowicz


  © Kampania wrzesniowa 1939 przeciwko sowietom - author Bogdan Konstantynowicz

  Deka Company 1904 - 1918 in St. Petersburg. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

  Druga bitwa pod Tomaszowem Lubelskim wrzesien 1939. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

General Władysław Eugeniusz Sikorski

Zamach stanu generala Wladyslawa Sikorskiego we wrzesniu 1939 roku

  17 wrzesnia 1939 agresja sowiecka. New website! © author Bogdan Konstantynowicz


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today

Portal 'Fakt.pl' dnia 14 stycznia 2012 informuje: "... Wali się teza Rosjan i polskiej komisji Jerzego Millera, że piloci prezydenckiego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, czuli na sobie presję generała Andrzeja Błasika, by lądować za wszelką cenę we mgle. Z ujawnionych przez 'Rzeczpospolitą' najnowszych odczytów z czarnych skrzynek samolotu wynika, że generała w ogóle nie było w kabinie ... Gazeta ujawniła ostateczne ustalenia polskich specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, ..., że głos przypisywany dotąd przez Moskwę i komisję Millera generałowi Błasikowi, w rzeczywistości jest głosem drugiego pilota, majora Roberta Grzywny ... w kabinie pilotów nie słychać głosu Błasika. Ponadto ustalono, że piloci prawidłowo odczytywali wysokość, co z kolei podważa tezę, że byli niezgraną załogą, która w dodatku miała popełnić błąd w tak elementarnej sprawie, jak ustalenie wysokości lotu ich maszyny. 'W takiej sytuacji całe śledztwo trzeba zacząć od nowa, a kluczowymi dowodami, które natychmiast muszą się znaleźć w Polsce, są oryginały czarnych skrzynek oraz wrak Tu-154M o numerze bocznym 101', mówi ... Antoni Macierewicz ... Tez komisji Millera i Moskwy broni polski akredytowany przy MAK pułkownik Edmund Klich ... Według Klicha obecność w kokpicie szefa Sił Powietrznych ma potwierdzać stwierdzone przez Rosjan ułożenie ciała generała Błasika, fakt, że znaleziono je w kokpicie obok ciała nawigatora. Jeśli więc polscy piloci nie popełnili błędów, kto jest odpowiedzialny za katastrofę prezydenckiego samolotu? ...".

film_Wisniewskiego_Copyright_by_http://albatros.salon24.pl/

Portal 'pis.org.pl' dnia 20 stycznia 2012 informuje o wypowiedzi Jaroslawa Kaczynskiego: "'... różnego rodzaju głoszone tezy, które obrażały śp. prezydenta Polski, śp. gen. Błasika, śp. załogę, czyli mjr. Protasiuka, płk. Grzywnę, są po prostu nieprawdziwe ... Dla mnie to było zawsze oczywiste, że to łgarstwa, ale dla wielu odbiorców przekazu medialnego mogło być inaczej. Jak się bronią ci, o których wspominałem? Insynuują, manipulują faktami, nie dopowiadają. Powtarzają zarzuty, które już raz były obalane, bo nie znalazły żadnego odzwierciedlenia w faktach. Ta ostatnia metoda jest szczególnie często wykorzystywana ... Początkowo był (Lech Kaczynski) w ramach tej wyjątkowo odrażającej, goebbelsowskiej kampanii właściwie głównym oskarżonym. Cztery podejścia do lądowania, naciski ... Dzisiaj, w obliczu zdezawuowania nieprawd, które stały się kanwą zarówno dla raportu MAK jak i raportu komisji Milera, to wraca. Ważne, by raz na zawsze pokazać, że tym haniebnym pomówieniom przeczą podstawowe fakty ... Rosjanie nie zamknęli lotniska a ... mieli taki obowiązek i przynajmniej część z nich chciała to zrobić ... Nie zamknęli go na wyraźne polecenie Moskwy. I ten fakt zupełnie zniknął z obecnego dyskursu ... Rosjanie pozwolili, wręcz zachęcali do tego by załoga tupolewa podchodziła do lądowania. ... Informowali o tym, że samolot znajduje się na właściwym kursie i ścieżce, a w następnej fazie powiadomili o wolnym pasie...' ".

RMF FM, 'niezalezna.pl' oraz 'Gazeta Polska' dnia 04 lutego 2012 informuja, ze: "... Instytut im. prof. Sehna w Krakowie bada dowód, zapis z magnetofonu samolotu Jak-40, którym do Smoleńska dotarli polscy dziennikarze ... Jak podkreśla serwis niezalezna.pl, ... zapisy te mogą podważyć wszystkie dotychczasowe ustalenia dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej. 'Gazeta Polska' przytacza wypowiedź technika pokładowego Jaka-40 Remigiusza Musia, który wylądował w Smoleńsku godzinę przed katastrofą Tu-154. Chorąży twierdzi, że rosyjski kontroler podał Jakowi-40 komendę o zejściu na wysokość 50 m. Tymczasem przepisowa wysokość, na której podejmuje się decyzję o lądowaniu to 100m. Zdaniem Musia, Rosjanie przekazali taką samą komendę dla Tu-154M oraz Ił-76. Podkreślił, że słyszał te słowa w radiostacji pokładowej ...".

Generala_Blasika_nie_bylo_w_kokpicie_wg_Parlamentarnego zespolu     Macierewicza zajmującego się badaniem katastrofy smoleńskiej

Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski w 'Gazecie Polskiej' dnia 21 lutego 2012 informuja, ze: "... Gdyby funkcjonariusze BOR oczekiwali 10 kwietnia 2010 r. na smoleńskim lotnisku, prawdopodobnie nie doszłoby do podejścia do lądowania, które zakończyło się niewyjaśnioną do dziś katastrofą. Jedyny pas lotniska Siewiernyj powinien zostać zamknięty pod ich naciskiem już kilkadziesiąt minut przed przylotem Tu-154 - gdy na pas startowy parokrotnie wtargnęły nieuprawnione osoby. ... Pracownicy wieży powinni natychmiast wysłać na płytę lotniska oficera dyżurnego... Opóźnienia, wywołane kilkakrotnym sprawdzeniem pasa przez służby lotniska lub jego czasowym zamknięciem, powinny doprowadzić pod naciskiem BOR do skierowania Tu-154 na inne lotnisko, co uchroniłoby delegację przed katastrofą. ... O godz. 7.12 czasu polskiego - tuż przed lądowaniem Jaka-40 - zagrożenie dla naszego samolotu spowodowali niezidentyfikowani dotychczas żołnierze rosyjscy lub funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony ... Pilotów rządowej maszyny nie poinformowano jednak o możliwym zagrożeniu związanym z wtargnięciem Rosjan na pas startowy lotniska w Smoleńsku. Sytuacja powtórzyła się po godz. 7.30, przy próbie lądowania rosyjskiego Iła-76 ... Dokładnie o godz. 7.31.35 Paweł Pliusnin zawołał: 'K..., ta ochrona, ja ich, k..., zabiję!'. ... O godz. 7.32.50 Pliusnin znów wołał ... Ił-76 ostatecznie nie wylądował. Dotknął kołami płyty lotniska i w ostatniej chwili poderwał się, odlatując. ... W Smoleńsku decyzję o zamknięciu pasa ... powinni natychmiast podjąć kontrolerzy, zwłaszcza że wtargnięć na pas było kilka i poprzedzały one przylot tak ważnej delegacji ... Tym bardziej że wieża w Smoleńsku nie dysponowała radarem lotniskowym, służącym do kontroli sytuacji na pasie i drogach kołowania ... W takiej sytuacji do akcji powinno wkroczyć Biuro Ochrony Rządu, odpowiedzialne za bezpieczeństwo polskiego prezydenta. Niestety, żadnego funkcjonariusza BOR nie było wówczas na smoleńskim lotnisku ...".

09 marca 2012 roku NIK wydal raport ws. Smoleńska, a: "... MSZ nie zgadza się ze stwierdzeniem z raportu NIK ws. lotów VIP, że resort ten otrzymał od strony rosyjskiej tylko telefoniczną zgodę na przelot i lądowanie w Smoleńsku TU-154M oraz że żaden z polskich urzędników nie miał pisemnej zgody na ten przelot i lądowanie ... 'Ministerstwo nie zgadza się ze stwierdzeniem użytym w raporcie, że MSZ otrzymał od strony rosyjskiej jedynie telefonicznie zgodę na przelot i lądowanie rządowego samolotu w dniu 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku w Smoleńsku oraz, że nikt z polskich urzędników nie był w posiadaniu zgody dyplomatycznej (w formie pisemnej noty) na przelot i lądowanie', głosi komunikat MSZ... Z raportu NIK o bezpieczeństwie lotów VIP w latach 2005-10 wynika, że Tu-154M nie miał prawa wykonać lotu z zamiarem lądowania w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku...".

22 marca 2012 roku Fakt.pl, PAP/Gazeta Polska Codziennie oraz PAP/Nasz Dziennik informuja: "... Należy dokonać ekshumacji wszystkich 96 ofiar katastrofy smoleńskiej i przeprowadzić badania, m.in. na obecność metalu, powiedział 'Gazecie Polskiej Codziennie' prof. Michael Baden, światowej sławy patolog sądowy. Jego zdaniem nie można wykluczyć, że na pokładzie prezydenckiego samolotu dojsc mogło do wybuchu i w związku z tym należałoby wykonać badania rentgenowskie ciał ofiar ... Jeżeli w samolocie doszło do eksplozji, to fragmenty metalu znajdują się w ciałach osób, które siedziały w centrum wybuchu. W innych ciałach ich nie będzie i dlatego uważam, że należy dokonać ekshumacji wszystkich 96 ofiar katastrofy i przeprowadzić badania, m.in. na obecność metalu ... W wypadku katastrofy smoleńskiej ekshumacje i dokładne zbadanie absolutnie wszystkich ciał leży w interesie społecznym. ... ponieważ fragmenty metalu, nawet najdrobniejsze, można znaleźć w kościach nawet po kilkudziesięciu latach ...". "Tuż po katastrofie prezydenckiego Tu-154M w Smoleńsku Rosjanie zagłuszali rozmowy telefoniczne ... (twierdzi) ppłk. Krzysztof Dacewicz, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu, który 10 kwietnia 2010 r. był w Smoleńsku ... Po katastrofie próbował się z nami połączyć kierowca ambasadora Gerard K., który był na płycie lotniska. Ale żaden z telefonów nie dzwonił. Dopiero po paru minutach K. dodzwonił się do swojej żony, która też z nami była w Katyniu, i poinformował ją o katastrofie, a ona nam tę informację przekazała. ... Dlaczego Rosjanie zakłócali łączność telefoniczną? ... Każdy z nas był wyposażony w telefon służbowy i do żadnego z nas Gerard się nie dodzwonił. Gdy po relacji żony Gerarda powiadomiłem o tym co się stało ministra Sasina, poprosiliśmy o pilotaż milicyjnym radiowozem i pojechaliśmy na lotnisko...". "To była pozorowana sekcja zwłok - zdradzają nieoficjalnie dziennikarzom 'Faktu' biegli, którzy pracują przy badaniach ekshumowanego ciała Przemysława Gosiewskiego ... 'Dokumenty sporządzone przez Rosjan mają się nijak do faktycznego stanu ofiary ... Rosjanie mieli się dopuścić do zbezczeszczenia zwłok ... Odkryto ślady niewłaściwego obchodzenia się z ciałem. Można tu mówić o tym, że doszło do zbezczeszczenia zwłok. Wydaję się, ze Rosjanie działali tak, jakby byli pewni, że nikt nie będzie otwierał trumien i tego nie wykryje ... Właściwie można tutaj mówić o pozorowanej sekcji zwłok. Poza wykonaniem rutynowych cięć nie ma śladów przeprowadzania badań, jakie robi się podczas standardowej sekcji. A bez tego nie sposób określić, jaka była przyczyna śmierci ofiary ... Wygląda więc na to, że Rosjanie w dokumentach wpisywali po prostu byle co' ...".

28 marca 2012 roku IAR i Fakt.pl podaly, ze "... Wybijanie szyb w oknach przedziału pasażerskiego i cięcie piłami fragmentów poszycia tupolewa, to nie jedyne ... próby niszczenia wraku prezydenckiej maszyny w Smoleńsku. Zdaniem polskich śledczych Rosjanie prostowali mocno wgniecioną pokrywę silnika. Robili to w pierwszych dniach po katastrofie 10 kwietnia 2010 roku, choć w oficjalnych dokumentach zapewniają, że badanie wraku rozpoczęli dopiero 16 kwietnia. Nasi prokuratorzy mają na dowód zdjęcia! Polska prokuratura bada, czy Rosjanie celowo dopuścili się niszczenia wraku polskiego samolotu. We wszystkich dokumentach Moskwa utrzymuje, że wszelkie badania wraku rozpoczęły się 16 kwietnia i wcześniej ze szczątkami maszyny nic się nie działo. Ale nasi prokuratorzy są przekonani, że było inaczej". ... "Marta Kaczyńska, córka tragicznie zmarłej pod Smoleńskiem w 2010 roku pary prezydenckiej, ponownie zaapelowała o międzynarodowe śledztwo w sprawie zbadania przyczyn katastrofy. W Parlamencie Europejskim w Brukseli trwa wysłuchanie publiczne poświęcone tragedii ... Uczestniczy w nim ponad 100 osób, w tym także kilku zagranicznych europosłów...".

28 marca 2012 roku 'Gazeta Polska' i wp.pl podaly: "... Obrażenia ofiar nie przypominają skutków zwykłej katastrofy lotniczej - mówi w rozmowie z Dorotą Kanią i Aleksandrą Rybińską prof. Michael Baden, światowej sławy patolog. ... Tak, widziałem wiele zdjęć z tej katastrofy, ale nie wszystkie. ... Miejsce wypadku zostało bardzo szybko sprzątnięte, zanim można było wyciągnąć jakiekolwiek sensowne wnioski i przeprowadzić dokładne śledztwo. Inaczej niż np. w przypadku zamachów z 11 września w USA. Uczestniczyłem w badaniu ciał ofiar ataków na World Trade Centre w Nowym Jorku w 2001 r. To był zamach terrorystyczny i miejsce zamachu zostało posprzątane dopiero po zakończeniu śledztwa. ... Obrażenia ofiar nie przypominają skutków zwykłej katastrofy lotniczej, a przy upadku z tak małej wysokości część ofiar powinna przeżyć. Samolot roztrzaskał się na bardzo dużej powierzchni i ciała oraz części samolotu były porozrzucane po tym terenie i rozdarte na drobne kawałki. W takim przypadku potrzeba wiele czasu, by wszystko pozbierać i stwierdzić, co do czego należy, no i móc zidentyfikować ofiary. ... Badałem wypadki lotnicze w USA, głównie w latach 60. i 70., kiedy niestety było dużo takich katastrof. Między innymi w Nowym Jorku i New Jersey. ... Byłem w Iraku, by zbadać ofiary zamachów, m.in. bombowych. ... Czy po wyglądzie ciał można dojść do wniosku, że doszło do wybuchu na pokładzie Tu-154M? To najlepiej da się ustalić tuż po katastrofie, zanim ciało ulegnie rozkładowi. Czasami można to stwierdzić po badaniu płuc, czy osoba była żywa czy martwa przed katastrofą. Później staje się to trudniejsze, bo po dwóch latach tkanki miękkie ulegają rozkładowi, zwłaszcza tkanki płucne. ... Badanie miejsca katastrofy i rozmieszczenia ciał ofiar, choćby na zdjęciach, może być pomocne w poznaniu przyczyny wypadku. Niestety, nie widziałem takich zdjęć. Poza tym mogłoby to pomóc w ustaleniu, co działo się z samolotem, kiedy spadał i uderzył w drzewa. Oczywiście w pewnym stopniu pomogłoby ustalić, czy doszło do eksplozji, zanim samolot uderzył w ziemię. ... Czyli w takiej sytuacji można zidentyfikować nawet najmniejsze szczątki i przypisać je właściwej osobie? Tak. Badanie DNA na to pozwala. ... polski rząd jest zobowiązany prawnie do przeprowadzenia takich badań. To, że tego nie zrobiono, świadczy o działaniu na szkodę własnych obywateli. ... Nie rozumiem, dlaczego szczątki ofiar zostały skremowane. ... Ciało Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki zostało poddane badaniu tomograficznemu. ... Nie pomaga natomiast zupełnie w przypadku osób zmarłych, bo my często szukamy przedmiotów metalowych, które utkwiły w ciele. Dzieje się tak np. wskutek eksplozji bomby. Tomografia nie pomaga w znalezieniu takich materiałów. Bardziej pomocne jest tu zwyczajne prześwietlenie. Jednak kiedy badamy np. ofiary wybuchu, prześwietlenie też może nie być wystarczające, bo nie widać na nim określonych metali, choćby aluminium. Dlatego sekcja tkanek miękkich jest tu bardzo istotna. ... Bo tylko to pozwoliłoby stwierdzić rodzaj ran, które odniosły ofiary katastrofy w Smoleńsku. Zwłaszcza jeśli chce się stwierdzić, czy doszło do eksplozji w samolocie. ... Jeśli założymy, że w Smoleńsku doszło do zamachu, to czy badanie po dwóch latach ciała Przemysława Gosiewskiego i innych ofiar katastrofy w Smoleńsku mogłoby potwierdzić, że doszło do eksplozji na pokładzie Tu-154M? Tak, jeśli ciała znajdowały się w pobliżu eksplozji. Wytłumaczę dlaczego. Aby eksplozja mogła doprowadzić do katastrofy samolotu, musi wyrwać dziurę w kadłubie albo w kabinie pilotów. Generalnie tylko ludzie znajdujący się najbliżej ładunku wybuchowego mają w ciałach kawałki ładunku wybuchowego, inni nie. ... można znaleźć fragmenty bomby w ciałach ofiar nawet dwa lata po katastrofie. One nie ulegają rozkładowi, w przeciwieństwie do ciał ofiar. ... Czyli trzeba dokonać ekshumacji wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej? Tak. Kiedy istnieje podejrzenie, że na pokładzie samolotu mogło dojść do eksplozji, to aby to móc jednoznacznie stwierdzić, trzeba zbadać ciała wszystkich ofiar katastrofy...".

28 marca 2012 roku MSZ, wp.pl, PAP informuja: "... Na pytanie Kaczyńskiego zareagował szef MSZ Radosław Sikorski. 'Panie Prezesie, oto skąd wiedziałem, że niestety nikt nie przeżył. Dość insynuacji, dość grania tragedią smoleńską' - napisał na Twitterze Sikorski ... opublikowano zapis rozmowy pracownika Centrum Operacyjnego MSZ z 10 kwietnia 2010 r. z obecnym na płycie lotniska ówczesnym ambasadorem Polski w Rosji Jerzym Bahrem. Rozmowa odbyła się o godzinie 9.07.53. '09:07:53 - 09:10:35 Połączenie nawiązane przez Centrum Operacyjne - Ambasador Jerzy Bahr: Tak słucham. Pracownik CO: Dzień dobry Panie Ambasadorze, Centrum Operacyjne MSZ z tej strony. AJB: Tak. P.CO: Coś wiemy więcej w tej chwili? AJB: No w tej chwili ja stoję, samolot jest całkowicie rozbity, stoimy w odległości 150 metrów, nie ma żadnego śladu życia, ugasili pożar, który był w przedniej części i to jest wszystko. Otoczone to jest już przez straż pożarną i ... P.CO: A czy to jest pewne, że to był ten samolot? AJB: Proszę? P.CO: Czy to jest pewne, że to był ten nasz samolot? AJB: Nie no naturalnie, że to jest ten samolot ... (w tle P.CO: wiadomo) ... tak. P.CO: Panie Ambasadorze czy rozmawiał Pan z Ministrem? AJB: Jeszcze nic nie rozmawiałem. P.CO: Dobrze. Proszę bardzo zaczekać moment przy telefonie, spróbuję przełączyć. ... P.CO: Zajęty jest niestety telefon u Ministra. AJB: Tak. P.CO: Rozmawia najwyraźniej z kimś innym. Czyli tak. Panowie jesteście ... ja podsumuję, Panowie jesteście 150 metrów od samolotu, pożar został ugaszony, nie widać śladów życia. AJB: Tak, samolot został całkowicie zniszczony. P.CO: Czy to wiadomo było ... czy widać było katastrofę? AJB: Myśmy słyszeli tylko jak przelatywał nad lotniskiem nisko, potem wszystkie samochody zaczęły jechać w tamtym kierunku ... P.CO: Przepraszam Panie Ambasadorze, mam Ministra na linii...".

Dnia 02 kwietnia 2012 roku 'Gazeta Polska Codziennie' informuje: "... Radosław Sikorski i polscy dyplomaci, którzy znajdowali się w Smoleńsku, odegrali kluczową rolę w dezinformacji prowadzonej wokół katastrofy od dnia tragedii aż do dziś. Skąd wiedzieli kilka minut po katastrofie, że samolot 'zahaczył o drzewa' i że wszyscy zginęli, skoro w Smoleńsku była gęsta mgła, a na miejscu nie było nikogo, kto by mógł stwierdzić liczbę ofiar? Natychmiast po katastrofie polscy dyplomaci (szef konsulatu i attache) przekazali ze Smoleńska do swojego Centrum Operacyjnego w Warszawie, że z wieży kontrolnej otrzymali informację, iż prawdopodobnie samolot zaczepił o drzewa przy lądowaniu i spadł. Nie było wówczas żadnych przesłanek, aby tak twierdzić. O jakichkolwiek drzewach nie mogła wiedzieć wieża w Smoleńsku, która straciła samolot z radarów kilkanaście sekund przed katastrofą. Z ujawnionych zapisów rozmów telefonicznych wynika niezbicie, że rozmawiający wiedzieli, iż katastrofa miała miejsce przed 8.50. Jest to tym dziwniejsze, że przez kilkanaście następnych dni władze polskie podawały jako czas katastrofy 8.56. Jeszcze tydzień po tragedii o 8.56 odbywały się w Polsce minuty ciszy ... Dopiero 28 kwietnia 2010 r. premier Tusk przyznał, że do tragedii doszło o 8.41. ... Nawet jeśli stojący 150 m od szczątków samolotu w gęstej mgle ambasador Jerzy Bahr nie widział znaków życia na miejscu katastrofy, to nie dowodzi, że wszyscy pasażerowie zginęli. Ambasador nie mógł być pewny, że z miejsca katastrofy nie wywieziono wcześniej rannych. Telewizje całego świata podawały zdementowaną później informację o wyjeździe z miejsca katastrofy karetek niedługo po katastrofie. Szczątki wraku rozrzucone były na przestrzeni setek metrów kwadratowych, więc Jerzy Bahr nie mógł widzieć wszystkiego. Zaraz po katastrofie Sikorski telefonował do brata prezydenta i do marszałka sejmu, informując ich o śmierci Lecha Kaczyńskiego. Takich informacji nie przekazuje się, nie mając absolutnej pewności, nie widząc ciała prezydenta, nie mając poświadczenia lekarza. A było to w czasie, kiedy w mediach krążyła informacja, jakoby trzy osoby przeżyły katastrofę. Ciało prezydenta zidentyfikowano dopiero kilka godzin później. Ponadto minister Sikorski na podstawie strzępków informacji sam wykoncypował teorię o błędzie pilotów, ... Ta właśnie linia rozumowania była w pełnej zgodzie z późniejszym stanowiskiem rosyjskich służb w tej sprawie. Polski ambasador w Rosji przekazywał do Warszawy informacje nieprawdziwe. Stwierdza np. że strażacy 'ugasili pożar, który był w przedniej części'. Na miejscu katastrofy nie było żadnego pożaru, lecz tylko drobne ogniska ognia, a przednia część samolotu została podczas katastrofy doszczętnie zniszczona. Ambasador stwierdza, że miejsce katastrofy 'otoczone jest przez straż pożarną'. To absurdalna informacja, bo miejsce katastrofy otoczone było przez funkcjonariuszy rosyjskich służb i wojska. W stenogramie opublikowanym na stronie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych pada z ust urzędnika w Centrum Operacyjnym w kierunku Jerzego Bahra pytanie, czy widział katastrofę, ambasador stwierdza, że 'myśmy słyszeli tylko, jak (samolot) przelatywał nad lotniskiem nisko, potem wszystkie samochody zaczęły jechać w tamtym kierunku'. W rzeczywistości samolot w ogóle nie przelatywał nisko nad lotniskiem, bo było to pierwsze podejście i tupolew nadlatywał na lotnisko od wschodu. Nigdy do niego nie doleciał. Albo ambasador się przesłyszał, albo nad lotniskiem była jeszcze druga maszyna, która w tym samym czasie nisko nad nim przelatywała. Nie było jakiejkolwiek akcji ratowniczej. W ujawnionych rozmowach jest tylko mowa o katastrofie i braku znaków życia. Nie ma ani słowa o jakichkolwiek działaniach rosyjskich służb medycznych. Nie ma żadnego pytania o to, czy istnieje potrzeba wysłania wsparcia polskich lekarzy i specjalistów od akcji ratunkowej. W ogóle nie wspomina się w tej korespondencji o zabezpieczeniu własności i tajemnic państwa polskiego. W dniu katastrofy nie było wątpliwości, że katastrofie uległ samolot państwowy. Z punktu widzenia prawa oraz porozumień między Polską a Rosją badanie tej katastrofy (a więc i zabezpieczenie jej miejsca) powinno być prowadzone wspólnie przez Polskę i Rosję. Polscy przedstawiciele powinni być natychmiast dopuszczeni na miejsce katastrofy, choćby w celu zidentyfikowania najwyższych przedstawicieli władz polskich, w tym prezydenta i dowódców wojskowych. Już te pierwsze ujawnione rozmowy pokazują, że polskie władze i dyplomaci faktycznie pozostawili całkowicie sprawę w ręce służb rosyjskich. Formalnie oddano śledztwo Rosjanom dopiero kilka dni później przez zgodę na badanie tragedii na bazie konwencji, która dotyczy wyłącznie samolotów cywilnych. W ciągu pół godziny po katastrofie Radosław Sikorski nie rozmawiał ze swoim ambasadorem, który był tuż przy wraku. W trakcie rozmowy urzędnik Centrum Operacyjnego pyta o to Bahra i ten odpowiada, że nie rozmawiał jeszcze z ministrem. Połączenie następuje dopiero ok. 9.10, czyli pół godziny po tym, jak samolot zniknął z radarów. 50 min po katastrofie szef dyplomacji nie znał listy pasażerów i czekał dopiero na faks w tej sprawie z Centrum. W maszynie, która uległa wypadkowi, byli przywódcy państwowi, parlamentarzyści, szefowie instytucji i najwyżsi dowódcy sił zbrojnych. Czyżby przez tak długi czas polskie władze nie wiedziały w ogóle, co się dzieje z tyloma tak ważnymi osobistościami?" Napisal Tadeusz Święchowicz. I drugi artykul w tej gazecie piora Tomasza Skłodowskiego: "Tajemnicza śmierć byłego asa rosyjskiego wywiadu Siergieja Tretiakowa miała związek z katastrofą smoleńską - twierdzą dziennikarze włoskiego tygodnika 'L'Espresso'. ... Autorzy artykułu 'Polska masakra w cieniu Putina' opublikowanego we wpływowym włoskim piśmie wskazują, że międzynarodowi obserwatorzy nie wierzą w naturalną śmierć Siergieja Tretiakowa. Były pułkownik rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego zmarł nagle 13 czerwca 2010 r. w wieku 53 lat. ... Główne wątpliwości były związane z tym, że informacja o śmierci Tretiakowa pojawiła się długo po zgonie. Nie ma rzetelnej informacji na temat przyczyn jego śmierci - przyznaje autor biografii Władimira Putina pt. 'Korporacja zabójców', historyk Jurij Felsztynski. Zdaniem włoskich dziennikarzy Tretiakow miał wiedzę niebezpieczną dla rządzącej Rosją ekipy Putina. Kontrolował wszystkie rosyjskie operacje wywiadowcze prowadzone w Nowym Jorku w latach 1995-2000. Wtedy zdradził Kreml i przeszedł na stronę USA, zadając tym Moskwie poważny cios. W 2008 r. ukazała się książka amerykańskiego dziennikarza sledczego Petea Earleya z 'Washington Post'. Opierając się na informacjach ujawnionych przez Tretiakowa, przedstawionego w książce jako 'Towarzysz J.', opisał on tajne operacje rosyjskiego wywiadu. Ujawnił m.in., że w Polsce działa wysoko postawiony agent rosyjskiego wywiadu o pseudonimie 'Profesor', który pracował dla Rosjan po 1989 r. i przekazywał im cenne informacje na temat Stanów Zjednoczonych i krajów europejskich. Jak wynika z ujawnionych przez WikiLeaks dokumentów, przed śmiercią Tretiakow korespondował z Fredem Burtonem, szefem Stratforu, jednej z agend CIA. 22 kwietnia 2010 r. Fred Burton cytował opinię Tretiakowa, w której twierdził on, że Rosjanie celowo utrudniali lądowanie polskiego samolotu w Smoleńsku, aby pokrzyżować plany uroczystości w Katyniu. ...".

Dnia 04 kwietnia 2012 roku "... Dr inż. Grzegorz Szuladziński, ekspert parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej uważa, że duża liczba fragmentów samolotu i ich rozmieszczenie na znacznej przestrzeni wskazują, że nie mechaniczne uderzenie, a wybuch był przyczyną katastrofy TU-154 M pod Smoleńskiem. ... Szuladziński, który w Australii prowadzi firmę zajmującą się m.in. badaniami nad wytrzymałością materiałów oraz procesami ich rozpadu i odkształceń, przedstawił główne założenia swojego raportu. Raport za 2 tygodnie ma być upubliczniony i przekazany prokuraturze. ... przedstawił zdjęcia, które ... przedstawiają dużą liczbę szczątków rozrzuconych na dużej powierzchni. Podkreślił, że część kadłuba samolotu jest wywinięta na zewnątrz, jego przednia część leży 'na brzuchu', zaś tylna 'na plecach'. 'Obraz dewastacji jest dużo gruntowniejszy niż mogło spowodować awaryjne lądowanie zarówno w zakresie przestrzeni jak i natury uszkodzeń. Są dziesiątki części dużych i setki małych. Mechaniczne uderzenie nie uzasadnia takiego rozczłonkowania konstrukcji ... Nastąpił wybuch. Jakie mamy ku temu dane? Po pierwsze fragmenty samolotu zostały rozrzucone na dużej przestrzeni. Po drugie duża ilość odłamków, następnie rozszczepienie kadłuba wzdłuż, jego rozdarcie i wywinięcie' ... Szuladziński mówił, że wybuch mógł mieć jedynie miejsce w powietrzu. Świadczy o tym, jego zdaniem, to, że część kadłuba była odwrócona, brak wyraźnego odcisku, albo krateru w ziemi. ... Szuladziński napisał: 'Najwyraźniejszą przyczyną katastrofy były wybuchy tuż przed lądowaniem. Jeden z nich miał miejsce na lewym skrzydle, około połowy długości, powodując wielkie lokalne zniszczenie, w efekcie rozdzielając skrzydło na dwie części ... Drugi wybuch wewnątrz kadłuba spowodował gruntowne zniszczenie i rozczłonkowanie tegoż. Samo lądowanie (czy upadek) w terenie zadrzewionym, wszystko jedno pod jakim kątem i jak nieudane, nie mogło w żadnym stopniu spowodować takiego rozczłonkowania konstrukcji, które zostało udokumentowane'. ... Polska prokuratura wojskowa w kwietniu 2011 r. wykluczyła, by 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku doszło do zamachu. Pod koniec marca prokurator generalny Andrzej Seremet powtórzył, że prokuratura nadal prowadzi postępowanie w sprawie, przyczyna katastrofy nie została ustalona, a prokuratura stwierdziła, że nie znaleziono żadnych dowodów, by przyczyną katastrofy był zamach. ... (Szuladziński ma doktorat na University of Southern California, książkę naukową wydaną przez wydawnictwo Wiley i pracował w Control Data, gdzie budowano pierwsze superkomputery Cray. Univ. of Southern California jest 55 na swiecie w rankingu Times Higher Edu. Info G. Kostrzewa-Zorbas)".

02 kwietnia 2012 roku "Gazeta Polska Codziennie" informuje: "... Ustalenia naukowców mówiące o dwóch wybuchach w rządowym tupolewie potwierdzają relacje świadków, którzy 10 kwietnia 2010 r. byli na smoleńskim lotnisku ... Zeznania złożone w dniu katastrofy nie pozostawiają cienia wątpliwości - w samolocie nastąpiły eksplozje, po których przestały pracować silniki Tu-154M. W Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie znajdują się m.in. zeznania pilotów samolotu Jak-40, którzy w momencie lądowania Tu-154M byli na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj. Przylecieli wcześniej z dziennikarzami, którzy następnie pojechali do Katynia. Piloci zostali na miejscu i czekali na tupolewa. 'Załoga wyszła z samolotu, by zobaczyć lądowanie Tu-154M 101. Wiedzieliśmy, że ląduje, bo tak było słychać w radiu. Podczas naszej rozmowy z załogą Tu-154M 101 nic nie wskazywało na to, by mieli jakiekolwiek problemy. Nie korespondowaliśmy z tamtą załogą, tylko prowadziliśmy nasłuch. Gdy czekaliśmy na lądowanie tamtego samolotu, nie mieliśmy kontaktu wzrokowego. Słyszałem odgłos silników, który wskazywał na to, że samolot podchodzi do lądowania. Po chwili słychać było zwiększenie mocy silników. Słychać było również, że zwiększenie mocy było do maksymalnych obrotów. Usłyszałem wybuchy, a potem dźwięk gaśnięcia silników. I po wszystkim nastąpiła cisza' - zeznał jeden z członków załogi Jak-40, który został przesłuchany kilka godzin po katastrofie 10 kwietnia 2010 r. O wybuchach zeznali w prokuraturze także pozostali członkowie załogi samolotu oraz urzędnicy z Kancelarii Prezydenta RP, którzy byli na miejscu, gdy doszło do katastrofy. ... słychać było pracujące silniki, wybuchy, a dopiero później gasnące silniki. Wszyscy widzieli ciała bez ubrań, co podkreślali w swoich zeznaniach. Nie było pożaru. Funkcjonariusze BOR-u, którzy przyjechali na miejsce tragedii, zrobili zdjęcia i filmy, wysłane następnie pocztą specjalną do kraju. 'Biuro Ochrony Rządu już na początku śledztwa przekazało Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie materiały filmowe i zdjęciowe wykonane po katastrofie samolotu Tu-154M 101. Zostały one oczywiście włączone do akt śledztwa' - potwierdził "Gazecie Polskiej Codziennie" płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej".

Dnia 06 kwietnia 2012 roku 'Gazeta Polska Codziennie' poinformowala (Katarzyna Pawlak): "...Najprostszym sposobem, by dowiedzieć się, czy na pokładzie rządowego tupolewa doszło do eksplozji, jest sprawdzenie informacji na temat badania bębenków w uszach ofiar katastrofy, które podczas wybuchu powinny zostać poważnie uszkodzone. 'W znanych mi dokumentach nie ma o tym ani słowa', przyznaje poseł Antoni Macierewicz. Według ustaleń ekspertów pracujących dla zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej rządowym tupolewem wstrząsnęły dwa potężne wybuchy. W środę podczas posiedzenia zespołu jeden z naukowców, dr Grzegorz Szuladziński, przedstawiał wyniki swoich badań poświadczające powyższy scenariusz. W jego ocenie wciąż można je zweryfikować, badając dokładnie wrak ... Wystarczy czynność polegająca na przejrzeniu protokołów sekcyjnych i sprawdzenie stanu błony bębenkowej ofiar katastrofy. Jeśli na pokładzie doszło do eksplozji, powinny być poważnie uszkodzone w charakterystyczny sposób. 'W wyniku eksplozji powstają zmiany, które można też wykryć w bębenkach uszu. Tkanka bębenkowa nie podlega szybkiemu rozkładowi', tłumaczy prof. dr hab. Karol Śliwka, kierownik Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy. ... 'Jestem lekarzem i uważnie przejrzałem te dokumenty. Nie było tam słowa o błonie bębenkowej czy uszach.' ... mówi dr Andrzej Fedorowicz...".

08 kwietnia 2012 roku wg PAP "Dwa silne wstrząsy na pokładzie samolotu - na lewym skrzydle i wewnątrz kadłuba, a nie zderzenia z brzozą były - w ocenie parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej - przyczyną wypadku samolotu prezydenckiego 10 kwietnia 2010 r. Tak wynika z materiału podsumowującego dwa lata pracy zespołu kierowanego przez Antoniego Macierewicza (PiS)". "... Dokument powstał przy udziale przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy i specjalistów, na podstawie wysłuchań świadków i prac zespołu, prac komisji sejmu i senatu, analiz raportów NIK, ekspertyz oraz dokumentów i oświadczeń m.in. prokuratury i Komisji Badania Wypadków Lotniczych". "Jak czytamy w dokumencie, zespół parlamentarny udowodnił niezgodność z prawdą najważniejszych tez rosyjskiego raportu MAK i większości ustaleń komisji Jerzego Millera dotyczących przebiegu i przyczyn katastrofy. Zwrócono uwagę szczególnie na brak badań brzozy, z którą zderzenie miało przyczynić się do upadku samolotu. Zespół za nieprawdziwe uznał tezy mówiące: o naciskach wywieranych przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i dowódcę sił powietrznych gen. Andrzeja Błasika na załogę samolotu, o obecności gen. Błasika w kokpicie, o podchodzeniu przez załogę samolotu do lądowania (według zespołu wykonywano manewr odchodzenia), o złamaniu lewego skrzydła przez brzozę, o błędach pilotów mających być przyczyną katastrofy oraz o upadku samolotu w pozycji odwróconej (według zespołu dotyczy to jedynie części środkowej i tylnej, a przednia upadła kołami do dołu). Samolot nie uderzył w brzozę, za to były dwie eksplozje. Dokument powołuje się na badania trzech ekspertów. Ustalenia zespołu fizyka z University of Maryland prof. Kazimierza Nowaczyka, który badał zapisy zainstalowanych na Tu-154M urządzeń FMS (komputera pokładowego) i TAWS (systemu ostrzegania o zbliżaniu się do ziemi). Na ich podstawie miał ustalić trajektorię pionową Tu-154M w ostatnich sekundach lotu. Ma z nich wynikać, że samolot nie zszedł poniżej 20 m, a katastrofa rozpoczęła się, gdy odchodził na drugi krąg. Według tych danych Tu-154M nie uderzył w brzozę, a przyczyną katastrofy były dwa wstrząsy, po których zanikło zasilanie elektryczne i zatrzymał się komputer pokładowy. Według ustaleń drugiego z ekspertów, kierownika Wydziału Inżynierii Cywilnej na uniwersytecie w Akron w Ohio, prof. Wiesława Biniendy, skrzydło Tu-154M nie mogło zostać złamane przez drzewo o parametrach takich jak brzoza, a zderzenie z nią powinno spowodować jedynie uszkodzenie krawędzi skrzydła. Uderzenie w brzozę nie mogło więc - jego zdaniem - stać się przyczyną katastrofy i śmierci pasażerów. Trzeci z ekspertów, dr inż. Grzegorz Szuladziński z Analytical Service Ply Ltd. w Australii za najprawdopodobniejszą przyczyne katastrofy także uznaje dwie eksplozje na pokładzie. Jedna miała mieć miejsce w połowie lewego skrzydła, a jej efektem miało być naruszenie więzów miedzy przednią częścią kadłuba a resztą samolotu. Druga eksplozja, wewnątrz kadłuba, spowodować miała jego zniszczenie i gwałtowne przyspieszenie pionowe w dół, czego skutkiem był rozpad kadłuba. Część przednia upadła w pozycji "normalnej", a część główna w pozycji "odwróconej". Zdaniem eksperta charakter zniszczeń Tu-154M wyklucza, by doszło jedynie do awaryjnego lądowania lub upadku. Zespół podkreśla także "zaniedbania i bezprawne działania" premiera Donalda Tuska, podległych mu ministrów i organów administracji w organizowaniu wizyty prezydenta i podczas lotu do Smoleńska. Miały one dotyczyć m.in. zaniedbań związanych z dokonanym remontem kapitalnym Tu-154M, który mimo braku gwarancji bezpieczeństwa został dopuszczony do lotu. Zespół zarzuca także niezapewnienie prezydentowi ochrony kontrwywiadowczej podczas wizyty i przygotowań, niedopełnienie przez MSWiA oraz BOR obowiązku zorganizowania ochrony i dokonania rekonesansu lotniska oraz brak obecności funkcjonariuszy na miejscu w chwili lądowania. W dokumencie zarzucono też rządowi, że "współdziałał z rządem rosyjskim przeciwko prezydentowi" w celu rozdzielenia rocznicowych uroczystości katyńskich, co miało przyczynić się do katastrofy. Zarzucono także współpracę MSZ ze stroną rosyjską, w celu gorszego przygotowania wizyty prezydenta, jak również zlekceważenie obowiązków m.in. przez MON i polski ataszat wojskowy w Moskwie dotyczących dostarczenia załodze Tu-154M informacji o zagrożeniu meteorologicznym. Stronę rosyjską natomiast dokument oskarża o złamanie porozumienia polsko-rosyjskiego z 1993 r. zobowiązujących Rosjan do właściwego przygotowania lotniska i jego służb oraz zapewnienia informacji meteorologicznej. Wśród niewłaściwych działań wymieniono: niezamknięcie lotniska w Smoleńsku mimo pogarszającej się pogody, odmowę wskazania załodze Tu-154M lotniska zapasowego, polecenie sprowadzenia samolotu i wydanie zgody na lądowanie, podawanie w ostatnich sekundach lotu przez wieżę fałszywych informacji co do wysokości samolotu i odległości od osi pasa. Wśród zaniedbań mających miejsce po katastrofie członkowie zespołu wymieniają: zgodę rządu na zaniechanie przez Rosjan ratowania ofiar, bez sprawdzenia czy ktoś nie przeżył i brak zabezpieczenia eksterytorialności wraku. Dokument zarzuca także szefowi MSZ m.in. upowszechnianie fałszywych informacji obciążających winą za katastrofę polskich pilotów. Zdaniem autorów dokumentu marszałek sejmu Bronisław Komorowski przejął władzę nie czekając na dowody śmierci prezydenta Kaczyńskiego, co było złamaniem konstytucji. Negatywnie oceniają też przekazanie przez premiera postępowania wyjaśniającego w ręce rządu rosyjskiego, zaniechanie starań o zwrot Polsce dowodów m.in. wraku i czarnych skrzynek oraz wywierania presji na prokuraturę celem odmowy dopuszczenia do sekcji zwłok ekspertów zagranicznych. Prokuratora Krzysztofa Parulskiego członkowie zespołu oskarżają m.in. o zaniechanie zabezpieczenia i zbadania miejsca katastrofy, zwłaszcza ciał ofiar. Zarzucają także stronie rosyjskiej i polskiemu rządowi utrudnianie prowadzenia polskich postępowań wyjaśniających katastrofę oraz odrzucenie pomocy w jej badaniu ze strony ekspertów z USA i Unii Europejskiej. Szef MSWiA Jerzy Miller miał - zdaniem zespołu - utrudniać prowadzenie polskich postępowań wyjaśniających, podpisując polsko-rosyjskie memorandum pozostawiające w rosyjskich rękach kluczowe dowody. Dokument zarzuca też dezinformowanie przez stronę rosyjską i rząd polski opinii publicznej w kwestii katastrofy. Jak informuje zespół, skierował do prokuratury 20 pism o podejrzeniu popełnienia przestępstwa m.in. przez Millera, polskiego akredytowanego przy MAK Edmunda Klicha, ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i ministra obrony narodowej Bogdana Klicha, z których prokuratura 15 umorzyła lub odrzuciła, a pozostałe nadal rozpatruje. Zespół wspierał także rodziny ofiar katastrofy poprzez m.in. interweniowanie w sprawie udziału zaproszonego przez rodziny amerykańskiego specjalisty Michaela Badena w badaniu ekshumowanych ciał Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki...".

Dnia 09 kwietnia 2012 roku Jaroslaw Kaczynski rozmawia z Jackiem Nizinkiewiczem z onet.pl: "... Wszystko wskazuje na to, że skończyło się zamachem. Ja tego stanowczo nie twierdzę, ale wiele przemawia za zamachem. ... Generał służb wojsk specjalnych nakazywał sprowadzenie samolotu do 100 metrów, wbrew poglądom wszystkich oficerów będących na lotnisku w Smoleńsku. I to jest fakt. Tu-154 nakazano obniżać wysokość. I mówię to wbrew łajdackim kłamstwom, które propaguje Leszek Miller, mówiąc, że prezydent kazał pilotom lądować. Nie kazał i nie ma najmniejszego dowodu na jakąkolwiek dyspozycje tego typu ze strony głowy państwa. Oczywiście, że mam poczucie, że prezydent Lech Kaczyński został zamordowany. Ale nie mam takiej pewności. Jak był zamach, to musiały być osoby trzecie. Brały w nim udział te osoby, które najbardziej na tym skorzystały. ... Bo dla większości dziennikarzy i publicystów hipoteza o zamachu jest czymś, czego psychicznie nie wytrzymują. Otóż ja to psychicznie wytrzymuję. Najpierw musimy stwierdzić, czy to był zamach, a później znajdziemy osoby, które za nim stały. W Polsce jak i zagranicą były osoby, które mogły skorzystać na śmierci Lecha Kaczyńskiego. I skorzystały. Komisja Macierewicza pracuje, a to jeszcze nie wszystko. ... Nagrania, które przedstawił pan Sikorski, są zupełnie nieprzekonujące. Relacja ambasadora Bahra też jest bardzo sucha. Dziwna sprawa, że ze 150 metrów we mgle ktoś widział, że wszyscy nie żyją. W sprawie katastrofy smoleńskiej potrzebne jest odrębne śledztwo, które wymaga specjalnej ustawy. ... Ktoś na śmierci mojego brata skorzystał. ... Jeśli w uczciwym śledztwie, po zmianie władzy, prokuratura uzna, że trzeba dokonać ekshumacji, to nie będzie wyjścia. ... Bratu przekazano, że jest mgła na lotnisku i zapytano, gdzie lądować. Ale brat nie był decydentem w sprawie schodzenia i lądowania samolotu. Nie mógł podjąć decyzji, że należy zaniechać lądowania. Gdyby piloci powiedzieli, że nie mogą lądować, albo że lotnisko jest zamknięte, to wtedy musiałby wyznaczyć lotnisko zapasowe. Brat nie podjął decyzji o wyznaczeniu zapasowego lotniska, bo piloci nie zgłosili, że lądowanie jest niemożliwe. W samolocie decyduje pilot, który ląduje lub nie. Pilotom podano z wieży komendę, żeby obniżyli wysokość lotu - czyli zejdźcie z wysokiego pułapu ok. 10 tys. metrów i idźcie w stronę lotniska - co było decyzją kontrolerów lotu, a nie pilotów. Następnie wydano im komendę zejścia do 100 metrów, a trzecią komendą był 'pas wolny', czyli lądujcie. Oni zaczęli obniżać wysokość, następnie podjęli decyzję o odejściu. Tyle wiemy na pewno. Wiemy też, że pilotów utrzymywano w fałszywym przekonaniu, że są na 'kursie i ścieżce'. Co do tego ma prezydent? Nic ...".

Dnia 10 kwietnia 2012 roku Druga Rocznica Katastrofy Lotniczej pod Smolenskiem w Rosji - rozne opinie na jej temat (http://wiadomosci.wp.pl/gid,14390939,kat,355,title,Co-naprawde-wydarzylo-sie-w-Smolensku,galeria.html): "... Najwyższy czas przestać o Smoleńsku myśleć w kategoriach ogólnonarodowej tragedii. Pozwólmy rodzinom w spokoju przeżywać swój dramat - mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski Paweł Deresz, mąż zmarłej w katastrofie smoleńskiej Jolanty Szymanek Deresz, posłanki SLD i byłej szefowej kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Pytany o teorie dotyczące wybuchów w samolocie, mówi:
'Niech w takim razie w pierwszej kolejności zostaną zbadane ciała pary prezydenckiej. Nic nie stoi na przeszkodzie. To przecież - zdaniem PiS - był przede wszystkim zamach na prezydenta. Zbadajmy jego ciało, czy są tam ślady mogące być następstwem wybuchu. Decyzja tkwi w głowie Jarosława Kaczyńskiego'. ...
Sprawa katastrofy jest już wyjaśniona. Pozostały tylko wątki poboczne - powiedział na antenie TVP Info prof. Roman Kuźniar, doradca prezydenta ds. międzynarodowych. Jego zdaniem sprowadzenie wraku do Polski ma charakter symboliczny. Działania parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską nazwał 'absurdalnymi i nonsensownymi'. ...

Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie nie ma wątpliwości, że Rosjanie zabili uczestników delegacji do Smoleńska: 'Moja wątpliwość dotyczy tego, czy uczynili to celowo', mówiła Merta w TVN24 w programie 'Jeden na Jeden'.
Według eksperta lotniczego dr. inż. Stefana Bramskiego, w Smoleńsku prawdopodobnie doszło do zamachu na polskiego prezydenta, który przebiegał w dwóch etapach. Pierwszy polegał na zablokowaniu lotek Tu-154, drugi na eksplozji w kabinie. Blokada lotek oznacza nieuchronny upadek maszyny na ziemię. Znane są przykłady takich katastrof.
... Co naprawdę wydarzyło się w Smoleńsku? Dwa lata po katastrofie smoleńskiej jej przyczyny wciąż budzą ogromne emocje. Mimo opublikowania trzech oficjalnych raportów - MAK, komisji Jerzego Millera i NIK - dla wielu osób katastrofa nadal pozostaje niewyjaśniona. Atmosferę podgrzewają politycy prawicy i niektóre media przekonujący, że 10 kwietnia 2010 roku mogło dojść do zamachu...".

Dnia 11 kwietnia 2012 roku 'Fakt.pl' oraz inne zrodla podaly: "...Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej nic nie wie na temat wymycia przez Rosjan szczątków samolotu. Prawnicy są zdumieni: wrak to dowód w sprawie i jako taki powinien być w stanie takim, jakim był w chwili zdarzenia. Części samolotu wyglądają tak, jakby ktoś je dokładnie wyczyścił. ... 'Wrak samolotu, to materiał dowodowy, który nie powinien być nikomu udostępniony', powiedział gazecie Bogdan Święczkowski, prokurator w stanie spoczynku, były szef ABW ... 'Jeżeli dowód nie został przebadany, nie mogą podchodzić do niego osoby postronne. Ktoś przecież mógłby coś podrzucić, lub coś zabrać. Możemy domniemywać, że chodzi tu o zdezawuowanie ewentualnych wyników badań w przyszłości. Zawsze wtedy strona rosyjska będzie mogła powiedzieć, że coś zostało podrzucone lub zabrane i że to nie była ich wina' ocenia Święczkowski. ... Zdaniem mec. Bartosza Kownackiego, kwestią wyczyszczenia szczątków Tu-154M powinna zająć się warszawska prokuratura okręgowa, która prowadzi obecnie postępowanie w sprawie niszczenia wraku polskiego samolotu. ... Wczoraj Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zadeklarował tylko, że jest gotów przystąpić do technicznych uzgodnień ze stroną polską dotyczących przekazania wraku Tu-154M. Moskwa zaznacza jednak, że jest on dowodem w rosyjskim śledztwie i pozostanie tam do czasu zakończenia sprawy. A to może oznaczać, że na wydanie szczątków samolotu poczekamy lata." Fakt dnia 11 kwietnia 2012: "Dlaczego Jarosław Kaczyński, który dotąd ważył słowa, po dwóch latach od tragedii mówi niemal wprost, że w Smoleńsku zamordowano prezydenta? Prezes PiS opiera się m.in. na dokonanych w ostatnich miesiącach analizach polskich naukowców z USA i Australii, którzy pracowali na zlecenie zespołu parlamentarnego. Czy te 'dowody zamachu' są wiarygodne? Jak dotąd żaden inny naukowiec ich nie podważył, ani nie potwierdził. Naukowcy, m.in. profesor Wiesław Binienda, twierdzą, że tajemnicze wstrząsy w samolocie, które zarejestrował zamontowany w tupolewie amerykański rejestrator lotu, to odgłosy dwóch eksplozji. Ich wątpliwości budzi też kwestia złamania skrzydła tupolewa przez brzozę. Z przeprowadzonych przez tych ekspertów symulacji wynika, że skrzydło maszyny przy zderzeniu z drzewem o średnicy 40 centymetrów nie mogło się przełamać i odpaść, a co najwyżej zostałoby nieznacznie uszkodzone. Pytania rodzi też kwestia statecznika z tupolewa, który z nieznanych przyczyn został przeniesiony w inne miejsce już po upadku maszyny. Fakt zebrał najważniejsze przesłanki, które mają świadczyć o tym, że katastrofa nie była nieszczęśliwym wypadkiem. 1. Kontrolerzy celowo zmylili załogę? Załoga kontroli lotów z Siewiernego wiedziała, że jest gęsta mgła, ale pozwoliła Polakom lądować. ... Naszej załodze podawali błędne namiary, upewniając ich do końca, że podchodzą poprawnie, choć w rzeczywistości samolot leciał inaczej. Do dziś nie chcą nam pokazać zapisów wideo ich pracy. 2. Naukowcy: Na pokładzie były dwie eksplozje. Naukowcy, w tym prof. Wiesław Binienda i Kazimierz Nowaczyk z USA stwierdzili na podstawie analizy danych z urządzeń TAWS i FMS, że samolot nie zszedł poniżej 20 metrów, a w odległości 714 m od progu pasa nastąpiły dwa wstrząsy, po czym zanikło zasilanie elektryczne, a komputer pokładowy przestał działać. 3. Brzoza nie mogła złamać skrzydła. Skrzydło tupolewa lecącego z taka prędkością jak 10 kwietnia nie mogłoby zostać złamane przez brzozę o średnicy 40 cm. Skrzydło zostałoby tylko nieznacznie uszkodzone - tak wykazali amerykańcy naukowcy po przeprowadzeniu symulacji. Dodatkowo, w nowych odczytach z czarnych skrzynek nie ma zanotowanego odgłosu uderzenia w brzozę, jak twierdził rosyjski MAK. 4. Przenieśli statecznik po upadku maszyny. Zdaniem prof. Kazimierza Nowaczyka z USA, który porównał na podstawie zdjęć satelitarnych położenie szczątków samolotu po katastrofie, lewy statecznik w tajemniczy sposób w ciągu dwóch dni przemieścił się o aż 50 metrów. Zdaniem naukowca, podważa to przekazany przez Rosjan przebieg ostatniej fazy lotu, bo MAK odtwarzał ją m.in. na podstawie rozmieszczenia szczątków po wypadku. 5. Zmanipulowane nagrania z czarnych skrzynek. Rosjanie do tej pory nie oddali nam oryginałów nagrań z czarnych skrzynek samolotu, nie możemy więc z całą pewnością stwierdzić, czy znany nam zapis lotu, rozmów oraz odgłosów rejestratorów jest prawdziwy. Poza tym w pierwszej wersji brakowało kilkunastu sekund nagrania".

11 kwietnia 2012 roku wp.pl zamieszcza wywiad z Joachimem Brudzińskim, gościem 'Kontrwywiadu' RMF FM: "... 'Oficjalny przekaz dotyczący Smoleńska jest wypucowany jak szczątki wraku na drugą rocznice katastrofy ... Państwo polskie zostało upokorzone przez Rosjan i kabotyństwo Sikorskiego. To, jak Sikorski, Arabski i Miller, za zgodą Tuska, potraktowali osobę prezydenta Kaczyńskiego i towarzyszące mu osoby, będzie musiało zostać rozliczone przez sąd ... Winni poniosą odpowiedzialność ...'. Brudziński przyznał, że wierzy w tezę o dwoch wybuchach na pokładzie tupolewa. 'Wierzę, dopóki ona nie zostanie podważona ... minister spraw zagranicznych dowiaduje się właśnie, że w dniu, w którym najważniejsza osoba w państwie, czyli prezydent Rzeczpospolitej, jest w Rosji, nie działają komputery, a pan redaktor mnie pyta o to, czy oni zostali zdradzeni... ci, którzy dzisiaj za to w sposób polityczny i moralny ponoszą odpowiedzialność, również poniosą odpowiedzialność karną ... Uważam, że te osoby, które wymieniłem ponoszą chociażby odpowiedzialność za tak zwane zaniechania urzędnicze ... prędzej czy później będzie musiało być również rozliczone poprzez działania niezależnego sądu, niezależnej prokuratury' ...".

12 kwietnia 2012 roku 'Gazeta Polska Codziennie' zamieszcza wywiad z Antonim Macierewiczem, ktory byl gościem Doroty Kania: "... Premier Donald Tusk i p.o. prezydent Bronisław Komorowski od pierwszych dni po smoleńskiej katastrofie byli informowani o tym, co się dzieje na smoleńskim lotnisku. Wiedzieli, w jaki sposób Rosjanie potraktowali ciała ofiar, wiedzieli, że jest niszczony wrak Tu-154M, wiedzieli, że będący na lotnisku w momencie tragedii świadkowie słyszeli eksplozje. Wiedza ta była dostępna także m.in. szefowi MSZ-etu Radosławowi Sikorskiemu, szefowi MON-u Bogdanowi Klichowi i szefowi MSWiA Jerzemu Millerowi. Rano 10 kwietnia 2010 r. oficerowie BOR-u, którzy przyjechali na smoleńskie lotnisko z Katynia, zrobili zdjęcia i filmy szczątków Tu-154M oraz ciał ofiar. Materiały te zostały później przekazane pocztą specjalną do Polski i zostały zakwalifikowane jako ściśle tajne. Także po katastrofie nasze służby dokumentowały to, co się dzieje na miejscu i z wrakiem tupolewa, który był niszczony przez rosyjskie służby - działania Rosjan na smoleńskim lotnisku zostały sfilmowane, a materiały trafiły do Polski. Donald Tusk jako zwierzchnik służb specjalnych był na bieżąco informowany o tych ustaleniach, które poczynili w Rosji podlegli mu funkcjonariusze polskich służb. Biuro Ochrony Rządu, które podlega ministrowi spraw wewnętrznych, przekazywało raporty Jerzemu Millerowi, a służby dyplomatyczne o sytuacji w Smoleńsku informowały na bieżąco Radosława Sikorskiego. Szczegółowe informacje na ten temat trafiały do Bronisława Komorowskiego jako p.o. zwierzchnik sił zbrojnych. Przedstawiciele polskich służb specjalnych byli obecni w Smoleńsku i w Moskwie przez pierwsze tygodnie po katastrofie, także na nocnej naradzie przeprowadzonej w nocy z 10 na 11 kwietnia w Smoleńsku. Prowadził ją przewodniczący Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej Federacji Rosyjskiej gen. Aleksander Bastrykin. Jako goście w naradzie udział wzięli prokurator Ireneusz Szeląg oraz szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztof Parulski, który zgodził się, by polscy prokuratorzy nie uczestniczyli w sekcjach zwłok ofiar katastrofy. Polski rząd nie podjął żadnych działań, by badaniem katastrofy zajęli się międzynarodowi eksperci. 'Trzeba również przypomnieć, że premier oraz zespół rządowy ds. zbadania katastrofy mieli wgląd w raport płk. Mirosława Milanowskiego, który jednoznacznie wskazuje stronę rosyjską jako winną smoleńskiej tragedii. Rząd postanowił tę sprawę ukryć - to wskazuje, że Donald Tusk współdziała w ukrywaniu dowodów tej zbrodni. Zdecydowane stanowisko rządu pozwoliłoby na wyjaśnienie wszystkich okoliczności oraz na potwierdzenie tez naukowców, którzy przeprowadzili badania na zlecenie zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn smoleńskiej katastrofy', mówi nam Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu".

12 kwietnia 2012 roku PAP zamieszcza odpowiedz dwoch prokuratur wojskowych na zarzuty Zespolu Parlamentarnego Macierewicza: " 'Pomimo przekazywania przez prokuraturę na bieżąco, w rozmaitych formach, wszelkich istotnych informacji na ten temat, dostrzec należy, że fundamentalne ustalenia tego postępowania przygotowawczego są pomijane w debacie publicznej; sprzyja to tworzeniu rozmaitych hipotez najczęściej nieodnoszących się do dowodów śledztwa', głosi oświadczenie podpisane przez prok. Mateusza Martyniuka z PG i płk. Zbigniewa Rzepę z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. ... W komunikacie przypomniano m.in., że już rok temu prokuratura informowała, iż zgromadzony w sprawie materiał dowodowy 'nie dostarczył podstaw do przyjęcia, by katastrofa była wynikiem zamachu'. 'Kolejny rok śledztwa nie przyniósł jakichkolwiek ustaleń, które powodowałyby konieczność zmiany tego stanowiska' - napisali prokuratorzy...".

12 kwietnia 2012 roku 'Gazeta Wyborcza' zamieszcza sprostowanie do raportu Zespolu Macierewicza: (Aleksandra Pezda, 2012-04-12, http://m.wyborcza.pl/wyborcza/) " Szef biura Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 r. Bartłomiej Misiewicz rozesłał do różnych redakcji sprostowanie dotyczące relacji z dwuletniej pracy zespołu Macierewicza. Oryginalny materiał z tych prac dostała Polska Agencja Prasowa i na tej podstawie sformułowała 7 kwietnia informację: 'Dwa silne wstrząsy na pokładzie samolotu - na lewym skrzydle i wewnątrz kadłuba, a nie zderzenia z brzozą były - w ocenie parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej - przyczyną wypadku samolotu prezydenckiego 10 kwietnia 2010 r.'. Jedną z tez raportu było, że TU-154M nie uderzył w brzozę, a katastrofa zaczęła się wcześniej od - właśnie: od wstrząsów, jak podaje PAP, czy od wybuchów? Misiewicz pisze, że PAP podaje informacje 'nieprawdziwe'. Jego zdaniem istotne jest, że chodzi nie o wstrząsy, ale o wybuchy: 'Zwracam się z prośbą o sprostowanie Państwa depesz i podanych informacji, tak aby były one zgodne z tezami zawartymi w podsumowaniu prac Zespołu Parlamentarnego' - pointuje ...".

Dnia 14 kwietnia 2012 roku nadal prowadzimy cztery strony o Katastrofie Smolenskiej w 2010 roku mimo zaatakowania mojego komputera przez hakerow w dniu 12 kwietnia 2012 roku i czasowego uniemozliwienia polaczenia z siecia (IP adres). Dnia 13 kwietnia 2012 roku parlamentarny zespół ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M przyjął stanowisko, w którym odnosi się do czwartkowego oświadczenia rzeczników prokuratury wojskowej i generalnej, wg PAP: "... W debacie publicznej dot. śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej pomijane bądź zniekształcane są istotne fakty - ocenili rzecznicy. Prokuratorzy przypomnieli, że według obecnych ustaleń śledztwa nic nie wskazuje, aby katastrofa smoleńska była wynikiem zamachu. Ponadto, jak dodali, badania polskich specjalistów nie wykazały żadnych ingerencji w zapisy 'czarnych skrzynek' samolotu.
'Stanowisko prokuratury zawiera szereg niekonsekwencji i wewnętrznych sprzeczności, które wprowadzają w błąd opinię publiczną, mają na celu ukrycie zaniechań oraz błędów prokuratury ... W szczególności dotyczy to badania wraku i czarnych skrzynek jako kluczowych dowodów oraz wiarygodności hipotezy o sprawstwie osób trzecich jako winnych śmierci polskiej elity narodowej' ... prokuratura odpowiedzialna jest za niedopełnienie obowiązków, ponieważ nie wykonała 'niezbędnych i wymaganych przepisami kodeksu postępowania karnego czynności'. ... 'Dotyczy to przede wszystkim zabezpieczenia w dniu 10 kwietnia 2010 roku wokół lotniska Siewiernyj w Smoleńsku miejsca katastrofy i znajdującego się tam materiału dowodowego, a zwłaszcza zwłok ofiar, wraku samolotu, lotniska i urządzeń nawigacyjnych oraz okolic, a zwłaszcza terenu podejścia do lądowania z zachowaną wówczas w pierwotnym stanie roślinnością i ukształtowaniem terenu'... prokuratorzy nie uczestniczyli w oględzinach miejsca katastrofy, a także nie wzięli udziału w dokonywanych przez rosyjskich funkcjonariuszy sekcjach zwłok (z wyjątkiem prezydenta) i nie zrobili tego także po powrocie ciał ofiar do Polski mimo próśb rodzin ofiar. 'Charakter manipulacyjny mają stwierdzenia, że prokuratura dopełniła obowiązków polegających na zbadaniu pozostających w Rosji dowodów w tym wraku i czarnych skrzynek. W rzeczywistości nie sposób uznać działań prokuratury za wystarczające'... Zarzucili też prokuratorom, że nie dokonali pełnej identyfikacji wszystkich części wraku, ich opisu i inwentaryzacji.
'Prokuratura nie wie nawet, na ile części wrak się rozpadł, nie próbowała dokonać rekonstrukcji wraku poprzez nałożenie pozostałych części na model samolotu, by sprawdzić, jak naprawdę dokonywał się proces rozpadu samolotu i by zidentyfikować te miejsca, gdzie rozpad ten się rozpoczął. Badania takie są niezbędne, by móc rzeczywiście ocenić, co i dlaczego się wydarzyło, i są podstawową czynnością wykonywaną w wypadku katastrof samolotowych. Prokuratura jednak tego zaniechała'...". I dnia 14 kwietnia 2012 roku artykul w
'Niezalezna.pl', gdzie A. Macierewicz pyta: Jeśli to nie był zamach, to co?
"Wiemy już, że ani błąd pilota, ani brzoza nie spowodowały tragedii. I wiemy, że na pokładzie mogło dojść do eksplozji. ... To, co się stało na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r., najlepiej oddaje konkluzja raportu nr 456 firmy Grzegorza Szuladzińskiego Analytical Servis Company. 'Najprawdopodobniejszą przyczyną katastrofy były dwa wybuchy tuż przed lądowaniem. Jeden z nich miał miejsce na lewym skrzydle, około połowy jego długości, i spowodował wielkie lokalne zniszczenie, w rezultacie rozdzielając skrzydło na dwie części. Efekt wtórny to naruszenie wiązań między frontowym kadłubem i resztą statku powietrznego. Drugi wybuch, wewnątrz kadłuba, spowodował jego gruntowne zniszczenie i rozczłonkowanie. Samo lądowanie (czy upadek) w terenie zadrzewionym, wszystko jedno jak nieudane i pod jakim kątem, nie mogło w żadnym wypadku spowodować takiego rozczłonkowania konstrukcji, które zostało udokumentowane'. ... Bardzo trudno było przyjąć do wiadomości, że Lech Kaczyński i wielka część polskiej elity zostali zamordowani z zimną krwią. ... miesiąc temu otrzymałem pierwszy projekt raportu nr 456 autorstwa firmy Analytical Servis Company Grzegorza Szuladzińskiego z Sydney, ... analiza Szuladzińskiego pasowała do badań, które wcześniej przeprowadzili i zespół prof. Kazimierza Nowaczyka, i prof. Wiesław Binienda, i wreszcie inni nasi eksperci. ... Zespół prof. Nowaczyka przeanalizował więc na podstawie zapisów systemów TAWS i FMS pionową i poziomą trajektorię lotu oraz wykazał, że po pierwsze Tu-154M nigdy nie uderzył w brzozę, gdyż przeleciał kilkanaście metrów nad nią, po drugie zaś gwałtowna zmiana kursu samolotu przed samą katastrofą dokonała się wcale nie zaraz za brzozą, lecz ponad 140 m dalej. Badania zespołu wskazują, że samolot nigdy nie zszedł poniżej 20 m nad poziomem pasa lądowania, następnie, odchodząc na drugi krąg, wzbił się na 36 m. I tu dochodzimy do najważniejszego odkrycia prof. Nowaczyka, który wnikliwie zbadał zapisy rejestratora parametrów lotu. Okazało się, że rejestrator zanotował dwa silne wstrząsy, do których doszło za brzozą. Badanie FMS wykazało z kolei, że samolot rozpadł się ostatecznie w powietrzu mniej więcej na wysokości 15 - 17 m, gdy na skutek utraty zasilania elektrycznego doszło do unieruchomienia wszystkich przyrządów nawigacyjnych. Prof. Wiesław Binienda związany z NASA udowodnił z kolei, że skrzydło nie mogło zostać odłamane przez brzozę. Przeciwnie, eksperymenty prowadzone przez laboratorium prof. Biniendy oparte na programach badawczych NASA udowodniły, że uderzenie skrzydła Tu-154M w brzozę przecina ją bez uszczerbku dla zdolności nawigacyjnych samolotu. Na eksplozję wskazywała wreszcie rekonstrukcja kształtu samolotu w trakcie katastrofy, wykonana na podstawie zdjęć części i odłamków samolotu leżących na miejscu tragedii. Ta benedyktyńska praca wykonana przez bardzo nieliczny zespół pozwoliła wyodrębnić najbardziej prawdopodobne miejsca eksplozji - na lewym skrzydle i w przedniej części lewego centropłatu. ... Mieliśmy też niemal od początku inne dowody wskazujące na to, że do katastrofy doszło w powietrzu, a słynna brzoza nie miała z nią nic wspólnego. Najważniejszym była relacja żony jednego z posłów lecących samolotem, który w ostatnich sekundach zdążył zatelefonować do niej. Jak opowiadała już 11 kwietnia w ABW, na nagraniu, które odsłuchała z poczty telefonicznej ok. 9:15 - 9:30, słychać było, jak mąż woła do niej: 'Asiu, Asiu'. W tle słychać było szum wiatru wdzierającego się do samolotu i narastający krzyk przerażonych ludzi. A równocześnie słychać było trzask łamiących się ścian samolotu, 'jakby pękających wafli'. Nagranie trwało 3 - 4 s i mimo obietnic ABW nigdy nie zostało odzyskane z poczty głosowej. Jeszcze dobitniej o przebiegu katastrofy mówi por. Artur Wosztyl, pilot jaka-40 wiozącego dziennikarzy, który wylądował na Siewiernym 40 min przed tupolewem. Wosztyl, który stał na lotnisku w pobliżu swojego jaka, w odległości mniej więcej 300 m od tragedii, mówi, że słyszał, jak 'silniki Tu- 154M nagle zwiększają obroty, a następnie zabrzmiały trzaski, huki i detonacje. Po nich słychać było dźwięk zamierających silników. I zapanowała cisza'. Relacje pozostałych świadków są identyczne lub bardzo podobne. Większość z nich słyszała detonacje, a niektórzy widzieli także błysk wybuchu wokół lecącego samolotu. ... raport Grzegorza Szuladzińskiego to hipoteza, która powinna być zweryfikowana badaniami wraku i oryginałów zapisów z czarnych skrzynek. Wątpię jednak, by to się udało ... Dlaczego nie dopuszczono do sekcji zwłok amerykańskich ekspertów sprowadzonych przez rodziny i dlaczego karze się prokuratorów próbujących nawiązać kontakt ze służbami amerykańskimi w celu wyjaśnienia tragedii? I wreszcie dlaczego rząd Tuska odrzucił wszelkie propozycje USA, NATO i UE uczestniczenia przez ich ekspertów w badaniu katastrofy, a jego rzecznik nazywa rozmowy z kongresmenami USA i starania na rzecz powołania komisji międzynarodowej 'zdradą stanu'? ... Nigdy nie zapomnę przemówienia premiera Tuska straszącego Polaków wojną z Rosją, jeśli będą się domagali prawdy, oraz wzruszających deklaracji pani minister Kopacz ... nie koncentrujemy się na polemikach z raportami Anodiny czy komisji Jerzego Millera. Wiemy, że są fałszywe, a eksperci Millera napisali raport, nawet nie badając skrzydła i brzozy, które miały być przyczyną katastrofy. Takie lekceważenie nauki, prawa i własnych obowiązków dyskwalifikuje te ustalenia. Dziś koncentrujemy się na analizie hipotezy eksplozji jako przyczyny katastrofy, bo jest to jedyna hipoteza w pełni wyjaśniająca to, co się stało, i nikt nie przedstawia wiarygodnej alternatywy. ... Ale też przychodzi czas na pytania: kto jest za to odpowiedzialny? ... skąd Radosław Sikorski już dwie minuty po katastrofie wiedział, że nikt jej nie przeżył, wszyscy zginęli, a przyczyną tragedii były błędy pilotów? Bo jeśli prezydent Lech Kaczyński i polska elita zginęli w zamachu, to wiedza ministra Sikorskiego staje się straszliwym dowodem współodpowiedzialności rządu Donalda Tuska za tę tragedię".

Dnia 15 kwietnia 2012 roku wybitny autorytet Stefan Niesiolowski podsumował w programie '7. Dzień Tygodnia' w Radiu Zet: "... Te pisowskie lizusy mówią cały czas o zamachu. ... To uporczywie podkładane chamstwo. Teza, że była bomba w samolocie znaczy tyle, że podłożyli ją Polacy, bo leciał z Warszawy. Ciekawe co ten geniusz Macierewicz powie na to...".

Dnia 16 kwietnia 2012 roku PAP i IAR/Rzeczpospolita podaly: "... Musimy bez żadnych wątpliwości ustalić, czy doszło do zamachu, mówi Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla 'Gazety Polskiej'. Fragmenty jego wypowiedzi przytacza poniedziałkowa 'Gazeta Polska Codziennie' (16 kwietnia 2012). Zapytany, czy dopuszcza hipotezę, że źródło lub pomysłodawca ewentualnego zamachu są z Polski, Kaczyński odpowiada, że 'uczciwe śledztwo powinno uwzględniać również taką wersję zdarzeń, bo tak też mogło być. Jednak do zbadania tego konieczne jest uchwalenie odrębnej ustawy'. Według rozmówcy 'Gazety Polskiej' - 'tylko specjalne prawo pozwoli na skuteczne i wnikliwe śledztwo. Musimy bez żadnych wątpliwości ustalić, czy doszło do zamachu, czy nie. Jeśli się to potwierdzi, to będzie oznaczało, że mamy do czynienia z aktem terroru porównywalnym do ataku z 11 września. Nie chodzi o liczbę osób, ale o skalę. W cywilizowanym świecie nie było takiego wydarzenia jak likwidacja całego przywództwa jakiegoś państwa'. Zdaniem Kaczyńskiego 'nawet jeśli Tusk nie ma nic wspólnego z tragedią z 10 kwietnia, to sparaliżował śledztwo ... redukuje pozycję naszego kraju ...'." Ponadto 16 kwietnia 2012 roku "Andrzej Seremet uważa, że ekshumacje wszystkich 96 ofiar katastrofy smoleńskiej są niezasadne. Dodaje jednak, że decyzje w tej sprawie będą podejmować prowadzący śledztwo - czytamy w 'Rzeczpospolitej'. Prokurator generalny w rozmowie z gazetą mówi, że ekshumacje, do których doszło do tej pory były konieczne po analizie dokumentacji, którą przesłała nam strona rosyjska...". TVN24 dnia 16 kwietnia 2012: "...'Kolaborantem Moskwy i zdrajcą jest premier Donald Tusk', powiedział w 'Kawie na ławę' w TVN24 ... Zbigniew Girzyński, komentując piątkową awanturę w sejmie. Wtedy to Donald Tusk zarzucił PiS, że proponując uchwałę ws. oddania wraku Tu-154M 'są zdrajcami i odwołują się do cara'. Wicepremier ... zaproponował natomiast powołanie 'komisji autorytetów' do zbadania katastrofy smoleńskiej".

Dnia 16 kwietnia 2012 roku Jarosław Kaczyński mówił w TVP Info: "... 'to co się działo przed katastrofą, sam lot, sprowadzenie przez Rosjan samolotu, przyczyny katastrofy, to co działo się po katastrofie, wygląda w ten sposób, że w tej chwili - to może się jeszcze zmienić - jedyną teorią, która to wszystko razem tłumaczy to teoria wybuchu, zamachu'. 'Niezależnie od tego kto jest za to odpowiedzialny. Tylko i wyłącznie zamach. Jeśli ktoś ma inne, logiczne wytłumaczenie to chętnie posłucham' ... 'Przykro mi to mówić, ale nie wierzę w śledztwo polskiej prokuratury'...".

Dnia 17 kwietnia 2012 roku Bronislaw Komorowski mówił w TVN24: "... że w sprawie katastrofy ważne były ustalenia komisji Jerzego Millera. 'Bardzo łatwo jest je zakwestionować, ale warto pamiętać o tym, że kwestionuje się w ten sposób opinie uprawnionych do tego organów władzy państwa polskiego. A więc kwestionuje się werdykt państwa polskiego' ... 'ustalenia komisji Millera to twardy efekt pracy polskich ekspertów'. Pytany, czy prokuratura powinna reagować na fantastyczne teorie na temat tragedii sprzed dwóch lat, odpowiedział, iż nie ma na nie rady ...".

Dnia 18 kwietnia 2012 roku wybitny autorytet Tadeusz Mazowiecki mówił w TVP Info, wg PAP: "... 'Cieszy mnie to, że zmiana Polski jest ogromna, że się zakorzeniła ... Chciałbym, żeby niektóre części Kościoła nie dały się wmanewrować w kłamstwo smoleńskie. Bo z wypadku robi się zamach. Kościół nie powinien tego żyrować' (lub 'Dziś zwracam się do Kościoła o to, by niektóre jego części nie dawały się wmanewrowywać w tę politykę kłamstwa smoleńskiego. Bo z wypadku robi się zamach. Kościół nie powinien tego żyrować') ...". Prezydent USA Franklin Delano Roosevelt kiedyś powiedział: 'W polityce nic nie zdarza się przypadkowo. Jeśli jednak się zdarzy, bądźcie pewni, że tak zostało zaplanowane'.

Dnia 19 kwietnia 2012 roku Donald Tusk jako Premier RP mowi, wg PAP: "... W Polsce powstaje nowy front zimnej wojny wewnętrznej, dlatego 'celem mojego rządu będzie zapewnienie poczucia bezpieczeństwa wszystkim Polakom, nie tylko wobec kryzysu ekonomicznego, ale także politycznego' ... że przez ostatnie cztery lata, miał zaszczyt być premierem polskiego rządu, 'mimo różnych dramatycznych sytuacji, a jednej szczególnie tragicznej ...' dziś ... 'równocześnie powstaje nowy front takiej na razie ciągle zimnej wojny wewnętrznej... Słowa, które padają w ostatnich dniach, mogą mieć swoje konsekwencje i ci, którzy je dzisiaj wypowiadają - mówię o tych twardych słowach czasami pełnych nienawiści i agresji, słowa, które godzą bezpośrednio w serce Polski, w taki jednoznaczny interes narodowy Polski i Polaków - te słowa mogą mieć także niestety swoje praktyczne konsekwencje ... Żarty się kończą i' ...". Prezydent USA Franklin Delano Roosevelt kiedyś powiedział: 'W polityce nic nie zdarza się przypadkowo. Jeśli jednak się zdarzy, bądźcie pewni, że tak zostało zaplanowane'.

Dnia 19 kwietnia 2012 roku Stefan Niesiolowski, Jaroslaw Kaczynski i Andrzej Halicki odniesli sie do wypowiedzi Antoniego Macierewicza: "... 'Moim zdaniem Macierewicz jest niepoczytalny'. Tymi słowy Stefan Niesiołowski skomentował w 'Kropce nad I' w TVN24 słowa Antoniego Macierewicza, który mówił, że sytuacja w której 'ginie cała elita i odcięta zostaje głowa narodu' jest 'wypowiedzeniem wojny'...". W niedzielę Antoni Macierewicz mówił w Krośnie: 'Czymże innym jest sytuacja, w której ginie cała elita, w której odcięta zostaje głowa narodu? To jest wypowiedzenie wojny, nawet, jeżeli kolejny atak będzie odłożony o rok, dwa, pięć, to trzeba sobie zdawać sprawę - to jest wypowiedzenie wojny', wedlug 'wp.pl'. 'Jeśli chodzi o tę wypowiedź, to chcę powiedzieć jasno: my nie planujemy żadnej wojny, natomiast odrzucamy taką postawę, która gdyby na przykład została przyjęta przez narody i elity Estonii, Łotwy, czy Litwy, to te państwa dzisiaj nie byłyby nawet okręgami autonomicznymi w ramach Rosji, a są państwami niepodległymi, członkami NATO i UE', powiedział na czwartkowej konferencji prasowej Jaroslaw Kaczynski. 'Nie planujemy żadnej wojny, i nie uważam, żeby tutaj wojna została wypowiedziana, natomiast walkę o prawdę będziemy kontynuować'. Na wcześniejszej konferencji prasowej polityk Andrzej Halicki zaapelował, by instytucje zajmujące się 'porządkiem prawnym przyjrzały się temu, co czynią liderzy ... z Jarosławem Kaczyńskim na czele ... o namawianie do posługiwania się "retoryką wojenną".' Jozef Pilsudski kiedyś powiedział: 'I staję do walki, tak jak poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partyj i stronnictw nad Polską, (oraz) zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści', wg 'Kurier Poranny', odczyt z dnia 11 maja 1926.

Dnia 20 kwietnia 2012 roku walka o wyjasnienie przyczyn katastrofy smolenskiej w 2010 roku trwa: "... Polska skłócona jest w interesie wszystkich. Cieszą się Rosjanie, kiedy Polacy się żrą między sobą, cieszy się Unia Europejska, cieszą się Niemcy, nasi sąsiedzi z zachodu, że Polska się żre między sobą. ... mówi o smoleńskim sporze ... Jan Bury gość Kontrwywiadu RMF FM." Rafał Grupiński, ... "powiedział w Programie Trzecim Polskiego Radia, że prezes PiS przekroczył wszelkie granice zarzucając politykom Platformy zdradę narodową w kontekście katastrofy smoleńskiej. Zdaniem Grupińskiego Kaczyński podżegał też do niepokojów społecznych. Szef klubu Platformy Obywatelskiej powiedział, że Jarosław Kaczyński złamał prawo i w związku z tym prokuratura powinna wszcząć przeciwko niemu postępowanie z urzędu". 'Gazeta Polska Codziennie': "Do dziś nie wiadomo, gdzie jest dokument, w którym rząd polski godzi się na oddanie Rosji śledztwa smoleńskiego. Nie wiadomo, kto go podpisał. Do niedawna premier twierdził, że takiego dokumentu po prostu nie ma. Dziś nie chce go ujawnić, mimo że sąd go do tego zobowiązał. Trzy dni po katastrofie smoleńskiej rząd polski zgodził się na prowadzenie postępowania według konwencji chicagowskiej. Podpisanie wspomnianej konwencji sprawiło, że Federacja Rosyjska w dalszym ciągu zwleka z oddaniem wraku samolotu, oryginałów czarnych skrzynek oraz innych materiałów dowodowych. Pomimo decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie rząd nie chce ujawnić dokumentów, na których podstawie doszło do przekazania śledztwa. Z naszych informacji wynika również, że premier ma zamiar złożyć kasację od wyroku". 'Fakt': "...Joanna Racewicz ..., Barbara Stasiak, generałowa Lucyna Gągor i Małgorzata Szmajdzińska ... na własną rękę prowadzą śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy tupolewa. 'Ta sprawa powinna zostać wyjaśniona przez grono niezależnych ekspertów...' uznały, że wiele przedstawionych przez rządową komisję Jerzego Millera przyczyn trzeba wyjaśnić dokładniej, a teorii zagranicznych profesorów przedstawianych przez zespół Antoniego Macierewicza nie można z góry odrzucać".
Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin zaapelował "do tych, którzy w katastrofie smoleńskiej doszukują się spisku czy zamachu, by jeśli nie potrafią szanować przedstawicieli rządu, przynajmniej szanowali polskie państwo, bo jest ono wspólnym dobrem. Gowin na konferencji prasowej w Białymstoku...".
Antoni Macierewicz apeluje zas do Donalda Tuska na wiecu w Sali Lustrzanej w Tarnowie w dniu 19 kwietnia 2012 roku:
"... do tragedii nie doszło dlatego, że samolot uderzył w ziemię, ale dlatego, że rozpadł się w powietrzu i jego szczątki uderzyły w ziemię... To z czym mamy do czynienia dzisiaj to bezradność oszustów i kłamców... W konstrukcji tego kłamstwa uczestniczyli nie tylko eksperci rosyjscy, ale też przedstawiciele Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. I chcę postawić kropkę nad i: jednym z głównych odpowiedzialnych jest Marek Lasek. ... O ich intencjach ... najlepiej świadczy wstrząsający list z 2 lutego 2011 r. do ministra transportu, w którym 'M. Lasek i 14 ekspertów zajmujących się tym badaniem wraz z Edmundem Klichem podpisało się pod stwierdzeniem, że w ogóle nie badali wraku, bo im pan Edmund Klich to uniemożliwił. W ogóle go nie badali'... Niech Pan Sikorski powie nam skąd on wiedział 4 minuty po tej tragedii, że wszyscy zginęli. Bo tu tkwi właśnie tajemnica tego, co się naprawdę wydarzyło i kto trzyma klucze do tej tajemnicy. Jak będziemy znali nazwisko człowieka, od którego pan minister Sikorski dowiedział się, że wszyscy zginęli, to będziemy wiedzieli dużo więcej o tym , kto naprawdę jest odpowiedzialny za tę straszliwą tragedię. ... Macierewicz krytykował też prokuraturę, prowadzącą śledztwo. Między innymi za odstąpienie od przewidzianej prawem konieczności dokonania w Polsce sekcji zwłok ofiar. ... 'Fizyczny przebieg wydarzeń nie przesądza w żaden sposób o sensie politycznym tego, co się wydarzyło. Ten sens i przebieg polityczny trzeba dopiero zbadać... Dlatego nigdy nie wypowiedziałem słowa 'zamach'. Bo ja nie wiem czy to był zamach. To trzeba sprawdzić. To jest bardzo prawdopodobna hipoteza. Tak jak prawdopodobną hipotezą przebiegu zdarzeń są dwie eksplozje'. ... 'Tym bardziej nie oznacza to, że jesteśmy w stanie wskazać, kto takiego ewentualnego zamachu dokonał. Możliwości jest wiele, wbrew strachowi Donalda Tuska, który widać wie, kto naprawdę jest sprawcą i dlatego się tak boi. I dlatego mamy ten straszliwy szantaż psychiczny i medialny wobec nas wszystkich, żebyśmy nawet nie pomyśleli głośno, kto by to mógł być. Bo oni to już wiedzą...'. 'Cofnijcie się z drogi cenzury, przemocy, strachu i przymusu ... Jeśli pan Tusk myśli, że nas jako naród zastraszy, to się głęboko myli. Silniejsi niż on nas straszyli!' Z satysfakcją natomiast witał poseł Macierewicz dwa ważne głosy, profesora Żylicza, głównego prawnika komisji Millera i prof. Michała Kleiber, prezesa Polskiej Akademii Nauk, którzy zdaniem Macierewicza 'domagają się powołania komisji ekspertów z dopuszczeniem na pełnych prawach tych ekspertów, którzy pracują dla zespołu parlamentarnego'."
Pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy Tu-154M, mec. Stefan Hambura, w liście do Prokuratora Generalnego wnioskuje o zweryfikowanie związków ze służbami ZSRR m.in. następujących osób: Tatiana Anodina, Oleg Jermołow, Aleksiej Morozow, pułkownik Nikołaj Krasnokucki - były dowódca bazy w Smoleńsku oraz zastępca dowódcy bazy w Twerze, podpułkownik Paweł Plusnin - kontroler wieży, major Wiktor Ryżenko - kontroler systemu lądowania, Łubancew vel Łobancew W. W. - pomocnik kierownika lotów, Bieniediktow Władimir - major, oficer rozformowanego w 2009 r. lotniczego pułku wojskowo-transportowego w Smoleńsku, Kurtiniec - major, oficer operacyjny jednostki w Twerze, Murawiow Anatolij - pilot, dyspozytor lotniska Smoleńsk Jużnyj, Sipko Władimir - szef bazy lotniczej garnizonu Migałowo w Twerze, przełożony płk. Krasnokutskiego.
Azrael Kubacki, dziennikarz gazety internetowej 'Studio Opinii' rozmawia z Prof. Artymowiczem, negatywnie oceniajacym prace eksperta przy zespole Macierewicza:
"Czy zajmował się Pan kiedykolwiek badaniem katastrof lotniczych?
Prof. Paweł Artymowicz, fizyk i pilot, Toronto: Nie, nie miałem okazji uczestniczyć do tej pory w badaniu katastrof w ruchu lotniczym, podobnie zresztą...", wedlug http://wyborcza.pl/.
Krzysztof Łoziński, dziennikarz i publicysta, absolwent Wydziału Fizyki i Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego w programie 'Gość Radia Zet' odpowiedział: 'Moim zdaniem Kaczyński dąży w tej chwili do wywołania rozruchów i przeprowadzenia puczu... Mówię to otwarcie, bo widzę ten plan ...'.

Dnia 21 kwietnia 2012 roku Jaroslaw Kaczynski oznajmil w audycji 'Przesłuchanie', wedlug RMF FM: "... 'Chcę poinformować, że mamy dokument z 27 stycznia 2010 roku, w którym wiceminister Kremer jest informowany o projekcie wyjazdu prezydenta Kaczyńskiego na uroczystości w Katyniu. Rząd o tym doskonale wiedział, można było jechać razem. To Tusk tego nie chciał... Tusk podjął wojnę z Lechem Kaczyńskim. Śmierć prezydenta była wynikiem tej gry. ... Dziś Tusk będzie łgał, bo od tego, czy prawda wyjdzie na jaw, zależy jego życie i wolność...'. 'Gdyby pojechali razem, to z całą pewnością nie doszłoby do katastrofy. To jest poza jakąkolwiek dyskusją'... '...Putin podjął grę przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Donald Tusk zamiast tę grę odrzucić, bo już ona zawsze była nie do przyjęcia, gdyż nie wolno grać przeciwko własnemu prezydentowi, ale z okazji 70. rocznicy Katynia, to ta niestosowność, to już jest bardzo łagodne określenie tej gry, Donald Tusk ją z chęcią przyjął, taka jest prawda i Donald Tusk przed tą prawdą nie ucieknie'. 'Nie grozi nam żadna wojna, grozi nam tylko kompletna degradacja i sytuacja kolonialna, która się będzie odbijała na interesach wszystkich poza niewielką warstwą...' ...".

Dnia 21 kwietnia 2012 roku prof. Marek Czachor z Katedry Fizyki Teoretycznej i Informatyki Kwantowej Politechniki Gdańskiej ujawnil 'Faktowi': "... 'Badamy ten materiał, który jest nam dostępny. Ale nie zależy nam na rozgłosie w mediach. Dlatego będziemy informować opinię publiczną dopiero po zakończeniu prac...'. Czy brzoza mogła urwać skrzydło tupolewa i doprowadzić do zmiany toru lotu samolotu w taki sposób, że doszło do katastrofy? Na to pytanie, przeprowadzając badania, testy i symulacje, chce odpowiedzieć grupa polskich naukowców. ... Dlatego przeprowadzą analizy tego, jak materiał, z którego zbudowane jest skrzydło tupolewa, zachowuje się w sytuacji zetknięcia z drzewem. Naukowcy chcą też na podstawie zdjęć szczątków maszyny zrekonstruować ostatnie chwile lotu tupolewa na smoleńskie lotnisko. ... Wolimy poczekać na solidne wyniki, oczywiście, jeżeli uda się je uzyskać, mając ograniczony dostęp do wiarygodnych danych ... O tym, że zbadaniem okoliczności wypadku powinna zająć się grupa niezależnych naukowców, mówił ostatnio szef Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber. Zaproponował on także, aby przeprowadzić pełną symulację przebiegu katastrofy".

Dnia 22 kwietnia 2012 roku poslowie do Sejmu w dyskusji w TVN24: "... 'Były minister (Macierewicz) mówi o wypowiedzeniu wojny, mówi to druga osoba w PiS. I to mnie niepokoi jako obywatela. Zastanówmy się, gdzie ta polityka zmierza. Mam prawo bać się polityków wypowiadających wojnę mocarstwu nuklearnemu' mowi Kwiatkowski. Odniósł się on do wypowiedzi Antoniego Macierewicza, który na spotkaniu zorganizowanym przez Klub Gazety Polskiej w Krośnie 15 kwietnia, przedstawiał wyniki badań przyczyn katastrofy smoleńskiej. 'Macierewicz powiedział wyraźnie, że to był atak na Polskę ... Ten polityk poważnie mówił takie rzeczy... gdyby prezydent Kaczyński uszanował, że 7 kwietnia doszło do niezwykłego wydarzenia, że pamięć Polaków uczcił premier Polski i Rosji i nie chciał przykryć swoją wizytą tego wydarzenia, to do katastrofy by nie doszło' mówił Andrzej Rozenek (autor tej strony - czyli na zasadzie odwrotnosci: to do katastrofy doszlo, bo Prezydent nie wskazal na priorytetowe znaczenie wizyty polskiego Premiera??!). 'To wam zależy, żeby straszyć Polaków ... to równa polityka wobec wszystkich sąsiadów. To wy macie problem, bo potraficie rozmawiać z Rosją tylko na kolanach' dodał Girzyński. Eugeniusz Kłopotek dodał, że 'im dalej od 10 kwietnia 2010 roku, tym więcej wątpliwości ... To znakomita pożywka dla rodaków, którzy zaczynają wierzyć, że to był zamach. Czas najwyższy, by nasza prokuratura kończyła postępowanie. Dla uspokojenia sytuacji i uwiarygodnienia naszych władz, być może powołanie komisji nie związanej z żadną partią, byłoby słusznym rozwiązaniem' (dlaczego komisja niezaleznych naukowcow lub ekspertow ma uwiarygodnic wladze panstwowe??! - autor tej strony). 'Ta sprawa musi być dokładnie przebadana ... wyjaśnienie prawdy o Smoleńsku nie może być tożsame z wypowiedzeniem Rosji wojny ... Tego rodzaju wypowiedzi są szkodliwe. Taka wypowiedź bardzo buduje Putina i Rosję. Jeśli liczymy na ekspertów międzynarodowych to jaki poważny ekspert zapisze się do wyjaśnienia, jeśli będzie wikłany w wypowiedzenie wojny z Rosją' podkreślił Jacek Kurski".

Dnia 23 kwietnia 2012 roku Wiesław Jedynak, członek Komisji Badania Wypadków Lotniczych w dyskusji z Konradem Piaseckim w 'rmf24.pl': "... Wykluczam teorię o zamachu jako nie znajdującą oparcia w faktach... Załoga Tu-154 już na 25 minut przed lądowaniem wiedziała że warunki w Smoleńsku są bardzo złe, mogła przerwać, a mimo to zniżała się, nie reagując na sygnalizację. Wstrząsy, o których mówi komisja Macierewicza, to uderzenia o przeszkody naziemne. Wiedzieliśmy o nich pracując nad raportem. Wstrząsy, są skorelowane z czasem kiedy samolot uderzył w brzozę. Rejestratory zapisały jeszcze gwałtowny obrót samolotu w lewo i próbę skontrowania. ... Czym są te dwa wstrząsy czy dwie eksplozje odnotowane przez naukowców związanych z komisją Macierewicza? One prawdopodobnie, bo o tym musimy powiedzieć, nie wiemy przecież tak naprawdę, czym były naprawdę te zarejestrowane wstrząsy, są tylko i wyłącznie śladem uderzenia samolotu w przeszkody naziemne. To nie są jakieś znaczące przeciążenia. To są delikatne przeciążenia, które mówią o tym, że samolot zaczął uderzać o przeszkody naziemne. ...Oczywiście, to nie są wstrząsy. To są ślady na zapisie przy przeciążeniu poziomym i pionowym, mówiące o tym, że nastąpiło jakieś zakłócenie toru lotu samolotu. ... Jest to skorelowane właśnie z tym miejscem i z tym czasem, w którym samolot uderzył w brzozę. Pan jest dzisiaj absolutnie przekonany do raportu komisji Millera i do brzozy, która oderwała część skrzydła? Tak, to jest naturalna konsekwencja analizy poszczególnych elementów zapisanych w rejestratorach parametrów lotu, rejestratorach głosu, analizie tych faktów, złożeniu warunków meteorologicznych z całej sytuacji. Trudno to było opisać inaczej. A na ile ta brzoza i to skrzydło zostały szczegółowo przebadane przez naukowców, przez badaczy? Ja powiem tak - ważna w tym wszystkim jest taka racjonalizacja badań. Najpierw musimy przeprowadzić ciąg logiczny, analizy prowadzące nas do tej brzozy(??? - autor tej strony). My się koncentrujemy na samym efekcie, a tak naprawdę uderzenie w brzozę było skutkiem tego zaniedbania pewnych tam relacji między pilotem a samolotem. Zapominamy o tym, jak to było naprawdę, jeśli chodzi o fakty. Warto te fakty uporządkować. Czyli załoga wiedziała 25 minut przed lądowaniem o tym, że warunki są bardzo złe, poniżej absolutnie minimów. Sama poprosiła o podejście. Nie ma mowy o żadnym zwabianiu załogi w żadną pułapkę, bo na każdym etapie tego lotu mogła przerwać ten lot. Na samej prostej zniżała się do wysokości znacząco przekraczającej tę minimalną, przy której powinna rozpocząć tę procedurę odejścia, nie reagując na sygnalizację generowaną przez samolot. Bardzo dramatyczną, trwającą 20 sekund sygnalizację, mówiącą o tym, żeby odejść. I na samym końcu, gdzie samolot znajdował się na wysokości minimalnej, czyli na wysokości już kilku metrów nad ziemią, rozpoczęło się uderzanie w obiekty naziemne, więc trudno mówić tutaj o tym, żeby cokolwiek innego mogło tu być przyczyną uszkodzenia. Do tego na miejscu zdarzenia znaleziono właśnie ściętą brzozę z fragmentami materiałów pochodzących z samolotu. Znaleziono ułamany dosyć znaczący fragment skrzydła(??? kolo brzozy - autor tej strony). Zresztą charakter uszzkodzeń - ta końcówka skrzydła była zupełnie nieuszkodzona. Widać było bardzo wyraźnie, że została odseparowana (?? - autor tej strony) od całości. ... M&oacuute;wimy o wysokości kilku metrów nad ziemią. - Czy komisja Millera stworzyła jakieś symmulacje dowodzące, że oderwanie skrzydła przez brzozę było możliwe? ... Maciej Lasek mówił o tym w telewizji, że nie prowadziliśmy tego dlatego, że dla nas tak naprawdę był to skutek, a nie powód tego, że ten samolot się rozbił, czyli generalnie taki model lub też symulacja pokazująca sposób rozpadu jest interesująca dla naukowców i dla osób, które chcą ten temat zbadać dokładniej (?? - to cos bylo mniej dokladnie - autor), wyciągając wnioski na temat struktury budowy samolotu i tak dalej. ... A jak to jest z tym słynnym 'wywinięciem' kadłuba czy wraku na zewnątrz, co ma też dowodzić wybuchu? ... Trzeba się skoncentrować na tym, co zostało ustalone i jest opisane w raporcie, w protokołach (a nie na zdjeciach i badaniu samego wraku??? - autor). Jest zamieszczona kopia analiz chemicznych wykonanych przez Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii, gdzie przebadano bardzo wiele elementów będących na pokładzie samolotu. Wykluczono obecność gazów bojowych, środków radioaktywnych, materiałów wybuchowych. Czy jakikolwiek wybuch jest wykluczony? W naszym pojęciu tak. ... musimy wszyscy mieć świadomość tego, że ten raport był pisany rok temu. Mogły zostać pewne okoliczności, które będą różne od naszych ustaleń. ... - Ale jest istotna kwestia kto odczytywał te wysokości. Że nie odczytywał ich generał Błasik tylko drugi pilot. - Jeżeli byśmy przyjęli tezy zamieszczone w raporcie instytutu Sehna to wtedy one by wzmacniały nasz przekaz. Jeżeli rzeczywiście drugi pilot odczytywał te wysokości to powstaje pytanie dlaczego nie reagował? Samolot był sprawny, w każdej chwili można było przerwać to podejście. Jego zadaniem jako osoby, która wspomagała działania kapitana, który pamiętajmy był nadmiernie obciążony, prowadził korespondencję, prowadził samolot, powinien przerwać to podejście i przebić się z tą informacją. A pamiętajmy kiedy nastąpiło przerwanie podejścia. To była wysokość 40 metrów nad ziemią. A wysokość barometryczna, którą mierzyli zgodnie z raportem Instytutu Sehna, moglibyśmy powiedzieć, że załoga obserwowała, wynosiła wtedy zero metrów. ... - reakcję uniemożliwiła awaria, wybuch, czy cokolwiek takiego co sprawiło, że piloci nie byli w stanie dokonać takiego manewru. - Musimy na czymś się oprzeć. Jeżeli wykluczymy materiał zgromadzony do tej pory to wtedy nie mamy niczego. Natomiast jeżeli zaufamy zapisom rejestratorów lotów a przecież pamiętajmy, że chociaż jeden z tych rejestratorów był polskiej konstrukcji, zbadany tylko i wyłącznie w Polsce, to on zapisał do ostatniej sekundy lotu to, ze ten samolot był sprawny. ... Nawet już zaczął rejestrować (rejestrator) potem, po tym wstrząsie zarejestrowanym, zarejestrowany został bardzo gwałtowny (!!! - autor) obrót w lewo, któremu towarzyszyła reakcja załogi kontrująca ten obrót, ale ona była nieskuteczna, bo nie było czym sterować tym samolotem, ...". Jarosław Kaczyński w Sieradzu dnia 23 kwietnia 2012 roku wedlug 'Dziennik.pl': "...'Ostatnio mieliśmy przykład, że samolot na Syberii skosił las, i nikomu się nic nie stało. A tutaj jeszcze mamy te odpryski, ułamki, odłamki, i wszyscy zginęli. I ta sytuacja jest charakterystyczna dla wybuchu ... Widzieliście, jak te samoloty przechodziły przez ten budynek, przez róg tego budynku? Przecież wtedy skrzydła nie odpadały', mówił w Sieradzu Jarosław Kaczyński, przypominając zamach terrorystyczny na World Trade Center 11 września 2001 roku. Dlatego Jarosław Kaczyński stawiał pytanie wprost: jak to możliwe, by brzoza mogła zniszczyć skrzydło schodzącego do lądowania tupolewa? Jego zdaniem przytoczone wydarzenia sugerują, iż katastrofa smoleńska mogła być w istocie zamachem".

Dnia 24 kwietnia 2012 roku Janusz Wojciechowski, Ewa Kopacz i Antoni Macierewicz na temat wypadku lotniczego pod Smolenskiem, wedlug TVN24, wp.pl, 'Gazeta Polska Codziennie': "... Musielibyśmy zmienić Konstytucję, żeby powołać obywatelską komisję śledczą w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. ... Komisja śledcza składa się z posłów, więc musielibyśmy dokonać zmian w Konstytucji", powiedziała w programie 'Jeden na jeden' marszałek sejmu Ewa Kopacz. Zas Eurodeputowani ... "Ryszard Czarnecki i Janusz Wojciechowski złożyli interpelację do szefa Komisji Europejskiej. Proszą o interwencję w sprawie praw pokrzywdzonych w śledztwie smoleńskim. Jak mówi Czarnecki, sygnatariuszom dokumentu chodzi przede wszystkim o umiędzynarodowienie śledztwa na forum UE. 'Tylko w ten sposób można wymusić dotarcie do prawdy o katastrofie smoleńskiej'. ... W interpelacji czytamy, że przykładem nieprzestrzegania przez polskie organa ścigania praw pokrzywdzonych jest odmowa prokuratury, by w autopsji ciał ofiar katastrofy wziął udział wybitny patolog z USA prof. Michael Baden". W rozmowie z 'Gazetą Polską Codziennie' poseł Antoni Macierewicz: "Nagonka medialna, cała ta histeria, ... to po prostu efekt strachu ... kierowany przez niego zespół 'obalił praktycznie wszystkie tezy' raportów tzw. komisji Millera i Anodiny badających okoliczności katastrofy smoleńskiej ... 'Przypomnę, że wybitni prawnicy, tacy jak prof. Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, czy prof. Żylicz, ekspert Millera, obydwaj dotychczas kojarzeni raczej z obozem władzy, ... zaczynają domagać się rzetelnej analizy nowych danych i ustaleń badawczych'. '...to wszystko ma uniemożliwić spokojną analizę nowych informacji w sprawie tragedii smoleńskiej'. 'Stosowanie tego typu retoryki i posługiwanie się argumentami o wojnie świadczy tylko o tym, że Donald Tusk boi się dotychczasowych ustaleń zespołu parlamentarnego i wyników prac międzynarodowej komisji. Musi być świadomy ile zaniedbań i błędów popełnił on oraz jego współpracownicy'. 'Donald Tusk robi dokładnie to samo, co Gomułka i inni dygnitarze komunistyczni w sprawie Katynia. Po cichu mówiono nam wtedy: wiadomo, że winni są Sowieci, ale nie można tego głośno mówić, bo wtedy ryzykujemy agresję ze strony imperialistycznego Związku Sowieckiego ... Dzisiaj Donald Tusk powtarza tę socjotechnikę'...".

Dnia 24 kwietnia 2012 roku Michał Lasek na temat wypadku lotniczego pod Smolenskiem, wedlug 'Radio ZET': "... Monika Olejnik: ... eksperci Antoniego Macierewicza czytali ten raport i oni twierdzą, że nie było zderzenia z brzozą, że były wybuchy na pokładzie samolotu, dwa wybuchy. Michał Lasek: ... Mamy zdjęcia tej brzozy, mamy zdjęcia, w którym są elementy skrzydła samolotu wbite, mamy zdjęcie skrzydła, które, tego elementu, który odpadł po zderzeniu z brzozą, i który wpadł w taki zagajnik, o ile dobrze pamiętam brzozowy, w innym miejscu i te ślady wszystkie wprost mówią, jak doszło do tej katastrofy. Monika Olejnik: Samolot TU 154 nie uderzył w brzozę i nie złamał o nią skrzydła. Uderzenie w brzozę nie mogło się stać przyczyną odwrócenia się, upadku i katastrofy samolotu, oraz śmierci wszystkich pasażerów - tak twierdzą eksperci Antoniego Macierewicza. Jedna z eksplozji miała miejsce mniej więcej w połowie długości lewego skrzydła, spowodowała wielkie, lokalne zniszczenia, w efekcie rozdzielając skrzydło na dwie części. Michał Lasek: Nawet oględziny szczątków przeprowadzone przez członków naszej komisji na miejscu zdarzenia nie wykazały żadnych śladów możliwości wystąpienia tego typu zjawiska, o którym tutaj piszą eksperci pana posła Macierewicza. A drugi wybuch, jak słyszałem, miał rozerwać kadłub. W jaki sposób można to udowodnić? Choćby poprzez analizę rejestratora. Rejestrator, jak już wcześniej wspomniałem w jednym z wywiadów, rejestruje między innymi nadciśnienie w kabinie. Jeżeli byłby wybuch nadciśnienie zostałoby zarejestrowane. Nic, nie ma żadnej anomalii w rejestracji tego parametru, który by spowodował, który by wskazywał na jakieś nienormalne, niewłaściwe działania, niezwiązane z tą tragiczną końcówką lotu ... Wykluczyliśmy jednoznacznie zamach na podstawie oględzin szczątków samolotu, na podstawie analizy rejestratorów parameterów lotu, na podstawie również ekspertyzy przeprowadzonej na zlecenie prokuratury wojskowej, wykonanej przez Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii, gdzie materiały do przeprowadzenia tego typu badań na wykluczenie środków trujących, promieniotwórczych, wybuchowych zostały zebrane przez specjalistów, nie członków naszej komisji, przez Żandarmerię Wojskową i pracowników tego Instytutu. ... Samolot nie lądował awaryjnie, samolot zderzył się z przeszkodą, obrócił się prawie o 180 stopni i w pozycji plecowej zderzył się z dużą prędkością, 270 kilometrów na godzinę - z ziemią. To jest nieuchronnie prowadzi do zniszczenia konstrukcji i w takim przypadku niestety, z bardzo dużym prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością, do śmierci wszystkich osób, które znajdują się na pokładzie takiego samolotu. ... Musimy pamiętać o jednej rzeczy, ten samolot, wbrew temu co się nam próbuje wmawiać, znalazł się na wysokości poniżej wysokości lotniska dużo wcześniej, zanim zderzył się z brzozą. Rosjanie dali zgodę na zniżanie tylko do stu metrów. A samolot znalazł się parę metrów pod, tak jakby powierzchnią lotniska, kilka metrów nad ziemią. ... Rosjanie podawali niewłaściwe informacje dotyczące położenia samolotu na ścieżce i na kursie i to żeśmy w naszym raporcie wskazali. ... Pilot popełnił błąd. W naszym przypadku, żeśmy wskazali, po odczycie zapisów kokpitu, voice recordera, że pilot zareagował dopiero, zresztą z opóźnieniem, po przekroczeniu wysokości stu metrów, ale radiowej wysokości, tam przed lotniskiem jest przeniżenie terenu, dlatego w takiej fazie lotu nie stosuje się odczytu tego wysokościomierza, czyli radiowysokościomierza, dlatego, dlatego żeby nie można było zostać wprowadzonym w błąd przez ukształtowanie terenu. Wysokościomierz barometryczny podaje poziom rzeczywisty nad lotniskiem. ... Według naszych ustaleń dowódca sił powietrznych był w kokpicie w końcowej fazie lotu, czyli od momentu, w którym zostało zgłoszone, że pokład jest gotowy, czyli wszyscy pasażerowie są na swoich miejscach, zapięci w pasach, ... Myśmy mieli pewnego rodzaju wątpliwości, nie wiedzieliśmy do kogo osoba postronna w kokpicie może wypowiadać pewne słowa ... Dyskusja na temat - dowódca sił powietrznych był, nie był, ma tutaj drugorzędne znaczenie, ponieważ nasza komisja nigdy nie powiedziała, że dowódca sił powietrznych, wbrew temu, co napisali Rosjanie, że wywarł jakąkolwiek, bezpośrednią presję na ten lot. ... W końcowej fazie lotu system, który miał za zadanie chronić przed takimi zdarzeniami, czyli system TAWS wielokrotnie, dramatycznie generuje komendy pull up, pull up, na to nie ma czasu, na taką komendę nie ma czasu na zastanawianie się, dobrze wyszkolona załoga wykonuje procedury ... Kilkanaście sekund ignorowania wcześniejszych komend, bierność załogi, tunelowanie poznawcze, jak to się nazywa w psychologii lotniczej, być może zafiksowanie na wykonanie misji, udowodnienie, że rzeczywiście warunki są tak słabe, być może, ale to było trudne podejście, podejście na nieoprzyrządowane lotnisko, tak naprawdę na dwie radiolatarnie, minima dla takiego podejścia dla załogi tego samolotu, to jest 120 metrów podstawy chmur i 1800 metrów widzialności poziomej. ... Nie dostał pozwolenia na lądowanie. Padła komenda 'pasadka dopełnitielna', czyli kontynuuj podejście, ale zgoda zostanie ci wydana nie później niż w okolicach bliższej radiolatarnii. Nigdy nie padła zgoda na lądowanie na tym lotnisku. Ja myślę, że warto podkreślić jedną rzecz, mówimy, mówi się o zamachu, o wybuchach ... Jeżeli rosyjscy kontrolerzy 20 parę minut przed lądowaniem mówią warunków do przyjęcia nie ma, dwoma kanałami, najpierw poprzez samolot pasażerski jeszcze, który dokonał tak jakby przekazania tej informacji, potem przy pierwszym połączeniu jest 400 metrów ... sprzęt, którym dysponowała grupa kierowania lotami w Smoleńsku był sprzętem przestarzałym, starym, wskazaliśmy wiele błędów w tym, mówi 'uchadi na wtoroj krug', odejść na drugi krąg, a tu się nic nie dzieje, to po co nam do tego wszystkiego zamach. ... Mogło się sześć uratować, statystyka mówi ile osób może się uratować z katastrofy lotniczej, ale wszystko zależy od tego w jakiej konfiguracji i z jaką prędkością ten samolot zderza się z ziemią. ... błędem było, że (Rosjanie) nie zamknęli lotniska, nie zakazali lądować załodze samolotu IŁ-76, który podchodził. Natomiast przepisy, zasady wykonywania lotów w przestrzeni Federacji Rosyjskiej, analizowaliśmy bardzo dokładnie te wszystkie dokumenty, które udało nam się z dużym trudem zgromadzić, ale które kompletnie opisywały ten system prawny. W przypadku obcych statków powietrznych lądujących na lotniskach wojskowych, czyli lotniskach nieopisanych, niepublicznych można powiedzieć, jest zapis dostępny dla wszystkich załóg, wszystkich samolotów wykonujących loty do Rosji. Ostateczną decyzję za start i lądowanie podejmuje dowódca statku powietrznego. ... Myślę, że brzoza jest zdecydowanie twardszym drzewem niż pokrycie samolotu, czy okrycie skrzydła samolotu TU 154, przenoszące złożony układ naprężeń, końcówka skrzydła cały czas była obciążona siłą aerodynamiczną, momentem skręcającym to w jakiś sposób trzeba przenieść. Jeżeli niszczymy poszczególne fragmenty konstrukcji, nawet jak nam ta brzoza się ułamie na końcu, to jednocześnie siły aerodynamiczne i momenty, które działają na tą końcówkę skrzydła dokonują dzieła, dokończają to dzieło, niszczenia tego skrzydła. ... Nie słyszeli wstrząsów w jaki sposób mogli słyszeć wstrząsy, jeżeli nie został opublikowany zapis audio. ... Te wstrząsy, na które powołują się tak zwani eksperci, ..., tak, były związane z uderzeniem o kolejne przeszkody terenowe, o cieńsze brzózki wcześniej, które zostawiły ślad na konstrukcji samolotu i o tą dużą brzozę, która dokonała procesu destrukcji. ... Korzystaliśmy ze wszystkich zdjęć które komisja, w których posiadanie komisja weszła. Nie mogę mówić o wszystkich materiałach, natomiast musimy pamiętać, że bardzo olbrzymi materiał zdjęciowy został zgromadzony przez członków komisji, którzy byli, część była tego samego dnia, a duży zespół kolegów był następnego dnia na miejscu wypadku. Dokonaliśmy pomiarów rozrzutu szczątków, ale dokonaliśmy pomiarów też przeszkód terenowych, w które ten samolot uderzał. Te elementy, te drzewka, które były przed brzozą, które wprost udowadniają na jakiej wysokości znalazł się samolot, których wysokość skorelowana jest z wynikami badań rejestratorów, korzystaliśmy z bardzo dokładnych zdjęć satelitarnych, z materiałów, które udało się zgromadzić również dzięki osobom, które nie był związane z komisją, ale wykonywały zdjęcia, które im się wydawało, że może, może to nam w jakiś sposób pomóc. Na tej podstawie powstał raport. ... rzetelnie zbadaliśmy tą katastrofę, oczywiście nie przekonamy osób, które będą przekonane do śmierci o tezie o zamachu, ... Strona rosyjska nie zadecydowała o tym, że przekaże nam badanie tego wypadku i mi nic na ten temat nie wiadomo...".

Dnia 25 kwietnia 2012 roku 'Gazeta Polska Codziennie' dyskutuje z ekspertami strony rzadowej: "... Ekspertyza biegłych dotycząca przebadania dziewięciu próbek wystarczyła, aby ferować opinię, że na pokładzie Tu-154M nie stwierdzono obecności materiałów wybuchowych ani promieniowania ... Dziennikarze gazety dotarli do ekspertyzy wykonanej w Wojskowym Instytucie Chemii i Radiometrii. Biegli badali m.in. fragment parasolki, but, wycinek spodni jednej z ofiar. Nie badali szczątków samolotu. ... Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie powołała się na opinię biegłych z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w Warszawie. Biegli w przedstawionej opinii stwierdzili, że w próbkach szczątków zabezpieczonych na miejscu katastrofy (które w pierwszych dniach po katastrofie trafiły do Polski) nie ujawniono obecności bojowych środków trujących oraz produktów ich rozkładu powyżej granicy ich wykrywalności. Śledczy nie podają jednak, że przebadano zaledwie dziewięć próbek i wśród niech nie było szczątków rządowego tupolewa ... Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn smoleńskiej katastrofy twierdzi ..., że te badania nie mogą być potraktowane jako wiarygodna ekspertyza wykluczająca eksplozję. 'Przeprowadzono je na wyselekcjonowanych próbkach i na obecność tylko niektórych materiałów wybuchowych' ... badając katastrofę lotniczą, która miała miejsce 21 grudnia 1988 r. w szkockim Lockerbie, brytyjscy eksperci w poszukiwaniu materiałów wybuchowych sprawdzili każdy, nawet najmniejszy przedmiot będący na pokładzie samolotu, a także cały wrak samolotu...".

Dnia 25 kwietnia 2012 roku przypominamy komunikat Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z dnia 10 kwietnia 2010 r., wydany 08 kwietnia 2012 roku: Smoleńsk 2012. Bolesny bilans. Ani polscy, ani zachodni eksperci nie zostali dopuszczeni do badania wraku. Nie badali nigdy lewego skrzydła, którego złamanie przez brzozę przedstawiono jako przyczynę upadku i katastrofy samolotu. Do dzisiaj minister Jerzy Miller i KBWLLP nie wyjaśnili, na jakiej podstawie stwierdzono, że do tragedii doszło na skutek złamania skrzydła o drzewo - analiza prac parlamentarnego zespołu smoleńskiego.
"W ramach prac prowadzonych od 8 lipca 2010 r. do dziś przez uczestniczących w działalności Zespołu posłów Sejmu VI i VII kadencji oraz senatorów Senatu VII i VIII kadencji, przy udziale przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy oraz specjalistów różnych dziedzin wiedzy; na podstawie wysłuchań świadków i specjalistów prowadzonych w gmachach Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego; innych prac własnych Zespołu, w tym rekonstrukcji samolotu Tu-154M na podstawie zdjęć z miejsca tragedii; prac niektórych komisji Sejmu i Senatu; analiz raportów Najwyższej Izby Kontroli; przedstawionych Zespołowi ekspertyz zewnętrznych, a także własnych i przekazanych Zespołowi analiz raportów, dokumentów i oświadczeń ogłaszanych przez prokuraturę, Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego oraz inne krajowe i zagraniczne instytucje i organa władzy państwowej, w tym ekspertyzę Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna; w oparciu o liczne świadectwa osób, które słyszały (a czasem także widziały) przebieg wydarzeń ostatnich sekund lotu Tu-154M nr 101. Szczególnie wstrząsającym i wiarygodnym świadectwem jest relacja z nagrania telefonicznego jednego z pasażerów Tu-154 umożliwiająca odtworzenie wydarzeń ostatnich 3 sekund lotu:
1. Zespół Parlamentarny udowodnił niezgodność z prawdą najważniejszych tez przedstawionych jako kluczowe ustalenia rosyjskiego raportu MAK i w większości przypadków powtórzonych jako kluczowe ustalenia raportu KBWLLP (tzw. komisji Millera, działającej pod bezpośrednim nadzorem premiera Donalda Tuska), a dotyczących przebiegu i przyczyn katastrofy.
W szczególności Zespół ustalił, że ani polscy eksperci, ani eksperci Unii Europejskiej i USA nie zostali dopuszczeni do badania wraku samolotu, a przede wszystkim nie badali nigdy lewego skrzydła, którego złamanie przez brzozę przedstawiono jako przyczynę upadku i katastrofy samolotu. Nie badano też nigdy brzozy. Do dzisiaj minister Jerzy Miller i KBWLLP nie wyjaśnili, na jakiej podstawie stwierdzono, iż do tragedii doszło na skutek złamania skrzydła o brzozę. Zespół ustalił także, że nieprawdziwe i gołosłowne są tezy:
- o rzekomych naciskach wywieranych przez Prezydenta RP śp. Lecha Kaczyńskiego na załogę samolotu, - o rzekomych naciskach wywieranych przez Dowódcę Sił Powietrznych śp. gen. Andrzeja Błasika na załogę samolotu, - o rzekomej obecności śp. gen. Andrzeja Błasika w kokpicie samolotu, - o rzekomym podchodzeniu przez załogę samolotu do lądowania (w rzeczywistości załoga wykonywała manewr odchodzenia), - o rzekomym złamaniu lewego skrzydła Tu-154M nr 101 przez brzozę, - o rzekomych błędach pilotów mających być przyczyną katastrofy Tu-154M nr 101, - o rzekomym upadku w pozycji odwróconej całego samolotu, gdy w rzeczywistości dotyczy to jedynie części środkowej i tylnej, a część przednia upadła kołami do dołu.
2.
Badania, eksperymenty i prace rekonstrukcyjne (m.in. odtworzenie kształtu samolotu na podstawie zdjęć z miejsca katastrofy) prowadzone przez ekspertów technicznych Zespołu pozwoliły ustalić, ujawnić i sprecyzować szereg faktów i okoliczności towarzyszących katastrofie, dzięki czemu mogli oni sformułować najbardziej prawdopodobną hipotezę wyjaśniającą przyczyny i przebieg katastrofy.
(A)
Ustalenia Zespołu prof. Kazimierza Nowaczyka (fizyka, wykładowcy University of Maryland), który badał zapisy zainstalowanych na Tu-154M amerykańskich urządzeń FMS (komputera pokładowego) i TAWS (systemu ostrzegania o zbliżaniu się do ziemi):
- na podstawie danych zawartych w systemacch nawigacyjnych TAWS i FMS odczytanych przez zespoły ekspertów producenta Universal Avionics System w Redmont USA Zespół prof. Nowaczyka ustalił trajektorię pionową Tu-154M w ostatnich sekundach przed katastrofą. Z danych tych wynika, że samolot Tu-154M nigdy nie zszedł poniżej 20 metrów nad poziomem pasa lądowania, a katastrofa rozpoczęła się, gdy samolot odchodził na drugi krąg i wzniósł się do wysokości ok. 36 m n.p.p. Tak więc samolot nigdy nie uderzył w brzozę, - po minięciu rejonu brzozy rzekome zderzenie z którą wskazano w raportach MAK i KBWLLP jako bezpośrednią przyczynę sprawczą katastrofy, Tu-154M nr 101 leciał bez zmiany podstawowych parametrów trajektorii z kierunkiem magnetycznym 260,1 st. co najmniej do punktu odległego o 714 m od progu pasa, gdzie nastąpiły dwa wstrząsy, po czym zanikło zasilanie elektryczne i zamrożony został komputer pokładowy samolotu FMS, odnotowując wysokość oraz długość i szerokość geograficzną tego zdarzenia, - bezpośrednią przyczyną katastrofy były wspomniane wyżej dwa silne wstrząsy, których źródłem nie był mechanizm samolotu. Fakt wystąpienia wstrząsów i ich skalę Zespół prof. Nowaczyka ustalił na podstawie danych pochodzących z rejestratora parametrów lotu.
(B)
Ustalenia przedstawione przez prof. Wiesława Biniendę (inżyniera współpracującego z NASA i Federal Aviation Administration, członka licznych amerykańskich Grup Ekspertów ds. Badań Katastrof Lotniczych, dziekana Wydziału Inżynierii University of Akron w Ohio), a wynikające z przeprowadzonych przez niego eksperymentów, analiz i wyliczeń, w tym z przeprowadzonych za pomocą programu LsDyna3D na maszynach cyfrowych z równoległymi procesorami najnowszej generacji symulacji metodą iteracyjnych przybliżeń dynamicznych różnych możliwych wariantów uderzenia lewego skrzydła Tu-154M (w odległości od 3 do 7 metrów od końca skrzydła) w drzewo o średnicy 40 cm (na wysokości od 5 do 6 metrów nad ziemią):
- skrzydło Tu-154M lecącego z taką prędkością, jak w dniu 10 kwietnia 2010 r., nie mogłoby zostać złamane przez drzewo o parametrach takich jak brzoza, zderzenie z którą wskazano w raportach MAK i KBWLLP jako bezpośrednią przyczynę sprawczą katastrofy, - skrzydło przecina drzewo o parametrach ww. brzozy niezależnie od wysokości uderzenia, orientacji samolotu i odległości miejsca uderzenia od końca skrzydła, - uderzenie w drzewo powoduje jedynie uszkodzenie krawędzi natarcia skrzydła, ale nie pogarsza istotnie ani właściwości nośnych skrzydła, ani stabilności samolotu, który w takiej kolizji mógłby utracić jedynie niewielkie fragmenty krawędzi natarcia skrzydła, - 10 kwietnia 2010 r. skrzydło samolotu Tu-154M nr 101 nie zostało złamane o brzozę rosnącą na podejściu do lotniska Smoleńsk Siewiernyj, a stwierdzona destrukcja lewego skrzydła samolotu miała inne przyczyny, - tak więc samolot Tu-154M nr 101 nie uderzył w brzozę i nie złamał o nią skrzydła. Uderzenie w brzozę nie mogło więc stać się przyczyną odwrócenia się, upadku i katastrofy samolotu oraz śmierci wszystkich pasażerów. Ta teza raportu MAK i KBWLLP została wykluczona także przez analizę trajektorii lotu, jak i przez analizę ekspertyzy Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna z Krakowa.
(C)
Ustalenia dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego [Gregory´ego Szuladzinskiego] z Analytical Service Ply Ltd. w Australii, specjalisty w dziedzinach dynamiki konstrukcji, procesów rozpadu, odkształceń i wibracji w inżynierii lądowej, transporcie i technice wojskowej:
- najprawdopodobniejszą przyczyną katastrofy były dwie eksplozje następujące w krótkich odstępach czasu jedna po drugiej. Do eksplozji doszło w pobliżu miejsca, w którym system TAWS odnotował "landing event", i wysokość 36 metrów nad poziomem pasa lądowania (tzw. TAWS 38), co dokładnie odpowiada dwóm wstrząsom odnotowanym przez rejestrator parametrów lotu, - jedna z eksplozji miała miejsce mniej więcej w połowie długości lewego skrzydła; spowodowała wielkie lokalne zniszczenia, w efekcie rozdzielając skrzydło na dwie części. Efektem wtórnym tej eksplozji było naruszenie więzów między przednią częścią kadłuba a resztą statku powietrznego, - druga eksplozja, wewnątrz kadłuba, spowodowała jego gruntowne zniszczenie i rozczłonkowanie oraz odnotowane przez przyrządy gwałtowne przyspieszenie pionowe skierowane w dół, czego bezpośrednim skutkiem był rozpad kadłuba samolotu początkowo na dwie główne części. Część przednia kadłuba (następnie rozczłonkowana na kokpit i salonki) upadła w pozycji "normalnej", a główna część samolotu (osobno centropłat rozbity na dwie części, kadłub i ogon) w pozycji "odwróconej". Świadectwem wielkiej siły tej eksplozji jest kształt głównej części kadłuba, który spadł na ziemię w pozycji odwróconej z wywiniętymi na zewnątrz burtami samolotu,
- charakter zniszczeń Tu-154M nr 101, w tym znaczne rozrzucenie jego szczątków na obszarze ponad 1 hektara (duża ilość kilkucentymetrowej wielkości fragmentów), wyklucza, by doszło jedynie do awaryjnego lądowania (lub upadku), gdyż żadne awaryjne lądowanie (lub upadek) samolotu tego typu w terenie zadrzewionym, niezależnie od tego, jak nieudane i pod jakim kątem, nie mogłoby spowodować aż takiego rozczłonkowania konstrukcji, jakie zostało udokumentowane; także śmierć wszystkich członków załogi i pasażerów czyni wersję niepoprzedzonego wybuchem awaryjnego lądowania (lub upadku) znacznie mniej prawdopodobną; podobną skalę zniszczeń konstrukcji samolotu mógłby wywołać wybuch naziemny, lecz nie wyjaśniałoby to ani braku śladów takiego wybuchu na ziemi i drzewach, ani obrotu głównej części kadłuba wokół jego osi podłużnej i odmiennego usytuowania szczątków dwu części kadłuba (przedniej w pozycji "normalnej", a głównej w pozycji "odwróconej").
(D)
Zespół przeanalizował także rekonstrukcję samolotu wykonaną na podstawie zdjęć części widocznych na miejscu katastrofy i zanalizował relacje świadków katastrofy.
Materiały te pozwoliły w szczególności ustalić charakter rozpadu lewego skrzydła, charakter i naturę zniszczeń głównej części kadłuba, zniszczenia i położenie kokpitu oraz przedniej części kadłuba, obszar katastrofy i charakter zniszczeń drzew i roślinności.
Istotnym uzupełnieniem prezentowanych tez była analiza relacji świadków naocznych. Zbadano 17 relacji, z których większość wskazuje na eksplozje poprzedzające ustanie pracy silników i upadek samolotu. Dla Zespołu szczególne znaczenie ma relacja polskiego pilota obecnego na lotnisku w chwili katastrofy: "Po dodaniu obrotów, po upływie kilku sekund usłyszałem głośne trzaski, huki i detonacje. Do tego doszedł milknący dźwięk pracującego silnika, a następnie nastała cisza".
3.
Analizując działania prezesa Rady Ministrów RP Donalda Tuska, podległych mu konstytucyjnych ministrów, organów administracji rządowej oraz innych instytucji, Zespół Parlamentarny wskazał, że w trakcie organizowania wizyty Prezydenta RP i podczas lotu do Smoleńska doszło do bezprawnych działań na szkodę Głowy Państwa i interesu RP. W szczególności:
- Remont kapitalny Tu-154M nr 101 zorganizowano i przeprowadzono w sposób urągający zasadom bezpieczeństwa, a odpowiedzialny za to minister obrony narodowej Bogdan Klich nie dopełnił ciążących na nim obowiązków. Liczne awarie występujące po zakończeniu remontu wskazują na rażące niedopełnienie obowiązków przez osoby odpowiedzialne za przygotowanie tego statku powietrznego. - Miesiąc przed katastrofą minister Klich w decyzji nr 40 stwierdził, że flota lotnicza 36. SPLT nie daje gwarancji bezpieczeństwa realizacji zadań transportu najważniejszych osób w państwie, a mimo to dopuścił do wyznaczenia samolotu 36. SPLT do lotu w dniu 10 kwietnia 2010 roku. - Premier Donald Tusk jako zwierzchnik służb specjalnych nie dopełnił obowiązku zapewnienia Prezydentowi RP ochrony kontrwywiadowczej podczas wizyty i w okresie przygotowań do niej. - Minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller i podległe mu Biuro Ochrony Rządu nie dopełnili obowiązku zorganizowania ochrony Prezydenta RP, a w szczególności dokonania rekonesansu lotniska Siewiernyj oraz obecności funkcjonariuszy na miejscu w chwili przewidywanego lądowania Prezydenta RP. Obciąża ich powierzenie rosyjskiej Federalnej Służbie Ochrony FR ochrony Prezydenta RP na lotnisku w Smoleńsku i w drodze do Katynia - bez zapewnienia stronie polskiej koordynacji działań. W konsekwencji nie uprzedzono Prezydenta i pilotów o zagrożeniach, a zwłaszcza o stanie lotniska i o braku kolumny z samochodem prezydenckim. - Rząd Donalda Tuska od jesieni 2009 r. współdziałał z rządem Federacji Rosyjskiej przeciwko Prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu w celu rozdzielenia rocznicowych uroczystości katyńskich poprzez zorganizowanie odrębnego spotkania premiera Donalda Tuska z Władimirem Putinem w Katyniu w dniu 7 kwietnia 2010 r., co przyczyniło się do tragedii smoleńskiej, a za co odpowiedzialność ponoszą rządy obu państw.
- Współdziałanie Ministerstwa Spraww Zagranicznych Radosława Sikorskiego ze stroną rosyjską prowadziło do odwoływania wizyt przygotowawczych, w związku z czym przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP nie mogli skontrolować stanu lotniska w Smoleńsku. MSZ wiedziało, że lotnisko w Smoleńsku nie jest przygotowane na zaplanowane na 10 kwietnia 2010 r. lądowanie samolotu z Prezydentem RP na pokładzie, i oceniało, że to nieprzygotowanie jest kwestią fundamentalną. Mimo to zaniechano przeprowadzenia niezbędnych czynności i ustaleń. MSZ świadomie współdziałało ze stroną rosyjską w takim organizowaniu wizyty Prezydenta RP, by była ona gorzej przygotowana i gorzej zabezpieczona niż spotkanie premiera Donalda Tuska z Władimirem Putinem. MSZ świadomie opóźniało oficjalne powiadomienie strony rosyjskiej o wizycie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w dniu 10 kwietnia 2010 r. i nie zapewniło wizycie Głowy Państwa odpowiedniego statusu dyplomatycznego. Zaakceptowano stanowisko MSZ FR, że strona rosyjska nie będzie zajmowała się wizytą Prezydenta RP w dniu 10 kwietnia, a lot premiera Donalda Tuska w dniu 7 kwietnia zostanie skoordynowany z lotem premiera Władimira Putina.
- Ministerstwo Obrony Narodowej i polski ataszat wojskowy w Moskwie oraz właściwe służby rosyjskie całkowicie zlekceważyły swoje obowiązki dostarczenia załodze Tu-154M nr 101 w dniu 10 kwietnia 2010 r. informacji o zagrożeniu meteorologicznym.
4.
Analizując działania strony rosyjskiej, Zespół przede wszystkim wskazuje na złamanie ustaleń wynikających z Porozumienia polsko-rosyjskiego z 1993 r. zobowiązujących stronę rosyjską do właściwego przygotowania lotniska, służb nawigacyjnych i radiolokacyjnych, a także zapewnienia właściwej informacji meteorologicznej.
Dla przebiegu wydarzeń kluczowe znaczenie miało:
- niezamknięcie lotniska w Smoleńsku mimo pogarszającej się pogody, która uniemożliwiła lądowanie samolotu Ił-76 na godzinę przed katastrofą. Zamknięcie lotniska w takiej sytuacji nakazują rosyjskie przepisy, - odmowa wskazania załodze Tu-154M nr 101 lotniska zapasowego mimo pogorszenia się warunków meteorologicznych i mimo wielokrotnych próśb w tej sprawie ze strony kontrolerów z wieży w Smoleńsku, - polecenie sprowadzenia samolotu Tu-154M do lądowania oraz wydanie zgody na lądowanie ("pas wolny"), -systematyczne w ostatnich sekundach lotu podawanie fałszywych informacji przez kontrolerów z wieży w Smoleńsku co do wysokości samolotu i odległości od osi pasa (ścieżka i kurs), - odpowiedzialność za sprowadzenie zagrożenia na Tu-154M nr 101 nad Smoleńskiem ponoszą przede wszystkim najwyższe czynniki rosyjskie, które poleciły sprowadzanie polskiego samolotu, nie zgodziły się na wskazanie lotniska zapasowego i nie wydały rozkazu zamknięcia lotniska. Nie ustalono do dzisiaj, na czyje polecenie kontrolerzy z wieży w Smoleńsku wprowadzali polskich pilotów w błąd, podając fałszywe informacje co do wysokości i odległości od pasa lotniska. Nie ustalono też, jaką naturę miały eksplozje, które doprowadziły do katastrofy i kto bezpośrednio jest za nie odpowiedzialny.
5.
Zespół Parlamentarny wskazał, że również po katastrofie doszło do działań na szkodę interesu RP, nierzadko sprzecznych nawet z Konstytucją RP. W szczególności:
- Rząd Donalda Tuska przystał na to, że Rosjanie zaniechali ratowania ofiar, bez zbadania sytuacji, założywszy, że nikt nie przeżył. - Minister Radosław Sikorski winny jest zaniechania zabezpieczenia eksterytorialności wraku, przez co doprowadził do zagrożenia bezpieczeństwa państwa poprzez umożliwienie przejęcia przez obce mocarstwo informacji ważnych dla bezpieczeństwa państwa polskiego. Minister Sikorski winny jest także upowszechniania fałszywych informacji co do przyczyn katastrofy przez bezpodstawne obciążanie nimi polskich pilotów. - Minister Sikorski nie dopełnił też ciążących na nim obowiązków przez: ukrywanie dowodów w postaci rozmów m.in. z Centrum Operacyjnym; zaniechanie niezbędnych działań na rzecz właściwego trybu badania przyczyn katastrofy oraz odzyskania dowodów pozwalających ustalić prawdziwe przyczyny katastrofy. - Marszałek Sejmu RP Bronisław Komorowski przejął władzę na podstawie stanowiska prezydenta FR Dmitrija Miedwiediewa i nie czekając na dowody śmierci Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, co było złamaniem Konstytucji RP. - Premier Donald Tusk oddał postępowanie wyjaśniające w ręce rządu rosyjskiego, zgadzając się na to, by w miejsce porozumienia z 1993 r. regulowane ono było zarządzeniem Władimira Putina z 13 kwietnia 2010 r., gdzie wskazano załącznik 13 do konwencji chicagowskiej jako tryb pracy komisji. Premier Donald Tusk winny jest zaniechania starań o zwrot Polsce dowodów w postaci wraku, czarnych skrzynek, telefonu satelitarnego i innych rzeczy przetrzymywanych przez Federację Rosyjską. - Rząd Donalda Tuska winny jest także wywierania presji na prokuraturę celem odmowy dopuszczenia do sekcji zwłok ekspertów zagranicznych przybranych przez rodziny, co jest działaniem bez precedensu w dziejach państw cywilizowanych. - Prokurator NPW Krzysztof Parulski winny jest zaniechania zabezpieczenia i zbadania miejsca katastrofy, a w szczególności ciał ofiar, dokonania sekcji zwłok w obecności polskich prokuratorów i patologów, a także zaniechania zbadania ciał ofiar po ich powrocie do Polski, przez co mogło dojść do utraty ważnych dowodów w sprawie. - Strona rosyjska oraz rząd Donalda Tuska utrudniały prowadzenie polskich postępowań wyjaśniających przyczyny i okoliczności katastrofy. Było to skutkiem rezygnacji premiera Tuska ze stosowania polsko-rosyjskiego porozumienia z 1993 r. i oddania postępowania stronie rosyjskiej. Decyzja ta obciąża Donalda Tuska jako działanie na szkodę RP i stanowi delikt konstytucyjny. Wszelką dostępną pomoc w badaniu tragedii proponowały Stany Zjednoczone, lecz strona polska nie skorzystała z tej oferty. Również eksperci Unii Europejskiej zgłaszali gotowość pomocy, ale rosyjscy i polscy decydenci odrzucili te propozycje podczas posiedzenia Komisji Putina w Moskwie 13 kwietnia 2010 roku. - Minister Bogdan Klich oraz akredytowany płk Edmund Klich winni są działania na szkodę śledztwa i bezpieczeństwa RP poprzez ukrycie raportu polskich ekspertów sporządzonego w dniu 15 kwietnia i przekazanego do władz RP, a stwierdzającego, że "za katastrofę odpowiedzialność ponosi strona rosyjska". - Minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller utrudniał prowadzenie polskich postępowań wyjaśniających, podpisując 31 maja 2010 r. w imieniu rządu Donalda Tuska polsko-rosyjskie memorandum pozostawiające w rosyjskich rękach kluczowe dowody (będące własnością RP czarne skrzynki) i składając niezgodne z prawdą zapewnienia o zgodności z oryginałem przekazanych polskim badaczom kopii nagrań z rejestratora głosów w kokpicie. - Polska opinia publiczna i Sejm RP były systematycznie dezinformowane przez stronę rosyjską i rząd Donalda Tuska w najistotniejszych kwestiach dotyczących katastrofy oraz badania jej przyczyn i okoliczności. Takie postępowanie wskazuje na w pełni świadome współdziałania przedstawicieli rządu Donalda Tuska z władzami Federacji Rosyjskiej na szkodę polskiego śledztwa w celu uniemożliwienia dojścia do prawdy. Ponadto przedstawiciele rządu ponoszą odpowiedzialność za brak odpowiedniej reakcji na rosyjską kampanię oczerniającą ofiary katastrofy: w żaden sposób nie przeciwdziałali oni rozpowszechnianiu kłamliwych stwierdzeń na temat m.in. Dowódcy Sił Powietrznych RP gen. Andrzeja Błasika.
6.
Zespół Parlamentarny skierował do prokuratury 20 pism zawiadamiających o podejrzeniu popełnienia przestępstw przez osoby takie jak m.in.: gen. Marian Janicki, Edmund Klich, Jerzy Miller, Radosław Sikorski, Bogdan Klich, z których prokuratura:
- 15 umorzyła lub odrzuciła, a pozostałe nnadal rozpatruje.
7.
Zespół Parlamentarny wspierał rodziny ofiar katastrofy poprzez m.in.:
- interweniowanie w sprawie zaproszonego przez rodziny amerykańskiego specjalisty prof. Michaela Badena, niedopuszczanego przez prokuraturę i przedstawicieli rządu do udziału lub asystowaniu przy badaniu ekshumowanych ciał ofiar śp. Przemysława Gosiewskiego i śp. Janusza Kurtyki, - dementowanie kłamstw szkalujących śp. gen. Andrzeja Błasika, członków załogi samolotu Tu-154M nr 101 oraz Prezydenta RP śp. Lecha Kaczyńskiego, - stałą współpracę z pełnomocnikami rodzin.
8.
W trakcie blisko 200 posiedzeń w salach Sejmu, Senatu lub Parlamentu Europejskiego przeprowadził około 80 w większości publicznych wysłuchań: - świadków wydarzeń (w tym pierwszych polskich świadków obecnych 10 kwietnia 2010 r. na miejscu katastrofy), - ekspertów w zakresie prawa (w tym prawa międzynarodowego i prawa lotniczego), bezpieczeństwa (w tym ochrony VIP-ów), nawigacji lotniczej i innych pomocnych w badanej sprawie dziedzin wiedzy lub umiejętności, - przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy i ich pełnomocników, - trzeba tu odnotować, że jedynie przedstawiciele rządu Donalda Tuska, którzy po katastrofie kierowali pracami podległych sobie urzędów państwowych, a niekiedy także uczestniczyli w przygotowywaniu wizyty 10 kwietnia 2010 r., nie przyjęli zaproszeń na posiedzenia Zespołu połączone z ich wysłuchaniem. Ponadto Zespół zorganizował około 150 konferencji prasowych, w trakcie których udostępniano przedstawicielom mediów dokumenty, raporty, prezentacje, ustalenia i oceny Zespołu oraz pisma kierowane do rządu RP i prokuratury.
9.
Zespół Parlamentarny udostępniał opinii publicznej wyniki swoich badań także poprzez przygotowanie i przedstawienie m.in.:
- "Białej Księgi smoleńskiej tragedii", - wirtualnej wizualizacji obrazującej miejsce katastrofy, - prezentacji raportów z wyników badań ekspertów Zespołu: prof. Wiesława Biniendy (Ohio, USA), prof. Kazimierza Nowaczyka (Maryland, USA) i dr. inż. Gregory´ego Szuladzinskiego (Australia), pokazanych w trakcie publicznych wysłuchań na posiedzeniach Zespołu za pomocą telemostów łączących Polskę z USA i Australią oraz podczas publicznych wysłuchań w Parlamencie Europejskim, - publicznych wysłuchań na posiedzeniach Zespołu w gmachu Sejmu RP z udziałem nie tylko świadków wydarzeń, ale także uznanych badaczy, m.in. prof. Marka Żylicza, członka KBWLLP, znawcy zagadnień prawa lotniczego międzynarodowego, oraz prof. Michaela Badena z USA, światowej sławy patologa sądowego.
10.
Zespół Parlamentarny zabiegał u umiędzynarodowienie badań przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej poprzez m.in.:
- spotkania i rozmowy na temat powołania międzynarodowej komisji smoleńskiej z politykami zagranicznymi, w tym zwłaszcza z przedstawicielami władz Unii Europejskiej i NATO, kongresmanami i senatorami USA oraz politykami krajów europejskich, - działania na rzecz powołania międzynarodowej komisji poprzez wsparcie inicjatywy obywatelskiej, w wyniku której zebrano blisko 500 000 podpisów na rzecz powołania takiej komisji. Podpisy te zostały przekazane przewodniczącej Komisji Spraw Zagranicznych Kongresu USA. W celu powołania tej komisji podjęto współpracę z licznymi organizacjami polonijnymi, w tym z Kongresem Polonii Kanadyjskiej, Związkiem Narodowym Polskim oraz z licznymi organizacjami stanowymi Kongresu Polonii Amerykańskiej, - wspieranie rodzin ofiar i stowarzyszeń zabiegających o upamiętnienie ofiar katastrofy, kierujących dotyczące tej sprawy pisma i memoranda do Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO), Parlamentu Europejskiego oraz innych podmiotów zagranicznych, - przetłumaczenie na język angielski i upoowszechnienie w internecie "Białej Księgi smoleńskiej tragedii", - uczestniczenie i współorganizowanie dwu przeprowadzonych w Parlamencie Europejskim pod patronatem grupy parlamentarnej Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR) publicznych wysłuchań poświęconych katastrofie smoleńskiej i ustaleniom Zespołu.
Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z dnia 10 kwietnia 2010 r."

Dnia 27 kwietnia 2012 roku 'Nasz Dziennik' informuje: "... dotarł do wyników testów ośrodka szkolenia pilotów w Zurychu, w którym uczestniczyli ppłk Robert Grzywna i mjr Arkadiusz Protasiuk. Dowódca lotu PLF 101 do Smoleńska rok przed katastrofą przeszedł specjalistyczne, pełne szkolenie w procedurach precyzyjnego i nieprecyzyjnego podejścia. Piloci specpułku uczyli się w Zurychu latać na Embraerach 175. Obaj piloci wojskowi uzyskali lepsze rezultaty niż trenujący równolegle z nimi cywile z PLL LOT. ...". Ponadto czytamy w tym dniu: "...W Rosji sa sily, którym moglo zalezec na tym, zeby Lech Kaczynski zniknal ze sceny politycznej. Putin na pewno mial takie same powody... Prezydent Kaczynski upokorzyl Putina 12 sierpnia 2008 r. w Gruzji. Tak bezwzgledny KGB-ista nie zapomina takich upokorzen latwo. ... Hipoteza zamachu jest najbardziej prawdopodobna - powiedzial w pierwszej czesci rozmowy z 'Onetem' Joachim Brudzinski".

Dnia 29 kwietnia 2012 roku przypominamy za 'naszdziennik.pl', ktory dnia 25 kwietnia 2012 roku poinformowal: "... Za wybitny wkład techniczny m.in. w dziedzinie rozwoju najnowocześniejszych konstrukcji kosmicznych z zastosowaniami w inżynierii lądowej - tak uzasadnione zostało przyznanie nagrody ASCE polinijnemu naukowcowi prof. Wiesławowi Biniendzie. Binienda współpracuje też z parlamentarnym zespołem Antoniego Macierewicza przy wyjaśnianiu okoliczności tragedii smoleńskiej. Ogłoszenie laureata prestiżowej nagrody odbyło się w trakcie czterodniowej konferencji 'Ziemia i kosmos', którą zorganizowało Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierii Lądowej (ASCE). Jak czytamy w 'Naszym Dzienniku' organizatorzy konferencji podkreślali osiągniecia prof. Biniendy w dziedzinie poprawy warunków dla dalszego rozwoju badań kosmicznych oraz konstrukcji lotniczych i kosmicznych. To właśnie ten ekspert wykonał dla parlamentarnego zespołu badającego okoliczności tragedii pod Smoleńskiem symulacje komputerowe pokazujące, że część skrzydła rządowego tupolewa nie mogła oderwać się po uderzeniu w brzozę.
'Wykorzystał doświadczenie w analizie wytrzymałościowej materiałów poddawanych ekstremalnym obciążeniom, jakie zdobył, pracując m.in. dla NASA. Inne symulacje, tym razem aerodynamiczne, wskazywały, że nawet gdyby skrzydło zostało urwane przez drzewo, to nie mogłoby ono z powodu oporu powietrza przelecieć tak daleko'...".

Kolejna sprawa:
"Komisja Petycji Parlamentu Europejskiego odmówiła zajęcia się petycją w sprawie umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego. Pod wnioskiem podpisało się pół miliona obywateli Unii Europejskiej. Swojego niezadowolenia z decyzji nie kryje ... w PE prof. Ryszard Legutko. Eurodeputowana profesor Lena Kolarska-Bobińska ... była przeciwna zajmowaniu się petycją. Przekonywała, że takie sprawy jak umiędzynarodowienie śledztwa nie leżą w kompetencjach ani Parlamentu Europejskiego, ani Komisji Europejskiej. Jej zdaniem, jeśli wnioskodawcy będą chcieli, mogą zwrócić się z prośbą do innych organów UE".
Dyskusja:
http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/413008,smolenska-studnia-bez-dna.
Przypominamy dokument z dnia 13 kwietnia 2012 roku:
"Na dzisiejszym posiedzeniu zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej zaprezentowano pełne stanowisko zespołu w sprawie wczorajszego oświadczenia Prokuratury Generalnej i Naczelnej Prokuratury Wojskowej. 'Niezalezna.pl' prezentuje poniżej treść stanowiska zespołu Antoniego Macierewicza:
W związku z opublikowanym w dniu 12 kwietnia 2012 r. stanowiskiem Prokuratury Wojskowej, Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M stwierdza:
I.
Stanowisko Prokuratury zawiera szereg niekonsekwencji i wewnętrznych sprzeczności, które wprowadzają w błąd opinię publiczną, mają na celu ukrycie zaniechań oraz błędów prokuratury a także stanowią próbę zdezawuowania Zespołu Parlamentarnego, jedynej w Polsce instytucji systematycznie badającej wszystkie dostępne dowody tragedii smoleńskiej. W szczególności dotyczy to badania wraku i czarnych skrzynek jako kluczowych dowodów oraz wiarygodności hipotezy o sprawstwie osób trzecich jako winnych śmierci polskiej elity narodowej.
II.
Z opublikowanego stanowiska prokuratury wynika m.in. że: a. prokuratura solidnie przeprowadziła wszystkie czynności związane z zabezpieczeniem i zbadaniem dowodów, w tym w sposób wyczerpujący zbadała fizyczne szczątki wraku, czarne skrzynki, odzież i rzeczy osobiste ofiar katastrofy i nie znalazła podstaw do przyjęcia, że katastrofa była wynikiem zamachu.
b. Ekshumacja zwłok trzech ofiar katastrofy potwierdziła, że 'ujawnione obrażenia ciała są charakterystyczne dla ofiar katastrof lotniczych'. c. Prokuratorzy w oparciu o opinię ABW zdementowali wiarygodność wypowiadanych w filmie "1.24" kwestii sugerujących strzelanie do pozostałych przy życiu ofiar katastrofy,
d. Na pokładzie samolotu nie było żadnych dokumentów ani urządzeń zawierających informacje niejawne. Dotyczy to także telefonu satelitarnego. e. Niesłuszne są zarzuty, iż prokuratura oddała śledztwo stronie rosyjskiej. Wspólne z Rosja prowadzenie śledztwa nie było możliwe ze względu na rosyjskie przepisy.
Stwierdzenia te nie zawsze pokrywają się z prawdą, a w odniesieniu do działań prokuratury wojskowej w osobach prokuratorów Krzysztofa Parulskiego, Zbigniewa Rzepy i Ireneusza Szeląga prawdę ukrywają.
1.
Prokuratura Wojskowa w osobach prokuratora Parulskiego, Rzepy i Szeląga odpowiedzialna jest za niedopełnienie obowiązków na skutek niewykonania niezbędnych i wymaganych przepisami kodeksu postępowania karnego czynności (art.2 par.2, art. 7, art.297 par.1 p.1,2,3,4,5,par.2). Dotyczy to przede wszystkim:
- zabezpieczenia w dniu 10.04.2010 wokół lotniska Siewiernyj w Smoleńsku miejsca katastrofy i znajdującego się tam materiału dowodowego, a zwłaszcza zwłok ofiar, wraku samolotu, lotniska i urządzeń nawigacyjnych oraz okolic, a zwłaszcza terenu podejścia do lądowania z zachowaną wówczas w pierwotnym stanie roślinnością i ukształtowaniem terenu,
- prokuratorzy nie uczestniczyli nawet w ooględzinach miejsca zdarzenia, a także nie wzięli udziału w dokonywanych przez funkcjonariuszy rosyjskich sekcjach zwłok (z wyjątkiem Prezydenta RP) i nie zrobili tego także po powrocie ciał ofiar do Polski mimo wielokrotnych próśb rodzin ofiar,
- prokuratura nigdy nie dookończyła koniecznych badań filmu "1;24", którego autentyczność zarówno ścieżki dźwiękowej, jak i filmowej, została potwierdzona przez laboratorium ABW oraz CLK Komendy Głównej Policji. Obie te ekspertyzy nie wykluczyły również, że dźwięki, które można tam usłyszeć, to strzały z broni palnej. Z niezrozumiałych powodów prokuratura nie dopełniła obowiązku wyjaśnienia zarówno pochodzenia tego filmu stanowiącego niesłychanie ważny dowód w sprawie, jak i analizy wszystkich dźwięków i obrazów na nim zapisanych,
- to niedopełnienie obowiązków nie znajdowało żadnego uzasadnienia w zachowaniu strony rosyjskiej, która wówczas jeszcze demonstrowała pełną otwartość na współpracę, kierując się w pierwszych dniach zasadami wynikającymi z porozumienia polsko-rosyjskiego z 1993 r. oraz stanowiskiem prezydenta Dmitrija Miedwiediewa przekazanym premierowi Donaldowi Tuskowi. W godzinach przedpołudniowych 10 kwietnia 2010 r. prezydent Federacji Rosyjskiej proponował telefonicznie Prezesowi Rady Ministrów RP prowadzenie wspólnego śledztwa przez stronę polską i rosyjską. Propozycja ta została przez premiera Tuska i Prokuraturę Wojskową odrzucona, co wówczas argumentowano brakiem stosownych przepisów po stronie polskiej. Dziś, gdy wiadomo już, że argumentacja ta jest nieprawdziwa, twierdzi się, że to po stronie rosyjskiej brak niezbędnych regulacji. Prokuratura zdaje się zapominać, że to prezydent Rosji proponował prowadzenie wspólnego badania, więc brał odpowiedzialność za realizację swej inicjatywy.
Trzeba też przypomnieć, że skutkiem stanowiska rosyjskiego była wspólna narada prokuratorów polskich i rosyjskich w nocy 10 kwietnia, gdzie ustalono zasady daleko idącej współpracy m.in. prowadzenie wspólnych przesłuchań. Z możliwości tych strona polska przestała korzystać po kilku dniach, gdy wyraziła zgodę na zastąpienie porozumienia z 1993 r. zarządzeniem premiera Putina z 13 kwietnia 2010 r.
Za bezprawną zmianę porządku prawnego badania przyczyny katastrofy odpowiedzialny jest polski rząd.
2.
Wszystko to wskazuje, że niedopełnienie obowiązków przez prokuratorów przebywających wówczas w Rosji nie miało obiektywnych powodów, lecz wynikało z subiektywnych decyzji. Podobnie należy ocenić obecne zachowania prokuratury, która próbuje, w sprzeczności z regulacjami kodeksu postępowania karnego i nie zwracając uwagi na systematyczne niszczenie wraku przez funkcjonariuszy Federacji Rosyjskiej, przekonać polską opinię publiczną, iż do zakończenia śledztwa nie jest niezbędny materiał dowodowy w postaci wraku samolotu, czarnych skrzynek i innych przetrzymywanych przez Rosjan dowodów, np. telefonu satelitarnego. Podczas gdy prokuratura usprawiedliwia bezprawne działania strony rosyjskiej, minister sprawiedliwości Jarosław Gowin tak je ocenia: 'Nie widzę żadnych uzasadnionych powodów, dla których strona rosyjska z powodu śledztwa musiałaby przetrzymywać tak długo wrak Tupolewa (...) Ta sprawa to element świadomej polityki władz rosyjskich wobec Polski (...) w Rosji decyzje zapadają nie na szczeblu Ministerstwa Sprawiedliwości, ale na szczeblu prezydenckim'.
3.
Charakter manipulacyjny mają stwierdzenia, że prokuratura dopełniła obowiązków polegających na zbadaniu pozostających w Rosji dowodów w tym wraku i czarnych skrzynek. W rzeczywistości nie sposób uznać działań prokuratury za wystarczające. W zakresie badania wraku wynika to m.in. z oświadczeń prokuratorów przytoczonych przez Polską Agencje Prasową w dniu 29 września 2011 r.: 'przed podjęciem badania polscy prokuratorzy oświadczyli, że nie będą mieli możliwości pobierania jakichkolwiek próbek celem badań laboratoryjnych a dokumentacja ich pracy zostanie sporządzona po rosyjsku ... W razie konieczności dokonania takich badań prokuratura zwróci się do Rosji o pomoc prawną'. Ale dotychczas o taką pomocsię nie zwrócili i laboratoryjnych badań wraku nie dokonali. Nie dokonali też pełnej identyfikacji wszystkich części, ich opisu i inwentaryzacji. Prokuratura nie wie nawet, na ile części wrak się rozpadł, nie próbowała dokonać rekonstrukcji wraku poprzez nałożenie pozostałych części na model samolotu, by sprawdzić, jak naprawdę dokonywał się proces rozpadu samolotu i by zidentyfikować te miejsca, gdzie rozpad ten się rozpoczął. Badania takie są niezbędne, by móc rzeczywiście ocenić, co i dlaczego się wydarzyło, i są podstawową czynnością wykonywaną w wypadku katastrof samolotowych. Prokuratura jednak tego zaniechała, ale uważa za stosowne atakować Zespół Parlamentarny, będący jedyną w Polsce instytucją, która takie badania w możliwym zakresie przeprowadziła.
4.
W zakresie badania czarnych skrzynek niedopełnienie obowiązków wynika z analiz ekspertów Zespołu: Konrada Matuszczaka (który w zawiadomieniu o przestępstwie skierowanym do Prokuratury wskazał na możliwość fałszowania zapisów czarnej skrzynki poprzez przesunięcie czasowe momentu wejścia samolotu TU 154M na ścieżkę schodzenia) i Marcina Gugulskiego (którego analiza porównawcza trzech transkrypcji czarnej skrzynki - MAK, komisji Millera i Instytutu Ekspertyz Sądowych - wykazała kilkunastosekundowe przesunięcia czasowe odczytu dźwięku). Przypomnijmy też, że zasadnicze wątpliwości budzi to, czy badana przez IES kopia czarnych skrzynek zawierała wszystkie nagrane na oryginale taśmy dźwięki. W szczególności uzasadnione wątpliwości badaczy budzi fakt braku dźwięku huku silników ustawionych na zakres startowy w ostatnich sekundach lotu. Huk ten słyszeli wszyscy świadkowie, nie ma zaś go na kopii taśmy wiernie jakoby odtwarzającej oryginał. Prokuratura nigdy nie ustosunkowała się do tych sprzeczności.
Prokuratura nigdy też nie wyjaśniła w sposób wiarygodny okoliczności manipulowania zapisem czarnych skrzynek przez ministra Jerzego Millera i prokuratora Krzysztofa Parulskiego, którzy odpowiedzialni są za dostarczenie KWLLP kopi czarnej skrzynki niezgodnej z oryginałem. Prokuratura odrzuciła też zawiadomienia o przestępstwie skierowane przez Zespół Parlamentarny w tej sprawie.
W tej sytuacji próba udowadniania, że dopełniono obowiązków przy badaniu wraku oraz czarnej skrzynki, ma charakter świadomego wprowadzania w błąd opinii publicznej i działania na szkodę śledztwa. Można tylko dodać, że do dnia dzisiejszego pokrzywdzeni nie mogą otrzymać zapisu polskiej skrzynki parametrów lotu (QAR) produkcji firmy ATM mimo wniosków powtarzanych już od ponad roku. Przypomnijmy, że zapisy te w żaden sposób nie dotyczą zachowań ludzkich, a jedynie odnotowują działanie mechanizmów samolotu, ich badanie nie może więc naruszyć niczyich praw osobistych.
5.
Zdumienie musi budzić oświadczenie prokuratury stwierdzające, że rok temu wykluczono hipotezę działania osób trzecich (zamach) jako przyczynę tragedii smoleńskiej i że od tego czasu nie zaszły w stanowisku prokuratury żadne zmiany. Powszechnie uznano, że stwierdzenie to oznacza, iż prokuratura nie bada hipotezy zamachu. Tymczasem już rok temu ówczesny naczelny prokurator wojskowy Krzysztof Parulski uzupełnił to stwierdzenie oświadczeniem, iż 'natychmiast po otrzymaniu wraku Tu-154 polscy eksperci poddadzą go badaniu, także w kontekście wątku zamachu', a 10 kwietnia 2012 r. prokurator płk Zbigniew Rzepa ok. godz. 23:35 stwierdził w Programie 1 TVP, że Prokuratura sformułowała cztery hipotezy dotyczące przyczyny katastrofy i żadnej dotychczas nie wykluczyła. Wśród nich prokurator Rzepa wymienił 'działanie osób trzecich' (zamach) i dodał, że żadna z rozpatrywanych hipotez nie została zweryfikowana i wszystkie są nadal badane.
Trzeba więc spytać, cóż takiego się stało, że dwa dni później prokuratura zmienia zdanie o 180 stopni? I trzeba zapytać, czy nie oznacza to, że prokuratura składa w tak fundamentalnej sprawie różne oświadczenia w zależności od okoliczności politycznych? Zachowanie takie dezawuuje ostatecznie wiarygodność prokuratora płk. Rzepy.
Należy mieć nadzieję, że przed zgromadzeniem całości materiału dowodowego prokuratura raz jeszcze zmieni swoje stanowisko i powróci do badania także wersji udziału osób trzecich.
6.
Podobny zarzut trzeba postawić płk. Szelągowi, który wsławił się ostatnio tym, że straszył Senator Rzeczypospolitej panią Beatę Gosiewską, iż 'Rosja jest mocarstwem', uzasadniając w ten sposób odmowę dopuszczenia do udziału w sekcji zwłok Jej Męża Przemysława Gosiewskiego w charakterze eksperta wskazanego przez nią jako pokrzywdzoną światowej sławy patologa Michaela Badena. Prokuratura Wojskowa odmówiła prawa udziału tego eksperta również w sekcji zwłok śp. Janusza Kurtyki, o co wystąpiła pani dr Zuzanna Kurtyka. Działania te nie miały żadnego uzasadnienia ani precedensu w najnowszej historii cywilizowanych państw i nosiły cechy ukrywania dowodów przed pokrzywdzonymi, a także zwykłego okrucieństwa wobec rodzin. Jak się jednak później okazało z oświadczenia Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina, decyzja ta była konsekwencją dyskusji Rady Ministrów rządu Donalda Tuska, który negatywnie zaopiniował taką możliwość. Wykonywanie przez prokuraturę decyzji rządu w kwestiach postępowania procesowego jest szczególnym złamaniem zasad praworządności i zasługuje na najwyższe potępienie oraz wymaga wszczęcia postępowania wobec sprawców z urzędu. Niestety nic takiego nie ma miejsca. Nie ma jednak wątpliwości, że postępowanie dowodowe przeprowadzone w takich warunkach nie może zostać uznane za obiektywne i zaświadczające o rzeczywistym stanie rzeczy.
Zachowanie prokuratury w sprawie badania ciał śp. ofiar katastrofy jest tym bardziej skandaliczne, że ekshumacje zwłok dokonane w przypadku ciał tylko trzech ofiar katastrofy w żaden sposób nie zdejmują z organów państwa odium zaniechania przeprowadzenia oględzin i sekcji zwłok ofiar katastrofy po sprowadzeniu ciał do Polski bez dokumentacji sekcyjnej. O ile rodziny ofiar mogły zwieść zapewnienia najwyższych władz kraju o uczestniczeniu w sekcjach polskich patomorfologów i prokuratorów, o tyle dla prokuratury jasne było, że prokuratorzy w sekcjach nie uczestniczyli (wyjątek: sekcja śp. Prezydenta RP z udziałem Naczelnego Prokuratora Wojskowego). Prokuratura powinna zatem wykonać przewidziane prawem czynności, zamiast cierpliwie oczekiwać protokołów czynności wykonanych skandalicznie przez Rosjan. Obraz rzetelności czynności wykonanych w Rosji sekcji zwłok oddaje medialnie znany fakt ujawnienia podczas sekcji dokonanej w Polsce w zwłokach śp. Przemysława Gosiewskiego gumowych rękawiczek i cudzych organów w jego trumnie.
7.
Na koniec pragniemy zwrócić uwagę, że eksperci zespołu, w tym także panowie profesorowie Wiesław Binienda i Kazimierz Nowaczyk, są zawsze do dyspozycji prokuratury, w trybie pomocy prawnej również za pośrednictwem polskich placówek dyplomatycznych w USA, co wielokrotnie publicznie deklarowali. Dlatego też wszelkie pytania szczegółowe dotyczące przedstawianych przez nich badań należy wyjaśniać w trybie przewidzianym Kodeksem Postępowania Karnego, a nie poprzez wątpliwe połajanki publicystyczne.
8.
Podsumowując:
komunikat prokuratury ma charakter wypowiedzi politycznej motywowanej bieżącymi potrzebami obozu rządzącego i prokuratorów broniących się przed poniesieniem odpowiedzialności za błędy, niedopełnienie obowiązków i działanie na szkodę śledztwa w sprawie śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej i 95 lecących z Nim do Katynia przedstawicieli elity Narodu i Państwa Polskiego. Zespół Parlamentarny oczekuje, że Prokurator Generalny wyciągnie z tych zachowań wszelkie konsekwencje dyscyplinarne oraz karne".
Przypomnijmy, jak druga rocznice katastrofy w Smolensku skomentowal Jan Olszewski dnia (wywiady - Maciejewski Kazimierz) 14 kwietnia 2012 w tygodniku 'Uważam Rze':
"Gdy poznałem pełną listę ofiar, stało się to jeszcze wyraźniejsze. Bo zginął nie tylko prezydent, ... Było oczywiste, że w wyniku tej katastrofy nastąpiła zmiana układu politycznego w Polsce, zmiana o charakterze strukturalnym. Równowaga sił pomiędzy obozem, nazwijmy go niepodległościowym, a tym który można określić jako okrągłostołowy została zachwiana. Spodziewałem się więc, że to co mamy, ten zły model państwa powstały po 1989 roku, zostanie wzmocniony i utrwalony. ... Ale najważniejsze zdaniem byłego premiera jest dostrzeżenie zmiany jaką, świadomie, w polskiej polityce zagranicznej zaproponowała ekipa Donalda Tuska. Zaczęło się to 1 września 2009 roku, w czasie obchodów na Westerplatte. Musimy pamiętać, że polski premier przyjął bez komentarza wystąpienie premiera Putina, który mówił o tym iż właściwie agresja na Polskę była uzasadniona. ... Już wtedy było widać, że zmienia się generalna linia polskiej polityki zagranicznej. ... Stawiamy na jedną stronę - Niemcy, i tam szukamy ochrony i bezpieczeństwa. W relacjach z Rosją musimy w związku z tym też ustąpić, by nie powodować problemów Niemcom. Uważam to za absurdalne ... Trudno nie pamiętać w tym kontekście o słynnym tekście Donalda Tuska opublikowanym w 1988 roku w 'Znaku', gdzie określił polskość jako nienormalność. ... To była świadoma decyzja Putina, pokazanie, że Polska nie jest traktowana jako samodzielny podmiot, ... Szczególnie pamiętam rozmowę z prezydentem (Lechem Kaczynskim) po jego powrocie z Gruzji. Zadzwoniłem by mu pogratulować. To czego dokonał było wielkie, wtedy już zasłużył na Wawel. Ale przed rozmową pomyślałem sobie, że oni mu tego nie zapomną. I nie zapomnieli. Ale nie powiedziałem mu tego. Szkoda. Trzeba się zgodzić - nie zapomnieli. Ale że porzuciło starania o prawdę także państwo polskie - zrozumieć się nie da".

Dnia 04 maja 2012 roku 'Polska The Times' cytowana przez 'wp.pl' przedstawia wywiad z Maszą Gessen, publicystką, autorką biografii pt. 'Putin. Człowiek bez twarzy': "... 'Putin jest na tyle cyniczny, że mógłby zabić Kaczyńskiego, ale nie uważam, by to on stał za tragedią smoleńską. Nie miał motywacji... z punktu widzenia Putina, Polska właściwie nie istnieje... Dla niego to mały, irytujący kraj, który w kółko coś krzyczy o Katyniu, zamiast zwyczajnie zapomnieć o tym mało znaczącym epizodzie sprzed 70 lat. Właśnie dlatego Putin nie próbowałby nawet przygotować jakiegokolwiek zamachu przeciwko prezydentowi Polski. Zwyczajnie nic by mu to nie dawało ... Proszę zwrócić uwagę, że właściwie do chwili, gdy został premierem w 1999 r., nikt go nie znał. Ten mrok, który skrywa jego przeszłość, nie jest zresztą przypadkowy' ...". 

Dnia 07 maja 2012 roku z Janem Pospieszalskim, gospodarzem programu 'Bliżej', dziennikarzem 'Gazety Polskiej Codziennie', rozmawia Jacek Nizinkiewicz: "... Jeżeli miarą suwerenności Polski jest sposób w jaki wyjaśnia się katastrofę smoleńską, to uważam, że obce mocarstwo jakim jest Rosja, rozegrało Polskę. Kompletna niezborność i nieumiejętność odpowiedzi ze strony polskich władz, świadczy o tym, że tej wolności, przynajmniej w tej kwestii nam brakuje. ... No, trudny partner, z którym mamy niełatwe doświadczenia od kilkuset lat. Ktoś kto nie bierze tego pod uwagę oddając śledztwo w sprawie śmierci własnego prezydenta, dziewięciu generałów i polskich elit, Rosjanom, nie zachowuje się jak premier suwerennego kraju. Trzeba być ślepym albo idiotą, żeby tego nie widzieć...". 

Dnia 08 maja 2012 roku 'Nasz Dziennik' powraca do tematu telefonow na pokladzie samolotu: "... Jarosław Kaczyński jest zdziwiony decyzją prokuratury o odmowie śledztwa ws. połączeń z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego z 10 i 11 kwietnia 2010 r. 'To wszystko jest bardzo dziwna sprawa. Jej związek z katastrofą smoleńską jest bardzo istotny...'. Prawomocna jest już decyzja stołecznej prokuratury o odmowie wszczęcia śledztwa ws. domniemanej kradzieży impulsów na szkodę Kancelarii Prezydenta RP. Prokuratura Generalna zleciła Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie jego natychmiastową analizę ... Prezes PiS przypomniał, że ciało prezydenta L. Kaczyńskiego zostało znaleziono w kilka godzin po tym, kiedy użyto jego telefonu. 'Brat zawsze ten telefon miał przy sobie. Wobec tego jest pytanie, skąd ten telefon tam był, dlaczego był spalony, kiedy go dostarczono do Polski. ... Jest to jeszcze jeden przyczynek do tego generalnego pytania, co się naprawdę stało i co działo się po katastrofie'. '...Wiadomo, że służby były poproszone przez prokuraturę o badanie niektórych aspektów technicznych telefonów czy innego sprzętu. Przypominam również, że znaczna część tego sprzętu została zabezpieczona przez służby i polską stronę niedługo po tym, jak na lotnisko w Smoleńsku dotarli specjalnym samolotem przedstawiciele naszych służb', powiedział Graś...".". Poseł Marcin Mastalerek na swoim blogu w Onecie tego dnia 08 maja 2012 roku dowodzi, że "w szczególny sposób sfera tajności dotyczy spraw związanych z katastrofą smoleńską. Zwraca uwagę na utajnienie notatek z rozmów Donalda Tuska z Władimirem Putinem. Chodzi o osiem rozmów z okresu przed i po katastrofie. 'W obliczu tych faktów na usta ciśnie się pytanie: czy rozmówcami byli premierzy państw czy jacyś gangsterzy, którzy wszystko umawiają na gębę?'... Mastalerek przywołuje twierdzenia Kancelarii Premiera, według której z czterech rozmów notatek w ogóle nie sporządzono, a z innych są niejawne. 'Niejawna jest np. notatka z rozmowy Tusk - Putin z 3 lutego 2010 roku. ... skutkowała rozdzieleniem wizyt. Co takiego tajnego jest w notatce z tej rozmowy trudno dociec'...". 

Dnia 11 maja 2012 roku informuje 'Nasz Dziennik': "... Podjęcie 'jak najaktywniejszej ścieżki działań', po odnalezieniu w Indonezji wraku rosyjskiego samolotu pasażerskiego, nakazuje rządowi prezydent Władimir Putin. Asymetria ze Smoleńskiem jest porażająca... Z ust Putina nie padło 'Oddajmy dochodzenie Dżakarcie'. Wręcz przeciwnie, badanie podjęte przez stronę rosyjską ma być 'samoje aktywnoje'... premier Dmitrij Miedwiediew niezwłocznie zaapelował o utworzenie komisji, która zbada przyczyny tragedii. ... Choć katastrofą zaraz zainteresował się Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, to jednak nie on będzie zajmował się jej badaniem". Donosi RMF FM: "Rosyjski samolot Suchoj Superjet 100 rozbił się 9 maja na Jawie podczas drugiego lotu pokazowego. Na zdjęciach wykonanych przed pierwszym startem maszyny widać, że w kokpicie oprócz pilotów znajdują się osoby trzecie. Rosyjska telewizja uznała jednak w wieczornym dzienniku, że ich obecność była dopuszczalna, powołała się przy tym na zasłużonego pilota Siergieja Zawałkina. ... Co ciekawe, według raportu MAK obecność osób postronnych w kokpicie miała być jedną z przyczyn katastrofy rządowego Tu-154M w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. ... Rosja zagwarantowała sobie udział swoich specjalistów w wyjaśnianiu katastrofy samolotu Suchoj Superjet 100 w Indonezji. By do tego doprowadzić, wystarczyła jedna rozmowa telefoniczna Władimira Putina z indonezyjskim prezydentem, by bez żadnych umów międzynarodowych włączyć stronę rosyjską w wyjaśnienie przyczyn wypadku". A tak to skomentowal pewien bloger 'rebel': "Pewnie chory psychicznie pasażer nr 1 wysłał pijanego generała do kabiny pilotów, żeby ten wymusił na pilotach lądowanie w kraterze. Niestety lecieli za nisko i w gęstej mgle, na wysokości 1800 m zahaczyli o pancerną brzozę o wysokości 100 m i średnicy 5 m. Bez wpływu na katastrofę były powtarzane kilkukrotnie błędne informacje z wieży kontroli lotów, według których samolot znajdował się na kursie i ścieżce".

Dnia 15 maja 2012 roku w 'Kontrwywiadzie' RMF FM, minister sprawiedliwości Jarosław Gowin: "... 'Mam świadomość, że decyzje w sprawie wraku zapadają w Rosji na najwyższym szczeblu politycznym, nie na miejscu ministra sprawiedliwości. Putin jest twardszym partnerem w relacjach międzynarodowych niż był Miedwiediew. Będzie pewnie trudniej...'. Gowin zapytany również o to, co, będąc w Rosji ... powie o kluczowych dowodach smoleńskich - wrak tupolewa, czarne skrzynki - odpowiada: 'Na pewno powiem to, co mówił już wielokrotnie np. mój poprzednik, pan minister Krzysztof Kwiatkowski, który wielokrotnie interweniował w tej sprawie w Rosji. Powiem, że dla milionów Polaków, niezależnie od sympatii politycznych, ta sprawa jest wyrazem braku szacunku dla naszych uczuć... Prokuraturę czasem zawodzi poczucie sprawiedliwości, czego dobrym przykładem jest sprawa telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Moja opinia o pracy prokuratury będzie bardzo krytyczna'...".
A takze: "...Rząd Indonezji nie wyda Moskwie 'czarnych skrzynek' z rosyjskiego samolotu Superjet-100, który 9 maja, z 45 osobami na pokładzie, rozbił się w Indonezji podczas lotu pokazowego
- podał we wtorek indonezyjski dziennik 'The Jakarta Globe'. Również w poniedziałek komisja ds. transportu oświadczyła, że po ich odnalezieniu 'czarne skrzynki' zostaną przekazane do laboratorium komisji. Jej eksperci skorzystają z rosyjskiego oprogramowania komputerowego, by odczytać dane ze skrzynek. Jeżeli zaś będą one zbyt zniszczone i ich zapisy nie będą dostępne, komisja zwróci się o pomoc do ich producenta. ... fabryka (która je wyprodukowała) znajduje się w Ameryce - powiedział inny przedstawiciel komisji Masyhuri - 'Spodziewamy się, że analiza (zapisu) zajmie miesiąc, jeśli (skrzynki) nie są zniszczone'. ...Jak podał w poniedziałek 'The Jakarta Globe', do stolicy Indonezji przyleciało pond 70 rosyjskich ekspertów, którzy mają pomóc w badaniu przyczyn katastrofy. Suchoj Superjet-100 przyleciał do Indonezji w ramach podróży promocyjnej po Azji Południowo-Wschodniej. Wystartował z lotniska w Dżakarcie. Kontrola naziemna straciła z nim kontakt w 21 minut później - bezpośrednio po tym, gdy załoga poprosiła o zezwolenie na obniżenie wysokości lotu z 3 tys. do 1,8 tys. metrów. Według indonezyjskich władz nie jest jasne, dlaczego obaj rosyjscy piloci zażądali zgody na nagłe zejście w dół i to w okolicy wysokiego na ponad 2 kilometry wulkanu. Ciała ofiar katastrofy są tak bardzo zmasakrowane, że trudno jest określić, ile ofiar już odnaleziono. W wielu wypadkach identyfikację trzeba będzie przeprowadzić na podstawie kodu DNA". 

Dnia 16 maja 2012 roku 'interia.pl' informuje: "Według tezy raportu dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego, eksperta parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, jej przyczyną były wybuchy w czasie podejścia do lądowania, które zapoczątkowały destrukcję samolotu w powietrzu. ... Szuladziński w środę na posiedzeniu zespołu zaprezentował całość swojego raportu, który podważa oficjalne przyczyny katastrofy. Opublikowany w ubiegłym roku raport komisji pod kierownictwem ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera wskazał m. in. na nieprawidłowości w pracy rosyjskich kontrolerów i w wyposażeniu lotniska jako elementy, które przyczyniły się do katastrofy. Szuladziński stwierdził w raporcie, że duża liczba odłamków samolotu i ich rozmieszczenie na znacznej przestrzeni wskazują, iż to nie mechaniczne uderzenie a wybuchy, były przyczyną katastrofy. Potwierdzać tę tezę mają ... m. in. zdjęcia z miejsca katastrofy. 'Podkreślam, że to jest hipoteza. Nie mamy zamiaru twierdzić, że to jest ostatnie słowo, także ze strony zespołu parlamentarnego, ale jest to jedyna całościowa hipoteza uwzględniająca wszystkie znane nam aspekty przebiegu wydarzeń', powiedział w środę szef zespołu Antoni Macierewicz. Ekspert zespołu uważa, że jeden z wybuchów miał miejsce na lewym skrzydle, a drugi miał nastąpić wewnątrz kadłuba powodując jego 'gruntowne zniszczenie i rozczłonkowanie'. 'Samo lądowanie (czy upadek) w terenie zadrzewionym, wszystko jedno jak niekorzystne i pod jakim kątem, nie mogło w żadnym wypadku spowodować takiego rozczłonkowania konstrukcji, które zostało udokumentowane ... Mechaniczne uderzenie w grunt, po częściowym wyhamowaniu przez drzewa, nie uzasadnia takiego rozczłonkowania konstrukcji', podkreślił w raporcie Szuladziński. Poddał on także w wątpliwość tezę zderzenia samolotu z brzozą. Jak podkreślił jest nikła szansa, żeby przy kolizji skrzydła z drzewem obydwa obiekty zostały złamane. Zaznaczył w raporcie, że jeśli drzewo zostało ścięte, to skrzydło powinno ocaleć. Macierewicz zapowiedział w środę, że przekaże raport eksperta zespołu do prokuratury".
Agencja IAR podaje:
"...
Ani Stany Zjednoczone, ani NATO nie zamierzają prowadzić osobnego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Poinformował o tym Ben Rhodes z amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Rohdes został zapytany o te sprawę przez polonijnych dziennikarzy z USA. Biały Dom zorganizował telekonferencję przed szczytem NATO w Chicago. ... z pytaniem zgłosił się dziennikarz niewielkiej polonijnej gazety z New Jersey 'The Post Eagle', twierdząc, że istnieją przekonujące dowody, iż na pokładzie samolotu, którym leciał prezydent Lech Kaczyński, doszło do dwóch wybuchów. 'To jest sprawa, którą pozostawiamy Polakom i polskiemu rządowi', odpowiedział zastępca doradcy prezydenta Baracka Obamy do spraw bezpieczeństwa narodowego Ben Rhodes. 'Ani Stany Zjednoczone, ani NATO nie prowadziły i nie maja planów prowadzenia osobnego dochodzenia', dodał urzędnik Białego Domu.
Dopytywany o tę sama sprawę przez dziennikarza małego polonijnego radia z Detroit (nadającego w sieci WNZK), Ben Rhodes podkreślił, że zaraz po katastrofie rząd USA zadeklarował gotowość udzielenia polskim władzom wszelkiej pomocy technicznej w śledztwie.
Rhodes dodał, że deklaracja Białego Domu w sprawie pomocy w śledztwie pozostaje aktualna, ale jak dotąd strona polska nie zwróciła się do amerykańskich władz z taka prośbą".
'Gazeta Polska Codziennie': "
Olbrzymia liczba kilkucentymetrowych odłamków oraz rozczłonkowanie ludzkich ciał i charakterystyczne dla eksplozji postrzępienie ubrań ofiar świadczą o wybuchu na pokładzie Tu-154M - wynika z raportu podsumowującego roczne badania dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego z Australii. ...Badania dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego trwały blisko rok. W analizach korzystał m.in. z wniosków i obliczeń naukowców z USA, prof. Wiesława Biniendy i prof. Kazimierza Nowaczyka.
Punktem wyjścia do badań była próba odpowiedzi na pytanie, czy mechaniczne uderzenie w grunt po częściowym wyhamowaniu spowodowanym przez drzewa uzasadnia takie rozczłonkowanie konstrukcji samolotu. W toku obliczeń naukowiec wykluczył taką możliwość jako niezgodną z prawami fizyki i mechaniki. Zdaniem dr. Szuladzińskiego - o czym już wcześniej wspominał (ale w raporcie po raz pierwszy tak
kompleksowo prezentuje swoje obliczenia) - przyczyną katastrofy były dwa wybuchy, do których doszło, jeszcze w powietrzu. W swoim opracowaniu naukowiec przedstawia kolejne etapy wydarzeń z 10 kwietnia. Stara się odpowiedzieć m.in. na pytanie, co stało się w okolicy tzw. punktu K, czyli w miejscu, w którym Tu-154M zaczął gwałtownie zmieniać kierunek lotu, analizuje trajektorię ruchu fragmentu lewego skrzydła, który zdaniem MAK-u i komisji Millera został urwany podczas zderzenia z brzozą, i wyjaśnia, dlaczego ta upowszechniana wersja jest nieprawdziwa. Wskazuje jednocześnie, co było przyczyną zniszczenia skrzydła oraz wciąż niewyjaśnionego zachowania się jego 'końcówki'. 'Jedyna możliwość to wybuch, który w efekcie wypycha i rozbija krótszy fragment skrzydła'... Szuladziński analizuje również kinetykę ostatniej fazy lotu i obala wersję propagowaną przez rosyjskich ekspertów MAK-u, jakoby Tu-154M wykonał tzw. półbeczkę. 'W raporcie podsumowałem i wyjaśniłem zebrane dotychczas fakty świadczące o eksplozji. To jest m. in. rozrzucenie fragmentów samolotu, ogromna liczba drobnych odłamków, rozprucie segmentu kadłuba z charakterystycznym rozwarciem i wywinięciem krawędzi, 'wydmuchnięcie' wnętrza maszyny, zniszczenie wręgi ogonowej, liczba ognisk zapalnych przy oparach 11 t paliwa, które było w zbiornikach oraz gwałtowne przyspieszenie pionowe samolotu w ostatniej fazie lotu', wymienia dr Szuladziński.
Podkreśla, że typowy dla wybuchu jest również stan szczątków ofiar. 'Niektóre ciała zostały rozerwane na kawałki. Zerwane, a czasem poszarpane na charakterystyczne strzępy ubrania ofiar. Wszystkie wymienione przeze mnie skutki obserwuje się wtedy, gdy koło grupy ludzi następuje wybuch ładunku typu HE, nie tłumaczy ich żadne inne zjawisko fizyczne', tłumaczy dr inż. Szuladziński".
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/
"...
'Samo lądowanie (czy upadek) w terenie zadrzewionym, wszystko jedno jak niekorzystne i pod jakim kątem, nie mogło w żadnym wypadku spowodować takiego rozczłonkowania konstrukcji, które zostało udokumentowane ... Mechaniczne uderzenie w grunt, po częściowym wyhamowaniu przez drzewa, nie uzasadnia takiego rozczłonkowania konstrukcji', podkreślił w raporcie Szuladziński".
http://martynka78.salon24.pl/
opublikowala tekst:
"Polski samolot TU 154 M numer boczny 101 uległ rozbiciu w wyniku dwóch eksplozji w czasie podejścia do lądowania, które zapoczątkowały destrukcję samolotu jeszcze w powietrzu. Pierwszy wybuch miał miejsce na lewym skrzydle, powodując jego wielkie zniszczenie, którego efektem było rozdzielenie skrzydła na dwie części. Drugi wybuch, wewnątrz kadłuba dopełnił tragedii, powodując całkowite rozczłonkowanie kadłuba na tysiące niewielkich fragmentów, zwanych odłamkami. Autor raportu dowodzi, iż
nie było możliwe tak duże rozczłonkowanie samolotu w terenie zalesionym, niezależnie od konfiguracji w chwili rozbicia, bez użycia ładunku wybuchowego. Stanu samolotu nie tłumaczy też pożar, który był niewielki, co jest również kolejnym, mocnym dowodem na wybuch. ... 'Inaczej wygląda skutek detonacji bomby. (słowo 'bomba' jest tu jedynie skrótem myślowym pojęcia 'materiał wybuchowy, który ma ulec detonacji') Jeśli bomba jest zawieszona w powietrzu, w celach doświadczalnych, wybuch jest jednoczesny z powstaniem kuli ognia. Przy znanej masie ładunku można rozmiar tej kuli obliczyć. Powierzchnia tej kuli to fala uderzeniowa. Gdy średnica kuli osiągnie pewną wielokrotność średnicy bomby, wtedy fala oddziela się od kuli i kontynuuje swój szybki ruch, atakując wszystkie przeszkody na drodze. Krótko mówiąc, ogień ma ograniczony zasięg. ... W związku z tym należy patrzeć na charakter pożaru jako na jeszcze jedną przesłankę wybuchu we wnętrzu samolotu'. Raport dr. Szuladzińskiego przynosi również rozwiązanie zagadki punktu TAWS 38 (w dokumencie jako punkt K) oraz punktu 'zamrożenia FMS', gdzie nastąpiła całkowita utrata zasilania na wysokości około 15 m nad ziemią. Były to dwa, krytyczne punkty dla polskiego samolotu. W okolicach TAWS 38 doszło do gwałtownego wydarzenia - wybuchu, które spowodowało destrukcję skrzydła. W wyniku eksplozji i utraty skrzydła samolot gwałtownie zmienił kurs, a jednocześnie wystąpiło przyspieszenie pionowe ok. 0,27 g, skierowane do góry względem samolotu, wobec czego system podwozia samolotu zareagował tak, jakby nastąpiło lądowanie (uruchomiły się czujniki umieszczone w goleni). Jest jeszcze jedna przesłanka wskazująca na gwałtowne wydarzenie w okolicach TAWS 38 - nagrania CVR: 'Jest pewna wskazówka w zapisach dźwiękowych opublikowanych przez MAK i przez Komisję Millera oraz w transkrypcji zapisu dźwiękowego opracowanej na zlecenie polskiej prokuratury przez Instytut Ekspertyz Sądowych, którą wraz z innymi danymi można użyć do przyjęcia hipotezy wybuchu, mającego miejsce na skrzydle. Nagrania dźwiękowe wykazują, że niedaleko przed Punktem K (TAWS 38) pilot zaklął, a pasażerowie zaczęli krzyczeć'.
Po wybuchu na skrzydle, w ciągu kilku sekund została zerwana łączność z samolotem, a urządzenia przestały działać. Druga eksplozja miała miejsce w kadłubie, w jego środkowej części, w okolicach świeżo wyremontowanej salonki numer 3 i wydarzyła się w miejscu określanym, jako punkt zamrożenia FMS. Co wskazuje na wybuch wewnątrz samolotu? Na taki scenariusz wskazuje między innymi rozrzucenie fragmentów samolotu na dużej przestrzeni, duża ilość odłamków (kilkucentymetrowych fragmentów), jakie odnaleziono, rozprucie segmentu kadłuba z charakterystycznym rozwarciem i wywinięciem krawędzi pęknięcia (stopień rozwarcia blach kadłuba jest miarą energii materiału, który eksplodował), wygląd fragmentów kadłuba widzianych wzdłuż osi. Zawartość została 'wydmuchnięta', gwałtowne przyspieszenie pionowe, ok. 0.78 g, skierowane w dół względem samolotu oraz niewielkie, incydentalne ogniska pożaru.
Najmocniejszym dowodem, na to, iż Tupolew uległ katastrofie w wyniku wybuchu jest duża ilość odłamków, które nie powstają w żadnej innej, niż wybuch sytuacji. Doktor Szuladziński w swoim raporcie napisał:
'Wyobraźmy sobie pojemnik, jak np. stalowa beczka, użyty do celów doświadczalnych. Beczka jest wypełniona wodą, której ciśnienie stale rośnie. W pewnym momencie beczka pęka. Jeśli ciśnienie rosło powoli, pękniecie jest typowo wzdłuż jednej linii. Jeśli natomiast ciśnienie wzrasta gwałtownie, beczka może rozpaść się na kilka części. Jeśli zamiast wody włożymy do beczki ładunek wybuchowy, to im więcej tego materiału jest, tym na więcej części beczka się rozpadnie. Przy silnym (lub dużym) ładunku, fragmenty beczki będą miały bardzo różne rozmiary. Najmniejszy może mieć 2 cm2, a największy będzie znaczną częścią beczki. Te małe kawałki nazywamy odłamkami. Są one charakterystycznym skutkiem działania materiałów wybuchowych. Jedyna inna możliwość wytworzenia odłamków z konstrukcji lotniczych to uderzenie o sztywną przeszkodę z dużą prędkością. Sztywnej przeszkody w omawianym wypadku nie było, a 270 km/h jest niedostateczną szybkością, by powstały odłamki'."
http://rebelya.pl/post/
"Szuladziński stwierdza m.in. ... 'Najwyraźniejszą przyczyną katastrofy były wybuchy w czasie podejścia do lądowania, które zapoczątkowały destrukcję samolotu jeszcze w powietrzu. Jeden z nich miał miejsce na lewym skrzydle, około jednej trzeciej długości, powodując wielkie lokalne zniszczenie, w efekcie rozdzielając skrzydło na dwie części. Efekt wtórny to naruszenie więzów między przodem kadłuba i resztą statku. Drugi wybuch, wewnątrz kadłuba, spowodował gruntowne zniszczenie i rozczłonkowanie tegoż. Samo lądowanie (czy upadek) w terenie zadrzewionym, wszystko jedno jak niekorzystne i pod jakim kątem, nie mogło w żadnym wypadku spowodować takiego rozczłonkowania konstrukcji, które zostało udokumentowane' czytamy w raporcie
".

Dnia 24 maja 2012 roku informuje 'wp.pl', m. in. za zrodlami rosyjskimi i ze Sri Lanki, na marginesie katastrofy smolenskiej o katastrofie lotniczej w Indonezji. Jarosław Kaczyński zas "... liczy na aktywizację polskiego środowiska naukowego ws. badania katastrofy smoleńskiej. ... Argumentował, że 'wielu wybitnych polskich naukowców publicznie stwierdza, że to, co głosi na podstawie badań prof. Binienda to jest prawda'. ...'cała bajka o brzozie jest nieprawdą... Wszystko było inaczej. Polskie społeczeństwo i międzynarodowa opinia publiczna były w sposób wyjątkowo cyniczny i bezczelny oszukiwane', uważa Kaczyński. Jak dodał, 'nie za długo przyjdzie czas na bardzo spektakularne przedstawienie kolejnych informacji, kolejnych wyników badań, a później na wnioski, które pewnie będą smutne'. Na posiedzeniu zespołu prof. Wiesław Binienda, kierownik Wydziału Inżynierii Cywilnej na uniwersytecie w Akron w Ohio po raz kolejny przedstawił wyniki swoich badań dotyczących katastrofy smoleńskiej. 'W żadnym przypadku, do tej pory takiego nie znalazłem, w którym drzewo byłoby w stanie urwać skrzydło. We wszystkich sytuacjach krawędź przednia skrzydła jest zniszczona na długości 60-80 cm, a drzewo jest przecięte przez dźwigary skrzydła' dowodził Binienda. ... 'Najpierw musiał być wybuch i musiał on nastąpić w powietrzu, żeby ściany mogły się otworzyć na zewnątrz; dopiero później upadł całym ciężarem na ziemię i przygniótł sufit i ściany' uważa. 'Naukowcy w Polsce mówili jasno po moich prezentacjach, że drzewo ani błąd pilota nie powinny być brane pod uwagę w katastrofie tego samolotu' powiedział Binienda. ... Binienda podkreślił, że 'nie ma żadnego modelu, który by pokazał inną sytuację, inne wyniki... Gdyby ktoś przeprowadził taką analizę, nie mógłby dostać innych wyników, bo musiałby pracować w innej przestrzeni fizycznej i matematycznej' uważa ekspert".
'Musieli zginąć' książka Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego.
... Autorzy książki cytują słowa jednego z funkcjonariuszy BOR: 'Poprzedniego dnia w hotelu ostro popili z Rosjanami. Cały BOR o tym mówił zaraz po tragedii, podobnie jak o autach dla prezydentów, że kolumny samochodowej dla głowy państwa nie podstawiono. Jeden z chłopaków ma ... problemy z alkoholem. Dziwne, że go wysłano do Smoleńska'. Druga ze scen miała miejsce dzień po tragedii smoleńskiej. Na stronie 183 książki można przeczytać: 'w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego przy ul. Oczki w Warszawie urządzono suto zakrapianą alkoholem imprezę. Jeden z szefów Biura Kadr SKW miał się upić do nieprzytomności. Tylko dwaj oficerowie nie chcieli w niej uczestniczyć, poszli pod Pałac Prezydencki oddać hołd poległym pod Smoleńskiem' - cytat za: Scios 'Służby wokół Smoleńska', 23 maja 2012.
"Rosyjscy eksperci lotniczy uważają, że katastrofa samolotu Superjet, do której doszło 9 maja w Indonezji, mogła nastąpić w skutek sabotażu ... - informuje 'sundaytimes.lk'. Rosyjska gazeta 'Komsomolskaja Prawda' w artykule ... cytuje anonimowych funkcjonariuszy. ... Anonimowy oficer rosyjskiego wywiadu powiedział tabloidowi, że 'badana jest teoria sabotażu przemysłowego'...". Gazeta 'Komsomolskaja Prawda' byla cytowana przez radio RFM FM. Zob.: http://niezalezna.pl/

Dnia 25 maja 2012 roku PAP: "Profesor z USA, Wiesław Binienda, autor prywatnej ekspertyzy ws. katastrofy smoleńskiej, został poproszony o spotkanie z prokuratorami wojskowymi badającymi wypadek Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. Nie ma na razie jego odpowiedzi. Kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej nie ujawnił, w jakim charakterze zaproszono Biniendę. Binienda, kierownik Wydziału Inżynierii Cywilnej na uniwersytecie w Akron w Ohio, jest autorem badań z których ma wynikać, że zderzenie z brzozą nie mogło być przyczyną katastrofy ... 'Najpierw musiał być wybuch i musiał on nastąpić w powietrzu, żeby ściany mogły się otworzyć na zewnątrz. Dopiero później upadł całym ciężarem na ziemię' uważa Binienda. W czwartek Binienda ponownie przedstawił swe ustalenia na posiedzeniu zespołu parlamentarnego ... Po obradach ... Jarosław Kaczyński powiedział, że 'cała bajka o brzozie jest nieprawdą ... Polskie społeczeństwo i międzynarodowa opinia publiczna były w sposób wyjątkowo cyniczny i bezczelny oszukiwane' mówił Kaczyński. Maksjan powiedział, że prokuratura wojskowa dotychczas dostała od zespołu Macierewicza tylko prezentację Biniendy i drugiego prywatnego eksperta Kazimierza Nowaczyka. W lipcu 2011 r. prokuratorzy prowadzący śledztwo ws. katastrofy wystąpili do szefa parlamentarnego zespołu o posiadane przez zespół materiały, m. in. egzemplarz tzw. białej księgi. ... W lipcu ub.r. komisja badająca katastrofę smoleńską, którą kierował ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller, zaprezentowała swój raport. ... Przypomniał, że brzoza nie była pierwszą przeszkodą, którą napotkał samolot. 'Pierwsze przeszkody czyniły na tyle nieznaczące szkody w poszyciu samolotu, że nie prowadziło to do zmiany trajektorii lotu, co nie oznacza, że nie pozostawiało żadnych śladów na torze przelotu samolotu' zaznaczył Miller...".

Dnia 27 maja 2012 roku przedstawiamy m. in. Komunikat Zespołu Parlamentarnego ds. Badania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej z dnia 24 maja 2012 r.: "W dn. 23 maja 2012 r. w Krakowie przyjęte zostało poniższej treści stanowisko:
Naukowcy, doktoranci i studenci polskich wyższych uczelni technicznych zebrani na Uniwersytecie Jagiellońskim w dniu 23 maja 2012 r., po zapoznaniu się z badaniami prof. Wiesława Biniendy z Uniwersytetu w Akron Ohio USA dotyczącymi technicznych aspektów katastrofy smoleńskiej Tu-154M w dniu 10 kwietnia 2010 r. stwierdzają, że przesądzają one w sposób ostateczny, iż gdyby skrzydło samolotu uderzyło w brzozę, to z pewnością przecięłoby ją nie naruszając zdolności nawigacyjnych samolotu. Oznacza to, że katastrofa ta nie mogła zostać spowodowana na skutek ułamania skrzydła samolotu przez brzozę.
Stanowisko to potwierdzają obecni na spotkaniu:
Prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki - Dyrektor Instytutu Mechaniki Budowli Politechniki Krakowskiej, Prof. dr hab. inż. Andrzej Michał Oleś - z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, Prof. dr hab. inż. Jacek Rońda - z Wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej, Prof. dr hab. Edward Malec - Dyrektor Instytutu Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, Prof. dr hab. inż. Piotr Witakowski - z Wydziału Geomechaniki, Budownictwa i Geotechniki Akademii Górniczo-Hutniczej".
W Pasadenie 18 kwietnia 2012 odbyła się czterodniowa międzynarodowa konferencja 'Earth and Space' organizowana przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierii Lądowej ASCE. Tematem odbywającego się co dwa lata najważniejszego na świecie spotkania naukowców zajmujących się technologią lotniczą i kosmiczną była 'inżynieria środowiska ekstremalnego'. Jedną z czołowych postaci podczas obrad był amerykański uczony polskiego pochodzenia prof. Wiesław Binienda. Wybitnego inżyniera uhonorowano też prestiżową nagrodą ASCE za 2011 rok w kategorii 'za wybitny wkład techniczny'. Została ona przyznana za istotny wkład w rozwój najnowocześniejszej wiedzy z zakresu inżynierii i technologii lotniczej, badań kosmicznych oraz konstrukcji kosmicznych z zastosowaniami w inżynierii lądowej. Profesor Binienda otrzymał także nagrodę za poprzedni rok w kategorii 'za wybitne usługi profesjonalne'. Uzasadniono ją istotnym wkładem poprzez obiektywne i trwałe osiągnięcia w poprawę warunków, w jakich dokonuje się postęp nauki i technologii w zakresie badań kosmicznych oraz konstrukcji lotniczych i kosmicznych. Profesor Wiesław Binienda stał się szerzej znany w Polsce, gdy zaangażował się w badanie katastrofy smoleńskiej. ... Inne symulacje, tym razem aerodynamiczne, wskazywały, że nawet
gdyby skrzydło zostało urwane przez drzewo, to nie mogłoby ono z powodu oporu powietrza przelecieć tak daleko. Obliczenia wskazują na zupełnie inne miejsce oderwania skrzydła, zgodne z niezależnymi badaniami trajektorii lotu wykonanymi przez dr. Kazimierza Nowaczyka z Baltimore.
"W raporcie komisji Millera zamazano informację o wystąpieniu ostatniego alarmu (38) systemu TAWS - ujawnił
dr Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu Maryland na spotkaniu z uczestnikami VII Zjazdu Klubów Gazety Polskiej w Sielpi. Dr Nowaczyk, który przebywa w USA, połączył się za pomocą telemostu. że według tzw dziennika awarii, którym dysponuje firma Universal Avionic, producent systemu TAWS, w momencie wyłączenia się systemu TAWS oraz komputera pokładowego nastąpiło trzynaście awarii, co zostało zarejestrowane. Według dr. Grzegorza Szuladzińskiego wtedy właśnie miał miejsce wybuch na skrzydle. Na podstawie dziennika awarii dr Nowaczyk odczytał wszystkie dane, w tym także ostatni alarm (38), który został zamazany w raporcie komisji Milera. Dr Nowaczyk przedstawił wyniki badań 2 urządzeń produkcji amerykańskiej, które znajdowały się na pokładzie: TAWS, czyli systemu zapewniającego bezpieczne lądowanie oraz FMS, czyli komputera pokładowego. Ostatni zapis TAWS, z numerem 38, odbył się na wysokości 36 m nad poziomem pasa startowego. System uznał wówczas, że samolot lądował, czyli miał kontakt z ziemią. TAWS 38 został ukryty w raportach MAK i Millera. TAWS zapisuje również awarie. Okazuje się, że w czasie TAWS 38 system wskazał na uszkodzenie skrzydła - zerwanie połączenia z czujnikiem położenia klap skrzydła. Fakt ten potwierdza tezę dr Szuladzińskiego, iż w punkcie tym nastąpiła eksplozja na lewym skrzydle tupolewa. Jednocześnie TAWS utracił połącznie z podwoziem samolotu, straciły łączność miedzy sobą komputery pierwszego i drugiego pilota, a także nastąpiło 12 innych awarii, które zapisał system. Oznacza to, że samolot został poważnie uszkodzony, a nie był sprawny, jak głosi wersja oficjalna. Dr Nowaczyk ujawnił, że dane zapisane w dzienniku awarii znacząco odbiegają od tych, które znalazły się w raporcie MAK oraz komisji Millera, chodzi m.in o odległość rządowego tupolewa od ziemi oraz o prędkość samolotu.
W najbliższym czasie do prokuratury trafi pismo, by Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo ws. smoleńskiej katastrofy,
wystąpiła do USA o przekazanie danych dotyczących wszystkich zapisów TAWS z firmy Universal Avionic.
Na spotkaniu Antoni Macierewicz podkreślił, że
do 20 sekundy przed katastrofą lot przebiegał zgodnie z planem, a wyjątkowo doświadczony, znający samolot od podszewki po 3,5 tysiącach godzin lotu na TU-154, mjr Protasiuk nie miał żadnych problemów z podchodzeniem do wysokości decyzji na 'Siewiernym'. Prof. Binienda opisał trajektorię lotu wg MAK i zwrócił uwagę, że jest ona sprzeczna z zasadami fizyki, gdyż zakłada niemożliwe do osiągniecia przez stutonowy samolot przyspieszenie do góry. Jego zdaniem znacznie lepiej oddaje rzeczywisty przebieg lotu trajektoria wyliczona przez dr Nowaczyka na podstawie wskazań TAWS. Przebiega ona nad brzozą, która miała rzekomo złamać skrzydło. Prof. Binienda przedstawił następnie model zderzenia skrzydła z brzozą, który wskazuje, że w każdym przypadku skrzydło tupolewa bez poważniejszych uszkodzeń łamie brzozę. Wyliczenia te potwierdził główny specjalista ds. konstrukcji samolotów firmy Boeing, dr Wacław Brzezinski".
Z prof. Biniendą podczas jego pobytu w Polsce próbowała kontaktować się telefonicznie Prokuratura Wojskowa. Stwierdził, że jest gotowy do spotkania w odpowiednich warunkach. Prokuratura wysłała również Żandarmerię Wojskową z wezwaniem do domu rodziny prof. Biniendy, w którym zatrzymał się podczas pobytu w kraju.

Dnia 28 maja 2012 roku 'wPolityce.pl', w programie TVP1 'Polityka przy kawie' oraz w innych zrodlach czytamy: "W związku z badaniem katastrofy smoleńskiej dostaję dużo nieprzyjemnych maili, szykan i gróźb, które dochodzą do mnie, do USA, powiedział w programie TVP1 'Polityka przy kawie' prof. Wiesław Binienda, który opracował prywatną ekspertyzę ws. katastrofy smoleńskiej. Jak dodał Binienda, sprawy gróźb pod jego adresem zostały zgłoszone do odpowiednich służb i zajmują się nimi policja i FBI. ... Binienda stworzył modele matematyczne samolotu jak i drzewa, na podstawie których stworzył symulację zderzenie tupolewa z brzozą. W zeszłym tygodniu prof. Binienda ponownie przedstawił swe ustalenia na posiedzeniu zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy...".
"Prokuratorzy czekają, aż profesor Wiesław Binienda wskaże im czas i miejsce spotkania. Rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej
pułkownik Zbigniew Rzepa wydał w tej sprawie komunikat, w którym informuje, że nie ma przeszkód, by w rozmowie uczestniczył przedstawiciel ambasady USA i by odbyła się ona na neutralnym gruncie. Wcześniej w Sejmie na prokuratorów czekało bezskutecznie prezydium zespołu smoleńskiego wraz z profesorem, który kończy już podróż po Polsce. Prokurator nie przyszedł, bo jak wyjaśnia komunikat, celem Prokuratury jest zaproszenie profesora Biniendy, a nie pozyskanie zaproszenia na posiedzenie zespołu parlamentarnego. ... Według profesora samolot nie rozbił się też o ziemię, ale został zniszczony przez wybuch, który nastąpił w powietrzu. Antoni Macierewicz - szef zespołu smoleńskiego - powiedział na konferencji prasowej, że zaproponował spotkanie w Sejmie, by umożliwić merytoryczną dyskusję. Zdaniem Antoniego Macierewicza, prokuratura nie ma na razie żadnych naukowych ekspertyz i profesor Binienda chętnie by pomógł - jeśli tylko prokuratura będzie chciała.
Celem planowanego przez prokuratorów spotkania z ekspertem zespołu smoleńskiego ma być 'omówienie uwarunkowań formalnych i merytorycznych uzyskania materiałów i danych, które stanowiły podstawę do prezentowanych przez niego publicznie wniosków z przeprowadzonych badań'. Wiesław Binienda poinformował, że ktoś z prokuratury skontaktował się z nim telefonicznie w sprawie spotkania, ale ustalenie szczegółów pozostawił szefostwu zespołu smoleńskiego, gdyż był w podróży. Profesor Binienda przybył do Sejmu w towarzystwie ochroniarza. Dziennikarzom powiedział, że należy zapytać, kto stworzył w Polsce taką atmosferę, że dostaje 'falę e-maili nienawistnych', które docierają też do jego przełożonych w USA i do kolegów z NASA. ...".
"
Oświadczenie polskich naukowców jest przełomowe z dwóch powodów. Po pierwsze - ludzie ci kładą na szali swój własny dorobek naukowy. Różni się to od działań Polaków z USA, bowiem za oceanem naukowcy pracują w normalnych warunkach, gdzie naukowcowi wolno prowadzić nawet najbardziej kontrowersyjne badania ... Polska jest krajem postkolonialnym i rządzonym przez sitwy więc naukowcy boją się z nich wypaść. Nieczęsto decydują się oni na wyjście poza główny nurt ideologii panującej na uczelni ... Oświadczenie naukowców z najbardziej prestiżowych polskich uczelni w sprawie przyczyn katastrofy dowodzi, że ci ludzie są pewni swoich tez. Prezentując je naprawdę wiele ryzykują. Po drugie - oświadczenie naukowców powinno zmusić ekspertów komisji Millera do publicznej debaty z naukowcami z polskich uczelni. Do tej pory takiej chęci nie było, nie licząc jednego chlubnego głosu eksperta od Millera. ... Bez wątpienia Rosjanie zachowują się jakby dokonali zamachu i robią to z wyrachowaniem. ... Oczywiście nie można zapominać, że prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej wojskowi prokuratorzy postanowili poprosić o spotkanie profesora Wiesława Biniendę. ... Spotkanie z profesorem z amerykańskiej uczelni zostało zresztą wymuszone przez coraz mocniej rozgniewaną opinie publiczną, która zaczyna dostrzegać kłamstwo jakie jej się wciska. Skandaliczny brak dopuszczenie do zwłok ofiar katastrofy wybitnego amerykańskiego patomorfologa Michaela Badena pokazało, że śledczy przestają racjonalnie się zachowywać. Następnie mieliśmy do czynienia z tchórzliwym wymigiwaniem się ekspertów Millera od debaty z ich czołowym polemistą. Te dwa zdarzenie pokazały kompletnie nieracjonalne działanie władz. ... Na ring wyszli polscy naukowcy z najlepszych polskich uczelni. Co zrobią polscy decydenci? Podejrzewam, że będą chcieli zamilczeć prawdę. Trudno ją będzie zakrzyczeć", napisal Łukasz Adamski w 'wPolityce.pl'.
"...Powstaje pytanie: to w wyniku jakich działań i okoliczności samolot rozpadł się na milion części rozrzuconych na powierzchni ponad 1 hektara, rozpruty od góry; symulacje komputerowe takie rozprucie przypisują jedynie wybuchowi; odwrócony niczym kostka Rubika (koła pod kokpitem, który w kilka godzin po wypadku bezpowrotnie wyparował, stały na gruncie zaś koła pod śródpłaciem, co pokazywano z lubością na zdjęciach w TVN-ach, sterczały do góry). Opisywana,
wbita w pień brzozy częśc samolotu znalazła się w tym miejscu 5 miesięcy po katastrofie co widać na setkach zdjęć 'pancernej brzozy' robionych z datownikiem. ... Coś co spowodowało tak silną eksplozję nie jest na co dzień wożone w samolotach. Jeśli to coś, ktos tam 'o świcie' umieścił, to był to element zamachu. Tam przecież nie wybuchło paliwo w zbiornikach. Czy to coś umieszczono tam 'o świcie' czy podczas 'naprawy' w zakładach, w których nadzór właścicielski sprawuje rosyjska mafia, jest do ustalenia. Potrzebny jest do tych celów autentyczny, nieoskubany wrak samoloty TU 154 M o numerze bocznym 101. ...".
"...Przypomnę, że niektóre ciała do późnych godzin popołudniowych leżały z wciśniętą twarzą w grząski grunt co oznacza, że nikt nie sprawdzał czy wymagają pomocy i czy na czas przybycia służb ratowniczych byliby do uratowania. Zaiste ciekawy jest brak limuzyn na lotnisku dla delegacji. Wbrew rozpowszechnianym opiniom IŁ 76 na swoim pokładzie nie miał samochodów do transportu delegacji do Katynia. ...
Brak jakiejkolwiek bruzdy na podmokłym gruncie, także uderzenie w grunt całego samolotu czyni dziwacznym. ... Przypomnę, że Pan Szuladziński kieruje własnym ośrodkiem badawczym i pomyłka mogłaby mu zaszkodzić biznesowo. ... W USA nie ma lęku i obaw z tytułu utraty wpływów na 'salonie naukowym', to fakt i przyznam niebagatelny...
".

Dnia 29 maja 2012 roku salon24.pl dyskutuje wokol rozmowy Macierewicza w nocy 10 na 11 kwietnia 2010 roku: "...Relacja Wiśniewskiego spod bramy (10 kwietnia): 'głos silnika, ten silnik był jakiś, ten dźwięk... trochę inny' - ani przez chwilę S. Wisniewski nie mówi, że widział tupolewa: 'patrzę w mgle, idzie samolot bardzo nisko, lewym skrzydłem prawie, że w dół i normalnie słychać taki huk, bo miałem otwarte okno. Coś ... tak jakby było niszczone, tak tratowane - za chwilę było, wiesz, huk, dwa, dwa, proszę ciebie, błyski ognia ... Mówię - wywalił się samolot. No to wiesz, za kamerę, jak to typowy pies ogrodnika czy ten ... człowiek, który coś tam ma do czynienia z mediami i wiesz, i biegiem... przeleciałem przez te błoto, patrzę, polski samolot. ... To nie była wielka kula ognia, jak po prostu przy jakimś potężnym wybuchu samolotu z pełnymi zbiornikami paliwa, tylko tak, wiesz, wybuch, tak jak wybuch. Ja myślałem, że to jakiś mały samolot, ale jak pobiegłem już na miejsce, patrzę, a to jest nasz'. Z tego też trudno wysnuć wniosek, że S. Wisniewski parę godzin filmował mgłę ... (cyt. za: http://freeyourmind.salon24.pl/421550,problem-filmu-z-upadkiem-samolotu). ... Podobnie w rozmowie z A. Klarenbachem: (http://www.tvp.info/opinie/wywiady/), gdzie moonwalker dorzuca jeszcze jedną ciekawostkę o tym, co (jego zdaniem) działo się na pokładzie oraz o wyglądzie pobojowiska: 'cieszę się, ze nie widziałem tej części, gdzie leżały szczątki pasażerów. Ci na pokładzie nawet nie zdążyli się przeżegnać. Siła była tak potworna. Rozerwała samolot, był tak głęboko wbity w ziemię, że ciężki sprzęt długo nie mógł go wydobyć'. No i jeszcze ten fragment o ruskich służbach: 'Wbrew pozorom zareagowały bardzo szybko. Bardzo szybko przybiegli funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony. Szybko pojawiły się służby techniczne, jak straż pożarna, karetki pogotowia. Nieprawdą jest, że po cichu wynosili ciała.' ... '(mowi A. Macierewicz w nocy 10 na 11 kwietnia 2010 roku w radio) prawie w ogóle nie ma dostępnych publicznie świadectw przebiegu wydarzeń, poza jednym filmem, który mi relacjonowano, pokazującym, przypadkowo zrobionym przez dziennikarza mieszkającego w hot..., który mieszkał w hotelu w pobliżu lotniska, który zobaczył schodzący do lądowania samolot, a następnie wybuch, sfilmował ten wybuch... uderzającego o płytę lotniska samolotu. Poza tym jednym przekazem, zdaje się, że żadnych innych, samego wydarzenia nie ma, najwyżej są zdjęcia pokazujące już to, to co się działo później... po uderzeniu'...". Wedlug 'wp.pl': "'Mamy zakaz mówienia o tej sprawie', takie słowa z ust przedstawiciela firmy Universal Avionics Systems (UAS) mieli usłyszeć dziennikarze 'Gazety Polskiej Codziennie'. UAS jest producentem systemu TAWS, który zamontowany był w rządowym Tu-154M. Tymczasem według eksperta zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, system ten zarejestrował w ostatnich sekundach lotu aż 13 awarii. ... To ta firma dysponuje dziennikami awarii i plikiem pamięci komputera pokładowego ... Dziennikarze skontaktowali się z oddziałem firmy, który mieści się w Bazylei. Nie zdążyli zadać pytania do końca. Pracownik przerwał i poinformował, że nie może wypowiadać się na temat katastrofy w Smoleńsku. Zakaz pochodzić ma od zarządu firmy UAS. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy oraz tzw. komisja Millera tuż po katastrofie kontaktowały się z firmą, prosząc o odkodowanie rejestru awarii tupolewa ... Tymczasem dr Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu Maryland, ekspert parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej, twierdził, że w ostatnich sekundach lotu system TAWS zarejestrował aż 13 awarii. TAWS (Terrain Awareness and Warning System) to urządzenie montowane na pokładzie samolotów ... Dane pobierane są z wysokościomierza, barometru oraz GPS i cyfrowych map kuli ziemskiej. Następnie system porównuje pozycję statku powietrznego z bazą danych na pokładzie, która zawiera szczegóły dotyczące terenu i przeszkód, które można napotkać podchodząc do lądowania...".

Dnia 02 czerwca 2012 roku za http://m.wyborcza.pl/wyborcza/ przedstawiam rozmowe z Maciejem Laskiem, szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, współautorem raportu tzw. komisji Millera; pyta Bogdan Wróblewski: "... Wczoraj w Kazimierzu Dolnym zakończyła się 15 konferencja 'Mechanika w lotnictwie'. Dyskutowano o katastrofie smoleńskiej... Na krakowskiej AGH powstała skupiona wokół prof. Piotra Witakowskiego (specjalisty od geomechaniki) grupa inicjatywna, która chce wyjaśnić 'trudny do wytłumaczenia fakt rozpadnięcia się Tu-154 na tysiące drobnych kawałków'. 'W katastrofie iła-62 w Lesie Kabackim w maju 1987 r. samolot też rozpadł się na tysiące kawałków. W Kazimierzu raczej dyskutowaliśmy o sławetnej brzozie. Pokazaliśmy jej zdjęcia z wbitymi fragmentami skrzydła, z metryczką, czyli datą, kiedy zdjęcia zostały zrobione - 11 i 12 kwietnia 2010 r'. ... bo były głosy, że ktoś szczątki w brzozę ponabijał później. 'Tak, słyszałem, że pół roku później. Pokazaliśmy też zdjęcia końcówki skrzydła, które przez brzozę zostało obcięte. W dużym zbliżeniu widać, że konstrukcja została sprasowana, na jednym zdjęciu widać nawet odrobinę trocin z tej brzozy'. ... Prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron pracujący dla parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza wykluczył, by brzoza (nawet cztery razy twardsza niż ta smoleńska) zniszczyła skrzydło. Mówił: 'gdyby mieli dane, które by mnie zmiotły, to byłbym zmieciony'. Nie można go było zaprosić do Kazimierza? 'Prof. Binienda mógł przyjechać, bo konferencja była otwarta. Na ogłoszenie zareagował np. prof. Artymowicz z Toronto'. Czy ktoś zapytał o wybuch? 'Tak. Pokazaliśmy zdjęcia fragmentów konstrukcji samolotu, które wskazują na zderzenie z przeszkodą, a nie na wybuch'. Były pytania - dlaczego nie są udostępniane wszystkie materiały? Czy nie można udostępnić wszystkich danych z rejestratorów np. zespołowi ekspertów, także zagranicznych, o czym mówił w 'Gazecie' prof. Michał Kleiber. Tak aby mogli prowadzić swobodnie własne analizy? 'Są dwie przeszkody. Pierwsza to problem prawny. Te dane podlegają prawnej ochronie i w tej chwili są tylko w trzech miejscach: rosyjskim MAK, w Inspektoracie Bezpieczeństwa Lotów MON, bo ten resort jest prawnym sukcesorem naszej komisji, i ma je też prokuratura. Właśnie analizuje je powołany przez nią zespół biegłych. Podczas panelu było wiele wypowiedzi, że wobec kontrowersji, podważania wiarygodności badań komisji, dobrze byłoby te dane udostępnić, powołać zespół, który na drodze obliczeniowej udowodniłby przebieg katastrofy. Tylko ktoś musiałby tej zgody udzielić'. Kto? MON? 'Pan premier, bo to szef rządu określił zakres udostępnienia danych'. ... Naukowcy powtarzają, że katastrofa smoleńska jest zbyt ważnym zdarzeniem, by 'pozwolić na kształtowanie jej obrazu w świadomości społecznej przez polityków i propagandzistów'. 'Ja się z tym zgadzam, i tego typu odczucie wyrażane było przez wielu kolegów w Kazimierzu. Dla ludzi, którzy są związani z lotnictwem, przyczyny tej katastrofy nie budzą wątpliwości. Natomiast to, co się wokół niej dzieje, te absurdalne teorie i koncepcje, rodzą potrzebę dania odporu, ale na drodze naukowej. Moim zdaniem, jeżeli takie badania miałyby być przeprowadzone przez środowisko naukowe, to na szczególnych zasadach: dyskusja specjalistów bez dostępu mediów, bez mieszania w nią polityków, zakończona przedstawieniem komunikatu z badań'...". 

Doktor Wacław Berczyński, wieloletni pracownik kilku koncernów lotniczych, w tym przez ponad 20 lat Boeinga, konstruktor Działu Wojskowo - Kosmicznego Boeinga, 'karierę zbudował na projektowaniu skrzydeł i kadłubów samolotów. Jest twórcą pierwszego w historii lotnictwa cywilnego elementu statku powietrznego wykonanego z kompozytów. Ekspert od zastosowania w symulacjach komputerowych metody elementów skończonych, służącej do numerycznego rozwiązywania równań różniczkowych -
dnia 02 czerwca 2012 roku mowi: "...
To niemożliwe, żeby samolot, spadając z wysokości 20 metrów, z prędkością 250 km/h, rozpadł się w taki sposób ... wskazuje, że podjęta najpierw przez Rosjan, a później przez komisję Millera próba analizy, o ile stopni i kiedy samolot wykonał jakoby półbeczkę autorotacyjną, w oparciu o pomiary ciętych gałęzi, jest nieuprawniona. 'To nie jest dowód techniczny ... Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na ważny czynnik, który mnie jako projektantowi takich konstrukcji nie daje spokoju. Chodzi o sposób wyliczenia utraty siły nośnej skrzydła. Utrata 10 proc. jego powierzchni nie oznacza, że jego siła nośna zmniejszyła się o 10 procent. Siła nośna wynika z różnicy ciśnień od dołu i od góry powierzchni skrzydła. Różnica jest największa w punkcie położonym dość blisko kadłuba i spada, gdy się od niego oddalamy. Na końcówce jest już bardzo mała, bo na samej krawędzi musi wynieść zero. A więc utrata siły nośnej to nie 10, a co najwyżej 5 procent. Ubytek siły nośnej wcale nie był więc taki dramatyczny. Można policzyć dokładnie, jakie niezrównoważenie siły nośnej powstało w wyniku oderwania części skrzydła i jaki spowodowało to moment obrotowy. Ale nikt tego nie zrobił'.
Zródło: www.naszdziennik.pl/" 

Ponadto http://markowski.salon24.pl/
przytacza jeszcze jedna rozmowe:
"Z mjr. Andrzejem Rozwadowskim, doświadczonym pilotem lotnictwa transportowego Sił Powietrznych RP, rozmawia Marcin Austyn. ... Doktor Wacław Berczyński, ... we wczorajszej rozmowie z 'Naszym Dziennikiem' twierdzi, że szacunki komisji Millera dotyczące wielkości utraty siły nośnej Tu-154M po odpadnięciu fragmentu skrzydła są niewiarygodne. Mówi on o wartościach rzędu 5, a nie 20 procent. To trafne spostrzeżenie?
'Rzeczywiście, idąc ku końcówce skrzydła, siła nośna jest coraz mniejsza, a zatem utrata końcówki skrzydła nie jest aż tak bardzo znacząca. Proszę też pamiętać, że samolot Tu-154M, podchodząc na lotnisko Siewiernyj, miał wypuszczone klapy, które dodatkowo zwiększają siłę nośną na skrzydle. Można powiedzieć, że wówczas strugi opływającego powietrza lepiej przylegają do skrzydła, a maszyna jest bardziej stabilna. Nie wierzę, by przy tej konfiguracji utrata tylko części skrzydła spowodowała tak wielkie perturbacje. Pilot w takiej sytuacji czuje, że samolot zachowuje się inaczej i podświadomie wykonuje kontrę. ... Utrata lotek na tak małej wysokości to bardzo poważna sprawa. Samolot zachowuje się dziwnie, nieprzewidywalnie. To tak, jakby człowiekowi przyzwyczajonemu do pracy dwiema rękami nagle zabrakło jednej z nich. W takiej sytuacji można tylko zdać się na Opatrzność. ... Załoga działa instynktownie. Piloci zrobili, co mogli. ... 10 kwietnia 2010 roku samolot wykonywał lot prostoliniowy ze zniżaniem. By w tej sytuacji tak ogromną masę wprawić w rotację, trzeba użyć ogromnej siły. Aby samolot się obrócił, trzeba by zapewne wykonać pełne wychylenie steru. Tak jak mówię, potrzebna jest ogromna siła, by te 100 ton lecące z prędkością 70 m/s zareagowało obrotem. ... Nie wiemy dokładnie, co się stało. Nie wiemy nawet, czy skrzydło zostało ucięte przez drzewo. A jeśli już tak się stało, to w jaki sposób przebiegało jego niszczenie. Nie wiemy, czy to było ucięcie jak szablą i w efekcie skrzydło od razu odpadło. A może zostało tylko uszkodzone i zanim się oderwało od konstrukcji, to powodowało jakąś siłę, która miała wpływ na lot samolotu? Tego wszystkiego niestety do dziś nie wiemy. A z pewnością inaczej samolot zachowywałby się po szybkim cięciu skrzydła, a inaczej, gdyby skrzydło zostało tylko nadszarpnięte i strugi powietrza nim 'rządziły'. W takiej sytuacji mogłoby ono działać jak kawał steru. Tyle że nic nie wiemy na ten temat. ... W lotnictwie wojskowym był przypadek, kiedy skrzydło ścięło drewniany słup energetyczny, a samolot wyszedł z kolizji bez większego szwanku. Tak było w Szymanach. Ten słup wyglądał, jakby ktoś wziął olbrzymią szablę i dokonał precyzyjnego cięcia. Samolot uderzył wtedy w słup końcówką skrzydła, na którym zostało tylko małe wgniecenie. Dla przykładu przypomnę tylko, że Amerykanie skrzydłem samolotu ścieli linę nośną kolejki górskiej i jakoś dolecieli do bazy bez utraty skrzydła. Dlaczego więc w Smoleńsku skrzydło miałoby odpaść po kontakcie z brzozą? Dla mnie sprawa katastrofy Tu-154M nie jest wyjaśniona, a argumenty komisji ministra Jerzego Millera niestety do mnie nie przemawiają. ... Widziałem katastrofy samolotów takich jak Lim, MiG, Su, które z ogromną prędkością wbiły się w ziemię. Mając na uwadze masę i wielkość Tu-154M, to patrząc na tamte katastrofy, muszę przyznać, że rządowy samolot wyglądał o wiele gorzej'."

Dnia 04 czerwca 2012 roku 'interia.pl': "Prokuratorzy badający katastrofę smoleńską odzyskali zdjęcia zrobione na pokładzie Tu-154 w trakcie tragicznego lotu, wedlug 'Newsweek'... Fotografie pomogą ocenić, czy teza o wybuchu jest prawdziwa. ... 'Wiedząc, kto gdzie siedział i znając obrażenia pasażerów, można ustalić, z jakiego kierunku nadeszło uderzenie. Z dotychczasowych analiz nie wynika, by na pokładzie mogło dojść do jakiegokolwiek wybuchu', twierdzi rozmówca 'Newsweeka' zaangażowany w sprawę... 'Pierwsze słyszę, jeśli takie zdjęcia są, to wiedza gdzie kto siedział jest bardzo ważna', mówił w Poranku TOK FM Stanisław Koziej, szef BBN. Dodał, że pewnie można ją wykorzystać w konfrontacji z innymi informacjami".
Wg 'http://technika.salon24.pl/': "... Przy oglądaniu przebiegów zarejestrowanych przez rejestratory parametryczne, w szczególności w okolicy domniemanych wybuchów 'napokładowych' zastanowiła mnie jedna rzecz. O ile pierwszy impuls na przebiegu przeciążenia pionowego ma swój odpowiednik na przebiegu przeciążenia poprzecznego, o tyle drugi, dużo silniejszy nie pozostawia śladu na przebiegu przeciążenia poprzecznego. ... A jeszcze dziwniejsze jest to, że oba akcelerometry mierzące owe przeciążenia są zamocowane praktycznie obok siebie, w środku ciężkości samolotu, mniej więcej na linii poprzecznej łączącej miejsca mocowania skrzydła. ... Mniej czuły zauważył potężne tąpnięcie a drugi, 2 x bardziej czuły nawet nie zadrżał? Co więcej wydawało by się, że tak potężne (o pochodzeniu wybuchowym) tąpnięcie powinno wywołać jakieś drżenia 'poimpulsowe' całego samolotu, a tu nic. ... Zacząłem się więc zastanawiać nad innymi możliwościami powstania takich impulsów. Założylem, że tak jak podano w raporcie MAK pierwszy impuls to zarejestrowany moment uderzenia skrzydłem w brzozę. Zarejestrowane impulsy na obu kanałach pomiarowych wskazują, że było to rzeczywiste zjawisko fizyczne, a czym w takim razie byłby ten drugi impuls? ... doszedłem do wniosku, że drugi impuls, to jest zakłócenie elektryczne pomiaru co uzasadniało by jego istnienie na jednych kanałach a nieistnienie na innych mierzących sygnały w innych obwodach...".
"...NPW poinformowała jednocześnie, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej otrzymała uzupełniającą opinię biegłych z zakresu medycyny sądowej dotyczącą badań sekcyjnych ciała Zbigniewa Wassermanna. 'Z opinii wynika, że przeprowadzone badania pośmiertne nie wykazały zmian innych, niż opisane w opinii sądowo-lekarskiej z grudnia zeszłego roku, zwłaszcza takich, których mechanizm powstania mógł być inny, niż charakterystyczny dla przebiegu katastrofy komunikacyjnej. Biegli nie stwierdzili także obrażeń lub innych śladów wskazujących na przedśmiertne poddanie działaniu fali uderzeniowej lub oddziaływaniu termicznemu', powiedział płk Rzepa. Dodał, że z tą opinią prokuratura zapoznała już przedstawiciela rodziny zmarłego. Szczątki Wassermanna były badane w sierpniu zeszłego roku z powodu wątpliwości dotyczących stwierdzeń zawartych w otrzymanej z Rosji dokumentacji sądowo-lekarskiej. Jedna z konkluzji ekspertyzy dokonanej po ekshumacji przez polskich biegłych - którą ujawniła w grudniu prokuratura - wskazywała, że w rosyjskiej opinii z sekcji zwłok Wassermanna były błędy...".
W tygodniku 'Uważam Rze' cytowanym przez http://wpolityce.pl/wydarzenia/ "...na pytanie Marka Pyzy, czy obecność odłamków świadczy o wybuchu, doktor Szuladziński odpowiedział: 'Na całej kuli ziemskiej nie znajdzie pan osoby, która by temu zaprzeczyła. To jest pewnik, od którego nie można uciec. Żadnej innej przyczyny w tym wypadku nie można podać ... Odłamki w tym wydarzeniu są więc niezaprzeczalnym dowodem na wybuch ... Przyspieszenia łagodzone są przez efekty sprężyste. Kadłub ma 4 metry średnicy, więc po drodze przygniótłby sporo małych drzewek i dodatkowo upadłby na miękki grunt. Powinien się spłaszczyć. Wzdłuż osi kadłuba mogły powstać zagięcia plastyczne. Tego nie ma ... Mowiąc o przyspieszeniach samolotu, mamy na myśli skutki działania sił aerodynamicznych na całą jego powierzchnię. Zderzenia z drzewami występowały na małych fragmentach wielkiej powierzchni samolotu. Musiałaby towarzyszyć im straszliwa siła. Wstrząsy to na rejestratorach wskazania przyspieszenia bliskiego 1 g. Tak silne zderzenie zewnętrzne zupełnie zniszczyłoby konstrukcję w miejscu uderzenia. To jest wykluczone nawet przez oficjalne raporty ... We wnioskach dotyczących przyczyn katastrofy raporty oficjalne mówią, że to głównie piloci są winni. Mój - że na pokładzie były wybuchy. To była prawdziwa przyczyna katastrofy. Poza tym oficjalne raporty i mój się uzupełniają, bo traktują o zupełnie innych rzeczach. Nie miałem ambicji tworzyć raportu kompletnego. ... Obszar, na którym leżą szczątki, zajmuje trzy długości samolotu. To za dużo jak na maszynę, która była widziana, lecąc bardzo nisko, parę metrów nad ziemią. Trudno to wytłumaczyć inaczej niż wybuchem wewnętrznym, powodującym, że frontowa część poleciała naprzód, tylna do tyłu, a środkowa została w miejscu. ... Pierwszy ładunek musiał znajdować się na skrzydle. Samolot zaczął zakręcać i pochylać się. Jeśli spojrzymy, co się stało w miejscu, w którym ten wybuch miałby nastąpić, to zobaczymy wielkie lokalne zniszczenie. To też przemawia za wybuchem. Również duża liczba odłamków. Jeśli chodzi o drugi wybuch - w kadłubie - to jest jeszcze więcej dowodów: rozproszenie szczątków na wielkiej przestrzeni (pokazałem to na wykresie), rozwarcie kadłuba (pustego w środku), zniszczenie wręgi ogonowej, niektóre tylko szczątki zapalone, ciała rozerwane na kawałki, masa odłamków. ... Druga rzecz to rozczłonkowanie ciał. Nie było możliwe przyspieszenie powodujące takie obrażenia. ... Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby w tej sytuacji kadłub rozpadł się na więcej niż dwie - trzy części. Jeżeli uderzy ogonem - to odpada ogon; jeżeli dziobem - to odpada część dziobu; skrzydłem - odpada kawałek skrzydła itd. Ale nie ma wówczas tak wielkiej liczby szczątków i nie tak wyglądających. Nie ma fizycznych przyczyn, które mogą skutkować masą maleńkich kawałków. Tylko przy wybuchach tak się dzieje. ... a zwłaszcza powstanie wówczas odłamków o powierzchni nawet kilku centymetrów kwadratowych. ... Jeżeli jest to rozrzucone najpierw na skutek wybuchu, a później jeszcze uderzenia w ziemię, to finałem jest obrazek znany z filmu - chodzą sobie strażacy, coś ugaszą, obok się nie pali, idą dalej i gaszą następną część' ...
". 

Dnia 08 czerwca 2012 roku Fakt.pl, Gazeta Polska Codziennie, PAP, Onet Wiadomości informuja: "...Z ekspertyzy, którą polscy prokuratorzy wojskowi otrzymali od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wynika, że po katastrofie smoleńskiej Rosjanie ingerowali w zawartość elektronicznego sprzętu ofiar katastrofy. ... pierwszy raz miało się to odbyć 10 i 12 kwietnia. Wtedy to miało dojść do przeglądania zawartości wszystkich kart telefonów, dysków laptopów oraz pamięci aparatów fotograficznych i kamer, które mieli przy sobie członkowie prezydenckiej delegacji. Drugi raz miało się to odbyć w tydzień po katastrofie smoleńskiej. Jak informuje 'Fakt', zdaniem biegłych z Departamentu Bezpieczeństwa Telekomunikacyjnego ABW, ktoś usiłował wtedy zacierać ślady pierwszej ingerencji. Dodatkowo, z jednej z kart pamięci, skasowano zdjęcia wykonane w trakcie lotu. ... nadal trwa śledztwo, zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej, więc dane z kart pamięci traktowane są jako dowody...".
"...To kolejny dowód na nielegalną ingerencję Rosjan w materiał dowodowy - wcześniej nasze specsłużby ujawniły, że ktoś z terenu Rosji tuż po katastrofie włamał się i odsłuchiwał pocztę głosową komórki prezydenta Lecha Kaczyńskiego... Nasi eksperci z ABW na zlecenie wojskowej prokuratury przez wiele miesięcy badali aparaty fotograficzne, telefony komórkowe i przenośne komputery, które ocalały po katastrofie i zostały nam zwrócone przez Rosjan. Wiele z nich było mocno zniszczonych, ale naszym specjalistom udało się odzyskać zapisy na nośnikach pamięci. I to, co odkryli, szokuje. Z ekspertyzy, którą otrzymali z ABW polscy prokuratorzy wojskowi wynika, że Rosjanie ingerowali w zawartość elektronicznego sprzętu ofiar katastrofy dwukrotnie. ... Drugi raz włamali się tydzień po katastrofie, w dniach 16 - 19 kwietnia. I właśnie ta druga ingerencja jest najbardziej podejrzana, bowiem zdaniem biegłych z Departamentu Bezpieczeństwa Telekomunikacyjnego ABW, ktoś usiłował wtedy zacierać ślady pierwszej ingerencji. Skasowano też przynajmniej z jednej karty pamięci zdjęcia, wykonane już w trakcie lotu tupolewa. Co było na zdjęciach? Dlaczego Moskwie zależało na ich usunięciu? Tego nie wiadomo, ale zdaniem naszych ekspertów, zacierania śladów dokonał wysokiej klasy specjalista. Z całą pewnością usunięcie danych nie było przypadkowe, bowiem użyto do tego specjalistycznego sprzętu i oprogramowania, które jest poza zasięgiem amatorów. ...".
Profesor Wiesław Binienda:
"
Przygotowuję teraz odpowiedź na pismo prokuratury, które dostałem po powrocie do USA. Zaproponuję im wizytę tutaj, na mojej uczelni. Będę mógł im wtedy pokazać aparaturę, jakiej używam do pracy naukowej. Jeżeli naprawdę chcą się zapoznać z moimi wynikami, powinni tutaj przyjechać ... dotychczasowe kontakty z polską prokuraturą nie były najlepsze. ... Była to forma gry politycznej, w którą ja nie umiem grać ... Z treści listów, które dostałem wynika, że chcą się spotkać. Jednak kiedy czekałem na nich w Sejmie przez godzinę, nie pojawili się ... Nie mam nic do ukrycia, o wszystkim mówiłem już wielokrotnie, także ostatnio w Polsce. Wszystko można również znaleźć w internecie, więc nie wiem o co im naprawdę chodzi ... Pismo prokuratura pomija fakt, że czekałem na nich w Sejmie w ostatnim dniu pobytu w Polsce. Piszą tak, jakby tamta sytuacja w ogóle nie istniała, jakbyśmy żyli w dwóch odrębnych przestrzeniach kosmicznych...
". 

Dnia 10 czerwca 2012 roku "...Po przemówieniu Kaczyńskiego szefowa warszawskiego oddziału 'Gazety Polskiej' Anita Czerwińska zaapelowała do kibiców, którzy przyjechali do Polski na Euro 2012. Tłumaczyła, że przypominanie o katastrofie smoleńskiej ma zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości. Zwróciła się szczególnie do Rosjan: 'Nie jesteście odpowiedzialni za zbrodnie autorytarnego rządu. Chcemy, by nasz i wasz kraj cieszył się wolnością. Wyjaśnienie sprawy śmierci naszego prezydenta i naszych elit do tej wolności nas wszystkich zbliża. Stańcie po stronie prawdy, bo tylko tak można budować nowoczesne państwo'...". 

Dnia 12 czerwca 2012 roku PAP informuje, ze: "...We wtorek sejmowa komisja debatowała na temat postępowania warszawskiej prokuratury w sprawie podejrzenia korzystania z telefonu prezydenta po katastrofie smoleńskiej. Posiedzenie komisji odbyło się bez udziału przedstawicieli Prokuratury Generalnej i resortu sprawiedliwości. Prokurator generalny przesłał do komisji pismo informujące o aktualnym stanie tego postępowania. ...'Konieczne będzie zwrócenie się do strony rosyjskiej o udzielenie informacji dotyczących osób dysponujących tym telefonem od momentu jego zabezpieczenia do czasu przekazania stronie polskiej, a następnie przesłuchanie ich w drodze pomocy prawnej', napisał Seremet w swym piśmie. ... Postępowanie dotyczące połączeń z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r. po katastrofie w Smoleńsku podjęła w połowie maja Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Ma ona wyjaśnić, kto mógł użyć tego telefonu. Informacje o 'manipulacjach' przy telefonie Lecha Kaczyńskiego 10 i 11 kwietnia 2010 r. w Rosji i odsłuchiwaniu poczty głosowej pojawiły się w mediach na początku maja. 'W wyniku przeprowadzonych czynności procesowych ustalono, że w dniu 10 kwietnia 2010 r., po katastrofie, miały miejsca dwa połączenia wychodzące: pierwsze o godz. 12.46, a drugie o godz. 16.24 czasu polskiego; a w dniu 11 kwietnia 2010 r. jedno połączenie wychodzące o godz. 12.18 czasu polskiego z telefonu użytkowanego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego właścicielem była Kancelaria Prezydenta, i były to połączenia z pocztą głosową'...". 

Dnia 13 czerwca 2012 roku ' 'Gazeta Polska' oraz Radio ZET omawiają wypowiedz Eugene Poteat, wysokiego oficera CIA

"... 'Rosyjskie działania zaraz po katastrofie to typowe czynności mordercy, który próbuje zatrzeć ślady zbrodni, próbując zniszczyć lub ukryć kluczowe dowody... Rosja nie mogła zmarnować takiej szansy, nawet jeśli miałaby się posłużyć ohydną, zorganizowaną katastrofą...'. 

Poteat przypomina swoją tezę, którą zaprezentował w piśmie 'Charleston Mercury' i podkreśla, że choć od publikacji artykułu minęły dwa lata, to nie zmienił swojego zdania. 'Wystarczy spojrzeć na historię Rosji - poczynając od przewrotu bolszewickiego i wielu morderstw, zamachów oraz zabójstw, których dokonywały rosyjskie służby specjalne - aby uświadomić sobie, że historia lubi się powtarzać ... że to jedna z przyczyn, przez które za katastrofą smoleńską 'mogła stać Rosja'.' 

Rosja miała też środki, motyw i sposobność do popełnienia w Smoleńsku zbrodni. Krajem tym rządzą przede wszystkim byli oficerowie wywiadu... już po upadku ZSRR, Polska, w oczach Moskwy, 'miała czelność zrzucić rosyjskie jarzmo, wstąpić do NATO, a potem wybrać prozachodniego przywódcę ... Wszystko to było dla Rosji zniewagą'. Były oficer amerykańskich służb specjalnych wskazuje też, że 'eliminacja polskiej głowy państwa' była dla Rosji szansą, której nie można było zmarnować. 'W Smoleńsku Rosja miała wszystko podane na tacy - całą znienawidzoną delegację w jednym samolocie'. '...Rosja miała motyw i środki do dokonania tej strasznej zbrodni'. 

Zdaniem Poteata nie miało znaczenia, czy samolot, którego badanie przeprowadzili Rosjanie, był polski, czy nie. 'Jeśli w Smoleńsku rozbiłby się amerykański samolot z przedstawicielami naszego państwa, Rosjanie odegraliby taką samą farsę. Rozmiar czy potęga kraju nie ma tu tak dużego znaczenia'... Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że 'zbrodnia ujdzie im na sucho', bo USA były pochłonięte sytuacją na Bliskim Wschodzie. 

'Pod Smoleńskiem do wygrania było coś bardzo cennego - przejęcie kontroli nad Polską i umieszczenie na szczytach władzy prorosyjskich polityków. Tak się też stało - po katastrofie pełnię władzy w Polsce przejął obóz prorosyjski, który posłusznie wykonuje otrzymane polecenia ... rosyjskie działania zaraz po katastrofie to typowe czynności mordercy, który próbuje zatrzeć ślady zbrodni, próbując zniszczyć lub ukryć kluczowe dowody'." 

Na marginesie wypadku lotniczego w Smolensku w 2010 roku pojawily sie komentarze do wczorajszego meczu pilki noznej w Warszawie miedzy Rosja a Polska

'Moskowskije Nowosti' w korespondencji z Warszawy sugerują, że 'rosyjska ekipa wpadła w pułapkę'. Dziennik opisuje, że jeszcze kilka dni temu polscy kibice z uśmiechem fotografowali się na tle autobusu 'Sbornej', a 'w noc po meczu tłem dla fotografii stała się policyjna armatka wodna'. Gazeta wini za taki stan rzeczy Wszechrosyjski Związek Kibiców, który ... 'przygotował potwornie genialną prowokację' i zorganizował w Warszawie 'marsz fanatyków'. 'Moskowskije Nowosti' obawiają się, że teraz w mieście, w którym rosyjska reprezentacja zagra jeszcze minimum 2 mecze, 'wszyscy ją znienawidzą'. Dostało się też Rosyjskiemu Związkowi Piłki Nożnej za to, że nie posłuchał ostrzeżeń polskich służb. 'Polacy od początku mówili, że dojdzie do prowokacji, bo doskonale znają swoich chuliganów, ale nikt nie chciał ich słuchać' - dodaje komentator dziennika. Juz 09 czerwca 2012 wybitny znawca sowieckiego i rosyjskiego sasiada - ambasador w Moskwie i dooradca prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego, Stanislaw Ciosek - powiedzial: "To pomysl z piekla rodem" - mówiac o przemarszu rosyjskich kibiców przez Warszawe. We wtorek, w dniu meczu z Polska, Rosjanie czcili w Warszawie Swieto Flagi. Stanislaw Ciosek, w rozmowie Michalem Majewskim i Pawlem Reszka, mówil 09 czerwca 2012 roku o szykowanej demonstracji: 'Rosjanie nie powinni tego robic. Flage moga sobie czcic u siebie. Nie robi sie manifestacji na obcym terytorium. Taka demonstracja to wywolywanie wilka z lasu. Nie powinnismy sie na to zgodzic, trzeba bylo interweniowac na szczeblu dyplomatycznym'. ... Jak wygladaja dzis relacje miedzy Moskwa a Warszawa? Stanislaw Ciosek patrzy na nie krytycznie: 'Spogladamy na siebie przez jedna lunete. My widzimy Rosje znacznie wieksza niz jest. Wyglada jak olbrzymi, brzydki niedzwiedz z pazurami. A oni patrza z drugiej strony - i luneta nas pomniejsza. Widza cos malego, niegodnego uwagi. Jedno i drugie patrzenie jest bez sensu. Najlepiej gdybysmy mogli patrzec na siebie normalnie. Bez zadnych instrumentów'.
A dnia 14 czerwca 2012 roku prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, odpowiedzialna za zgode na prowokacyjny marsz Rosjan w Warszawie, mowi: "Kary dla chuliganów i pseudokibiców są rażąco niskie" - taką opinię wyraziła w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową.
Nie zgadza sie z nią rosyjska prasa, ktora stwierdza dnia 14 czerwca 2012 roku, ze:
'Wszechrosyjski Związek Kibiców (WOB), Rosyjski Związek Piłki Nożnej (RFS) i wszyscy, którzy wymyślili "rosyjski marsz fanów" w Warszawie, wyraźnie nie docenili konsekwencji tej akcji ... miasto, w którym rosyjska reprezentacja będzie rozgrywać mecze jest nastawione dość wojowniczo... Każdy kibic z rosyjską symboliką nie może nie brać tego pod uwagę...' - ostrzega dziennik 'Moskowskije Nowosti' piszac dalej, ze 'Jednak władze polskiej stolicy na taki krok się nie zdecydowały (tj. na zakazanie marszu), wysyłając do zabezpieczenia porządku wokół marszu kilka tysięcy policjantów...'.
Opiniotwórcze 'Wiedomosti' również wskazują, że polskie władze nie powinny zezwolić na marsz rosyjskich fanów. 'W Rosji poprzedniej i tej dekady, mimo licznych skandali na futbolowych trybunach, prawdziwego zapotrzebowania na kulturalny doping nie ma'. Z kolei 'Sowietskij Sport' obawia się, że 'wydarzenia z 12 czerwca to jeszcze nie koniec'...
I racja, bo dnia 15 czerwca 2012 roku "powołując się na źródła w ambasadzie Rosji w Warszawie, rosyjscy dziennikarze twierdzą, ze na ulice stolicy Polski wyjdzie ponad 6 tysięcy policjantów ... '
Uliczna bitwa z Polakami zjednoczyła zwaśnione do tej pory grupy rosyjskich pseudokibiców', twierdzą rosyjskie media". "Na forach internetowych umawiają się 'szalikowcy' Spartaka, brygady Zanitu i Wikingowie Lokomotivu. Kilkuset rosyjskich chuliganów rzuciło oficjalne wyzwanie polskim 'szalikowcom'." Portal 'Live News' informuje, że 'warszawskiej policji w uniknięciu draki pomagają rosyjscy eksperci'. Ich rolą jest ustalenie miejsc pobytu i pomoc w zatrzymaniu liderów bandyckich grup. ... Tymczasem rosyjska policja wzmocniła ochronę budynku polskiej ambasady w Moskwie ... Agencja 'Interfax' pisze, że są to zapewne działania mające zapobiegać ewentualnym incydentom ze strony rosyjskich pseudokibiców. Dnia 15 czerwca 2012 roku: "W piątek rosyjski dziennik 'Kommiersant', powołując się na źródło w jednym z moskiewskich 'ugrupowań wokół futbolowych', napisał, że do Polski z myślą o udziale w nowych burdach jedzie grupa rosyjskich chuliganów: 'O ile wiem, podstawowa część naszych bojowników wybiera się do Warszawy na sobotę. Wśród nich jest kilkuset poważnych chłopców', oświadczył rozmówca rosyjskiej gazety".
A wieczorem dnia 15 czerwca 2012 Rosjanie calkowicie pograzyli lewicowe oceny wydarzen z dnia 12 czerwca 2012 roku w Warszawie.
Czytajmy za http://wiadomosci.onet.pl/kraj/:
"...Szef delegacji policji Rosji na Euro 2012 pułkownik Jurij Abraszow poinformował w piątek, że MSW FR było przeciwne organizowaniu marszu rosyjskich kibiców przed wtorkowym spotkaniem Polska-Rosja w Warszawie. ... 'Kiedy dowiedzieliśmy się o organizowaniu marszu, MSW Rosji było przeciwne. Jednak leżało to w gestii polskich władz', oświadczył Abraszow w wywiadzie dla gazety 'Sowietskij Sport'. Rosyjski policjant zauważył, że 'gdy marsz już zapowiedziano, żadne zakazy nic by nie dały ... Organizatorzy marszu powinni byli wcześniej pomyśleć o konsekwencjach. Są niegłupimi ludźmi i na taką akcję zdecydowali się z jakichś własnych pobudek ... Polskich kibiców zatrzymano o wiele więcej, a środki wobec nich zastosowano o wiele twardsze'. ... Pułkownik potwierdził, że wśród rosyjskich fanów byli prowokatorzy, którzy dążyli do bójek. 'Do takich incydentów dochodzi w wyniku wzajemnego porozumienia', zaznaczył. Abraszow poinformował, że RFS i WOB nie odpowiedziały na kilka próśb rosyjskiej policji o udostępnienie jej list fanów, którzy za ich pośrednictwem nabyli bilety na mecze Euro 2012. 'Zweryfikowalibyśmy listy w naszych bazach i wydalibyśmy opinię, iż wyjazd tego czy innego obywatela, który pokazał się w Rosji z nienajlepszej strony, jest niepożądany ... Nie uważam, że są patriotami swoich krajów', oświadczył. ...
Szef rosyjskich spottersów na Euro 2012: 'Polska policja pracuje mądrze. Podgrzewanie sytuacji przez media rzutuje negatywnie'... Zdaniem Abraszowa 'wyprawa na mecz piłkarski w Polsce może być bezpieczniejsza, niż na niektóre spotkania w Rosji'."

Dnia 13 czerwca 2012 roku, cytowany przez 'Lidove Noviny' komentator sportowy rosyjskiego dziennika 'Itogi' tłumaczył, że wielu pseudokibiców przyjechało z jego kraju do Warszawy się pobić. Przypomina, że spory ze spotkań klubowych, głównie Spartaka Moskwa z Legią, przeniesiono na szczebel narodowy. 'Z punktu widzenia kibica chodziło więc o prestiżową okazję, ponieważ po prostu chcieli się pobić z Polakami i pokazać im także na polskiej ziemi: "jesteśmy Rosjanami, jesteśmy lepsi. My wam naładujemy"...', tłumaczył. O starciach na ulicach stolicy piszą także liberalne 'Hospodarske Noviny'. Jak zauważają, prowokacje groziły z obu stron. 'Futbol miał jednak wczoraj w Polsce jednoznacznie polityczny odcień' - podkreśla gazeta. 

Dymitr Pozarski - wspolczesne wyobrazenie

Dnia 13 czerwca 2012 roku, Karczyński poinformował też, że według wstępnych ustaleń przed, w trakcie i po meczu miało dojść do kilku 'ustawek' polskich i rosyjskich chuliganów. 'Mieliśmy m.in. sygnały, że rosyjscy pseudokibice planują wtargnąć na murawę boiska. Były też informacje o planowej 'ustawce' przy Rondzie de Gaulle'a (Policyjne Centrum Dowodzenia w Legionowie wiedzialo o zbierajacych sie bojówkach kibiców juz dwie doby przed meczem Polska - Rosja ... Do pierwszej bójki chuliganów doszlo wczoraj okolo godz. 11.40. Policjanci odnotowali pierwszy incydent: kilku rosyjskich chuliganów zaatakowalo jednego z Polaków ... Ja nie odpowiem panu teraz na pytanie, czy bylo tam policji za duzo, czy za malo, czy dzialali na szybko, czy za wolno. Do mnie docieraly raczej sygnaly po dzialaniach na Rondzie Waszyngtona, to od razu panu powiem, ze policja byla za brutalna i dzialala za ostro. ... Dziennikarz RMF FM ustalil tez jaki byl powód wejscia oddzialów prewencji na Stadion Narodowy pod koniec meczu. Poprosila o to UEFA, bo pojawily sie sygnaly, ze na plyte boiska chca wtargnac rosyjscy pseudokibice). W tych okolicach zatrzymaliśmy do wylegitymowania grupę rosyjskich kibiców'... Jak dodał rzecznik komendanta stołecznego policji, przy niektórych z zatrzymywanych osobach policjanci znajdowali niebezpieczne narzędzie m.in. kastety, a także np. ochraniacze na zęby. 

Dnia 13 czerwca 2012 roku, wywiad Moniki Olejnik pomieszal calkowicie katastrofe lotnicza w Smolensku z meczem pilki noznej, gdy w 'Gościu Radia Zet', komentując wywiad z funkcjonariuszem CIA w 'Gazecie Polskiej', który powiedział, że Rosjanie mają duże doświadczenie w powodowaniu katastrof, uslyszala odpowiedz Kwasniewskiego: 'CIA jest dużą organizacją, tam mogą się znaleźć zwolennicy takich spiskowych teorii'. 

"...'Moskiewskie Nowosti' piszą, że marsz rosyjskich fanatyków to była genialna prowokacja, przygotowana przez, za to odpowiada Wszechrosyjski Związek Kibiców, który przygotowywał potwornie genialną prowokację i zorganizował w Warszawie marsz fanatyków

Flaga Rosji z bohaterem narodowym z czasow wygnania Polakow z Kremla w 1612 roku. Copyright interia.pl

Aleksander Kwaśniewski: Więc tym bardziej to wszystko wymaga wyjaśnienia. No przykre, że tak się stało, natomiast generalnie te Mistrzostwa Europy, to jest naprawdę wspaniała impreza, która zbuduje bardzo przyjazny dla Polski obraz. Monika Olejnik: Ale to było, ale podgrzewano nastroje. ... No tak, tylko jeden transparent był, widział pan taki wielki transparent u kibiców rosyjskich

Aleksander Kwaśniewski: No, ale to trudno uznać go za agresywny, ten sławiący dzisiejsza Rosję, 'To jest Rosja', bo zdaje się tak to było 'This is Russia', to moim zdaniem jest dopuszczalne ... Wiemy, że Rosjanie zestrzelili samolot koreański w latach 80. Jeżeli na tej podstawie wyciągniemy wniosek, że oni nałogowo zestrzeliwują samoloty, to będzie gruba przesada ...

Monika Olejnik: Tak, oczywiście. 'Gazeta Polska' drukuje wywiad z wysokim oficerem CIA, który mówi, że Rosjanie działają jak mordercy, i że prezydent został zamordowany w Rosji. Aleksander Kwaśniewski: No i cóż tu komentować. Monika Olejnik: W Smoleńsku Rosja miała wszystko podane na tacy, całą znienawidzoną delegację w jednym samolocie, wprawa Rosjan w powodowaniu katastrof lotniczych poprzez wprowadzanie ...  Aleksander Kwaśniewski: No dobrze, wiemy przecież, że Rosjanie zestrzelili już nawet samolot koreański, prawda i na początku lat 80., no i jeżeli na tej podstawie wyciągać wnioski, że oni nałogowo zestrzeliwują samoloty, no to byłaby jednak gruba przesada. Monika Olejnik: Ale wysoki funkcjonariusz. Aleksander Kwaśniewski: No ja nie wiem kto, wie pani, CIA jest dużą organizacją w związku z tym tam mogą się znaleźć również zwolennicy takich oto spiskowych teorii. My wiemy przecież prawie wszystko, czy niemal, czy wszystko o tej katastrofie, my wiemy jak to się wydarzyło, wiemy, że nie było tam żadnej bomby, wiemy że splot bardzo złych okoliczności, błędów od samego początku popełnionych spowodował, że stało się, jak się stało. Ten samolot nie powinien wylecieć z Warszawy ze względu na złą pogodę, powinien dwie godziny zaczekać aż mgła minie nad lotniskiem w Smoleńsku i powinien spokojnie wylądować. Znam ten samolot, latałem nim dziesiątki, dziesięć lat, lądowałem nim wielokrotnie w Smoleńsku, wiem jak to wszystko wyglądało i w moim przekonaniu to co wiemy z raportu Millera jest prawdziwe - suma błędów spowodowała tą katastrofę. Monika Olejnik: No tak, ale ... Aleksander Kwaśniewski: Ale gdyby już nawet ulec teorii spiskowej to trzeba było by się zastanowić, a jaki interes miała Rosja żeby dokonać takiego zamachu. Monika Olejnik: No, znienawidzony Lech Kaczyński. Aleksander Kwaśniewski: Ale to oni przecież mają polityków, których nie lubią czy nienawidzą dużo więcej, nie decydują się na tego rodzaju działanie. Poza tym proszę pamiętać, że ... Monika Olejnik: No, ale Litwinienko na przykład został zamordowany, to można podawać ... Aleksander Kwaśniewski: Tak, ale Litwinienko był w środku całego systemu, był wywiadowcą, znał tajemnice, komuś wszedł na odcisk, no to są porachunki w ramach czy to służb wywiadowczych...". 

Dnia 15 czerwca 2012 roku niezalezna.pl, 'Gazeta Polska Codziennie', http://www.fakt.pl/, informuja: "...Wacław Berczyński, konstruktor Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga jest kolejnym ekspertem, który uważa, że Tupolew nie mógł po zderzeniu z brzozą rozpaść się na części: 'Wszystko wskazuje na eksplozje... Pierwsza myśl, kiedy zobaczyłem zdjęcia z Siewiernego? To niemożliwe, żeby samolot, spadając z wysokości 20 m, z prędkością 250 km/h, rozpadł się w taki sposób... Moje doświadczenie jako konstruktora spowodowało moje wątpliwości co do przyczyn i sposobów wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Wszystko, co dotychczas wiemy, wskazuje na silną, wewnętrzną eksplozję, która była przyczyną katastrofy', twierdzi konstruktor. Zaznacza także, że po zapoznaniu się z wynikami pracy prof. Wiesława Biniendy, napisał do niego, że jako teoretyk i praktyk całkowicie zgadza się z przyjętą przez prof. metodologią. Binienda, był pierwszym ekspertem, który podważył oficjalną wersję katastrofy smoleńskiej, twierdząc, że brzoza nie mogła urwać skrzydła Tu-154M".
"...Prof. Paweł Artymowicz, słynący z krytykowania w mediach wyników badań ekspertów tzw. komisji Macierewicza, w ostatniej chwili zrezygnował z zaproszenia do Sejmu i podjęcia polemiki z prof. Wiesławem Biniendą... prof. Artymowicz oświadczył, że jednak nie pojawi się w Sejmie. Powodem miało być nagłe wezwanie do prokuratury wojskowej ...".
"OŚWIADCZENIE Zespołu Parlamentarnego Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M ... W związku z licznymi wypowiedziami prof. Pawła Artymowicza z Uniwersytetu w Toronto, który twierdził, jakoby prof. Wiesław Binienda, Dziekan Wydziału Inżynierii Cywilnej Uniwersytetu Akron w Ohio i ekspert Zespołu Parlamentarnego Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r., unikał dyskusji merytorycznej na temat badań dotyczących katastrofy smoleńskiej, uprzejmie informujemy:
1. Prof. Wiesław Binienda po opublikowaniu wyników swoich badań brał udział w USA, Kanadzie i Polsce w wielu konferencjach naukowych poświęconych m.in. katastrofie smoleńskiej (m.in. w Saint Paul University w Ottawie, w Pasadenie, na Politechnice Warszawskiej, na Politechnice Białostockiej, na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego). Na wszystkie ww. konferencje prof. Artymowicz był zapraszany, lecz nie pojawił się na nich.
2. 21 maja br. prof. Artymowicz uczestniczył w konferencji w Kazimierzu n/Wisłą i krytykował wyniki badań niezaproszonego tam prof. Biniendy.
3. 11 czerwca br. w programie 'Polityka przy kawie' w TVP1 prof. Artymowicz na pytanie red. Małgorzaty Serafin, czy 'chciałby się spotkać z ekspertami z zespołu Antoniego Macierewicza', odpowiedział: 'oczywiście, oczywiście, bardzo chętnie...'. W związku z tym Przewodniczący Zespołu Parlamentarnego poseł Antoni Macierewicz zwołał posiedzenie Zespołu na czwartek 14 czerwca na godz. 13, by w neutralnym miejscu, jakim jest Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, umożliwić prof. Artymowiczowi i prof. Biniendzie dyskusję naukową nad wynikami ich badań.
4. Szczegóły zaproszenia prof. Artymowicza, przekazał w rozmowie telefonicznej Bartłomiej Misiewicz, Szef Biura Zespołu. W trakcie rozmowy prof. Artymowicz potwierdził otrzymanie zaproszenia. W trakcie rozmowy prof. Artymowicz ani razu nie wspomniał, by jakieś inne zobowiązania (np. wobec prokuratury) miały mu uniemożliwić uczestniczenie w posiedzeniu Zespołu ...
".

Dnia 16 czerwca 2012 roku http://fakty.interia.pl/polska/news/ poinformowaly, ze: "...Generał Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca GROM, nie żyje. Jak ustalił nieoficjalnie reporter RMF FM Roman Osica, Petelicki prawdopodobnie popełnił samobójstwo w swoim domu. ... Ostatni raz o generale było głośno, gdy ujawnił - w kwietniu - sprawę smsowej instrukcji, którą otrzymali członkowie PO zaraz po tragedii w Smoleńsku...".

Dnia 18 czerwca 2012 roku PAP, Onet Wiadomości i Wprost poinformowaly, ze: "...Były poseł i wiceszef MON - Romuald Szeremietiew - stwierdził, że do tego wyznania 'zmusiła go' śmierć gen. Sławomira Petelickiego. Wcześniej Szeremietiew miał otrzymać informacje, że ktoś chciał go 'uciszyć na zawsze'. Na swoim profilu na Facebooku były poseł napisał: 'Oświadczam. W ubiegłym roku otrzymałem z poważnego źródła wiadomość, że w pewnym wpływowym gronie rozważano kwestię "uciszenia mnie na zawsze". Nie było pewności, czy decyzja w tej sprawie zapadła...'. ... Romuald Szeremietiew wykłada obecnie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Był wiceministrem obrony w rządzie Jana Olszewskiego w 1992 roku i w rządzie Jerzego Buzka w 2007 roku...".
"...Nie ma żadnej przyczyny, żadnego zestawu zagadek, niejasności, z których by wynikało, że wiele rzeczy nie zostało wyjaśnionych i w związku z czym trzeba powołać nową komisję. Uważam, że komisja Millera wypełnia uczciwie swoje zadanie - stwierdził Rafał Grupiński, który w rozmowie z 'Wprost' tłumaczył, dlaczego rząd wyklucza możliwość powołania międzynarodowej komisji badającej okoliczności katastrofy smoleńskiej. 'Prokuratura w tej chwili prowadzi śledztwo. Powinna co miesiąc zdawać cząstkowy raport ze swoich prac, wtedy byśmy mieli mniej kłopotów z Macierewiczem i jego głupstwami, które co chwila ogłasza'. Rafał Grupiński podkreśla też, że działania komisji nie rozwiązałyby problemów. 'Mitu smoleńskiego nic nie zmieni i jestem przekonany, że jeśli taka komisja zakończyłaby pracę z podobnymi tezami jak komisja Millera, to okazałoby się, że prawdopodobnie została przekupiona przez Moskwę albo kosmopolityczną masonerię. I tak dziesiątego każdego miesiąca ta sprawa będzie na nowo otwierana. I trzeba z tym żyć'...
O potrzebie zbadania okoliczności katastrofy prezydenckiego Tu-154M mówił kilka miesięcy prezes PAN prof. Michał Kleiber. Pytany wówczas o różnice w raportach tzw. komisji Millera i zespołu parlamentarnego kierowanego przez Antoniego Macierewicza zaznaczył, że klucz może tkwić w różnicach w danych, którymi dysponuje się na początku analizy...".
'Uważam Rze' przedstawia wywiad z Piotrem Naimskim:
"Fakty są takie, że wszyscy poważni gracze w polityce międzynarodowej śmieją się z polskiego rządu i nie są w stanie zrozumieć postępowania naszych władz. Efektem tego jest odejście od traktowania go poważnie... Polski rząd został ubezwłasnowolniony w relacjach z Rosją, a to za sprawą zaszłości związanych z katastrofa smoleńską i niepoznanymi przez nas dokładnymi faktami ... 10 kwietnia 2010 roku znacząco wpłynął na ocenę wpływów rosyjskich w naszym kraju, a to dlatego, że "zginął prezydent i wiele innych osób związanych z prowadzeniem suwerennej polityki". Stworzyło to Rosji możliwość blokowania samodzielnej polityki zagranicznej w Polsce ... (Wedlug) profesora Andrzeja Nowaka, który stwierdził, że cała nasza wiedza o katastrofie pochodzi od strony rosyjskiej i dostaliśmy tylko te informacje, które Rosjanie zechcieli nam udostępnić. ... Rząd nie chce wyjaśnić tej tragedii, to jest kwestia woli, a nie możliwości ... Rosja ma ambicje, aby stale powiększać swoje wpływy. A my, jego zdaniem, powinniśmy pamiętać, że nie istnieje na świecie żadna duża spółka rosyjska działająca poza granicami Federacji Rosyjskiej, na którą nie byłyby rzucone podejrzenia, co do realizacji zadań wywiadowczych czy innych tego typu...".

Dnia 19 czerwca 2012 roku Fakt, wp.pl, Super Express i 'Nasz Dziennik' poinformowaly, ze: "...Przyjaciel generała (Petelickiego), były wiceszef MON Romuald Szeremietiew, nie wyklucza takiego powodu (tj. zwiazku z katastrofa smolenska 2010). Sam Petelicki podważał podawane przez rządową komisję przyczyny katastrofy z 10 kwietnia. ,Nie wierzę w samobójstwo Sławka' - mówi Szeremietiew i dodaje, że tropem do wyjaśnienia tajemniczej śmierci może okazać się działalność generała w dochodzeniu prawdy na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej. Generał ostro krytykował ustalenia Komisji Badania Wypadków Lotniczych oraz sposób działania polskiego rządu zaraz po tragicznym wypadku polskiego tupolewa na lotnisku Siewiernyj. To generał Petelicki ujawnił też sms-a, którego dostał od polityka Platformy. Sms miał być rozsyłany przez władze do wszystkich posłów PO, którzy wypowiadali się w mediach o Smoleńsku. 'Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił' - ujawnił treść wewnątrzpartyjnej korespondencji Petelicki. 'Treść wiadomości świadczy, że premier czegoś się przestraszył ... Świadomie odrzucono możliwość zbadania katastrofy przez NATO. A raport NATO byłby dla premiera miażdżący i mógłby oznaczać dymisję rządu'."
"... Jak mówi gazecie szef wielkopolskiego oddziału Fundacji GROM Andrzej Kusiołek '
dziś wszystko można spreparować, nawet samą próbę samobójczą'. ... Osoby, które rozmawiały z generałem twierdzą, że był bardzo silnym człowiekiem i miał żelazną psychikę. Na 40 godzin przed śmiercią rozmawiał z nim szef wielkopolskiego oddziału Fundacji GROM Andrzej Kusiołek. Jak wyznaje w rozmowie z 'SE', nie wierzy w żadną wersję o samobójstwie.
Kusiołek mówi, że
Petelicki dysponował wiedzą, która dotyczyła wielu polityków z osobna i była dla nich bardzo niewygodna. Zwraca też uwagę na pojawiające się rozbieżności co do stanu ciała generała. 'Najpierw słyszymy, że pierwsze informacje mówią o ranach postrzałowych na ciele. Po jakimś czasie zmieniane jest to na jedną ranę postrzałową głowy. Same się przemieściły? Jest tu jakaś nieścisłość. Podejrzewamy, że jakiś ekspert widział to jako pierwszy i powiedział, co widział. I później się to zmienia ... Dziś wszystko można spreparować. Nawet samą próbę samobójczą. Podejrzewam, że większość mediów napisze, że było to "samobójstwo związane z niepowodzeniami w biznesie"'."
"Jest śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera. Chodzi o niewłaściwy nadzór nad BOR w okresie od 18 marca do 11 kwietnia 2010 roku - informuje 'Nasz Dziennik'. Śledztwo dotyczy nieprawidłowości w nadzorowaniu działań Biura Ochrony Rządu w ostatniej fazie przygotowań do wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku i Katyniu. ... Jak zauważa 'Nasz Dziennik', do tej pory jedyną osobą, która usłyszała zarzuty w tej sprawie, m.in. niedopełnienia obowiązków i fałszowania dokumentów, jest były wiceszef BOR gen. Paweł Bielawny. To jednak nie zraziło obecnego wojewody małopolskiego Jerzego Millera, by zatrudnić go jako specjalistę ds. ochrony VIP-ów przy Euro 2012... Byli szefowie BOR, z którymi rozmawiał wczoraj 'Nasz Dziennik', są usatysfakcjonowani decyzją prokuratury. Boleją nad tym, że do tej pory nikt nie pociągnął do odpowiedzialności obecnego szefa BOR gen. Mariana Janickiego.
Podpułkownik rezerwy Tomasz Grudziński, zastępca szefa BOR w latach 2006 - 2007, zwraca uwagę na fakt, że
wszczęcie śledztwa przez prokuraturę w sprawie byłego szefa komisji, która miała wyjaśnić okoliczności katastrofy, podważa wiarygodność jej ustaleń, jak i samego premiera Donalda Tuska, który na szefa tej komisji wyznaczył właśnie Jerzego Millera ... 'Porażające jest to, że jeśli wydobyto jakieś dokumenty na działanie bądź niedziałanie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, to w jakim świetle stawia to tego człowieka jako szefa komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej i sprawującego nadzór nad BOR? W jakim świetle stawia to też premiera? W tej chwili do premiera nikt w Polsce nie powinien mieć zaufania', mówi Grudziński...".
"...'Kilka tygodni temu (przed śmiercią generała Petelickiego, dop. interia.pl) miałem rozmowę, w której pewna bardzo znana uczestniczka polskiego życia publicznego powiedziała mi, że jest takich
kilka osób zagrożonych, bo za dużo mówią o tym, jak to w Polsce naprawdę było w ciągu tych przeszło 20 lat m.in. na początku okresu przemian. Wśród tych zagrożonych był pan Petelicki. I tej wiedzy nikt mi nie odbierze. Został wymieniony wśród zagrożonych i już nie żyje', stwierdził podczas konferencji prasowej Jarosław Kaczyński", dnia 19 czerwca 2012 roku.
"...'
Fakt, iż tak duży procent osób, w sumie 62 proc., zgadza się, aby przyczyny katastrofy zbadała międzynarodowa grupa ekspertów, potwierdza znaczący brak zaufania obywateli Polski do instytucji własnego państwa', skomentował dla 'Newsweeka' prof. Wawrzyniec Konarski, politolog pracujący w Instytucie Studiów Regionalnych Uniwersytetu Jagiellońskiego".

Dnia 20 czerwca 2012 roku PAP / IAR poinformowal, ze: "...Prokuratura Okręgowa w Warszawie sprawdzi, czy w MSZ doszło do zniszczenia dowodu Tomasza Merty, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Niewykluczone, że w jednej z podległych Radosławowi Sikorskiemu jednostek znajdzie się również obrączka, która zaginęła po katastrofie. Prokuratura sprawdza, w jaki sposób polskie MSZ weszło w posiadanie rzeczy należących do wiceministra kultury. A co gorsza, czy i dlaczego podjęło nielegalną próbę ich zniszczenia. A później usiłowało cały proceder zatuszować przed rodziną i organami ścigania. Urzędnicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, z którymi rozmawiał 'Nasz Dziennik', nie mają najmniejszych wątpliwości: nigdy nie spotkali się z sytuacją, by zawartość przesyłki nadanej pocztą dyplomatyczną została zniszczona. Sprawa zniszczenia dowodu Tomasza Merty wyszła na jaw po tym, jak okazało się, że dokument wydany rodzinie po katastrofie na Siewiernym nosi wyraźne ślady nadpalenia. Tymczasem z materiałów rosyjskich, które trafiły do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, wynikało, że zachował się w stanie idealnym. ... W toku postępowania w sprawie niszczenia dowodu, które toczy się od blisko roku, prokuratorzy powzięli podejrzenie, że do incydentu mogło dojść już na terenie Polski. A konkretnie w którejś z jednostek MSZ...".

Dnia 28 czerwca 2012 roku strona https://wwws.whitehouse.gov/petitions/%21/petition/support-polish-nation-appeal-international-investigation-smolensk-2010-air-crash/tDSMBfXr?utm_source=wh.gov&utm_medium=shorturl&utm_campaign=shorturl czyli wh.gov/zMU - created on Jun 05, 2012 - Issues: Civil Rights and Liberties - (we petition the Obama administration to:) zaprasza do podpisania petycji do Prezydenta USA: "...support the Polish Nation appeal for an international investigation of the Smolensk 2010 air crash on 10th of April, 2010 ... in Smolensk, Russia. Russia is the Judge in their own case. Investigation is carried by Russian Interstate Aviation Committee (MAK). Although flight was military, MAK carries investigation according to App.13 of Chicago Convention, which refers only to civil accidents. All the evidence-wreck, black boxes are in Russia and access to them is strictly limited. Wreck has been damaged by Russians after the crash. MAK's final report which blames pilots, tree and whether for accident, has been questioned by many scientists and scientifically been proved false. Moreover the main conclusion of scientists is that the cause of accident was two explosions. We have the right to know the truth!"
Dnia 27 czerwca 2012 roku http://fakty.interia.pl/polska/news/ podala: "...Macierewicz powiedział na środowym posiedzeniu zespołu, że prof. Kazimierz Nowaczyk odczytał parametry ze wskaźników widocznych na wizualizacji ostatnich minut lotu tupolewa, dołączonej we wrześniu 2011 r. do raportu komisji kierowanej przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera. Jak dodał, te dane są sprzeczne z wnioskami raportu i z animacją, będącą częścią wizualizacji, która wskazywała, że Tu-154M złamał brzozę. 'Symulacje obrazkowe, które są na tej prezentacji odbiegają zasadniczo od danych liczbowych mówiących o rzeczywistej wysokości samolotu. Liczby pokazujące wysokość samolotu są sprzeczne z pokazywanym obrazem, gdzie samolot się znajduje ... Do danych mówiących, że samolot leciał kilka metrów ponad brzozą dano obrazek mówiący o tym, że samolot uderza w brzozę', dodał Macierewicz. Nowaczyk podkreślił, że z danych umieszczonych w wizualizacji na wysokościomierzach barycznych i wysokościomierzu radiowym wynika, że maszyna w momencie, gdy według komisji Millera zderzyła się z brzozą, leciała na wysokości około 18 m ponad ziemią. 'Według trajektorii poprowadzonej w oparciu o wizualizację KBWL minimalna wysokość baryczna na jakiej znalazł się samolot na sekundę przed zderzeniem z brzozą wynosiła 18 metrów ponad ziemię. Samolot nie mógł utracić fragmentu lewego skrzydła w wyniku kolizji z brzozą, ponieważ w momencie przelotu nad drzewem znajdował się na wysokości minimum 18,66 metrów ponad ziemią... Czasy zdarzeń TAWS 38 (dane systemu ostrzegania przed przeszkodami) i FMS (system zarządzania lotem) zostały ukryte w trajektorii przedstawionej w załączniku do raportu KBWL. Czasy przedstawione w załączniku do raportu różnią się od czasów na wizualizacji. Czasy poszczególnych zdarzeń zostały świadomie zmanipulowane lub ukryte tak, aby końcowy wniosek przyczyn katastrofy był zgodny z raportem MAK. Wszystkie czasy zdarzeń są przesuwane tak, aby samolot znalazł się jak najniżej, w miejscu, gdzie rośnie brzoza', stwierdził Nowaczyk. Antoni Macierewicz zapowiedział złożenie do prokuratury zawiadomienia o fałszerstwie. 'Dotyczyć będzie przestępstwa przeciw dokumentom. Sfałszowano rządowy dokument jakim jest raport przewodniczącego Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Na pewno będzie dotyczyć ministra Millera, zapewne przeciwko członkom komisji technicznej. ... Fałszowano obraz i wniosek, który zaproponowano jako wynik prac komisji Millera, że samolot uderzył w brzozę na wysokości 5 metrów i złamał skrzydło', powiedział dziennikarzom Macierewicz. W lipcu ub.r. komisja badająca katastrofę smoleńską, którą kierował Miller, zaprezentowała swój raport. W raporcie napisano m.in. że komenda kierownika lotów 'Kontrola wysokości, horyzont' została wydana, gdy samolot znajdował się na wysokości 2 m nad poziomem lotniska, 28 m nad terenem, 200 m przed bliższą radiolatarnią, 75 m poniżej ścieżki schodzenia i 65 m z lewej strony od osi pasa. W tym czasie dowódca statku powietrznego rozpoczął manewr odejścia na drugi krąg. Ze względu na bezwładność, samolot w dalszym ciągu zmniejszał wysokość i o godz. 6:41:00,5, w odległości 1099 m i 5 m poniżej poziomu pasa lotniska, nastąpiło pierwsze zetknięcie samolotu z przeszkodą terenową - przycięcie na wysokości 10 m wierzchołka brzozy rosnącej w parowie, w pobliżu bliższej radiolatarni. Nie spowodowało to jednak uszkodzeń mogących mieć wpływ na jego zdolność do lotu. Po przebyciu dalszych 244 m następowały zderzenia z kolejnymi drzewami i krzakami. Samolot zaczął się już wolno wznosić, jednak ze względu na ukształtowanie terenu jego wysokość nad ziemią obniżyła się z 10 m w rejonie bliższej radiolatarni do 4 metrów w rejonie porośniętym młodymi drzewami i krzakami. O godz. 6:41:02,8, na wysokości 1,1 m nad poziomem lotniska i w odległości 855 m od niego, samolot zderzył się lewym skrzydłem z brzozą o średnicy pnia 30-40 cm, w wyniku czego nastąpiła utrata około 1/3 długości lewego skrzydła. Spowodowało to wejście samolotu w niekontrolowany obrót w lewą stronę. O godz. 6:41:05 kierownik lotów wydał komendę: 'Odejście na drugi krąg!'. Samolot znajdował się wtedy w odległości 698 m od progu pasa lotniska i nadal obracał się w lewo. Zderzenie samolotu z ziemią nastąpiło o godz. 6:41:07,5, w pozycji odwróconej...".

Dnia 29 czerwca 2012 roku PAP poinformowala o wywiadzie Jaroslawa Kaczynskiego w kontekscie informacji z 'Gazety Wyborczej': "...'Prokuratura nie znalazła osób, które można obarczyć odpowiedzialnością za przygotowanie wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku w kwietniu 2010 roku', napisała dziś 'Gazeta Wyborcza' (interia.pl)... '...Można powiedzieć: nic nowego. Jedyny człowiek, któremu postawiono zarzuty, gen. Paweł Bielawny (były wiceszef BOR) natychmiast otrzymał dobry etat', powiedział Kaczyński. 'Jeżeli ktoś wierzy, że prokuratura nie odbiera sygnałów politycznych, mimo że formalnie jest niezależna, to chciałbym przekonać, że to jest całkowicie nieprawdziwe przeświadczenie. Prokuratura bardzo mocno odbiera sygnały polityczne, a ten sygnał był zupełnie jednoznaczny: nie ma być żadnych winnych, bo winni oznaczają całkowite podważenie, wysadzenie w powietrze całej opowieści ... rządu o katastrofie smoleńskiej ... Trzeba będzie czekać na zmianę sytuacji politycznej, by do tych spraw wrócić i zgodnie z prawem, bez dążenia do zemsty, na zasadach uczciwości te sprawy zbadać. Przypuszczam, że wtedy znajdzie się wielu winnych. Sądzę, że będzie wśród nich także obecny premier', powiedział Kaczyński...".

Dnia 02 lipca 2012 roku PAP poinformowala: "...Antoni Macierewicz zwrócił się do Prokuratora Generalnego o wznowienie postępowania w sprawie organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska w kwietniu 2010 roku. ... Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur poinformowała, że prokuratorzy umorzyli 'z braku znamion przestępstwa' śledztwo dotyczące organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska w 2010. Praska prokuratura badała sprawę ewentualnego niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych kancelarii prezydenta, premiera, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie. Macierewicz... nazwał podczas konferencji prasowej decyzję prokuratury 'kuriozalnym wydarzeniem... i kpiną z praworządności... Trzeba się zwrócić, co niniejszym czynię, do pana Prokuratora Generalnego, pana Seremeta, żeby objąwszy szczególnym nadzorem to postępowanie, rozważył, po jego przeanalizowaniu, jego wznowienie ... że według prokuratury śmierć najważniejszych osób w państwie nie naraziła na szkodę interesu publicznego i interesu ich krewnych... Przypomnijmy, że krewnym osób, które zginęły nie nadano statusu osób pokrzywdzonych. Uzyskano w ten sposób skutek, że orzeczenie prokuratury jest prawomocne i niezaskarżalne ... że prokuratorzy nie zwrócili uwagi na to, że kolejne nieprawidłowości układały się w ciąg przyczyn, które doprowadziły do tragedii ... Prokuratura rozpatruje każde wydarzenie osobno nie widząc ciągu przyczynowo-skutkowego pomiędzy poszczególnymi działaniami, który w oczywisty sposób istnieje... w trakcie postępowania nie przesłuchano nikogo ze strony rosyjskiej. ... Zdaje się, że szereg osób na najważniejszych stanowiskach w państwie zostało objętych szczególną ochroną ... Każdy funkcjonariusz widząc, że istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa czy innej osoby, zwłaszcza prezydenta, ma obowiązek informowania o tym. Pan minister Sikorski miał obowiązek poinformowania, że służby rosyjskie zapowiadały, że nie będą się zajmowały wizytą prezydenta, a nie zrobił tego, czym naraził na zagrożenie pana prezydenta, podobnie jak innymi działaniami i zaniechaniami, które wykonał on, jak i minister Klich, minister Miller, minister Arabski i przede wszystkim Prezes Rady Ministrów Donald Tusk' ...".
Adam Hofman: "...To kolejny dowód na to, że żeby osądzić winnych i wyjaśnić prawdę o Smoleńsku musi dojść w Polsce do zmiany władzy. Nie da się nikomu wmówić, skoro była fatalnie przygotowana wizyta, ginie prezydent, 96 obywateli i nikt nie jest winny. To niedopuszczalne w demokratycznym państwie...".

Dnia 04 lipca 2012 roku http://wiadomosci.onet.pl/ poinformowal: "...'Marta Kaczyńska ma racje - rząd zaciera ślady. Oczywiście nie zaciera ich wprost mokrą ścierką, ale stara się jak może, żeby nie została podważona urągająca rozumowi wersja 'brzozowa' i by nie daj Boże nie wyszła na jaw jakakolwiek inna przyczyna katastrofy. A juz najbardziej obecny rząd boi sie dowodów, ze w Smoleńsku miał miejsce zamach ... gdy jakiś 'nowy WikiLeaks' ujawni zdjęcia satelitarne rozpadającego się w powietrzu Tupolewa, to ten moment będzie 'polityczną śmiercią' dla obecnej władzy. Premier Tusk choć pobożnością nie grzeszy, zapewne modli sie nocami, żeby żadne dowody zamachu nie wyszły na jaw... Nietrudno sobie wyobrazić, ze gdyby wyszedł na jaw zamach, to tak jak w Smoleńsku zabił on fizycznie prezydenta i znaczną część polskich elit, tak dziś prawda o zamachu zabiłaby politycznie premiera i znaczną cześć jego elity, albo i całą. Włącznie z prezydentem Komorowskim, którego uśmiech w świetle prawdy o zamachu też bardzo by się skrzywił. Mówi sie, ze prawda wyzwala, ale w przypadku rządu Tuska prawda o zamachu by go zabiła. Dlatego ten rząd tak mocno kibicuje kłamstwu...' pisze na swoim blogu w Onecie Janusz Wojciechowski ... W wywiadzie, który został opublikowany na łamach dzisiejszej 'Gazety Polskiej Codziennie' podobną tezę postawiła Marta Kaczyńska ... ze obecnej władzy zależy na tym, by jak najprędzej formalnie zatrzeć ślady odpowiedzialności za tragedię z 10 kwietnia 2010 i sprawić, by ...trudniej było prowadzić postępowania, mające na celu ustalenie rzeczywistych związków przyczynowo-skutkowych, które doprowadziły do śmierci pary prezydenckiej...". 


'Gazeta Polska' we wtorek, 7 sierpnia 2012 
ustaliła: "...kluczowe zadania przy organizacji wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu powierzono byłym współpracownikom komunistycznych służb specjalnych, prorosyjskiemu absolwentowi moskiewskiej uczelni dyplomatycznej oraz urzędnikom mającym podejrzane kontakty z Rosjanami. Taki dobór kadr trudno uznać za przypadkowy. Najwyraźniej Rosja dopilnowała, by jak najwięcej stanowisk rządowych było obsadzonych ludźmi, którzy są bardziej lojalni wobec Moskwy niż Warszawy, stwierdził niedawno w rozmowie z 'Gazetą Polską' Gene Poteat, były dyrektor Rady Badań Wywiadowczych w CIA. Skomentował w ten sposób fakt powierzenia organizacji wizyty w Katyniu Tomaszowi Turowskiemu, byłemu szpiegowi komunistycznemu. ... w przywrócenie Tomasza Turowskiego do pracy mocno zaangażowany był Jarosław Bratkiewicz, obecnie dyrektor polityczny MSZ i jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Radosława Sikorskiego, w pierwszej połowie 2010 r. dyrektor Departamentu Wschodniego w tym ministerstwie. Bratkiewicz i Turowski pozostają w dużej zażyłości. Na początku 2010 r. widywano Turowskiego odwiedzającego Bratkiewicza w jego gabinecie... Bratkiewicz zaprzecza, że pomagał ściągnąć Turowskiego do MSZ, choć nie wypiera się znajomości z agentem: Tomasza Turowskiego poznałem w połowie lat 90., kiedy podjął on pracę w Departamencie Europa II (kierunek wschodni) MSZ. Nie wiedziałem o jego powrocie do MSZ w 2010 r. Jednak dziwnym zbiegiem okoliczności w 2010 r. to Departament Wschodni nadzorowany przez Bratkiewicza - właśnie wraz z Wydziałem Politycznym Ambasady RP w Moskwie kierowanym przez Turowskiego - odegrał główną rolę w przygotowaniach wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Rosji. Potwierdziła to prokuratura w uzasadnieniu umorzenia śledztwa cywilnego ws. katastrofy smoleńskiej: 'Kluczowym departamentem związanym z organizacją wizyt w Katyniu Prezydenta RP i Prezesa Rady Ministrów był Departament Wschodni MSZ'. ... Bratkiewicz to absolwent MGIMO, czyli Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Ukończył tę uczelnię ... w czerwcu 1980 r., ... tę samą moskiewską szkołę kończyli urzędnicy rosyjscy, którzy z rozkazu Władimira Putina wpływali na przebieg przygotowań do wizyty Lecha Kaczyńskiego w Rosji. Chodzi tu m.in. o Władimira Grinina, ówczesnego ambasadora Rosji w Polsce, oraz Jurija Uszakowa, w kwietniu 2010 r. zastępcę szefa kancelarii premiera ds. zagranicznych. Obaj wymienieni dyplomaci prowadzili przed katastrofą smoleńską intensywne rozmowy z przedstawicielami polskiego rządu, często utajnione nie tylko przed opinią publiczną, ale i prezydentem, np. Uszakow rozmawiał bez świadków w moskiewskiej restauracji z szefem kancelarii premiera Tuska, Tomaszem Arabskim." 

PAP dnia 24 sierpnia 2012 informuje, ze: "... Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków i poświadczenia nieprawdy przez komisję Jerzego Millera badającą katastrofę smoleńską oraz utrudniania głównego śledztwa prokuratury wojskowej ... Macierewicz w zawiadomieniu do Prokuratury Generalnej twierdził, że Miller jako szef komisji, a także jej członkowie, dopuścili się przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, a w raporcie z badania katastrofy smoleńskiej poświadczyli nieprawdę. Przez to - zdaniem zawiadamiającego - utrudnili też śledztwo Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie samej katastrofy. Jednocześnie - poinformowała prok. Mazur - prokuratura odmówiła wszczęcia innego śledztwa z zawiadomienia Macierewicza, które miałoby dotyczyć rzekomych przestępstw działania na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej przez premiera Donalda Tuska, szefa MSZ Radosława Sikorskiego, jak również b. szefa MON Bogdana Klicha, b. szefa MSWiA Jerzego Millera oraz szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego. ... Pod koniec czerwca tego roku Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła - z braku znamion przestępstwa - śledztwo dotyczące organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska w 2010 r. ...".

'Nasz Dziennik' dnia 26 sierpnia 2012 informuje, ze: "... Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków i poświadczenia nieprawdy przez członków komisji Jerzego Millera badającej katastrofę smoleńską... Działającą pod kierownictwem byłego szefa MSWiA, Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego podejrzewa się też o utrudnianie głównego śledztwa prokuratury wojskowej. ... Jak donosi gazeta, eksperci pracujący dla jego (A. Macierewicza) zespołu zauważyli sprzeczność pomiędzy parametrami lotu widocznymi na wizualizacji ostatnich minut lotu Tu-154M a wnioskami z raportu Millera. Dane widoczne na wizualizacji - zdaniem zespołu Macierewicza - pokazują, że samolot przeleciał nad brzozą, o którą według raportu Millera miał uderzyć. Nie mógł więc także na niej stracić części skrzydła. Wynikałoby z tego, że przyczyn katastrofy należy szukać zupełnie gdzie indziej, niż wskazują na to oficjalne ustalenia ... Zarzut utrudniania śledztwa prowadzonego w sprawie katastrofy przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie wynika z tego, że posługuje się ona raportem Millera jako dowodem w sprawie".

Dnia 05 wrzesnia 2012 informujemy, ze: "... 10 września zostanie upubliczniony raport z prac parlamentarnego zespołu ds. zbadania katastrofy smoleńskiej; ukaże się też drukiem ... Raport '28 miesięcy po Smoleńsku', ... nad którym zakończyły się prace redakcyjne, zostanie udostępniony opinii publicznej na oficjalnej stronie zespołu 10 września ... Szef zespołu Antoni Macierewicz zaprezentował raport 10 sierpnia. Mówił wówczas, że w publikacji wstępnie podsumowującej prace zespołu przedstawiono 49 tez i faktów, 'które zostały ustalone i sformułowane, i za które bierze odpowiedzialność'. Jedna z tez raportu mówi o tym, że rząd premiera Donalda Tuska współdziałał z administracją rosyjską przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. ... że 'Tusk prowadził grę z Władimirem Putinem przeciwko prezydentowi RP'. ... do katastrofy smoleńskiej doprowadziły wspólne działania rządu Donalda Tuska i ówczesnego premiera Rosji Władimira Putina mające na celu rozdzielenie wizyt premiera i prezydenta w Katyniu. ... że administracja rządowa blokowała działania Kancelarii Lecha Kaczyńskiego, by nie doszło do spotkania urzędników polskiego prezydenta z przedstawicielami Dmitrija Miedwiediewa. Urzędnicy ambasady polskiej w Moskwie otrzymali zakaz takiej współpracy, podobnie, jak otrzymano zakaz przekazywania informacji na temat działań polskiej dyplomacji do urzędu prezydenckiego ... że z całą pewnością można stwierdzić, iż piloci rządowego TU 154 nie zamierzali lądować na lotnisku w Smoleńsku. Dodał, że dowodzi tego zrekonstruowana przez ekspertów zespołu smoleńskiego ze Stanów Zjednoczonych trajektoria lotu. Przesądza ona ostatecznie ... że samolot nigdy nie zszedł poniżej 18 metrów nad poziomem gruntu i nigdy nie mógł nawet dotknąć brzozy, którą wykreowano na głównego sprawcę tragedii. ... prawdopodobna może być hipoteza inżyniera Szuladzińskiego z Australii o dwóch eksplozjach na pokładzie samolotu. ... okazało się, że to nie załącznik 13, Konwencji Chicagowskiej był podstawą wyjaśniania przyczyn katastrofy. ... że premier Donald Tusk zaaprobował rozporządzenie Władimira Putina. W jego ocenie, to jest powodem, dla którego żadna międzynarodowa instytucja nie chce zająć się zbadaniem przyczyn katastrofy...".


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today

September 30th, 2012

This all paper is sold subject to the condition that it shall not, by way of trade or otherwise, be lent, re-sold,  any public performances,  hired out, or   otherwise circulated without the publisher's prior consent in any form of binding or cover other than that in which it is published and without a similar condition including this condition being imposed on the subsequent purchaser.  Warning:   this paper / all website  is sold for  private home use only.  

© All rights reserved. No part of all this work  covered by  copyright  hereon may be reproduced in any form or by  any  means - graphic,  electronic, or mechanical - including photocopying,  recording, downloading,  uploading, taping, or storage in an information  retrieval system, without the  prior written permission of the copyright owner  - © author Bogdan Konstantynowicz.  

The author is greatly indebted to all those who kindly supplied information. I inform all readers about  statistic of my main website  bog4konsta 18898 times on  August the 31st, 2009 and this page was made over 7 years ago on March 9th, 2003; my  five "geocities" 42530 times (only single openings index.html), and were made in March 2003. My domain "konstantynowicz.info" July 2009 to May the 05th, 2010 - 9499; my all websites at Yahoo! host, March 2003 to 05th May 2010 - 53159. Many thanks for your help Osobom dyskutujacym w jezyku polskim - szczegolnie od 16 maja 2009 do 31 maja 2009 - w Internecie na temat moich stron, w tym o tej stronie poswieconej sowieckiej agresji na Polske w 1939 roku, pragne juz w kwietniu 2009 roku odpowiedziec w jezyku polskim: 1. dziekuje za obiektywizm i podawanie dodatkowych faktow z historii w: Sowieci pod Tomaszowem Lubelskim  Uwazajcie jednak na wlasne bledy, np. "regularna armia polska" to m.in. Front Polnocny, ktory toczyl wielodniowe boje z Armia Czerwoną; z Grupy Zieleniewskiego poszlo do radzieckiej niewoli tylko 10 / 15 tysiecy zolnierzy  z ogolnej liczby ponad 15000 / 17000; Opoczno nie lezy nad Wisla i nie dotarli tam nigdy sowieci - moze chodzi komus o OPOLE LUBELSKIE blisko srodkowego odcinka Wisly w dniach 1 i 2 pazdziernika 1939 roku - ta raczej pomylkowa inf. o Opocznie funkcjonuje od ok. 15 lat! Co do walk o stacje Mrozy  na Mazowszu, to data 25 wrzesnia moze jeszcze dotyczyc Niemcow, ale to trzeba jeszcze sprawdzic!; 2. wyjasniam, ze wiedza historyczna, w obszarze nie ujawnianych z powodow politycznych faktow, rodzi sie takze z przeprowadzania krytyki zrodel, ich porownywania, logicznego wiazania ze soba rozlicznych wydarzen oraz interpretacji zrodel pisemnym i nawet ustnych - nazywamy to kwerenda i zazwyczaj trwa to pokolenie; 3. aby generalizowac opinie o 1939 roku trzeba wiele lat badac tysiace pojedynczych malych faktow - te bowiem starano sie ukrywac przez dziesiatki lat z paru powodow: A. otoz na terenie Polski toczyly sie rownolegle i lacznie trzy wojny - ta z Rzeszą  Niemiecką, wlasciwie poznana; wojna domowa rozpetana przez grupe politykow i wyzszych dowodcow, z ktorych czesc to otoczenie generala Sikorskiego; oraz trzecia wojna - z Sowietami, a nie z Rosją (prezydent Rosji Borys Jelcyn dnia 25 sierpnia 1993 w Warszawie uzyl slowa przepraszam wobec calej Polski).  

We bear in mind that the website was made up in memory of my father Edward Gwidon Konstantynowicz  who died on 03rd November 1987 in very strange circumstances, so now  this is independent website thanks to USA host Yahoo! 

Prawa autorskie dla Bogdana Konstantynowicza. Wszelkie prawa zastrzeżone. Każda reprodukcja lub adaptacja całości bądź części niniejszej publikacji niezależnie od zastosowanej techniki (drukarskiej, fotograficznej,   komputerowej, nagrań fonograficznych itd.) wymaga pisemnej zgody Autora


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today

Encyklopedia internetowa Polski Niepodleglej. Czesc 1. 1768-1990.

Encyklopedia internetowa Polski Niepodleglej. Czesc 2. 1772-1989.

Encyklopedia internetowa Polski Niepodleglej. Czesc 3. 1795-1988.

Encyklopedia internetowa Polski Niepodleglej. Czesc 4. 1815-1987.