Katastrofa 

samolotu w Smolensku 

10 kwietnia 2010 roku 

czesc szosta.


Raport Zespolu Parlamentarnego Macierewicza z dnia 10 wrzesnia 2012 roku. Wnioski ze sledztwa - slady cyrkonu i wapnia na badanych probkach. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc piata.


Teza o dwoch wstrzasach lub wybuchach na pokladzie samolotu rzadowego z Prezydentem RP na pokladzie, Lechem Kaczynskim w dniu 10 kwietnia 2010 roku pod Smolenskiem w Rosji. Czesc czwarta dot. katastrofy lotniczej w 2010 roku - materialy z 2012 roku.

  © Katastrofa samolotu rzadowego pod Smolenskiem w Rosji w 2010 roku, czesc trzecia - author Bogdan Konstantynowicz

  © Przebieg sledztwa w sprawie katastrofy samolotu rzadowego w dniu 10 kwietnia 2010 roku w Rosji - czesc druga - author Bogdan Konstantynowicz


  © Kampania wrzesniowa 1939 przeciwko sowietom - author Bogdan Konstantynowicz

  Deka Company 1904 - 1918 in St. Petersburg. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

  Druga bitwa pod Tomaszowem Lubelskim wrzesien 1939. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

General Władysław Eugeniusz Sikorski

Zamach stanu generala Wladyslawa Sikorskiego we wrzesniu 1939 roku

  17 wrzesnia 1939 agresja sowiecka. New website! © author Bogdan Konstantynowicz


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today

Dnia 22 pazdziernika 2012 'Niezalezna.pl' informuje, ze: "... Konferencja została podzielona na pięć bloków tematycznych: 1. Zagadnienia ogólne: - konstrukcje lotnicze, - katastrofy lotnicze, - metody analiz katastrof lotniczy, - analizy porównawcze. 2. Mechanika lotu i odtworzenie trajektorii lotu, - zagadnienia ogólne dotyczące mechaniki lotu, - trajektoria samolotu TU-154M w całości, - trajektoria lotu poszczególnych części znalezionych na wrakowisku. 3. Mechanika zniszczenia i badania symulacyjne "katastrofy smoleńskiej", - hipoteza zniszczenia zainicjowanego uderzeniem w brzozę, - hipoteza zniszczenia przez rozerwanie w powietrzu, - hipoteza zniszczenia w wyniku uderzenia w grunt, - hipoteza lądowania awaryjnego i rozpadu po wylądowaniu, - inne hipotezy mechanizmu zniszczenia, inne zagadnienia związane z badaniem przyczyn katastrofy. 4. Aerodynamika i badania modelowe. 5. Zagadnienia materiałowe i inne. ... WPROWADZENIE. Prowadzący Jacek Rońda, Akademia Górniczo-Hutnicza, 09:05 - 09:20 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo-Hutnicza - Referat wprowadzający do Konferencji, I. ZAGADNIENIA OGÓLNE I ANALIZA WRAKOWISKA. Prowadzący Kazimierz Flaga, Politechnika Krakowska. 09:20 - 09:40 Chris Cieszewski, University of Georgia - Micro-detail comparative forest site analysis using high-resolution satellite imagery; 09:40 - 10:10 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo-Hutnicza - Mechanizmzniszczenia w wybranych katastrofach lotniczych, 10:10 - 10:30 Jacek F. Gieras, Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy - Ocena, technika badań oraz możliwość awarii systemu elektroenergetycznego samolotu Tu-154M; 10:30 - 10:50 Gregory Szuladziński, Analytical Service Pty Ltd - Niektóre aspekty katastrofy smoleńskiej i tematy z tym związane; 10:50 - 11:20 Przerwa. II. BADANIA FIZYKOCHEMICZNE, ASPEKTY WYTRZYMAŁOŚCIOWE. Prowadzący Robert Gałązka, Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk. 11:20 - 11:40 Wacław Berczyński, Former Politechnika Łódzka, Concordia Univ., Widener Univ., Boeing - Analiza wytrzymałościowa elementów struktury Tu-154M. 11:40 - 12:00 Jan Błaszczyk, Wojskowa Akademia Techniczna - Brzoza smoleńska - aspekty wytrzymałościowe struktury skrzydła samolotu Tu-154. 12:00 - 12:15 Wojciech Fabianowski, Politechnika Warszawska, Jan Jaworski, Uniwersytet Warszawski - Charakteryzacja próbek 1 - 5 metodami mikroskopii elektronowej i mikroanalizy rentgenowskiej (EDS). 12:15 - 12:30 Jan Obrębski, Politechnika Warszawska - Opis sposobu zniszczenia małego fragmentu Tu-154M nr 101. 12:30 - 12:50 Chris Cieszewski, University of Georgia - Assessment of wood properties for the birch samples from Poland, USA, and Smolensk using NIR spectroscopy and SilviScan. III. ZAGADNIENIA ZWIAZANE Z TRAJEKTORIĄ LOTU. Prowadzący Zdzisław Gosiewski, Politechnika Białostocka. 13:50 - 14:20 Kazimierz Nowaczyk, University of Maryland - Analiza zapisów urządzeń TAWS i FMS firmy Universal Avionics System Corporation zainstalowanych w rządowym samolocie Tu-154M 101. 14:20 - 14:40 Marek Dąbrowski - Położenie samolotu w momencie uderzenia w brzozę i bezpośrednio po uderzeniu wg danych MAK i KBWL LP. 14:40 - 15:00 Michał Jaworski - Próba interpretacji wybranych parametrów lotu - trajektoria pionowa oraz kąt przechylenia. 15:00 - 15:20 Andrzej Flaga, Politechnika Krakowska - O potrzebie i możliwościach przeprowadzenia badań modelowych w tunelu aerodynamicznym Politechniki Krakowskiej potwierdzających hipotezę zniszczenia samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem przez rozerwanie samolotu w powietrzu. 15:20 - 15:40 Jacek F. Gieras, Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy - Hipoteza eksplozji w zewnętrznym zbiorniku paliwa lewego skrzydła na skutek zapłonu elektrycznego mieszanki paliwo - powietrzej. 15:40 - 16:10 Przerwa. IV. ANALIZA ZDERZEŃ I MODELOWANIE NUMERYCZNE. Prowadzący Grzegorz Jemielita, Politechnika Warszawska. 16:10 - 16:40 Wiesław Binienda, The University of Akron - Symulacje komputerowe za pomocą programów LSDYNA3D oraz CFXweryfikujące przyczyny katastrofy samolotu Tu-154M w Smoleńsku. 16:40 - 17:00 Aleksander Olejnik, Stanisław Kachel, Adam Kozakiewicz, Wojskowa Akademia Techniczna - Zastosowanie inżynierii odwrotnej do procesu modelowania lotniczych konstrukcji cienkościennych. 17:00 - 17:20 Marek Czachor, Politechnika Gdańska - Testy niszczące samolotów Douglas DC-7 i Lockheed Constellation a katastrofa Tu-154M w Smoleńsku. 17:20 - 17:40 Andrzej Morka, Tadeusz Niezgoda, Paweł Dziewulski, Sebastian Stanisławek, Wojskowa Akademia Techniczna - Problemy modelowania numerycznego zagadnienia zderzeń ciał. 17:40 - 17:50 Przerwa. 17:50 - 19:00 DYSKUSJA GENERALNA...".
Zobacz: http://niezalezna.pl/34067-konferencja-smolenska-transmisja-na-zywo oraz http://smolenskcrash.com/index.php/2012/index/pages/view/live .

Dnia 22 pazdziernika 2012 http://niepoprawni.pl/content/1-konferencja-smolenska-polscy-naukowcy-debatuja-o-katastrofie-smolenskiej oraz http://www.rp.pl/artykul/597007,944751-Konferencja-naukowa-o-katastrofie-smolenskiej.html a takze http://martynka78.salon24.pl/archive/2012,10,22,1 informuja, ze: "... Ponad stu naukowców związanych z uczelniami technicznymi znalazło się w Komitecie Inspirującym i Doradczym konferencji naukowej, która jest transmitowana w Internecie. Zapowiedziana rok temu konferencja trwa w Warszawie. Wstęp na nią był ograniczony, ale jej transmisję można znaleźć w Internecie. I Konferencja Smoleńska poświęcona jest 'mechanizmowi zniszczenia oraz analizie mechanizmu lotu i okoliczności towarzyszących'. 'Konferencja ma charakter apolityczny. Jako uczeni będziemy starali się dociec jej przyczyn, korzystając z nauk matematycznych, fizycznych i chemicznych' - zapewniał prof. Jacek Rońda z Akademii Górniczo-Hutniczej, który poprzedził swoim wystąpieniem referaty. Na koniec jeszcze raz poprosił uczestników o unikanie wątków politycznych. Jeden z koordynatorów przedsięwzięcia prof. Piotr Witakowski z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej przekonywał, że do tej pory polskie środowisko naukowe nie zajęło się poważnie katastrofą z kwietnia 2010 r. Tym uzasadniał konieczność organizacji konferencji. Pokazał zdjęcie wraku Tu-154M, który leży na lotnisku w Smoleńsku. 'Każdy kto choć trochę zna się na mechanice, wie że ten samolot nie uderzył w ziemię, a został zniszczony przez siły działające wewnątrz kadłuba' - stwierdził. Jego zdaniem ustalenia komisji MAK i Millera są niewiarygodne. Zapewnił, że referaty nie były cenzurowane pod kątem zgodności z tezą przyjętą przez organizatorów, ale jego zdaniem, kwestia wybuchu powinna być hipotezą będącą punktem wyjścia dla badaczy tej kwestii. Prof. Witakowski prezentował zdjęcia z wypadków, które można porównać z katastrofą w Smoleńsku. Jego zdaniem upadek samolotu na 'dach' w żadnym wypadku nie był tak destrukcyjny dla maszyny. Wskazywał, że maszyna w takich przypadkach nie rozpada się na wiele części, a pasażerowie mają spore szanse na przeżycie. W konferencji biorą udział polonijni naukowcy, którzy są ekspertami sejmowego zespołu badającego katastrofę, którym kieruje ... Antoni Macierewicz. Emerytowany pracownik Wojskowej Akademii Technicznej dr inż. Jan Błaszczyk analizował wytrzymałość skrzydła tupolewa. Doszedł do podobnych wniosków co współpracujący z zespołem prof. Wiesław Binienda, który związany jest z uczelnią w amerykańskim Akron. Ich zdaniem brzoza nie mogłaby złamać skrzydła. Prof. Rońda poinformował, że konferencja odbędzie się również w przyszłym roku. 'Planujemy poszerzenie tematyki. Zaprosimy medyków, prawników i politologów', powiedział i dodał, że w tym roku organizatorzy chcieli skupić się na naukach ścisłych...".

Dnia 22 pazdziernika 2012 http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/rocznica/news-konferencja-smolenska-to-byl-wybuch,nId,643678 oraz http://box2008.salon24.pl/457186,podsumowanie-konferencji-smolenskiej-to-dopiero-poczatek informuja, ze: "... Według naukowców, przeprowadzone badania mechaniki zniszczeń i ostatniej fazy lotu prezydenckiego samolotu dowodzą, że smoleńska brzoza nie mogła spowodować odłamania części skrzydła. Zdaniem prof. Chrisa Ciszewskiego z Uniwersytetu w Georgii, który przeprowadził badania nad drewnem brzozowym, to absolutnie niemożliwe, by osłabiona sękami i przerostami brzoza była w stanie doprowadzić do obłamania tak istotnej części skrzydła maszyny skonstruowanej tak jak Tu-154. Z kolei organizator konferencji, prof. AGH Piotr Witakowski, na podstawie przestudiowania wielu innych wypadków powietrznych i zniszczeń, jakie spowodowały, orzekł, że mało wiarygodna jest wysunięta przez badającą przyczyny wypadku komisję Jerzego Millera teza, że samolot uległ zniszczeniu w wyniku rozbicia się o ziemię. Także zdaniem Jana Obrębskiego z Politechniki Warszawskiej, który badał duży fragment oderwanego poszycia maszyny, nie mogło być one zgniecione, jak stałoby się przy upadku samolotu nawet z niewielkiej wysokości, ale rozerwane od wewnątrz. 'Zniszczenia pochodzą wg mnie od eksplozji. Im dłużej to oglądam, jestem bardziej pewny', mówił prof. Obrębski. Można podejrzewać, że była to dobrze przygotowana, wielopunktowa eksplozja, która np. odcięła skrzydło - dodał. Znane wcześniej tezy, poddające w wątpliwość oficjalne wyjaśnienia przyczyn katastrofy, przedstawili na konferencji profesorowie Grzegorz Szuladziński z Australii, z którym łączono się przez internet, oraz obecny na konferencji prof. Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu w Maryland. Badający pobrane na miejscu katastrofy próbki materiałowe prof. Wojciech Fabianowski stwierdził, że bez zbadania większej ich liczby i wiedzy o właściwym składzie badanych materiałów, nawet metodami mikroskopii elektronowej i mikroanalizy rentgenowskiej, nie sposób jednoznacznie orzec, czy na pokładzie nie doszło do wybuchu, np. bomby paliwowo-powietrznej. Naukowcy wielokrotnie podkreślali, że mimo upływu czasu, który zatarł większość dostępnych śladów, konieczne jest dokładne zbadanie całego wraku".
"Przez jeden dzień w kilkunastu 20-30 min referatach, uczestnicy zaprezentowali zgromadzonym naukowcom i publiczności stan wiedzy z zakresu szeregu dziedzin (od mechanik i aerodynamiki po analizę chemiczną i materiałoznawstwo) jaką udało się zgromadzić przez dwa i pół roku dzielące nas od tragedii. Choć występowały osoby reprezentujące różne środowiska i uczelnie, z kraju jak również zagranicy, dominował wspólny postulat: konieczności pogłębienia badań w oparciu o szerszy materiał dowodowy, w tym głównie wrak samolotu. Podobnie zgodny pogląd mieli zgromadzeni w sprawie raportu Millera, nikt nie wystąpił w obronie zawartych w nim 'ustaleń' i 'wniosków', dotyczących rzekomych przyczyn katastrofy, powszechna zaś był ich krytyka. Z prezentowanych materiałów wyłania się hipoteza wybuchu na pokładzie maszyny, jako przyczyna katastrofy, co zgodne jest z wcześniejszymi ustaleniami Zespołu Parlamentarnego. Nie silę się nawet by omówić choćby ważniejsze aspekt poruszone na konferencji, tego materiału jest na książkę, którą organizatorzy zresztą zapowiedzieli. To co najważniejsze to deklaracja dalszej pracy oraz wezwanie skierowane do innych, niż techniczne, środowisk naukowych o podjęcie analogicznych badań. W sytuacji gdy władze państwa nie podejmują należytych działań, lekceważąc ciążące na nich obowiązki, czy wręcz sabotując prace mające odkryć prawdę o śmierci 96 osób, w tym sprawujących najwyższe władze w Rzeczypospolitej, jedyna nadzieja leży w obywatelach i elitach, świadomych odpowiedzialności względem zmarłych i wspólnoty, społeczeństwa. Wielkie uznanie i szacunek należy się wszystkim tym, którzy od ponad dwu i pół roku, mimo nacisków, kłamstw, szykan, kpin, ataków ze strony przedstawicieli rządu i stronniczych mediów, konsekwentną i odważną pracą przyczynili się do poszerzenia naszej wiedzy o tamtych tragicznych wydarzeniach, które już przeszły do historii, jako symbol głębokiego podziału i upadku III RP...".

Dnia 23 pazdziernika 2012 'Gazeta Polska Codziennie', 'http://wiadomosci.wp.pl/', 'Nasz Dziennik' informuja, ze: "... Naukowcy z polskich uczelni technicznych, podczas konferencji na temat przebiegu tragicznego lotu Tu-154M, przyznali, że zgodnie z aktualnym stanem badań najbardziej prawdopodobna jest hipoteza wybuchu. Tym samym potwierdzili ustalenia ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza ... Po raz pierwszy wskazano także, gdzie w tupolewie znajdował się materiał wybuchowy. Ponad 100 polskich profesorów z uczelni technicznych postanowiło na własną rękę, wykorzystując nauki ścisłe, wyjaśnić przebieg tragicznego lotu Tu-154M 10 kwietnia 2010 r. W poniedziałek, 22 października, odbyła się pierwsza, inauguracyjna konferencja na ten temat. ... Dokonując analizy zniszczenia fragmentów Tu-154M, prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej stwierdził, że przyczyną katastrofy musiał być wielopunktowy wybuch ... 'Zniszczenia pochodzą według mnie od eksplozji. Im dłużej to oglądam, tym bardziej jestem pewny', mówił prof. Obrębski. Jak konkludował: można podejrzewać, że była to dobrze przygotowana, wielopunktowa eksplozja, która m.in. odcięła skrzydło. Prof. Chris Cieszewski z University of Georgia podczas prezentacji swoich badań analizował zniszczenia drzewostanu oraz rozrzucenie szczątków samolotu na podstawie zdjęć satelitarnych miejsca katastrofy. Ekspert doszedł do wniosku, że fragmenty Tu-154M sugerują wystąpienie eksplozji poprzedzającej katastrofę. Prof. Piotr Witakowski przyznał, że 'środowisko naukowe zdominowało bardzo duże rozczarowanie tym, jak do tej pory badano tragedię'. Profesor zwrócił uwagę na luki w metodologii analizowania przez MAK i tzw. komisję Millera przebiegu katastrofy. Z pięciu etapów hipotezy - trajektorii do brzozy, uderzenia w brzozę, lotu między brzozą a ziemią, uderzenia w ziemię i przemieszczania się fragmentów w wyniku rozpadu, przeanalizowano bowiem naukowo tylko pierwszy i trzeci etap, i to też tylko według niektórych rejestratorów pokładowych. Podkreślił, że badań na temat pozostałych etapów nie przeprowadzono. Swoje badania przedstawił także po raz kolejny prof. Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu w Maryland, przekonując, że nawet z danych przedstawionych w raportach MAK-u i komisji Millera wynika, że tupolew przeleciał nad brzozą, a nie w nią uderzył. Profesor Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron przedstawił symulacje komputerowe lotu tupolewa za pomocą specjalistycznych programów. Także i on dowodził eksplozji...".

Dnia 23 pazdziernika 2012 http://www.naszdziennik.pl/wp/13075,nietypowe-ulozenie.html informuje, ze: "... Profesor Jacek Gieras ... odtworzył metodami symulacji komputerowych oryginalny generator elektryczny tupolewa ... Profesor Chris Cieszewski z University of Georgia (USA) zajmuje się symulacjami procesów biologicznych i analizami zdjęć satelitarnych złożonych, obszernych terenów, w szczególności lasów. Rozwija metody wykrywania śladów na obejmującym duży obszar zdjęciu satelitarnym elementów obcych lub nietypowych. ... Prelegent omawiał dostępne zdjęcia satelitarne okolic miejsca katastrofy. Na potrzeby konferencji zakupił i przeanalizował wszystkie dostępne komercyjnie obrazy satelitarne smoleńskiego lotniska wojskowego i obszaru podejścia samolotu. Porównywał m.in. ujęcia obszaru, na którym znalazły się szczątki samolotu z 5 kwietnia 2010, a także najwcześniejsze zdjęcia wykonane po katastrofie z 11 kwietnia i w kolejnych dniach. Według niego, ułożenie rozrzuconych części samolotu nie zgadza się z opisami tego rodzaju miejsc w amerykańskiej literaturze na temat zniszczeń samolotów, konstrukcji itp. 'Ten teren nie wygląda jak miejsce katastrofy lotniczej', stwierdził. Jego uwagę przykuły też płaty śniegu zalegające w okolicach miejsca katastrofy widoczne na zdjęciu z 5 kwietnia. Otóż topniejący w ciągu następnych dni śnieg powinien spowodować silne zawilgocenie terenu, czego jednak nie widać na zdjęciach satelitarnych z następnych dni ani na fotografiach z ziemi. Rejon jest bagnisty, ale sam wrak leży na suchej trawie. Jest to trudne do wyjaśnienia i może oznaczać, że grunt w tym miejscu jest nietypowy pod względem wchłaniania wody. ... Referat prof. Piotra Witakowskiego z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie poświęcony był statystykom i kategoryzacji katastrof lotniczych. Mówca podkreślił, że międzynarodowe bazy danych o katastrofach przekazują fałszywy przekaz na temat 10 kwietnia 2010 roku, wynikający z posłużenia się raportem MAK albo doniesieniami medialnymi. Mowa jest o czterech podejściach albo o podejściu do lądowania przez załogę na siłę. Witakowski podzielił wypadki lotnicze ze względu na dwa typy zniszczeń. W jednych dochodzi do rozerwania konstrukcji na ziemi, w drugich - w powietrzu. Inny podział dotyczy tego, czy miała miejsce eksplozja, czy też inna przyczyna. Z powstałych czterech możliwości mogą wyniknąć cztery typy katastrof. Każdy z nich cechują specyficzne rodzaje zniszczeń. Okazuje się, że gdy nie dochodzi do eksplozji ani rozerwania konstrukcji w powietrzu, szczątki znajdują się na małym obszarze i wrakowisko jest stosunkowo małe. Inaczej jest w przypadku przeciwnym. Najlepiej znane tego rodzaju zdarzenie to katastrofa samolotu pasażerskiego w wyniku zamachu terrorystycznego pod Lockerbie. Brytyjskie służby badające zdarzenie odnalazły 4 miliony części, które ułożono dokładnie, składając rozbity samolot przy pomocy komputerów modelujących. Ustalono ognisko wybuchu (jeden z bagaży) i odtworzono szczegółowo proces rozpadu, uwzględniający ruch każdej z 4 milionów części. Prelegent poruszył też kwestię katastrof z odwróceniem kadłuba (dachowaniem). Jest ich dość dużo: około 2-5 proc. wszystkich wypadków. Ich cechą charakterystyczną jest brak fragmentacji i niewielka liczba ofiar. Podczas tego typu katastrofy 19 stycznia 1993 roku w New Delhi uzbecki Tu-154 w wyniku błędu pilotów wykonał półbeczkę i wylądował na grzbiecie, podobnie jak w Smoleńsku. Żadna ze 165 osób na pokładzie nie zginęła. Profesor Witakowski za szczególnie szkodliwe zaniedbanie uważa pominięcie w analizach przez organy oficjalne ostatniej fazy: uderzenia kadłuba w ziemię i lotu swobodnego części samolotu na ich miejsca docelowe. W referacie prof. Jacka Gierasa, ... była mowa o instalacji elektrycznej tupolewa. ... naukowiec odtworzył metodami symulacji komputerowych oryginalny generator elektryczny tupolewa. Jak niedawno się okazało, to właśnie jeden z generatorów uległ uszkodzeniu jeszcze w trakcie lotu. Profesorowi udało się odtworzyć szczegółowe informacje o budowie, wymiarach i wszelkich parametrach rosyjskiego urządzenia. Organy oficjalne nie wykonały żadnych badań instalacji elektrycznej samolotu, z wyjątkiem stwierdzenia, że nie działała jedna z żarówek oświetlających przyrządy w kokpicie. Także tabele i wykresy zawierają zbyt mało danych, żeby sensownie ocenić zasilanie elektryczne samolotu. Tymczasem dwie katastrofy tupolewów Tu-154 w ostatnim czasie miały miejsce z przyczyn związanych wprost z układami elektrycznymi. Chodzi o pożar na lotnisku w Surgucie 1 stycznia 2011 roku i awaryjne lądowanie w Iżmie (Republika Komi) 7 września 2010 roku. ... Doktor inżynier Grzegorz Szuladziński z Sydney, znany Czytelnikom 'Naszego Dziennika' twórca hipotezy dwóch eksplozji powodujących najpierw oderwanie końcówki skrzydła, a potem rozerwanie kadłuba, zaprezentował uszczegółowioną wersję swojego raportu, pokazywanego już podczas posiedzenia zespołu parlamentarnego. Zaapelował, by zakończyć rozważania na temat smoleńskiej brzozy i jej udziału w katastrofie, gdyż jest to odwracanie uwagi od prawdziwych przyczyn katastrofy. 'Materiał faktograficzny i fotograficzny aż krzyczy, że wybuch miał miejsce', podsumował swoje wystąpienie. Odwrotną tezę przedstawił dr Jan Błaszczyk, emerytowany pracownik Wojskowej Akademii Technicznej. Wykonał serię obliczeń opartych na analizie naprężeń konstrukcji skrzydła. Wynika z nich, że zderzenie z brzozą wystarczyło, by rozerwać obie powłoki skrzydła, i mogło ono odpaść, tak jak uważają komisja Millera i MAK. Dowody zajścia zjawisk charakterystycznych dla eksplozji przedstawił dr inż. Wacław Berczyński z Filadelfii, emerytowany pracownik wielu firm lotniczych, m.in. Boeinga. Podkreślił on, że doszło do zniszczenia silnej zapory z tyłu przedziału pasażerskiego. Wymagało to zadziałania ogromnego ciśnienia wewnętrznego, sześć razy przekraczającego ciśnienie atmosferyczne. Uwagę eksperta zwracają też wyrwane nity łączące części poszycia samolotu. Do ich zniszczenia potrzebne jest ciśnienie 30 atmosfer. ... Próbki z gleby Profesor Jan Jaworski, chemik z Uniwersytetu Warszawskiego, wykonał analizy próbek ziemi i kilku części rozbitego samolotu. Badacz był już przesłuchiwany przez prokuratorów. Nie zna jednak pochodzenia dostarczonych mu próbek. Opisał szeroko trudności metodologiczne w tego rodzaju badaniach. Jaworski miał do dyspozycji ziemię z miejsca katastrofy, fragment tkaniny, element metalowy i część szyby. Badacz nie jest w stanie wyciągnąć wiarygodnych wniosków o obecności materiałów wybuchowych lub powodujących tzw. sztuczną mgłę, ale też ich nie wyklucza. Podobne substancje znalazł na przykład w cemencie pobranym w przypadkowym miejscu w Polsce. Oryginalnym fragmentem samolotu dysponował też prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej. Posiadał fotogramy małego, nieregularnego elementu konstrukcji o wymiarach mniej więcej 40 na 20 centymetrów. Mógł też przez 40 minut oglądać przedmiot i go fotografować. Cechą charakterystyczną są osmolenia i wygięcia. W środku znalazł fragmenty roślinne. Skoro jednak nie zostały one spalone, osmalenia na powierzchni metalu nie mogły powstać na ziemi po kontakcie z drzewami i trawą. Z rodzaju zniszczeń wynika, że występują urwane krawędzie, tak jakby część została 'odstrzelona od reszty konstrukcji'. W środku fragmentu samolotu badacz znalazł spore ilości kartonu oraz niejasne elementy jego budowy (dziwne szczeliny, potem zanitowane). 'Czym dłużej to oglądam, tym jestem bardziej pewny, że była to wielopunktowa eksplozja, dobrze zaplanowana, aby skrzydło oderwało się tam, gdzie się chce', podsumował prelegent. ... Do tematu uderzenia skrzydła w brzozę powrócił w drugim swoim wykładzie Chris Cieszewski. Nawiązał on współpracę z prof. Mike'em Strubem, specjalistą od badań materiałowych drewna. Wcelu przygotowania tego wystąpienia odcięto gałąź ze sławnej brzozy smoleńskiej, ścięto też kilka brzóz z Polski i USA. W najlepiej wyposażonym na świecie laboratorium prowadzących badania nad drewnem przeanalizowano cechy dostarczonych próbek. Okazało się, że brzoza smoleńska jest typowa. To materiał łatwy do złamania, szczególnie że sztywność drzewa osłabiają gałęzie. Cieszewski dochodzi do wniosku, że do złamania brzozy z efektem takim, jak do dzisiaj można zobaczyć w Smoleńsku, mogło dojść w wyniku samych turbulencji wywołanych przez przelatujący w pobliżu samolot. A zatem nie musiało nastąpić zderzenie, aby drzewo zostało złamane. Oczywiście do oderwania końcówki skrzydła musiało dojść w inny sposób. Podczas prezentacji Cieszewski łączył się z prof. Strubem, który krótko przemówił do zgromadzonych oraz pokazywał proste eksperymenty z łamaniem desek, obrazujące, jak rozpędzony element może łatwo złamać drewno takie jak rosnąca brzoza...".

Dnia 23 pazdziernika 2012 natychmiastowa odpowiedz na teorie o wybuchach - http://wiadomosci.onet.pl/katastrofa-smolenska,5150431,temat.html oraz 'Newsweek', informuja, ze: "... prokuratorzy, którzy badają okoliczności katastrofy smoleńskiej odzyskali zdjęcia zrobione na pokładzie Tu-154M, które mogą rozstrzygnąć czy w samolocie doszło do wybuchu. Te informacje potwierdza rzecznik prokuratury, płk Zbigniew Rzepa. Według płk. Rzepy, warszawska Wojskowa Prokuratura Okręgowa dysponuje kilkoma takimi zdjęciami, które, jak podaje 'Newsweek', mogą pomóc w rekonstrukcji rozmieszczenia pasażerów w samolocie, a także rozstrzygnąć czy w samolocie doszło do wybuchu. ... Cytuje też 'rozmówcę zaangażowanego w sprawę', który twierdzi, że ze wstępnych analiz nie wynika, żeby w samolocie doszło do wybuchu. Na dodatkowy pozytywny skutek posiadania takich zdjęć zwraca uwagę mecenas Rafał Rogalski ... 'Dzięki temu, że na zdjęciach widać rozmieszczenie pasażerów, można wnioskować, czy obrażenia ofiar wskazane w rosyjskiej dokumentacji medycznej były powodowane uderzeniami o sąsiednie fotele, czy czymś innym'...".

Dnia 24 pazdziernika 2012 http://www.radiomaryja.pl/informacje/zakonczyla-sie-konferencja-smolenska/ oraz http://www.rp.pl/artykul/613504,945252-Konferencja-naukowa-o-katastrofie-smolenskiej-na-UKSW.html podsumowuja dwa dni konferencji naukowej o katastrofie samolotu rzadowego w Smolensku dnia 10 kwietnia 2010 roku: "... Podczas konferencji naukowej na UKSW w Warszawie naukowcy przekonywali, że eksplozja jest jedynym logicznym wytłumaczeniem katastrofy smoleńskiej ... Nie doszło do uderzenia maszyny w brzozę; otwarcie ścian kadłuba na zewnątrz świadczy o wybuchu w jego wnętrzu ... Prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej w swoim referacie opisywał zniszczenie fragmentu samolotu. Zaznaczył, że element najprawdopodobniej został wyrwany z przedniej części samolotu w wyniku eksplozji. Zwracał uwagę m.in. na wyrwane nity i poszarpany nieregularny kształt. 'Można podejrzewać, że miała miejsce punktowa eksplozja', stwierdził. Z kolei ekspert z zakresu inżynierii dr Grzegorz Szuladziński ocenił, że wybuch w kadłubie jest jedynym logicznym wytłumaczeniem katastrofy. Argumentował, że świadczy o tym m.in. liczba odłamków, ich rozmieszczenie, a także 'rozszczepienie kadłuba'. 'Brak zniszczeń na krawędzi przedniej skrzydła, miejsce jego urwania, zniszczenia wewnętrzne skrzydła, wyrwane nity oraz położenie brzozy w kierunku prostopadłym do lotu samolotu wskazują, że nie doszło do uderzenia maszyny w brzozę, ale, że to eksplozja może być przyczyną wyrwania skrzydła', dowodził prof. Wiesław Binienda, kierownik Wydziału Inżynierii Cywilnej na uniwersytecie w Akron w Ohio. 'Otwarcie ścian kadłuba na zewnątrz świadczy o wybuchu w jego wnętrzu. Gdyby nie było wybuchu, tylna część kadłuba oraz prawe skrzydło powinny być w całości. Gdyby nie było wybuchu, większość pasażerów w tylnej i środkowej części samolotu powinna przeżyć', mówił Binienda. Głos zabrał także konstruktor dr Wacław Berczyński. 'Zniszczenia nastąpiły w kadłubie, została odrzucona pod dużym ciśnieniem tylna część samolotu, skrzydło zostało zniszczone w wyniku ogromnego ciśnienia wewnątrz skrzydła', mówił. Macierewicz zapowiedział, że będzie wnioskował o to, by w projekcie budżetu na 2013 rok znalazły się środki na niezależne badania naukowe związane z katastrofą smoleńską. ... Naukowcy wygłosili część referatów, które zostały przedstawione wczoraj podczas pierwszej konferencji smoleńskiej, która odbyła się drzwiami zamkniętymi (transmitowano ją jednak w internecie). Była ona poświęcona mechanizmowi zniszczenia, analizie lotu i okolicznościom katastrofy, jakiej uległ samolot Tu-154M 10 kwietnia 2010 roku. Uczestniczyli w niej naukowcy pracujący na uczelniach technicznych. W komitecie doradczym konferencji znalazło się 100 akademików. Referaty wygłosili m.in. prof. Piotr Witakowski z Akademii Górniczo-Hutniczej, prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej, naukowcy z Wojskowej Akademii Technicznej oraz eksperci zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej".
"...'Istniał czynnik, który rozerwał samolot od wewnątrz', powiedział prof. Jan Obrębski. W Warszawie zakończyła się Konferencja Smoleńska, w której udział wzięło ponad 100 ekspertów z Polski i z zagranicy. Prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej w przedstawionym referacie na podstawie opisu sposobu zniszczenia jednego z fragmentów Tu-154 M wykazał, że istniał czynnik, który rozerwał samolot od wewnątrz. 'Z całą pewnością element, który oglądałem był eksplodowany, nie implodowany. Nie ma żadnej wątpliwości, wszędzie są rozstępy, wszędzie są ubytki tej, jak to nazwałem, powłoki namalarsko - ochronnej. To jest warstwa jakiegoś metalu nanoszona, coś a'la cynkowanie. Wczoraj na Sali byli lotnicy. Był pan prof. Olejnik, dziekan wydziału, kiedyś uzbrojenia i lotnictwa. Nie był uprzejmy, ani słowem zaprzeczyć temu, co powiedziałem. W takim razie odpowiadam jeszcze raz, to była eksplozja, a nie implozja', powiedział Jan Obrębski. Prof. Kazimierz Nowaczyk z Maryland, który analizował mechanizm TAWS i FMS także potwierdził wybuch w samolocie. Umiejscowił go w kadłubie samolotu. 'Proszę Państwa ten samolot został zniszczony. Po utracie skrzydła prawdopodobnie jeszcze odchodził. Samolot został zniszczony wybuchem w kadłubie. I to jest istotny element całej tej teorii. Oczywiście wygląda na to, że on był podprowadzany pod coś takiego. Jak to się działo, to my analizujemy. Upadek na ziemie to już jest inna rzecz. Lot zakończył się w momencie wybuchu w kadłubie', zaznaczył prof. Kazimierz Nowaczyk. ... Antoni Macierewicz powiedział, że podczas tej konferencji mogliśmy bliżej poznać ustalenia ekspertów zespołu, wzbogacone o dane z tzw. polskiej czarnej skrzynki. 'Podstawowe tezy profesorów były upowszechnione wcześniej. Zostały pogłębione i są w zupełnie nowym kształcie przedstawione. Dużo dobitniej, udowadniające tezy formułowane wcześniej. Przede wszystkim dzięki nowym materiałom jakie zostały uzyskane, a zwłaszcza materiałom pochodzącym z tzw. 'Polskiej czarnej skrzynki' - skrzynki szybkiego dostępu zwanej QUAR. Niewątpliwym novum jest analiza fragmentów szczątków samolotu dokonana przez profesora Obrębskiego' powiedział pos. Macierewicz. ... ... Analizy ekspertów: Prof. Jana Obrębskiego a także innych naukowców, którzy zaprezentowali swoje referaty prowadzą do jednego wniosku: do katastrofy doszło na skutek eksplozji - powiedział poseł Antoni Macierewicz. ... Druga taka konferencja odbyła się dzisiaj na UKSW w Warszawie. Wczoraj podczas spotkania m.in. prof. Jan Bogdan Obrębski w oparciu o szczegółową analizę jednego z fragmentów samolotu znalezionego na miejscu tragedii wskazał na technologię umieszczania wielopunktowego ładunku wybuchowego, który rozerwał skrzydło. 'Wszystko wskazuje na to, że ubytki powłoki ochronnej i rozstępy materiału, a więc spękania powłoki, w ogóle wyrwanie całego elementu, wyrwanie nitów. To wszystko świadczy o działaniu sił rozrywających. Co więcej z zewnątrz element, który nazwałem owiewką podtrzymującą (wewnątrz była spalona, z zewnątrz prawie, że idealnie srebrne). Doszedłem do wniosku, że ogień musiał działać wewnątrz', powiedział prof. Jan Bogdan Obrębski. 'Profesor Ciszewski jest specjalistą od analizy lasu i drewna. Jego referat skoncentrował się na szczegółach związanych z wytrzymałością brzozy i porównania różnych gatunków brzóz, oraz specyfiką tej smoleńskiej. Profesor Berciński z kolei skonstruował skrzydła boeinga, który był pierwowzorem TU-154M. Koncentrował się z kolei na aspektach wytrzymałości skrzydła i cechach charakterystycznych poszycia. Każdy z nich formułuje opinie dotyczącą sobie znanej dziedziny i każdy z nich dochodzi do tego samego wniosku: Eksplozja była powodem tragedii smoleńskiej', powiedział poseł Antoni Macierewicz. Podczas konferencji zaprezentowane zostały analizy naukowe, które wykazywały m.in., że skrzydło Tu-154 M nie mogło się oderwać na skutek uderzenia w brzozę oraz, że istniał czynnik, który rozerwał samolot od wewnątrz...".

Dnia 24 pazdziernika 2012 Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski - 'Publikacje Gazety Polskiej' - komentuja na stronie 'http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/457553,to-byla-dobrze-przygotowana-eksplozja' I konferencje naukowa w sprawie Smoleńska i informuja, ze: "... Do katastrofy smoleńskiej doszło najprawdopodobniej w wyniku eksplozji, a upadek na ziemię nastąpił po wcześniejszym rozpadzie samolotu w powietrzu - powiedział prof. Piotr Witakowski z Akademii Górniczo-Hutniczej. Podobną tezę przedstawiła większość naukowców, którzy wzięli udział w konferencji naukowej poświęconej tragedii z 10 kwietnia 2010 r. Prof. Piotr Witakowski, autor wielu publikacji naukowych i patentów, to przewodniczący komitetu organizacyjnego i członek prezydium komitetu naukowego konferencji smoleńskiej - spotkania uczonych poświęconego badaniom katastrofy smoleńskiej metodami nauk ścisłych. ...
Analizą miejsca, w którym 10 kwietnia 2010 r. rozbił się Tu-154, zajęli się na konferencji - oprócz prof. Witakowskiego - dwaj naukowcy z zagranicy. Pierwszy z nich, inż. Chris Cieszewski, profesor i wykładowca w Warnell School of Forestry and Natural Resources University of Georgia w USA, przedstawił wstępną analizę porównawczą wysokorozdzielczych zdjęć satelitarnych terenu katastrofy. Zdaniem Cieszewskiego, rozrzut szczątków samolotu i ich ułożenie świadczą o tym, że katastrofa smoleńska nie była wynikiem zderzenia maszyny z ziemią, lecz raczej rezultatem eksplozji, która poprzedziła kolizję. Do jeszcze dalej idących wniosków doszedł dr inż. Grzegorz Szuladziński z australijskiej firmy Pty Ltd, ekspert zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej. Z jego badań jednoznacznie wynika, że zniszczenia widoczne po rozbiciu się Tu-154 mogły zostać spowodowane jedynie wybuchami, jakie nastąpiły wewnątrz samolotu. Naukowiec zaprezentował, jak wyglądają wybuchy w walcowych naczyniach ciśnieniowych. Okazało się, że identyczne skutki spowodowały siły, które rozsadziły kadłub tupolewa. 'Kadłub jest taką dużą rurą walcową, zamkniętą z obu stron. Gdy podda się ją wysokiemu ciśnieniu wewnętrznemu, pęka wzdłuż. To podstawowe zasady mechaniki', powiedział dr Szuladziński 'Gazecie Polskiej'. Według Szuladzińskiego, do uszkodzenia kadłuba potrzebna jest stosunkowo niewielka ilość materiału wybuchowego, a o rodzaju zniszczeń decyduje rozlokowanie ładunków. Ekspert odniósł się też do rzekomego uderzenia Tu-154 w brzozę - jego zdaniem to wybuch w lewym skrzydle, a nie kolizja z drzewem, doprowadził do zniszczenia tej części samolotu. 'Nie ma nic, co by potwierdzało rozwój wydarzeń przedstawiony w raportach państwowych komisji' - stwierdził dr Szuladziński. Z wnioskami Cieszewskiego i Szuladzińskiego współgrał referat dr. inż. Wacława Berczyńskiego, konstruktora Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga. Berczyński przeprowadził analizę naprężeń w elementach struktury Tu-154 po jego rozpadzie. 'Struktura samolotu, części jego powłoki podległy ciśnieniom, które nie były przewidziane w konstrukcji. Musiała być jakaś duża siła, a raczej - nazywajmy rzecz po imieniu - eksplozja, która spowodowała wyrwanie nitów, a następnie rozerwanie poszycia' - powiedział dr Berczyński. Jego zdaniem, siła zderzenia spadającego samolotu nie mogła spowodować zniszczeń w obserwowanej skali, podobnie jak zderzenie z drzewem nie było w stanie doprowadzić do takiej destrukcji lewego skrzydła, m.in. oderwania górnego i dolnego poszycia od żeber i dźwigarów. 'To wynik ogromnego ciśnienia wewnętrznego' - wyjaśnił. Wielkie zainteresowanie wzbudziło wystąpienie prof. Jana Obrębskiego z Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej (Zakład Wytrzymałości Materiałów, Teorii Sprężystości i Plastyczności). Dokonując opisu sposobu zniszczenia małego fragmentu Tu-154M nr 101, stwierdził on, że przyczyną katastrofy musiał być wielopunktowy wybuch. Prof. Obrębski dowiódł tego poprzez dokładne, bezpośrednie oględziny fragmentu samolotu, zdeformowanego w sposób niepozostawiający wiele wątpliwości: badana część była porozrywana, niektóre ze znajdujących się w niej nitów zostały wyrwane, a krawędzi blach wywinięte. Wskazuje to na rozerwanie od wewnątrz, a nie na zgniecenie po upadku z wysokości. 'Zniszczenia pochodzą według mnie od eksplozji. Im dłużej to oglądam, tym jestem bardziej pewny. Można podejrzewać, że była to dobrze przygotowana, wielopunktowa eksplozja, która np. odcięła skrzydło' - podsumował. Referaty związane z trajektorią lotu i modelowaniem numerycznym tylko potwierdziły to, co powiedziano podczas prezentacji dotyczących miejsca katastrofy i aspektów wytrzymałościowych. Prof. Kazimierz Nowaczyk, stojący na czele grupy ekspertów zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej, przedstawił analizę zapisów urządzeń TAWS i FMS, zainstalowanych w rządowym tupolewie. Wynika z niej, że samolot nie zderzył się z brzozą, lecz przeleciał nad nią, znajdując się na wysokości 20 m nad ziemią; nie mógł więc utracić w wyniku kolizji sporego fragmentu skrzydła. Co się stało potem? Przez dwie sekundy Tu-154 leciał zgodnie z kursem i wznosił się, osiągając w miejscu, w którym zarejestrowano ostatni komunikat systemu TAWS (urządzenie ostrzegające przed zbliżaniem się do ziemi), wysokość ok. 35 m nad ziemią. Za tym punktem (144 m za brzozą) maszyna wykonała gwałtowny skręt w lewo, niezgodny z jej aerodynamiką. To zatem inne zdarzenie, a nie rzekome zderzenie z brzozą, było przyczyną zmiany kierunku lotu - wbrew temu, co twierdzi komisja Millera. Prof. Wiesław Binienda z University of Akron - inny ekspert zespołu parlamentarnego - przedstawił z kolei symulacje zachowania się skrzydła i kadłuba Tu-154 wykonane za pomocą specjalistycznych programów komputerowych. Podkreślił, że brak zniszczenia krawędzi przedniej w miejscu urwania skrzydła, jego zniszczenia wewnętrzne, wyrwane nity oraz położenie złamanej brzozy w kierunku prostopadłym do lotu samolotu świadczą o tym, iż to eksplozja może być przyczyną urwania fragmentu skrzydła. Naukowiec zaprezentował również ciekawą symulację opracowaną przez amerykańskich specjalistów z Sandia National Lab z 2008 r., która obrazuje możliwość otwarcia kadłuba przed uderzeniem w ziemię wskutek eksplozji wewnętrznej - wizualizacja ta potwierdza tezy o wybuchu dr. Szuladzińskiego. Wnioski przedstawione przez prof. Biniendę obalają wersję MAK i komisji Millera. Jak udowodnił uczony: lewe skrzydło nie mogło urwać się w wyniku uderzenia w brzozę; o rozpadzie samolotu w powietrzu świadczą brak krateru i duży rozrzut szczątków; za wybuchem w kadłubie przemawia otwarcie jego ścian na zewnątrz. Gdyby nie było wybuchu, tylna część kadłuba oraz prawe skrzydło powinno być w całości, a większość pasażerów (w środkowej i tylnej części samolotu) powinna przeżyć - stwierdził prof. Binienda. Na konferencji smoleńskiej wygłoszono także inne niezwykle interesujące referaty. Dr Jacek Gieras z Uniwersytetu Technologiczno- Przyrodniczego w Bydgoszczy przedstawił analizę układu paliwowego oraz możliwości wybuchu mieszanki paliwowo-powietrznej w Tu-154. Marek Dąbrowski, współpracownik zespołu Antoniego Macierewicza, uzupełnił wyniki badań prof. Nowaczyka rekonstrukcją położenia samolotu dokonaną na podstawie wykresów z radiowysokościomierza; wykazał, że podane w raporcie Millera liczby dotyczące wysokości radiowej zostały zaniżone i nie zgadzają się z fotografiami przedstawiającymi ślady przycięcia drzew wokół miejsca katastrofy smoleńskiej. Dr inż. Jan Błaszczyk, emerytowany pracownik Wojskowej Akademii Technicznej, zaproponował model obliczeniowy struktury skrzydła w przekroju kontaktu z brzozą. Prof. Jan S. Jaworski zaprezentował analizę składu chemicznego szczątków samolotu, o której w ostatnim numerze pisała 'Gazeta Polska'. Prof. Andrzej Flaga z Politechniki Krakowskiej wskazał zaś na konieczność przeprowadzenia badań modelowych w tunelu aerodynamicznym, co pozwoliłoby potwierdzić hipotezę zniszczenia Tu-154 poprzez eksplozję w powietrzu. ...".

Dnia 24 pazdziernika 2012 http://freeyourmind.salon24.pl/457593,wokol-konferencji-smolenskiej-1 komentuje Konferencje: "... Wykład prof. P. Witakowskiego zawiera kilka interesujących punktów, do których pozwolę się w niniejszym tekście odnieść ... Po pierwsze, Witakowski konsekwentnie używa w cudzysłowie określenia 'katastrofa smoleńska' i o oficjalnej wersji wydarzeń mówi jako o hipotezie MAK. Po drugie, o hipotezie z eksplozją tupolewa w powietrzu nad lotniskiem XUBS przypomina, że jest hipotezą. Po trzecie, zwraca uwagę na zaskakujący bałagan prawny i instytucjonalny, jaki stworzono już 10 Kwietnia ..., jak też na rolę mediów w utrwalaniu fałszywego obrazu tego, co się miało stać tamtego tragicznego dnia z 'prezydenckim tupolewem' - obrazu przekazywanego zarówno polskiej, jak i międzynarodowej opinii publicznej. Po czwarte, dokonuje ogólnej systematyzacji lotniczych katastrof, wskazując na ich charakterystyczne cechy (związane z przebiegiem procesów niszczenia konstrukcji danego statku powietrznego, jak i schematem rozkładu szczątków) i zestawia to rozróżnienie z obrazem tego, co przedstawiano a propos 'smoleńskiej katastrofy'. Co do tej ostatniej zaś, Witakowski przypomina (po piąte), że daje się ona podzielić na kilka etapów, przy czym tylko dwa z nich zostały poddane jakimś badaniom (i to w oparciu o dane mające pochodzić tylko z niektórych rejestratorów), pozostałe etapy zaś nie. ... Zdaniem Witakowskiego 'katastrofa smoleńska' dzieli się na następujące etapy: 1. lot (wg określonej trajektorii) ku brzozie, 2. uderzenie w brzozę, 3. lot między brzozą a uderzeniem w ziemię, 4. uderzenie w ziemię / dezintegracja samolotu, 5. przemieszczanie się fragmentów statku powietrznego do miejsca ich położenia. Etapy 2, 4 i 5 nie zostały poddane oficjalnym badaniom i dokładnie odtworzone, zaś 1 i 3 rekonstruowano odwołując się tylko do nielicznych rejestratorów - część bowiem urządzeń ... 'prezydenckiego tupolewa' zniknęła, część zaś uległa zniszczeniu niepozwalającemu na odtworzenie zapisanych danych. Nie uwzględniono też, zaznacza Witakowski, zapisów z rejestratorów naziemnych. Do tych ostatnich bowiem (co dodam od siebie), jak pamiętamy, nie dopuszczono polskich badaczy; zresztą nawet, gdyby ich dopuszczono, to (jak informowała 'strona rosyjska') obraz pracy urządzeń w 'wieży XUBS' się po prostu nie utrwalił. Nawet taśma z zapisem rozmów w tejże wieży okazała się nieco wybrakowana, o czym wspominał raport MAK (http://freeyourmind.salon24.pl/345616,uwagi-do-uwag). 'Katastrofa smoleńska' jest więc nie tylko otwarta na dalsze badania i rekonstrukcje, ale, co więcej, wykazuje się wieloma osobliwymi cechami, które w konfrontacji z innymi zdarzeniami lotniczymi budzą znaki zapytania. Witakowski zwraca uwagę, że wypadki samolotów polegające na dachowaniu nie kończą się zwykle tragicznie dla pasażerów, a przede wszystkim - podczas takich katastrof statek powietrzny nie ulega fragmentacji. Do tej ostatniej zaś dochodzi albo w wyniku potężnego uderzenia samolotu o podłoże (spadającego z dużej wysokości), albo w powietrzu (po wybuchu lub innej poważnej awarii). Na XUBS natomiast miało dojść do upadku z relatywnie małej wysokości parunastu metrów i do dachowania, nie miało dojść ani do wybuchu, ani do wielkiego pożaru, a tymczasem wrak (widoczny na zdjęciach) jest pokawałkowany do tego stopnia, iż tylko kilka co większych części jest zachowanych i rozpoznawalnych. Jeśli chodzi o kwestie prawne (pociągające za sobą określone konsekwencje proceduralne, badawcze i śledcze), to Witakowski przypomina powszechnie znaną już sprawę bezzasadnego przyjęcia chicagowskiej Konwencji jako prawnej podstawy 'badań katastrofy smoleńskiej', jak też przywołuje treść Artykułu 11 dwustronnego porozumienia między Warszawą a Moskwą (zawartego w grudniu 1993) ... Na XUBS, wśród wyczekujących na przylot prezydenckiej delegacji, znajduje się polski attache, czyli gen. G. Wiśniewski, który nawet nie wysiada z busa, przekonany po rozmowie z innym pracownikiem ambasady, G. Cyganowskim, że PLF 101 poleci na zapasowe lotnisko ... por. też relację M. Wierzchowskiego http://freeyourmind.salon24.pl/401203,tajemnice-smolenska. Tym niemniej ów attache nie zostaje potem przesłuchany jako świadek przez żadną z komisji sejmowych z 'Zespołem Parlamentarnym' włącznie - choćby pod kątem tego, jakie i komu przekazywał informacje 10-04 (lub jakie otrzymywał). W Katyniu 10 Kwietnia 'po katastrofie' zapadają decyzje (rozkazy?) dotyczące sprawnej i przyspieszonej 'ewakuacji' przybyłych na uroczystości pielgrzymów i parlamentarzystów - do dziś jednak nie wiadomo, w jaki sposób koordynowane (ta z kolei sprawność nieco kontrastuje z potraktowaniem przez polską stronę 'miejsca katastrofy'). W oficjalnej narracji się utarło, iż jako pierwszy (gdzieś koło 10-tej) zostaje zawiadomiony przez 'stronę rosyjską' płk dr E. Klich (telefon od 'menażera' A. Morozowa) ... http://zbigniewkozak.pl/2010/05/18/co-edmund-klich-powiedzial-na-podkomisji-do-spraw-transportu-lotniczego/, zwany później 'akredytowanym' (jego relacjom poświęcam sporo miejsca w Zagadnieniach 'smoleńskich'), tymczasem na finałowej prezentacji 'komisji Millera' (latem 2011) mówi się o tym (co sygnalizowałem już w ZS), że Inspektorat ds. Bezpieczeństwa Lotów MON (http://www.inspektoratmonbl.wp.mil.pl/pl/8.html) już o godz. 9.12 otrzymać ma wiadomość o zdarzeniu. Owo 'już' ma sens, rzecz jasna, tylko w odniesieniu do chwili informowania E. Klicha, bo nie do 'momentu katastrofy', skoro przecież byłoby to raptem jakieś 30 minut po zdarzeniu. Tak czy tak, kwestia tego: jak 10 Kwietnia wyglądał wojskowy obieg informacji - jest wciąż niewyjaśniona (a ściślej: utajniona). Mimo upływu lat od tragedii. Wprawdzie krąży czasem opowieść (w oficjalnym obiegu), iż dowódca jaka-40 miał już o godz. 8.42 zawiadomić telefonicznie Okęcie o 'katastrofie prezydenckiego tupolewa' na XUBS, ale informację tę znamy, jak dotąd, wyłącznie z przekazu ustnego. Ten zaś, jeśli chodzi o relacje z 10-04 już niejednokrotnie okazał się dość nieprecyzyjny, zwłaszcza pod względem parametrów czasowych; wystarczy wspomnieć historię z ruchomą 'godziną katastrofy' (http://freeyourmind.salon24.pl/380030,medytacje-smolenskie-6-godzina-batera) oraz z przesuwającymi się w czasie połączeniami 'rządowymi' (http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/rozmowy-sikorski) (http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/wywiady/kontrwywiad/news-jerzy-bahr-kiedy-dotarlismy-na-miejsce-szczatki-samolotu-jes,nId,272617). ... jak wiemy z fragmentów rozmów w Centrum Operacji Powietrznych - ten właśnie Wosztylowy komunikat z XUBS (ani tym bardziej z 36 splt) nie dotarł do tej instytucji zbyt szybko, bo nawet w pierwszych minutach po 9-tej nic o smoleńskiej katastrofie w COP nie wiedziano (http://www.wprost.pl/ar/215934/Oficerowie-monitorujacy-lot-Tu-154-Witebsk-jest-na-Bialorusi/). Wiedziano już natomiast, a nawet mówiono na antenie Polsat News (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2012/07/tuz-po-9-tej-10-04.html), no ale to z kolei zasługa red. W. Batera, który miał się dowiedzieć o katastrofie jeszcze zanim do niej doszło. I też nikt go dotychczas nie zdążył dokładnie przesłuchać w tej sprawie...".

Dnia 24 pazdziernika 2012 dowody potwierdzajace tezy Konferencji Smolenskiej w http://niezalezna.pl/34158-npw-w-ciele-ofiary-katastrofy-byly-nity ktora informuje, ze: "... Prokuratura ujawniła informacje o przebiegu sekcji zwłok sp. Anny Walentynowicz oraz śp. Teresy Walewskiej - Przyjałkowskiej i potwierdziła, że w jej ciele znaleziono nity. Na stronie internetowej Naczelnej Prokuratury Wojskowej opublikowano oświadczenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej (WPO) dotyczące sposobu i przebiegu sekcji zwłok dokonanych po ekshumacjach przeprowadzonych w dniach 17 i 18 września 2012 r. ... 'WPO w Warszawie stwierdza że w toku badania zwłok zabezpieczono m.in. jako ślady: 4 twarde elementy o wymiarach od 0,2 do 1,2 cm. W trakcie opisywania jednego z nich przez technika kryminalistyki z Żandarmerii Wojskowej, bezpośrednio po wyjęciu z ciała przez lekarza, ppłk Robert Pyra powiedział do tegoż funkcjonariusza, że jest to prawdopodobnie nit z poszycia samolotu' ... Jako pierwsza informację o znalezieniu nitów w ciele Anny Walentynowicz podała 'Gazeta Polska Codziennie'. Odnaleziony fragment rozerwanego nitu z rządowego Tu-154M, który znajdował się w ciele ofiary ofiary katastrofy smoleńskiej, ma ogromne znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. Dr inż. Wacław Berczyński, wieloletni konstruktor Boeinga, już kilka miesięcy temu podkreślał, że jednym z dowodów na wybuch w tupolewie są właśnie wyrwane nity".

Dnia 25 pazdziernika 2012 dowody potwierdzajace tezy Konferencji Smolenskiej w http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/457695,npw-znalazla-4-dowody-na-eksplozje-na-pokladzie-tu154 ktora informuje, ze: "... przy zgniataniu (i rozciąganiu) powłoki z nitami (a takie procesy mogłyby zachodzić przy uderzeniu samolotu o ziemię), nity są ŚCINANE i nie rozpryskują się po okolicy, bo nie mają nadanej w takim procesie prędkości początkowej. Rozprysk następuje wtedy, gdy siła wewnętrzna powoduje WYRWANIE nitu z powłoki. Elementy powłoki samolotu widoczne na zdjęciach ze Smoleńska mają otwory po nitach z charakterystycznymi szyjkami, które jednoznacznie wskazują na proces wyrywania a nie ścinania. ... Dr Baden powiedział, że pierwszym badaniem ciała ofiar katastrof jest proste prześwietlenie rtg, a znalezienie w ciele ofiary obcych elementów metalowych jest dowodem na eksplozję w czasie tej katastrofy. ... A kiedy miał miejsce okrzyk k...a w kabinie pilotów? Nie mówili tego na konferencji coś przeoczyłem? Jeszcze bardziej ciekawy jestem czasu ostatniego krzyku pasażerów zarejestrowanego na taśmie. Czy było to przed wybuchami? Głos pasażerów się zarejestrował a wybuch był bezgłośny? Czy był to może wybuch bezciśnieniowy i żaden z 16 czujników nie zarejestrował zmiany ciśnienia w kabinie i na żadnych zwłokach i odzieży nie stwierdzono zmian powybuchowych? A przecież tuż przed ekshumacjami główny katastrofolog IIIRP opowiadał,że dowody na eksplozje są w grobach i należy głównie zbadać bębenki uszne i ciało śp. Anny Walentynowicz gdyż siedziała w centrum wybuchu. ... informuję, że każdy nit składa się z 2 co najmniej elementów. W przypadku rozerwania nita (do czego potrzebna jest b. duża siła, taka jaką generuje jedynie eksplozja działająca na łączone nitem elementy) jedna część nita wystrzeliwana jest w jedną stronę, a druga w stronę przeciwną. W przypadku katastrofy samolotu bez eksplozji, gdy dochodzi do gniecenia elementów kadłuba nity bywają ścinane, nie zrywane. Energia potrzebna do ścięcia nitu jest znacznie mniejsza, nity po ścięciu nie wystrzeliwują z ogromną prędkością, zazwyczaj zniekształcone po ścięciu zostają w otworach, w których były mocowane. ... Nie było wybuchu paliwa po uderzeniu w ziemię, bo nie było nawet pożaru, a jedynie ogniska, co przyznaje sam MAK, pisząc, ze ugaszono niewielkie ogniska w 10 minut. ... twierdzenie, że nity 'pochodziły z poszycia a więc zewnętrznej części powierzchni samolotu' jest nieuprawnione. Nity mogą pochodzić z wielu elementów samolotu, np z grodzi wewnętrznych. Tak czy inaczej z faktu, że znaleziono je W CIELE ofiary wynika, że na pokładzie TU154 doszlo do eksplozji. Coraz więcej faktów wskazuje na to, że dr Nowaczyk, dr Szuladziński i inni mówiący o eksplozji na pokładzie TU154 mają rację ...".

Dnia 25 pazdziernika 2012 dyskusja na temat hipotez uczonych na Konferencji Smolenskiej
na stronach:
http://janosik.salon24.pl/456495,discovery-channel-film-jak-sie-rozbija-tu-154-b-727 pod tytulem 'Discovery Channel - Film jak się rozbija TU 154 / B 727', http://kerimad64.salon24.pl/457688,czego-potrzebujemy-aby-odrzucic-niektore-hipotezy czyli 'Czego potrzebujemy, aby odrzucić niektóre hipotezy...?'
oraz http://lubczasopismo.salon24.pl/Poloniaswiata/post/457797,kres-smolenskiej-legendy-o-wypadku gdzie zaznaczono juz 'Kres smoleńskiej legendy o wypadku'.

Dnia 26 pazdziernika 2012 pytania dotyczace Katastrofy Smolenskiej 2010 zadaja stronie polskiej, rosyjskie sluzby specjalne na stronie 'gorojanin-iz-b.livejournal', ktora tym razem pozbawiona jest drastycznych zdjec a jednoczesnie informuje, ze: "... Zbiór pytań będących w zamyśle częścią Białej Księgi dotyczącej okresu od spodziewanego pobytu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na lotnisku na Litwie powracającego z wizyty w dniu 8 kwietnia 2010, do czasu oficjalnie podawanej godziny i minut odlotu Tu 154 M z lotniska Okęcie w dniu 10 kwietnia 2010. Obejmuje: Wizytę na Litwie w dniu 8 kwietnia 2010, Planowaną (bądź nie) wizytę w Pradze na dzień 9 kwietnia 2010, Okęcie 10 kwietnia oraz ostatnie przygotowania do wylotu, Lot 9 kwietnia ... 4. Z czasu wizyty prezydenta na Litwie są publicznie dostępne zdjęcia z lotniska przypuszczalnie z przylotu prezydenta i ze spotkania z prezydent Litwy. Nie ma dostępnych zdjęć z lotniska na Litwie z odlotu i z lotniska z Polsce z przylotu? Dlaczego? ... 15. Marta Kaczyńska mówiła (informacja powszechnie dostępna) iż ostatni raz widziała ojca dwa dni temu. Jak wiadomo Marta Kaczyńska zamieszkiwała wraz z mężem w pałacu prezydenckim. Czy wobec tego często się zdarzało iż mieszkając w tym samym budynku nie widziała ojca przez dwa dni? A jeśli nie to dlaczego miało to miejsce tym razem? Jak wyglądała 'standardowa częstotliwość widzenia rodziców i spotkań z nimi' podczas mieszkania w pałacu prezydenckim. ... 1. Czy jest prawdą że prezydent Kaczyński 9 maja miał uczestniczyć w praskim spotkaniu z Obamą i w nim nie uczestniczył? Jeśli uczestniczył to gdzie można znaleźć oficjalne potwierdzenie tej wizyty i materiały filmowe i prasowe? Jeśli nie uczestniczył, a wcześniej było to zaplanowane to dlaczego i gdzie można znaleźć oficjalną informację dotyczącą przyczyny tej absencji? Czy na ten temat znajdują się informacje w materiałach kancelarii prezydenta, czy na ten temat wypowiadali się członkowie kancelarii prezydenta. Jeśli tak to gdzie i kiedy? W czyjej gestii są teraz te materiały dotyczące odwołania, bądź nie wizyty, jej nie potwierdzenia / potwierdzenia. Czy pytania o tę wizytę były zadawane członkom kancelarii prezydenta przez Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r? Czy byli pytani o nią przez inne uprawnione czynniki. Jeśli tak, to dlaczego ta informacja nie jest dostępna publicznie? Jeśli nie byli pytani to dlaczego? ... 7. Czy na lotnisku Okęcie były ekipy telewizyjne, radiowe, prasowe, zarówno ogólnopolskie, jak i lokalne. Wiadomym jest, że dziennikarze mający towarzyszyć delegacji do Katynia odlecieli wcześniejszym samolotem. Jeśli przyjąć, że ekipy największych mediów przebywały w Katyniu to dlaczego nie było mediów nie planujących pobytu w Katyniu, zwłaszcza lokalnych warszawskich i innych mediów, oraz innych, tych, których finansowo nie było stać na wyjazd do Katynia. Zwłaszcza dziwić to może wobec atrakcyjności delegacji. Jedynej takiej w historii współczesnej Polski. Jeśli zaś były, to jakie? Dlaczego jeśli były na terenie portu lotniczego, bądź przed nim, dlaczego nie posiadamy z ich strony żadnych zdjęć, filmów, oraz ich ustnych relacji? ... 8. M. Wierzchowski z kancelarii prezydenta w czasie przesłuchania przez Zespół Parlamentarny zeznał iż na lotniskach w Warszawie i Smoleńsku nie było fotografa i kamerzysty z zespołu prasowego prezydenta RP. Czy nie jest przyjętym zwyczajem i standardem, iż kamerzysta i fotograf leci razem z prezydentem? W tym wypadku, w ten sposób zespół prasowy prezydenta robiłby zdjęcia i kręcił film z odlotu prezydenta z Warszawy i ze (spodziewanego) lądowania na lotnisku w Smoleńsku. ... 16. Jakie procedury pozwalają na jednoczesne opuszczenie kraju wszystkim naczelnym dowódcom sił zbrojnych? Czy w ogóle jest taka procedura? Jeśli jest, to w jakim dokumencie się znajduje? Czy procedura taka jest jednakowa w wypadku wylotu do państwa NATO-wskiego, państwa nie będącego członkiem NATO uważanego za państwo zaprzyjaźnione, państwa nie będącego członkiem NATO uważanego za neutralne. Za jakie państwo była uważana Rosja? 17. Wedle powszechnej oceny czynników zachodnich i polskich Rosja jest państwem niestabilnym. Tuż przed 10 kwietnia 2010 miał miejsce w Rosji zamach uważany za zamach terrorystyczny. Czy w związku ze statusem Rosji oraz dodatkowo zamachu w moskiewskim metrze zostały podjęte w Polsce dodatkowe środki bezpieczeństwa w wojsku polskim, służbie wywiadu wojskowego, oraz służbie kontrwywiadu wojskowego w związku z planowanym wyjazdem wszystkich głównodowodzących sił zbrojnych poza granice kraju na teren Rosji. ... 19. Czy wobec jednoczesnego wyjazdu poza granice kraju, wojsko było postawione w stan podwyższonej gotowości? Czy tego wymagają przepisy, czy takie są standardy NATO? 20. Czy głównodowodzący sił zbrojnych opuszczając granicę pełnili nadal obowiązki głównodowodzących, czy też zastępcy całkowicie przejmowali ich obowiązki? Na podstawie jakich przepisów to się odbywało? 21. Czy głównodowodzący mieli specjalne kanały do komunikacji z zastępcami (będąc w samolocie) czy też nie jest to wymagane? 22. Kiedy głównodowodzący (każdy z nich) ostatni raz kontaktował się telefonicznie ze swoim zastępcą? Kiedy osobiście z zastępcą? Kiedy i w jakich okolicznościach z innymi wojskowymi w ostatnich dwóch dniach? ... 26. Czy GSZ wyjeżdżali z baz wojskowych? Wszyscy, niektórzy? Z domów prywatnych? Wszyscy, którzy?
[Informacja uzupełniająca: Wedle relacji żony gen. Potasińskiego, jechał on samochodem z Krakowa do Warszawy. Nie wiadomo z tej relacji czy prowadził szofer czy sam generał i czy to był samochód służbowy. Jednakże gen. Potasiński miał wyjechać w sobotę pokonując odległość około 300 kilometrów. Optymalny czas podroży 4 godziny. Jeśliby generał miał przybyć na lotnisko w podobnym czasie co wymienieni K. Doraczyńska i Zakrzeński to musiałby wyjechać między pierwszą a dwunastą w nocy. Żona wspomina iż obudziła się godzinę po wyjściu męża. (Wschód słońca w tym czasie około 4.47.) Zauważyła że jest piękna pogoda. Jeśli nawet obudziła się o wschodzie słońca (wcześniej nie mogłaby zauważyć że jest piękna pogoda) oznaczałoby to wedle relacji iż wyszedł najszybciej około 3.37. Jeśli niektórzy przynajmniej członkowie delegacji wychodzili w Warszawie o czwartej z domów, gdzie czekały na nich podstawione samochody, to dlaczego generał Potasiński tylko około dwadzieścia minut wcześniej od nich wyszedł z domu, gdy miał do pokonania 300 kilometrów i jazdę po Krakowie. Mógł jednak wyjechać później, bo jest to najwcześniejsza możliwa godzina wynikająca z relacji żony. Byłby zatem w Warszawie, czy na lotnisku o czasie, czy po czasie oficjalnego odlotu tupolewa. Jeśli czas wyjścia byłby późniejszy, gen Potasiński przyjechałby wyraźnie po czasie odlotu. Dlaczego gen Potasiński nie wyjechał w piątek by zanocować w Warszawie? Dlaczego jego wyjście z domu jest niemal zbieżne z wyjściem z domu osób mieszkających w Warszawie jeśli miał do pokonania 300 kilometrów? Jeśli jazda była optymalna nie zdążyłby na samolot. Jeśliby jechał (prowadził szofer, lub generał) bardzo szybko, to byłoby to narażanie życia. Jednak nawet gdyby udało się tę drogę pokonać w dwie godziny (czy to możliwe?) że średnią prędkością 150 h czyli ze względu na przejazd przez tereny zabudowane zwykle znacznie szybciej niż ponad 150 h to byłby na miejscu (licząc czas do rozpoczęcia jazdy, przejazd przez Kraków i Warszawę) około szóstej. To pora optymalna w stosunku do oficjalnego wylotu tupolewa i nawet nieoficjalnie planowanego czasu wylotu 6.50. Dlaczego jednak generał Potasinski miałby dotrzeć na lotnisko znacznie później niż niektórzy członkowie delegacji? Skąd te dysproporcje? Czy możliwe jest aby jechał z maksymalną, niebezpieczną prędkością. ...]
27. O której GSZ rozpoczęli podróż na Okęcie? Skąd każdy z nich? [oprócz gen. Potasińskiego]. 28. Czy GSZ udawali się razem na Okęcie? Jeśli tak to jakimi środkami transportu? Skąd udali się razem? [jak wyżej]. 29. Czy przed wyjazdem GSZ na misję bądź w innym celu za granicę jest przeprowadzano rano odprawa? Czy było tak i w tych przypadkach? ... 30. Czy GSZ zgłaszali obiekcje wobec lotu jednym samolotem wszystkich GSZ? Gdzie są ślady tych obiekcji? Czy GSZ nie łamiąc przepisów mogli zgodzić się na taki lot zwłaszcza po 'katastrofie' samolotu Casa? Czy jest sytuacja, także stan wojny, w którym wszyscy głównodowodzący mogą znaleźć się w jednym samolocie. Od początku wynalezienia samolotów nie jest znana sytuacja, w której całe dowództwo leci jednym samolotem. Także w wypadku krajów uboższych od Polski i mniej zasobnych w sprzęt wojskowy. Nie jest znana taka sytuacja także z czasów I, II ani innej wojny, także w przypadku zniszczenia zasobów lotniczych w toku walk. Dlaczego więc tym razem nastąpiła taka sytuacja? 31. Od kiedy GSZ wiedzieli że będą znajdować się w jednym samolocie? Czy wszyscy w jednym czasie tego się dowiedzieli? Jak przekazywana była ta informacja? Czy jest tego potwierdzenie w armii? Czy na ten temat odbywały się rozmowy GSZ, gdzie jest to odnotowane? ... 38. T. Szczegielniak z kancelarii prezydenta twierdzi że obserwował wsiadanie delegacji do samolotu i odlot samolotu z delegacją z tarasu widokowego. Odległość z tarasu widokowego do płyty lotniska jest duża, około 100 metrów, nadto widoczność nawet o podawanej porze wylotu Tupolewa, przez oficjalne czynniki, po siódmej, o tej porze roku jest słaba. Dlaczego minister kancelarii prezydenta, tak ważna osoba dla prezydenta, jeśli już wyjechał na lotnisko by pożegnać delegację przebywał tylko na tarasie widokowym? Czy należy rozumieć że przebywał tylko na tarasie widokowym i z nikim się nie widział, z nikim nie rozmawiał i po przyjeździe na Okęcie wszedł na taras widokowy doczekał odlotu samolotu i odjechał? Wedle informacji jednak taras widokowy był w remoncie. Czy to prawda że był w remoncie? Kiedy rozpoczął się ten remont, do kiedy trwał? Kiedy został zlecony? Jaka jest dokumentacja w tym zakresie (dotycząca remontu w tym i w innych miejscach na terenie Okęcia). Jak rozumieć należy w kontekście niedostępności tarasu widokowego relację T. Szczegielniaka? 39. Oprócz T. Szczegielniaka osobą, która twierdzi że odprowadzała delegację i prezydenta (tym razem widząc wszystkich blisko, niektórych wis a wis, z wieloma rozmawiając) jest Andrzej Klarkowski doradca prezydenta. W przeprowadzonym z nim wywiadzie w Naszym Dzienniku, marzec b. r., i podobnym, nieco skromniejszym, wcześniejszym w TV Trwam natrafiamy na wiele niejasności, sprzecznych ze sobą informacji. Dlaczego mamy tylko informację trzech osób związanych z prezydentem (trzecia to minister Fotyga) o tym, iż w taki, czy inny sposób, widzieli delegację, bądź przebywali na terenie Okęcia w oficjalnym czasie odlotu delegacji? Dlaczego powyższe relacje pojawiły się dopiero po niemal roku od tragedii? 40. Czy jakieś rodziny (jakie, ile rodzin?) odprowadzały swoich bliskich, członków delegacji na lotnisko Okęcie? Czy przebywały także na terenie portu lotniczego, czy tylko 'odwiozły' swoich bliskich. Dlaczego nie ma relacji członków rodzin odprowadzających? Czy należy rozumieć przez to, że żadna rodzina nie odprowadzała swoich bliskich na lotnisko? Jeśli tak to dlaczego? Wśród członków delegacji było wiele osób wiekowych: rodziny katyńskie, Anna Walentynowicz, Prezydent Kaczorowski. Czy jest przyjętym zwyczajem że bliscy nie towarzyszą zwłaszcza starszym osobom? 41. Jakimi środkami transportu udawały się na lotnisko poszczególne osoby delegacji? Dlaczego nie jest to informacja publicznie znana 14 miesięcy po 'katastrofie' smoleńskiej. ... 43. Spośród nielicznych relacji rodzin dotyczących wyjść bliskich z domu udających się na Okęcie jedna dotyczy aktora Janusza Zakrzeńskiego. Miał wyjść z domu po czwartej (z osiedla Pod Skocznią). Dlaczego ta pora była tak wczesna? Z tych nielicznych relacji można stworzyć obraz że członkowie delegacji udawali się na lotnisko Okęcie w nocy. Koresponduje z tym relacja A. Klarkowskiego, który twierdzi, że przybył na lotnisko o 6.10, a generalicja była już tam dużo wcześniej. Dlaczego członkowie delegacji udawali się na lotnisko pod osłoną nocy? 44. Czy skoro Janusz Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej (czy należy rozumieć, że do samochodu podstawionego przez organizatorów wylotu?) nie należy sądzić że była to pora obowiązująca dla członków delegacji? Można się spodziewać iż była ona jednakowa dla wszystkich, a przynajmniej dla 'cywilów' i została przekazana przez organizatorów wylotu. 45. Kto powiadamiał członków delegacji o czasie wyjazdu z miejsca zamieszkania i jak uzasadniał wczesną porę? Jaka była podawana członkom delegacji spodziewana godzina wylotu? 46. Jak wiadomo między godziną czwartą i piątą rano, zwłaszcza porą zimową, jesienną i wczesnowiosenną przemieszczanie się po Warszawie i innych dużych miastach jest istotnie ułatwione w porównaniu do późniejszych godzin. Można zatem sądzić, że niektórzy członkowie delegacji znaleźli się na Okęciu znacznie przed piątą. Dlaczego nie widzieli ich dziennikarze, którzy odlecieli o godzinie piątej? A jeśli widzieli, dlaczego nie możemy nigdzie znaleźć ich relacji na ten temat? ... 61. Według raportu Millera nawigator Tu-154 miał wyjść z domu około wpół do piątej (polskiego czasu. Miller podaje w Warszawie czas rosyjski). Tymczasem wspomniany pasażer Wojciech Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej, jak i przypuszczalnie znaczna część pasażerów 'cywili' (wedle relacji rodzin w tym K. Doraczyskiej) z założeniem podstawionego przez organizatorów transportu. Czy jest zwyczajem, iż pasażerowie udają się bezpośrednio na lotnisko przed załogą? 62. Czy Komisja Millera, jej eksperci zapoznawali się z książką raportów Okęcia z dnia 10.04.2010. Z raportu wynika że nie zapoznawali się? Dlaczego? Czy książka raportów była przedmiotem jakiejkolwiek analizy prokuratury? Jeśli tak, gdzie są jakikolwiek ślady informacji o zainteresowaniu prokuratury książką raportów z dnia 10 kwietnia 2010. ...
67. Wedle skąpych, ale oficjalnych informacji zepsuł się monitoring na Okęciu. Jednakże informacja o zepsuciu się monitoringu jest jedyną na ten temat? Dlaczego nie ma żadnej innej? Kto odpowiada za monitoring na Okęciu? Czy takie zepsucie monitoringu zdarzyło się już wcześniej czy pierwszy raz? (jednak o ewentualnej awaryjności monitoringu na Okęciu nie ma żadnych informacji). Jaka była przyczyna tego zepsucia się? Dlaczego nie jest podawane żadne wyjaśnienie awarii? Czy jest to kilka niezależnych od siebie systemów? Czy monitoring może zepsuć się w całym Okęciu, gdy nastąpi awaria w jednym miejscu? ... 1. Dlaczego lot 9 kwietnia do Smoleńska / Katynia został utajniony przed opinią publiczną. Jaki był cel tego lotu? Kto go zlecił? Kto nadzorował? Jaki był skład załogi? Czy samolot lądował na lotnisku Siewiernyj? Jeśli tak, to czy lądował od wschodu czy zachodu? Jakie były efekty tego lotu? Czy takie, jak zaplanowano? Kto zaplanował? Jak wyglądała sprawa obsługi lotniska, jeśli według wcześniejszych i ostatnich danych rosyjska obsługa zamkniętego lotniska Siewiernyj została skompletowana na dzień 10 kwietnia? O udziale córki w tym locie (która uczestniczyła również w locie 10 kwietnia) wspomina ojciec stewardessy. ...".

Dnia 26 pazdziernika 2012 rownolegly do powyzszego, tekst ze strony polskiej, http://lamelka222.salon24.pl/457914,rosyjskie-wilcze-stada ktora odpowiada grupie Karacuba / gorojanin-iz-b., ze: "... Karacuba stworzona prawdopodobnie na zamówienie FSB do uprawdopodobienia ralizacji zamachu na Prezydenta (i innych wewnątrzrosyjskich zamachów) przez rosyjską tajną Organizację. ... znajdziecie fotogalerię Kарацуба Сеид-Бурхан Татьяна Константиновна czyli Pani Karacuby Said-Burchana Tatiany Konstantinowny, powiązanej kontaktami, działalnością i wykształceniem z ludzmi wysokopostawionymi w tajnych służbach i we władzach w Rosji. To co napisała o swym kochanku i ciemiężycielu, niejakim Juriju Syneżuku specbandziorze, trzecim człowieku w rosyjskiej tajnej Organizacji działającej na całym świecie i jego mocodacach, budzi grozę. Organizacja ta wg Karacuby, jest zdolna przyjąć i zrealizować zlecenie na zabicie każdego prezydenta w Rosji za 250 mln dolarów ...".

Dnia 26 pazdziernika 2012 portal http://wpolityce.pl/wydarzenia/39300-nasz-wywiad-macierewicz-mamy-58-relacji-osob-ktore-widzialy-lub-slyszaly-eksplozje-prokuratura-odwraca-glowe-przed-bijacymi-w-oczy-faktami uzupelnia dane o Katastrofie Smolenskiej 2010 o informacje dotyczace swiadkow wybuchow na pokladzie polskiego samolotu rzadowego Tu-154: "... wPolityce.pl: 'Ustalenia naukowców dotyczące prawdopodobnego wybuchu na pokładzie TU-154M nie są niczym nowym. Już wcześniej, nawet krótko po katastrofie pojawiały się relacje ludzi, którzy słyszeli wybuch, bądź nawet go widzieli. Jaka jest skala tych świadectw?' Antoni Macierewicz: Do dnia dzisiejszego zewidencjonowaliśmy już 58 zeznań, relacji osób, które widziały lub słyszały - a czasami i widziały i słyszały - eksplozje. Najczęściej były to dwie eksplozje następujące po wydawaniu przez samolot bardzo dziwnych dźwięków. Zwykle powtarza się sekwencja, iż usłyszano dźwięk silnika, jak przy dodawaniu gazu, następnie załamywanie się tego dźwięku, później dwie eksplozje, a następnie ciszę zamarłych silników i uderzenie w ziemię. Najbardziej charakterystycznym i naszym zdaniem wiarygodnym jest relacja pilota 'jaka', pana porucznika Artura Wosztyla oraz jego załogi. ... A więc w odległości kilkuset metrów od zdarzenia. Czekali na kolegów z tupolewa. To wojskowi, którzy znakomicie odróżniają eksplozję od ryku silników czy jakiegokolwiek innego dźwięku i którzy wszyscy podobnie relacjonują swoje wrażenia z momentu, kiedy nad lotnisko nadlatywał TU-154M. Mówią, że słyszeli dwie eksplozje, a następnie zamierające silnika i uderzenie w ziemię. Są też tacy świadkowie, którzy mówią o kuli ognia za samolotem. Trzeba też podkreślić, iż identyczne albo bardzo analogiczne relacje składają zarówno Polacy, jak i Rosjanie - tak obyci z bronią i eksplozjami, jak milicjanci czy żołnierze, jak i nauczycielki czy kierowcy autobusu. Mamy cztery relacje kierowców, nad którymi ten samolot przeleciał dosłownie. Jechali bądź stali przy ulicy Kutuzowa, gdy samolot niejako zawisł nad nimi, a następnie rozpadł się w powietrzu. Trzy relacje mówią, iż jako pierwsza część oderwał się od samolotu ogon. Podkreślam to, bo jest to zbieżne z analizą dr. inż. Berczyńskiego, konstruktora Boeinga, który bardzo precyzyjnie analizował proces i przyczyny rozpadu samolotu ... To, co nas uderza w tych kilkudziesięciu już świadectwach, to powtarzające się słowa o huku eksplozji. Nie wszyscy ją widzieli, większość tylko słyszała. Ale wszyscy mówią o eksplozji, która miała miejsce w powietrzu. Te świadectwa współgrają z wnioskami naszych naukowców, którzy na podstawie kształtu szczątek samolotu, trajektorii jego lotu, rozrzutu wraku i ich wielkości stwierdzają, iż mieliśmy do czynienia z wybuchem w powietrzu. ... Otrzymaliśmy też poprzez Władimira Bukowskiego i naszych rosyjskich współpracowników ze Stanów Zjednoczonych relacje pisemne ludzi, którzy byli na miejscu tego dramatu i relacjonują zdarzenie podobnie. Chodzi np. o rosyjskich ratowników z personelu lotniskowego. Wśród nich jest kierowca karetki. ... Dwóch z nich to kierowca samochodu osobowego oraz autobusu. Jechali ulicą Kutuzowa, gdy samolot nad nimi przeleciał. - I oni twierdzą, że widzieli, jak ogon się odrywa. - Dokładnie tak. Ich relacje były publikowane przez lokalne media smoleńskie, więc w Polsce nie są znane. ... Dodam jeszcze, że wszystkie zebrane relacje uszeregowaliśmy pod względem odległości od miejsca zdarzenia. Wynosiła ona od siedmiuset do stu metrów. ... Według mojej wiedzy, śledczy nie prowadzą osobnych badań związanych z tymi relacjami i dotychczas, nawet jeżeli je odnotowywali w ramach przesłuchań, to nie poświęcili im żadnej odrębnej analizy. ... Dodajmy, że zgodnie z decyzją prokuratury z kwietnia 2011, by w ogóle nie badać hipotezy katastrofy spowodowanej przez osoby trzecie. ... Prokuratura świadomie odwraca głowę przed bijącymi w oczy faktami. Mamy przecież zarówno relacje, o których rozmawiamy, jak i dowody w postaci dokumentacji fotograficznej z miejsca katastrofy - rozrzutu i kształtu szczątków TU-154M, stanu ciał ofiar. Mimo to prokuratura od początku nie chce brać tego pod uwagę. Wygląda na to, jakby respektowała jakiś zakaz badania tego, co się samo nasuwa. Dodajmy jeszcze prace ekspertów zespołu parlamentarnego, a także dużej grupy profesorów systematycznie podkreślających, iż jedyną całościowo opisującą wydarzenia jest hipoteza związana z eksplozjami w samolocie jako przyczyną tragedii...".

Dnia 27 pazdziernika 2012 swietny material video na stronie http://filozofil.salon24.pl/458308,kulisy-katastrofy-10-04-10-pajeczyna-dezinformacji-oraz-jej-defe pt.: 'Kulisy Katastrofy 10.04.10 - Pajęczyna Dezinformacji ...', ktora jednoczesnie przypomina kilka faktow z 10 kwietnia 2010 roku: "... Na podstawie tychże łańcuszków informacji:
- 8:48 'samolot się rozbił, ale nie było wybuchu' (D.Górczyński, naczelnik departamentu Wschód -> J. Bratkiewicz, dyrektor departamentu Wschód -> R. Sikorski).
- 9:02 'samolot prawdopodobnie zaczepił o drzewa i spadł' (wieża -> szef konsulatu oraz attache w Smoleńsku -> pracownik CO MSZ -> Radosław Sikorski).
- 9:07 'samolot jest całkowicie rozbity, stoimy w odległości 150 metrow, nie ma żadnego śladu życia' (pracownik CO MSZ -> ambasdor Jerzy Bahr -> pracownik CO MSZ -> Radosław Sikorski; rozmowa Bahra z Sikorskim jest powszechnie niedostępna ale istnieją relacje Sikorskiego z tejże rozmowy).
Radosław Sikorski 'domniemywając, że nikt nie przeżył katastrofy i nie chcąc stwarzać złudnych nadziei', 'dzieli się swoimi gorącymi hipotezami roboczymi' (które, jak później zauważył okazały się prawdziwe) z Tuskiem i Komorowskim (aby utrzymać porządek konstytucyjny) oraz z J.Kaczyńskim (który, figuruje 10 kwietnia na liście pasażerów Tu-154M), nie czekając na akt zgonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jak również na postępowanie wyjaśniające przyczyny katastrofy - orzeka, o błędzie pilotów, (czytaj: 'Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił').
Błąd pilotów staje sie płaszczyzną wyjściową raportów MAK oraz Millera, a także rozbudowanym wątkiem 'filmu dokumentalnego' o katastrofie smoleńskiej 'Syndrom Katyński'...".

Dnia 28 pazdziernika 2012 strona http://www.wypadki24.info/ramka.php?src=http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/13582,tajemnicza-smierc-swiadka-katastrofy.html&back=tajemnicza-smierc-swiadka-katastrofy oraz 'Nasz Dziennik', http://1maud.salon24.pl/458498,kolejna-smierc-okolosmolenska a takze http://e2rdo.salon24.pl/407700,prokuratura-wkrotce-ujawni-przelomowy-dowod podaja informacje na temat smierci Remigiusza Musia, technika pokładowego 'Jaka 40' i jednoczesnie przypominaja kilka faktow z 10 kwietnia 2010 roku: "... 'Nasz Dziennik' ujawnia: Nie żyje Remigiusz Muś, technik pokładowy z samolotu Jak-40. Chorąży zmarł w tajemniczych okolicznościach w nocy z soboty na niedzielę. Muś nasłuchiwał korespondencję z 'Korsarzem' 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Chorąży Muś prowadził nasłuch korespondencji i jeszcze na kilka minut przed katastrofą ostrzegał załogę Tu-154M o pogorszeniu widoczności do 200 metrów. Z dotychczasowych relacji członków załogi samolotu Jak-40, która 10 kwietnia 2010 roku lądowała na Siewiernym przed katastrofą samolotu Tu-154M, wynika, że z wieży trzykrotnie padła komenda zachęcająca załogi samolotów: Jak-40, Ił-76 oraz Tu-154M, do przekroczenia wysokości minimalnej 100 metrów, zejścia do 50 metrów i odejścia w przypadku braku widoczności pasa...".
"...w zwiazku z tą informacją nalezy przypomnieć, że kilkanascie miesięcy temu WPO w Warszawie przekazała rzeczoznawcom z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie zapis z magnetofonu samolotu Jak-40, którym do Smoleńska dotarli polscy dziennikarze. Zapis umieszczonego w jaku rejestratora MS-61 zawiera wyłącznie nagranie prowadzonej przez załogę korespondencji radiowej. Jednokanałowe nagranie obejmuje jednak nagrania połączeń zarówno podczas podróży do Smoleńska, jak podczas postoju maszyny na płycie lotniska a także w drodze powrotnej do Warszawy. WPO potwierdziła, że zapis magnetofonu jaka został zabezpieczony natychmiast po powrocie samolotu do Warszawy, kilka godzin po katastrofie 10 kwietnia. Istotne jest to, że inaczej niż w wypadku czarnej skrzynki, zainstalowanej w Tu-154, rejestrującej ostatnie pół godziny lotu, nagranie z jaka trwa aż pięć godzin. Zamontowane w samolocie, od którego w Smoleńsku nie odstępowali polscy lotnicy, urządzenie MS-61 jest bowiem anachronicznym magnetofonem, zaprojektowanym w Związku Radzieckim w latach 60. Jako nośnik zapisu wykorzystywany jest w nim drut stalowy ... Badania tego zapisu zostało zlecone w związku z tym, ze w lipcu 2010 chorąży Remigiusz Muś i porucznik Artur Wosztyl, a więc odpowiednio technik pokładowy i pilot-dowódca jaka, twierdzili publicznie, że przed lądowaniem zarówno oni, jak załogi podchodzących do lądowania rosyjskiego Iła-76 i polskiego tupolewa otrzymały od kontrolerów komendy schodzenia nie na 100, ale na niedopuszczalną na tym lotnisku wysokość 50 metrów, i dopiero potem odchodzenia na drugi krąg. Zeznania złozone przez chorąży Remigiusza Musia i porucznika Artura Wosztyla są sprzeczne z ze wszystkimi znanymi dotychczas zapisami korespondencji radiowej, opartymi na zapisie przechowywanego w Moskwie rejestratora Tu-154 (Polska otrzymała tylko kopię zapisu) i źródłach rosyjskich. Wszystkie te zapisy zawierają zdanie kontrolera: 'A, polski sto jeden, i od stu metrów być przygotowanym do odejścia na drugi krąg.' Jeśli eksperci instytutu Sehna potwierdzą, że rejestrator z jaka, jak twierdził chor. Muś, rzeczywiście zawiera zapis tych komend, wydanych zarówno Rosjanom, jak i polskiemu tupolewowi - wątpliwe staną się wszystkie dotychczasowe wersje przebiegu korespondencji radiowej między kontrolerami lotniska w Smoleńsku, a podchodzącymi na nim 10 kwietnia do lądowania maszynami. Ponadto podważone zostaną wszystkie ustalenia, opisane zarówno przez MAK, jak i komisję Millera, a oparte na istniejących dotychczas zapisach. ... dzisiaj okazuje się, ze jeden z dwóch głownych świadków już nie będzie podtrzymywał zeznań podwazających MAKowe ustalenia...".
"...Remigiusz Muś - technik pokładowy Jaka 40 wielokrotnie zeznał w Prokuraturze iż po lądowaniu na Siewiernym nasłuchiwał korespondencję innych statków powietrznych ze smoleńską wieżą. Wg Musia kontroler wydał załodze Jaka 40, IŁ-a 76 oraz TU154M dyspozycję zejścia do wysokości nie mniejszej niż pięćdziesiąt metrów. Członkowie załogi różnią się w ocenie tego co zostało zarejestrowane na kabinowym rejestratorze MN-61. Dowódca załogi Artur Wosztyl mówił o zapisie całego lotu, technik o nagraniu korespondencji IŁ-a. Remigiusz Muś zeznał iż rozmowę IŁ-a z wieżą nagrał na pokładowy magnetofon. Taśma (a raczej specjalny drut nawinięty w szpulę) o maksymalnej długości zapisu ok. 5 godzin była przesłuchiwana w obecności Musia. Dowód po powrocie Jaka do Polski został natychmiast przekazany Żandarmerii Wojskowej. Jest mało prawdopodobne aby Muś pomylił się kilka razy w ocenie tego co słyszał zwłaszcza w sytuacji gdy w jego obecności odtwarzano nagranie. Jeżeli na pokładowym magnetofonie zarejestrowano tylko rozmowę IŁ-a z wieżą to i tak jest to przełomowy dowód. Istnieje także techniczna możliwość odzyskania nagrania koprespondencji Jaka z wieżą z katastroficznego rejestratora CVR (mimo nadpisania ścieżki w czasie powrotu do Polski). Potwierdzenie się zeznań Remigiusza Musia uwiarygadnia Go jako świadka zeznającego ws korespondencji TU154M z wieżą. Udowodnienie faktu wydania przez kontrolera komendy zejścia do wysokości 50 m oznacza złamanie przez niego minimów lotniska. Jeżeli na taśmie z Jaka jest komenda wydana dowódcy IŁ-a: 'odejście z wysokości nie mniejszej niż 50 metrów' - w sytuacji w której na zapisie korespondencji radiowej stanowiska kierowania lotem z IŁ-em 76 jest zezwolenie 'lądowanie dodatkowo (warunkowo), osiem siedemnaście' - oznacza to sfałszowanie przez Rosjan zapisów nagrań z wieży. Nie jest tak że cyfra '50' mogła zostać mylnie zinterpretowana przez Musia jako '100'. Nie jest też tak że któraś z komend nie została zarejestrowana. W zapisie rozmowy IŁ'a z wieżą kontroler nie podawał wysokości decyzji (odejścia na drugi krąg) tylko zypełnie inną, analogiczną komendę zezwalającą na dalsze podejście. Pojawienie się: 'Посадка дополнительно' zamiast 'уход на второй круг не менее пиатдзиесиат метров' oznacza wycinanie i edycję całych fragmentów nagrań w celu zmiany ich znaczenia. Dlaczego Plusnin ryzykował życiem załóg łamiąc przepisy dot. minimów lotniska i czy sfałszowanie przez Rosjan zapisów rejestratorów miało na celu tylko ochronę kontrolerów? Te pytania są nadal otwarte. W tej sytuacji nie tylko stenogramy z wieży ale i zapis rejestratora CVR, MARS BM z TU154M utraci status dowodu w śledztwie. Przypomnijmy, że wg Musia kontroler wydał także Tupolewowi zgodę na zejście do 50 m. Edmund Klich zbyt łatwo otrzymał nagrania z wieży. Udostępniono je zresztą polskim specjalistom między 17 a 20 kwietnia, taśmy zniknęły ze stanowiska kierowania lotem zaraz po katastrofie...".
"...Portal naszdziennik.pl pisze jednak o tajemniczej śmierci. Chorąży zmarł w tajemniczych okolicznościach w nocy z soboty na niedzielę - piszą dziennikarze. Co mają na myśli? Dziennikarzom serwisu gazeta.pl udało się dowiedzieć że Muś najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Ciało wojskowego w piwnicy ich rodzinnego domu pod Warszawą znalazła jego żona. Ciało znaleziono około godziny 23:30 w sobotę...".
Niezalezna.pl publikuje natychmiast wywiad:
"...'Mamy wrażenie jakby zacieśniała się pętla nad wszystkimi osobami mogącymi zrelacjonować co się naprawdę wydarzyło w Smoleńsku', mówi portalowi Niezależna.pl poseł Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej. ... 'Zwłaszcza, gdy ginie w niewyjaśnionych okolicznościach istotny, a nawet kluczowy, jak w tym przypadku, świadek tamtych wydarzeń. Trzeba pamiętać, że chorąży Muś był jednym z dwóch świadków, który osobiście słyszał komendę z wieży w Smoleńsku o zejściu do 50 metrów. To zupełnie kluczowe zeznanie dla wyjaśnienia okoliczności zbrodni smoleńskiej. Dzisiaj tylko porucznik Artur Wosztyl może to jeszcze potwierdzić'. ... 'Zresztą mamy wrażenie jakby zacieśniała się pętla nad wszystkimi osobami mogącymi zrelacjonować co się naprawdę wydarzyło w Smoleńsku. Podobne zeznania jak chorąży Muś, złożył porucznik Wosztyl. Czy powinien zostać objęty ochroną? Nieraz ochrona może być równie ryzykowna, ale bez wątpienia powinien zostać objęty programem, jakim otacza się kluczowych świadków. Najważniejsze jest jednak podjęcie działań o umiędzynarodowienie śledztwa, bo nie będzie można wtedy ukrywać dowodów i mataczyć. Dzisiaj musimy mieć bowiem świadomość, że chodzi o zbrodnię. Mamy pełne prawo i obowiązek podejrzewać, że doszło do zbrodni smoleńskiej. I świadkowie, którzy mogą pomóc w jej wyjaśnieniu muszą być szczególnie chronieni'...".
"...http://www.tvn24.pl/nie-zyje-technik-jaka-40,285483,s.html ... prosze posłuchajcie co mówi prokurator w pliku wideo ... Prokuratur w pliku głosowym:
'...Remigiusz M. został ujawniony w piwnicy bloku w Piasecznie przez swoją żonę, BYŁ PRZYWIĄZANY JAKBY LINĄ ... i ... i w wyniku ... przy ... żona oczywiście zawiadomiła policję i pogotowie ratunkowe, po przyjezdzie lekarza, lekarz stwierdziła zgon'.
Wg TVn24. Sekcja może byc najwcześniej jutro".

Dnia 29 pazdziernika 2012 o 'seryjnym samobojcy' pisze http://lubczasopismo.salon24.pl/ksiegahanby/post/458649,smolensk-2010-szok-ile-jeszcze-klamstw przytaczajac wczorajsza wypowiedz Macierewicza: "... 'Śmierć chorążego Remigiusza Musia jest bardzo niepokojąca ... On był świadkiem mogącym potwierdzić świadome wprowadzanie w pułapkę ze strony wieży kontrolnej, ze strony rosyjskiej, polskiej załogi Tu- 154. On także słyszał dwie eksplozje w powietrzu, które rozerwały samolot. Jako żołnierz miał świadomość jaka jest różnica między dźwiękami jakie miały tam miejsce ... W tej sytuacji wszystkich musi ogarniać przerażenie, patrzymy bezsilnie jak giną poszczególni świadkowie tych okoliczności. Mówi się nam, że to są samobójstwa, zrzuca się odpowiedzialność na tych ludzi. Ta gigantyczna presja, która jest wywierana na żołnierzy 36 pułku, obmowy, brutalne ataki. Między innymi to, że ich bezpośredni dowódca wytoczył proces zarzucając, że bezprawnie wylądował na lotnisku w Smoleńsku. To wszystko musi się kłaść cieniem olbrzymiej presji psychicznej ... Jednak próba zrzucenia na nich ciężaru odpowiedzialności, że sami odbierają sobie życie, to jest coś obrzydliwego ... Prokurator Generalny musi wziąć bezpośrednią odpowiedzialność za to śledztwo. Odsunąć prokuratorów, którzy tak nieprofesjonalnie się zachowują. A pan premier Donald Tusk musi natychmiast doprowadzić do umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego. Zwrócić się do USA, do NATO o pomoc, o przysłanie ekspertów międzynarodowych. Widać, że mamy do czynienia ze zbrodnią, która zatacza coraz szerszy krąg ...'.
... mówi pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej Bartosz Kownacki. 'To nie jest pierwsza śmierć osoby związanej w jakimś sensie ze sprawą katastrofy smoleńskiej. Jednak po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, w której umiera bezpośredni świadek tego zdarzenia. To była załoga Jak-a, która była na lotnisku w Smoleńsku, słyszała i widziała to co się działo w ostatnich sekundach lotu. Z zeznań świadka wynikało, że istnieje prawdopodobieństwo wybuchów, czy śladów ognia. Zeznania technika pokładowego są szczególnie istotne w przypadku gdyby doszło do ustalenia, że część odpowiedzialności za katastrofę ponoszą rosyjscy kontrolerzy lotu'...".

Dnia 29 pazdziernika 2012 o 'seryjnym samobojcy' i smierci Musia oraz o jego zeznaniach pisze http://rebelya.pl/post/2789/rebelya-ujawnia-pena-wersja-zeznan-remigiusza-m: "... Co technik z samolotu JAK-40 zeznał dwukrotnie w prokuraturze? Pierwszy raz był przesłuchiwany 10 kwietnia 2010 r. od 20.00 do 21.00.
'Zeznaję, że jestem żołnierzem zawodowym ... pełnię służbę ... na stanowisku starszego technika pokładowego. W dniu dzisiejszym, tj. 10.04.2010 o godz. 5.25 wylecieliśmy samolotem JAK 40 nr 044 do Smoleńska. Na pokładzie, oprócz załogi przewoziliśmy 14 dziennikarzy, którzy udawali się na obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej do Katynia. W czasie lotu od startu do lądowania, nie mieliśmy żadnych problemów technicznych. Lot przebiegał planowo. Przy podchodzeniu do lądowania warunki atmosferyczne były dość trudne, aczkolwiek zgodne z poziomem naszego wyszkolenia. Trudność lądowania polegała na tym, że panująca na lotnisku docelowym mgła ograniczała widoczność w przód do 1500 metrów oraz widoczność w dół do 100 metrów. Podchodząc do lądowania światła sygnalizujące początki pasa startowego, ich nazwa skrótowa APM widzieliśmy dużo wcześniej niż wyżej wskazane wartości. Światła te pomogły więc ukierunkować samolot w osi pasa startowego na odpowiedniej wysokości i odległości. Na wymienionych wyżej wartościach pas startowy widzieliśmy doskonale. Lądowanie odbyło się bez następstw. Po skołowaniu z pasa startowego zakołowaliśmy na miejsce postoju, wysadziliśmy pasażerów, odprawiliśmy się u służb granicznych i celnych i przystąpiliśmy do przygotowania samolotu do postoju. Nie mogliśmy dokończyć czynności z powodu tego, że władze lotniska zadecydowały o tym, że zatankują samolot po wylądowaniu naszego tupolewa. W związku z tym czekaliśmy na przylot. Nasz lot trwał 1 g. 15 min. W międzyczasie pogoda zaczęła się pogarszać do warunków w których już byśmy nie wylądowali i z zaciekawieniem oglądaliśmy dwa nieudane lądowania samolotu Ił 76 Federacji Rosyjskiej. Wówczas widoczność wahała się w granicach 400-800 metrów. Widoczności pionowej z ziemi nie byliśmy w stanie określić. Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania. Próby lądowania Iła oglądaliśmy z płyty lotniska, nasz samolot stał na drodze kołowania, do osi pasa startowego w odległości ok 80 metrów. Widziałem tego Iła, który po drugiej nieudanej próbie lądowania odleciał. Po kolejnych około 20 minutach z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska. Pamiętam, że załoga prowadziła korespondencję z wieżą kontrolną, która kierowała ich aby znaleźli się na kursie odwrotnym do lądowania w celu wykonania zejścia do lądowania. Kontroler kazał zniżyć się im do wysokości 500 metrów i podał warunki pogodowe, z tego co pamiętam było to 4000 metrów na 400 metrów, kilkukrotnie dopytywał się czy zajęli wysokość 500 metrów. W końcu kpt. Protasiuk prostują, załoga odpowiedziała twierdząco. W momencie, kiedy załoga powinna wykonać zejście do lądowania, kontroler przekazał im informację o pogarszających się warunkach pogodowych 500 metrów na prawdopodobnie 80 metrów. Zapytał się ich czy na pewno chcą wykonać zejście do lądowania. Odpowiedzieli twierdząco, że wykonają warunkowo. Kontroler poinformował ich, aby byli przygotowani na odejście na drugi krąg z wysokości 50 metrów. W międzyczasie mój dowódca załogi przekazał dowódcy załogi tupolewa na tej samej częstotliwości, że naprawdę się pogarsza pogoda i raz widać na 300 a raz 500 metrów. Wyszliśmy z samolotu wypatrywać tupolewa. Pogoda, widoczność pogorszyła się ponownie. Wróciłem do samolotu i nadałem przez radiostację 'Arek teraz widać już 200', odpowiedział 'Dzięki'. Wróciłem po tym przed samolot. Po kilku minutach usłyszeliśmy charakterystyczne gwiżdżące brzmienie silników tupolewa, typowe dla zmniejszanych obrotów przy zniżaniu. Nagle obroty wzrosły do maksymalnych, po dwóch sekundach uderzenie i trzy wybuchy i krótko trwający dźwięk zatrzymującego się jednego silnika a potem już cisza. Sytuacja nasza wyglądała tak, że nie wiedzieliśmy, czy możemy oddalać się od samolotu. Obserwowaliśmy tylko przejeżdżające obok nas pojazdy ratownicze. Po około 5 minutach nawiązałem łączność z wieżą zapytując 'co z naszą tutką', odpowiedział mi 'żebym wysiadł z samolotu, bo oni stacjonują 50 metrów od samolotu którym przylecieliśmy.' Spotkaliśmy się z nim, drżący głosem odpowiedział nam, że tupolew spadł. Po około godzinie, kiedy nikt się nami nie interesował postanowiliśmy pójść na miejsce zdarzenia. Okazało się, że miejsce to nie jest oddalone 1500 metrów jak wcześniej nas informowano lecz 400-500 metrów od progu pasa i 50 metrów w lewo zgodnie z kierunkiem lądowania. Z samolotem TU 154 mieliśmy jedynie kontakt słuchowy, przez mgłę nie było go widać. Przed lądowaniem załoga tupolewa nie zgłaszała żadnych problemów technicznych. Nie mam pojęcia, nie wiem, jaka jest przyczyna tej katastrofy. To wszystko co mam do zeznania w tej sprawie'.
Ponownie przesłuchany został 23 czerwca 2010 r. Podtrzymał swoje pierwsze zeznania. Mówił też, co załoga JAK-a zastała po przybyciu na miejsce katastrofy. '...W końcowej fazie lotu kontroler zapytał się czy chcą lądować. Załoga odpowiedziała, że warunkowo podejdziemy. Kontroler wyraził zgodę na podejście. Ja nie słyszałem, aby kontroler zabronił im lądowania i odejście na zapasowe. Wydaje mi się, że kontroler powiedział TU-154M, że mają być gotowi do odejścia na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 metrów. Po tym my wyszliśmy z JAK-a. ... Na miejsce katastrofy udaliśmy się po około 1 godzinie od jej zaistnienia. Kiedy przybyliśmy na miejsce, to pracowały już tam służby ratownicze. Ja widziałem dużo nagich ciał. Leżały one pomiędzy częściami samolotu. Jedno ciało ludzkie było całe. Pozostałe, to były części ludzkich ciał, ręce, nogi. Kiedy my tam byliśmy, to nikt się nimi nie interesował, tzn. nie przykrywał ich, nie zbierał. Byliśmy tam około 15 minut. W trakcie pobytu tam zauważyłem, że do poszczególnych stanowisk, utworzonych przez służby znoszono części samolotu. Tych stanowisk było tam już wtedy kilka. Stanowiska te wyglądały w ten sposób, ze był to stolik, na nim dokumentacja, laptop itp. Przy stanowiskach znajdowali się ludzie.'
Oprac. M. M.".

Dnia 29 pazdziernika 2012 portal 'wPolityce.pl' informuje takze o zeznaniach Musia, ale przytacza inny ich fragment: "... 'Wskazania GPS w porównaniu ze wskazaniami dalszej radiolatarni różniły się. Gdybyśmy oparli się tylko na wskazaniach GPS, to wyszlibyśmy 50 do 70 metrów z lewej strony od osi pasa... Spojrzałem na wskaźnik NPP (będący na wyposażeniu JAK-40) jak również na wskaźnik IKU. Stwierdziłem, że wskazania na w/w urządzeniach wychylają się w lewo i następnie wracają na prawidłowy kurs. Świadczyć to mogło, że są chwilowe zaniki sygnału z bliższej radiolatarni. Wobec tego, por. Wosztyl przełączył się na wskazania dalszej radiolatarni i kontynuował podejście według jej wskazań, tzn. od niej. Po przełączeniu jej wskazania były prawidłowe ... Na karcie ... w lewym górnym rogu znajduje się opis IPU (w języku rosyjskim), tzn. pod nim są współrzędne punktu, które mają odzwierciedlać środek pasa. Na pasie punkt ten zaznaczony jest w formie kółka z krzyżykiem. Te dane - współrzędne zostały wprowadzone przez por. Kowaleczko do GPS. Jeżeli te dane byłyby prawidłowe, to GPS wskazywałby odchylenia w lewą stronę od osi pasa, tak jak ... miało miejsce w dn. 10. 04. 2010 r. W trakcie lotu wyglądało to w ten sposób, że GPS nakazywał nam skręcać w lewo, a NPP i IKU nakazywał nam korygować w prawo. Ostatecznie na wysokości bliższej radiolatarni zobaczyliśmy 2XAPM, tzw. bramkę i ona wtedy była jeszcze z prawej w odniesieniu do naszego lotu, por. Wosztyl skorygował wtedy lot. Następnie weszliśmy w bramkę i wylądowaliśmy'...".

Dnia 29 pazdziernika 2012 trwa wyscig w ujawnianiu kolejnych fragmentow zeznan Musia. 'Legionnaire' na stronie http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/458731,remigiusz-mus-martwy-swiadek informuja takze o zeznaniach Musia, ale przytacza kolejne fragmenty: "... '...Jeżeli chodzi o wskazania radiolatarni dalszej znajdującej się przed lotniskiem w Smoleńsku, to nie miałem żadnych zastrzeżeń co do ich wiarygodności. Wskazania tego urządzenia były prawidłowe. Po przelocie nad dalsza radiolatarnią, por. Wosztyl powinien kontynuować lot na bliższa radiolatarnię. Przełączył się na bliższa radiolatarnię i po przełączeniu por. Wosztyl stwierdził, że nie podobają mu się wskazani bliższej radiolatarni. Ja wtedy spojrzałem na wskaźnik NPP (będący ba wyposażeniu JAK- 40) jak również na wskaźnik IKU. Stwierdziłem, że wskazania na w/w urządzeniach wychylają się w lewo i następnie wracają na prawidłowy kurs. Świadczyć to mogło, że są chwilowe zaniki sygnału z bliższej radiolatarni. Wobec tego, por. Wosztyl przełączył się na wskazania dalszej radiolatarni i kontynuował podejście według jej wskazań, tzn. od niej. Po przełączeniu jej wskazania były prawidłowe. Ponadto opieraliśmy się na wskazaniach GPS. Chciałbym w tym miejscu zeznać, że wskazania GPS w porównaniu ze wskazaniami dalszej radiolatarni różniły się. Gdybyśmy oparli się tylko na wskazaniach GPS, to wyszlibyśmy 50 do 70 metrów z lewej strony od osi pasa. Jeżeli chodzi o GPS do niego wprowadziliśmy dane z tzw. karty podejścia. ... Określają one topografię lotniska i sposób podejścia i sposób podejścia do lądownia na tym lotnisku, tzn. Siewiernyj w Smoleńsku. Na karcie ... w lewym górnym rogu znajduje się opis IPU (w języku rosyjskim), tzn. pod nim są współrzędne punktu, które mają odzwierciedlać środek pasa. Na pasie punkt ten zaznaczony jest w formie kółka z krzyżykiem. Te dane - współrzędne zostały wprowadzone przez por. Kowaleczko do GPS. Jeżeli te dane byłyby prawidłowe, to GPS wskazywałby odchylenia w lewą stronę od osi pasa, tak jak by miało miejsce w dn. 10.04.2010 r. W trakcie lotu wyglądało to w ten sposób, że GPS nakazywał nam skręcać w lewo, a NPP i IKU nakazywał nam korygować w prawo. Ostatecznie na wysokości bliższej radiolatarni zobaczyliśmy 2XAPM, tzw. bramkę i ona wtedy była jeszcze z prawej w odniesieniu do naszego lotu, por. Wosztyl skorygował wtedy lot. Następnie weszliśmy w bramkę i wylądowaliśmy. Podczas lądowania widoczność wynosiła 1500 metrów. Na zadane pytanie zeznaję: podczas podchodzenia do lądowania ja nie widziałem żadnego innego oświetlenia oprócz APM. Na zadane pytanie: podczas podchodzenia do lądowania ja nie przypominam sobie aby ze strony kontrolera z lotniska padały jakiekolwiek informacje, takiego typu jak jaką mamy odległość od pasa, na jakiej jesteśmy wysokości, czy jesteśmy na kursie. Kontroler wydał nam tylko zgodę na zajście do lądowania i po naszym potwierdzeniu, że jesteśmy na prostej, wydał zgodę na lądowanie. W trakcie ostatniej fazy lotu nie podawał żadnych komend. Ja nie słyszałem komendy ze strony kontrolera, aby nakazał nam odejście na drugi krąg. Po wylądowaniu kontroler pochwalił nas: 'maładiec, abarot 180 rulitie na stajaniu'. Następnie ustawiliśmy się na drodze kołowania równoległej do pasa 300 metrów od jej końca, blokując ją w ten sposób. Na zadane pytanie zeznaję: słyszałem komendy podawane przez kontrolera IŁ, który lądował po nas. Przypuszczam, iż IŁ lądował korzystając z RSBN. Urządzenie to emituje fale radiowe, które pozwalają załodze samolotu ustalić kierunek i odległość od pasa. JAK-40 i TU-154M w takie urządzenie, tzn. odbiornik nie jest wyposażony. Urządzenie to jest dokładniejsze i przydatniejsze przy lądowaniu niż wskazania bliższej i dalszej radiolatarni. W trakcie podejścia IŁ, korespondencja pomiędzy nim a wieżą była prowadzona dosyć często. Meldunki o położeniu, to załoga IŁ-a podawała kontrolerowi, tzn. mówiła o odległości i wysokości do pasa. Kontroler mówił tylko o tym, że mają kontynuować podejście i że mają być gotowi do odejścia na drugi krąg z wysokości nie niżej niż 50 metrów ... (na ok. 12 minut przed katastrofą słyszał korespondencję wieży z załogą TU-154M; właśnie wtedy ponownie padły słowa o zejściu na 50 metrów) W końcowej fazie lotu kontroler zapytał się czy chcą lądować. Załoga odpowiedziała, że warunkowo podejdziemy. Kontroler wyraził zgodę na podejście. Ja nie słyszałem, aby kontroler zabronił im lądowania i odejście na zapasowe. Wydaje mi się, że kontroler powiedział TU-154M, że mają być gotowi do odejścia na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 metrów. Po tym my wyszliśmy z JAK-a ... Na miejsce katastrofy udaliśmy się po około 1 godzinie od jej zaistnienia. Kiedy przybyliśmy na miejsce, to pracowały już tam służby ratownicze. Ja widziałem dużo nagich ciał. Leżały one pomiędzy częściami samolotu. Jedno ciało ludzkie było całe. Pozostałe, to były części ludzkich ciał, ręce, nogi. Kiedy my tam byliśmy, to nikt się nimi nie interesował, tzn. nie przykrywał ich, nie zbierał. Byliśmy tam około 15 minut. W trakcie pobytu tam zauważyłem, że do poszczególnych stanowisk, utworzonych przez służby znoszono części samolotu. Tych stanowisk było tam już wtedy kilka. Stanowiska te wyglądały w ten sposób, ze był to stolik, na nim dokumentacja, laptop itp. Przy stanowiskach znajdowali się ludzie...'."
I jeszcze w koncu tego dnia 29 pazdziernika 2012 roku 'TROTUAR' korzystajac z gosciny portalu
http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/458747,tekst-zeznan-s-p-remigiusza-musia-smolensk
podal informacje dla polskiej prokuratury:
"...Aby kogos zmusic do samobojstwa wystarczy podac tzw. pigulke gwaltu, czyli kwas gamma-hydroksy-maslowy (GHB). GHB podobnie jak flunitrazepam znane jest jako pigułka gwałtu. Duże dawki tej substancji (powyżej 4 gramów) mogą wywoływać amnezję i utratę świadomości. Ta właściwość kwasu γ-hydroksymasłowego wykorzystywana jest przez gwałcicieli. Dodatkowo alkohol etylowy wchodzi w interakcję z GHB i powoduje zwiększenie liczby efektów ubocznych. Wykrycie GHB w krwi jest bardzo trudne lub niemożliwe, gdyż jego ostatecznymi metabolitami są dwutlenek węgla i woda! Stad jest potrzebny ten czas do sekcji aby calkowicie sie rozlozyl GHB. Co jest jescze wazne. Zwroccie uwage, ze zaraz po samobojstwie znajduje sie jakis kolega, przyjaciel, ktory wypowiada sie do mediow o problemach natory psychiatrycznej; depresja, lek. Bardzo dziwi mnie natomiast wypowiedz Gromoslawa Czempinskiego na temat stanu psychicznego Slawomira Petelickiego w TVN24 w Kropce nad I. DO WSZYSTKICH JESZCZE ZYJACYCH SWIADKOW KATASTROFY SMOLENSKIEJ: STRZEZCIE SIE NAPOJOW WSZELKIEGO RODZAJU I 'PRZYJACIOL'! Pamietajcie, ze pierwsze morderstwo w historii ludzkosci bylo w rodzinie! - to brat zabil brata!...".


Dnia 30 pazdziernika 2012 roku 'Rzeczpospolita', http://www.polskieradio.pl/5/713/Artykul/714299,Katastrofe-latami-bedzie-badac-nowa-komisja 
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/714316,Rosyjska-prasa-W-Polsce-zacisnieto-smolenska-petle  i  http://www.rp.pl/artykul/606016,947309-Macierewicz-o-trotylu-na-wraku-Tu-154M.html oraz
http://sed3ak.salon24.pl/459055,racjonalisci-kontra-smolensk-akt-ii a takze http://niezalezna.pl/34323-przebudowa-tu-154-wiaze-sie-z-wybuchem 

"...Potwierdza się hipoteza, według której to eksplozje spowodowały katastrofę rządowego samolotu 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Polscy biegli pirotechnicy znaleźli na wraku Tupolewa ślady materiałów wybuchowych. Andrzej Seremet potwierdził w rozmowie z 'Rzeczpospolitą', że prokuratura dysponuje taką wiedzą od kilkunastu dni. O tym fakcie prokurator generalny natychmiast poinformował premiera Donalda Tuska. Gazeta twierdzi, że od tego czasu trwają intensywne narady, co do dalszego postępowania w związku z tym przełomowym odkryciem." 

"Do Smoleńska wraz z prokuratorami pojechali biegli pirotechnicy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, z nowoczesnym sprzętem. Już pierwsze próbki, zarówno z wnętrza samolotu, jak i poszycia skrzydła maszyny, dały wynik pozytywny. Urządzenia wykazały m.in., że aż na 30 fotelach lotniczych znajdują się ślady trotylu oraz nitrogliceryny. Substancje te znaleziono również na śródpłaciu samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Było ich tyle, że jedno z urządzeń wyczerpało skalę. Podobne wyniki dało badanie miejsca katastrofy, gdzie odkryto wielkogabarytowe szczątki rozbitego samolotu. Ślady materiałów wybuchowych nosiły również nowo znalezione elementy samolotu, ujawnione podczas tej właśnie wyprawy do Smoleńska." 

"Polska prokuratura zdecydowała się na wysłanie ekspertów w celu pobrania własnych próbek, ze względu na wątpliwości co do rosyjskiej ekspertyzy pirotechnicznej, która nie spełniała wymogów proceduralnych. Wyjazdu do Smoleńska zażądali polscy biegli, którzy odmówili podpisania się pod opinią o przyczynach zgonu pasażerów Tupolewa bez dokładnego przebadania wraku, stwierdzając że poprzednie takie badania zostały wykonane na zbyt małej ilości próbek." 

"Naczelna Prokuratura Wojskowa przygotowuje w tej sprawie komunikat. 'Jeśli będzie zainteresowanie sprawą, to będzie też spotkanie z dziennikarzami' - przekazał rp.pl kpt. Marcin Maksjan z NPW." 

"Dziś na 11 zaplanowano posiedzenie parlamentarnego zespołu do spraw zbadania katastrofy smoleńskiej. Weźmie w nim udział prezes PiS Jarosław Kaczyński i pilot Jaka-40 porucznik Artur Wosztyl ... Pierwotnie tematem posiedzenia miała być samobójcza śmierć chorążego Remigiusza Musia. Jak dowiedziała się rp.pl, zaproszony na posiedzenie dowódca Jaka-40 porucznik Wosztyl wygłosi oświadczenie w tej sprawie. Ale zespół odniesie się również do doniesień 'Rz' o znalezieniu przez polskich ekspertów trotylu na wraku Tu-154M. 

'To potwierdza ustalenia zespołu. Współpracujący z nami doktor Grzegorz Szuladziński, który ma firmę zajmującą się materiałami wybuchowymi, udowodnił, że doszło do eksplozji. Te badania były potwierdzone przez innych naukowców m.in.: Wiesława Biniendę, Kazimierza Nowaczyka i Wacława Berczyńskiego', stwierdził w rozmowie z rp.pl szef zespołu, poseł PiS Antoni Macierewicz. Polityk apeluje do mediów i rządzących. 'Liczę na to, że ludzie, którzy kłamali przez lata, nie będą mieli już szansy kłamać. Proszę by media dążyły do prawdy', dodał. ... Jego zdaniem wiedza śledczych jest bardziej szokująca. 'Analizy nasze i prokuratury są dalej idące', przekonywał. Nie chciał powiedzieć skąd ma takie informacje." 

"...'Rzeczpospolita' odpala dzisiejszym wydaniem prawdziwą bombę ... idzie w sukurs portal niezalezna.pl, która w informacji prasowej pn. 'Przebudowa Tu-154 wiąże się z wybuchem?' stwierdza, że '6 kwietnia 2010 r. dokonano zmiany konfiguracji wnętrza samolotu Tu-154 z 90 na 100 miejsc dla pasażerów. Zmiana ta dotyczyła saloniku nr 3, pierwotnie przeznaczonego dla 8 pasażerów, który przebudowano, by mógł pomieścić 18 pasażerów. Salonik ten, w którym znajdowali się m.in. generałowie, sąsiadował z częścią znajdującą się przy skrzydle - w której doszło do dużych zniszczeń i gdzie znaleziono najwięcej śladów materiałów wybuchowych.' Tłem dla tego news'a są słowa dziennikarza śledczego 'Rzeczpospolitej' Cezarego Gmyza, który stwierdził niedawno, że na ciałach kilku ofiar katastrofy smoleńskiej znaleziono ślady materiałów wybuchowych

Pojawiają się pytania, jak, kiedy i gdzie umieszczono ładunek wybuchowy na pokładzie rządowego tupolewa (o ile w ogóle umieszczono - chociaż zastrzeżenie to z dnia na dzień staje się coraz bardziej niepotrzebne)? Powie ktoś, przecież nie było okazji. Jednak jak podaje 'Gazeta Polska', okazja pojawiła się właśnie tuż przed 7 kwietnia 2010r. oraz w grudniu 2009r., kiedy to w zakładach lotniczych w Samarze Rosjanie przeprowadzali remont kapitalny Tu-154M o numerze bocznym 101 (bez nadzoru operacyjnego ze strony polskich służb). Kilkanaście dni temu polscy naukowcy z zakresu nauk ścisłych przekonywali na specjalnie w tym celu zwołanej konferencji, że według danych z tzw. polskiej czarnej skrzynki, na krótko przed zderzeniem z ziemią na pokładzie tupolewa doszło do dwóch wybuchów. Podobne zeznania składał chorąży Remigiusz Muś, który w nocy z soboty na niedzielę 'padł ofiarą seryjnego samobójcy'. Naoczni świadkowie katastrofy, wypowiadający się w dokumencie śledczym Anity Gargas pt. '10.04.10' potwierdzają, że na chwilę przed katastrofą widzieli ognistą łunę ciągnącą się za ogonem samolotu oraz, że słyszeli wybuch. Od ponad dwóch lat byłem przeciwnikiem teorii o zamachu przeprowadzonym 10 kwietnia 2010r. w Smoleńsku, który wydawał mi się, aż nadto nielogiczny; twierdziłem, że bezpośrednią przyczyną katastrofy była, bądź awaria samolotu (dokładnie systemu autopilota), bądź też niewłaściwe wyszkolenie pilotów do obsługi lotnisk takich, jak Smoleńsk - Północ. Dzisiaj powiedzieć muszę, że nie dawanie wiary teorii o zamachu, z każdym dniem składającej się w logiczną całość, jest zwyczajnie myśleniem nieracjonalnym. Czarny spektakl z zamianą ciał i publikacją zmasakrowanych zwłok ofiar smoleńskiej katastrofy jest jedynie uwieńczeniem szerszego dramatu, mającego na celu poniżenie Polaków i ich prezydenta." 

"...6 kwietnia 2010 r. dokonano zmiany konfiguracji wnętrza samolotu Tu-154 z 90 na 100 miejsc dla pasażerów. Zmiana ta dotyczyła saloniku nr 3, pierwotnie przeznaczonego dla 8 pasażerów, który przebudowano, by mógł pomieścić 18 pasażerów. Salonik ten, w którym znajdowali się m.in. generałowie, sąsiadował z częścią znajdującą się przy skrzydle - w której doszło do dużych zniszczeń i gdzie znaleziono najwięcej śladów materiałów wybuchowych. Dodajmy, że w tym samym czasie doszło też do innego remontu. Jak pisał w 2010 r. 'Nasz Dziennik', tuż przed lotem 7 kwietnia 2010 r. Tuska do Katynia Tu-154M o numerze bocznym 101 był naprawiany przez rosyjskich mechaników z zakładów Awiakor w Samarze. Według płk. Ryszarda Raczyńskiego, byłego dowódcy 36. Pułku Lotnictwa Transportowego, Rosjanie reperowali system autopilota, a dokładnie jego kanał poprzeczny, odpowiadający za regulację przechyłu skrzydeł."
W poludnie dnia 30 pazdziernika 2012 roku portal
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/409088,trotyl-na-tupolewie-jaroslaw-kaczynski-komentuje.html daje wypowiedz Jaroslawa Kaczynskiego:
"...Na posiedzeniu specjalnego zespołu parlamentarnego pojawił się dziś prezes PiS. Jarosław Kaczyński skomentował śmierć chorążego Remigiusza Musia, jak też wykrycie fragmentów trotylu na kadłubie tupolewa. Jego zdaniem wszystko wskazuje na wybuch. 'Mamy tutaj do czynienia z sytuacją, w której wszystko wskazywało na wybuch, a dzisiaj mamy ślady tego wybuchu. Każe nam się wierzyć, że to niebywały zbieg okoliczności ... Sprawa jest jasna. Konieczne są wstępne decyzje - posiedzenie Sejmu i sprawozdanie prokuratora Seremeta, a także ujawnienie wszystkich dokumentów z tym związanych. Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP to niesłychana zbrodnia. Każdy, kto tylko miał z nią cokolwiek wspólnego, musi ponieść konsekwencje (każdy, kto choćby tylko poprzez matactwo czy poplecznictwo miał z nią cokolwiek wspólnego musi ponieść tego konsekwencje)', stwierdził prezes PiS."

Dnia 30 pazdziernika 2012 natychmiastowa odpowiedz na teorie o wybuchach w http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/658328,kaczynski_mamy_slady_wybuchu_w_tu_154m_zabojstwo_technika_z_jaka_40_wysoce_prawdopodobne.html?utm_source=link&utm_medium=referral&utm_campaign=nastepny-artykul oraz http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/13751,komu-zalezy-na-ukryciu-prawdy-smolenskiej.html a takze http://www.polityka.pl/kraj/1531971,1,katastrofa-czy-zamach.read ktore informuja, ze: "... Por. Artur Wosztyl, pilot Jaka-40, którym 10 kwietnia 2010 r. na uroczystości w Katyniu lecieli dziennikarze, powiedział, że potwierdza zeznanie technika pokładowego Jaka-40 Remigiusza Musia dotyczące podejścia TU-154M do lotniska w Smoleńsku do wysokości 50 metrów. 'Jestem w stanie potwierdzić element jego (Musia) wypowiedzi w przesłuchaniu, który dotyczył stricte tupolewa i podejścia do lotniska w Smoleńsku do wysokości decyzji. W tej materii, to wszystko co zostało powiedziane potwierdzam, ... nie jestem raczej człowiekiem, który by pomylił 50 metrów ze 100 metrami ... (Zapytany wprost czy słyszał komendę wieży w Smoleński skierowaną do Tu-154M, aby samolot schodził na wysokość 50 metrów, odpowiedział:) Tak, słyszałem taką komendę. Wielokrotnie (to) powtarzałem podczas przesłuchań w prokuraturze'. ...
Szef zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy Antoni Macierewicz zapowiedział, że zespół wystąpi do szefa MSW i prokuratura generalnego by zapewnili 'bezpieczeństwo fizyczne' por. Wosztylowi".
"...Zakończyło się nadzwyczajne posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej poświęcone przede wszystkim tragicznej i niejasnej śmierci chor. Remigiusza Musia. Odniesiono się także do dzisiejszych doniesień 'Rzeczpospolitej' dotyczących trotylu i nitrogliceryny wykrytej na wraku TU-154M. 'Wysoko prawdopodobna jest hipoteza o zabójstwie Remigiusza Musia, technika pokładowego Jaka-40', ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński, obecny na posiedzeniu. ... Aby wyjaśnić przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem, konieczna jest dymisja obecnego szefa BOR gen. dyw. Mariana Janickiego - podkreślił były zastępca szefa biura ochrony rządu płk Tomasz Guziński. 'Apeluję, aby zdymisjonowano obecnego szefa BOR, ponieważ w związku z tym, co się dzieje, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że zamach się odbył, w związku z tym należy tę sprawę wyjaśnić, ale nie pod obecnym kierownictwem', wyjaśnił płk Guziński. Zaapelował do gen. Janickiego, aby wypowiedział się na temat dokonywanych czynności przed lotem z 10 kwietnia 2010 roku. 'W jaki sposób zostały dokonane sprawdzenia? Gdzie samolot stacjonował do momentu wylotu? I ostatnie pytanie: skąd przyleciał i czy po przylocie z poprzedniego dnia został sprawdzony pod względem pirotechnicznym?', mówił były zastępca szefa BOR. ... Porucznik Artur Wosztyl, pilot Jaka-40, który godzinę przed Tu-154M wylądował na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku, potwierdził, że słyszał padające z wieży komendy zejścia do 50 metrów. 'Potwierdzam jego zeznania [chorążego Remigiusza Musia], natomiast nie w całości, bo nie wszystko słyszałem. Nie słyszałem korespondencji z Iłem-76, którą słyszał śp. Remek Muś, który akurat był w kokpicie w tym czasie. Jestem w stanie potwierdzić element jego wypowiedzi w przesłuchaniu, który dotyczył stricte tupolewa i jego podejścia do lotniska w Smoleńsku, do wysokości decyzji. W tej materii jak najbardziej to wszystko, co zostało powiedziane, potwierdzam. Stwierdziłem również rozbieżności pomiędzy tym, co usłyszałem. Nie jestem człowiekiem, który by pomylił 50 metrów ze 100 metrami. Dlatego zdziwiło mnie, że w ogóle tego nie było w stenogramie', dodał.
... Ewa Błasik podkreśliła, że płk Kędzierski wydawał jej polecenia przez adiutanta gen. Błasika po rozpoznaniu głosu. Jak dodała generałowa, zalecał on, by 'nie wypowiadała się w mediach i mówiła, że nie zna się na lotnictwie i nie udzielała żadnych wywiadów'. ... (Opracowala) Izabela Kozłowska."
"W najnowszej POLITYCE w artykule Mariusza Janickiego. PiS zapowiada, że jeśli przejmie władzę, powołana zostanie zupełnie nowa komisja do zbadania przyczyn wypadku. 'Wariantu, gdyby pojawiły się niezbite dowody na zamach, np. w postaci śladów materiałów wybuchowych, nie ma przećwiczonego ani Kaczyński, ani Tusk, ani nikt inny. Można odnieść wrażenie, że PiS ćwiczy ten wariant niejako na sucho. Co powinni bowiem zrobić politycy przekonani o zamachu, gdyby mieli oficjalnie reprezentować państwo? ...'. ... Przyjmijmy tę hipotezę. Wtedy stałby się szefem rządu sporego unijnego i natowskiego państwa, twierdzącym, że Rosjanie (być może w porozumieniu z Donaldem Tuskiem) wysadzili w powietrze samolot z jego bratem prezydentem na pokładzie. Czy mógłby pozostać bezczynny mając świadomość, że popełniono tak niesłychaną zbrodnię?...".

Dzien 30 pazdziernika 2012 roku w calosci jest poswiecony kwestii trotylu na probkach wzietych z samolotu.
Strona http://www.deon.pl/wiadomosci/polska/art,15535,cezary-gmyz-z-niczego-sie-nie-wycofuje.html pisze:
"...Na Twitterze Cezary Gmyz, dziennikarz 'Rzeczpospolitej', który napisał o śladach trotylu i nitrogliceryny na wraku TU-154M, napisał, że 'z niczego się nie wycofuje'. 'Moi informatrzy to ludzie o najwyższej wiarygodności. Żródła od siebie niezależne. I zawsze będe ich chronił', napisał Gmyz. Z kolei 'Rzeczpospolita' usunęła ze swojej strony słowa 'pomyliliśmy się', choć nadal przyznaje, że na wraku mogły być trotyl i nitrogliceryna, 'ale nie musiały'. W rozmowie z portalem Niezalezna.pl Cezary Gmyz stwierdził, że podtrzymuje tezy swojego artykułu.
'Fakty opisane przeze mnie potwierdziły cztery niezależne źródła. Publikację tekstu poprzedziło spotkanie redaktora naczelnego mojej gazety z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem ... Po rozmowie ze mną redakcja 'Rzeczpospolitej' usunęła ze swego oświadczenia słowa 'pomyliliśmy się' i uważam to za satysfakcjonujące'. ...
Gmyz powiedział także, iż materiał, który zebrał do artykułu, 'pokazuje, że wysoce prawdopodobne jest, iż wykryte substancje to trotyl i nitrogliceryna. Wbrew temu, co twierdzi prokuratura, użyte przez nią urządzenie nie służą bowiem do wykrywania pestycydów czy kosmetyków, lecz materiałów wybuchowych'.
'Pomyliliśmy się pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie. To mogły być te składniki, ale nie musiały. Aby ostatecznie przekonać się, czy to materiały wybuchowe, okazuje się, że potrzeba aż pół roku badań laboratoryjnych. Dopiero wtedy, czyli ponad trzy lata po katastrofie, mamy dowiedzieć się, czy doszło do eksplozji, czy nie' - napisała w pierwszy oświadczeniu redakcja 'Rzeczpospolitej'.
Po południu Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie informacjom tym zaprzeczyła. Jak wyjaśnił jej szef płk Ireneusz Szeląg, urządzenia wykorzystywane w Smoleńsku mogą w taki sam sposób sygnalizować obecność materiału wybuchowego, jak i innych związków np. pestycydów, rozpuszczalników i kosmetyków. ...
'Wiemy natomiast, że na wraku odkryto coś, co może być śladem materiałów wybuchowych. To jest pewne. Niestety, nie dowiemy się szybko czy tak było. Co naszym zdaniem powinno być w obecnej sytuacji priorytetem zarówno komisji, prokuratury, jak i samego rządu. Pisząc to jeszcze raz podkreślamy, że bezzasadne pozostają teorie o prawdopodobnym wybuchu na pokładzie, ale też w kontekście mnożących się teorii spiskowych, niezrozumiała jest zwłoka i chomikowanie tak ważnych informacji, które bez naszej publikacji pewnie przez wiele jeszcze miesięcy nie zostałyby ujawnione', napisała redakcja 'Rz' w popołudniowym oświadczeniu.
... 'Informacje, które podawaliśmy na temat czytników wysokiej jakości, które stwierdziły wysokoenergetyczne elementy, i to, co z naszych informacji wynikało - że one wchodziły w skład trotylu, tego, jak rozumiem, nie jest w stanie w tej chwili prokuratura potwierdzić' - powiedział Wróblewski. 'Nas oczywiście cieszy, że tak szybko prokuratura się tym zajęła i tak szybko zdecydowała się odpowiedzieć. Wolelibyśmy pewnie, żeby ta odpowiedź była bardziej konkluzywna i ostatecznie wykluczała możliwość ładunków wybuchowych. Żałujemy, że tego nie udało się wykluczyć'.
Rzecznik prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, Mateusz Martyniuk poinformował, że Prokuratura Generalna prosiła 'Rzeczpospolitą' przed jej publikacją, aby dać szanse prokuraturze na zebranie pełnej informacji w tej sprawie".

Strona
http://mpolak.salon24.pl/459064,rzeczpospolita-wypowiedziala-wojne-rosji komentuje:
"...Tomasz Wróblewski redaktor naczelny 'Rzeczpospolitej' zapewnia, że tekst o odkryciu śladów materiałów wybuchowych nie ukazałby się bez potwierdzenia ich u osób znających szczegóły ze śledztwa. Naczelny pisma dodaje jednak, że niektóre z tych osób naciskały na redakcję, aby wstrzymać publikację. 'Apelowali do naszego poczucia odpowiedzialności za państwo i sugerowali zwłokę', pisze w artykule wstępnym, opublikowanym w internecie. Zaznacza także, że w takiej sytuacji szkodliwa dla państwa będzie jakakolwiek zwłoka związana z właściwym kierowaniem pracami. 'Otwórzmy nowe śledztwo', konkluduje red. Wróblewski.
Zastanawia jedynie, dlaczego większość mediów w Polsce na ten temat zwyczajnie milczy, podkreślając, że znalezienie śladów materiałów wybuchowych nie koniecznie musi oznaczać wybuch na pokładzie.
W tej sprawie głos jeszcze dziś zabierze premier Donald Tusk...".

Dnia 30 pazdziernika 2012 strona http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-kaczynski-po-wyjasnieniach-wpo-wyglada-to-na-wielkie-oszustw,nId,645325 informuje o odpowiedzi Jaroslawa Kaczynskiego na calodzienna dyskusje o trotyl:
"
... 'Zastanawialiśmy się, jak władza będzie się broniła. Znalazła się w sytuacji bardzo trudnej i broni się w sposób, który, jak sądzę, państwo mogli zobaczyć', mówił po konferencji wojskowych śledczych Jarosław Kaczyński. Jak stwierdził, jest bardzo charakterystyczne, że prok. Szeląg najpierw stwierdził bardzo mocno, że nie było żadnego materiału wybuchowego, a później zaczął wywód o tym, że jednak coś tam było, że urządzenia nieprecyzyjne, że tak naprawdę dopiero trzeba będzie zbadać próbki.
'Wygląda to po prostu na wielkie oszustwo i tak to traktujemy, bo mamy ku temu też pewne dodatkowe podstawy', podkreślił ... 'Doszły do nas wieści, że grupa kilkunastu specjalistów zebrała się w kancelarii premiera, żeby opracować jakąś reakcję i niestety, przykro mi mówić, wygląda to na to, że jest to ta reakcja', dodał.
Jarosław Kaczyński uważa, że prokuratorzy musieli przyznać, że w szczątkach Tu-154M 'wykryto elementy, z których składają się materiały wybuchowe ... To jest przesłanka bardzo potężna, żeby sądzić, że był zamach', ocenił".

Strona
http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-waszczykowski-wedlug-ekspertow-katastrofa-wygladala-inaczej-,nId,645362
'Wypowiedzi wojskowych śledczych ws. śladów materiałów wybuchowych we wraku Tu-154M nie odczytuję jako dementi. Odczytuję je jako unikanie potwierdzenia', mówi reporterowi RMF FM Piotrowi Glinkowskiemu były wiceminister spraw zagranicznych i wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Witold Waszczykowski. 'Eksperci jednoznacznie wskazują, że ta katastrofa wyglądała inaczej, niż nas przez trzy lata łudzono', dodaje.
... 'Komisja Antoniego Macierewicza dysponuje niezależną ekspertyzą, która potwierdza obecność materiałów wybuchowych na ciałach ofiar katastrofy smoleńskiej? Słyszałem, że tak.
Też tak słyszałem. Ja nie uczestniczę we wszystkich pracach komisji. Wiemy natomiast jednoznacznie od ekspertów, od profesorów ... oni odpowiadają: ta katastrofa wyglądała inaczej, niż mówią o tym raporty polski i rosyjski.
Czyli takie ekspertyzy są?
Tak. Profesorowie jednoznacznie wskazują, że katastrofa wyglądała inaczej, niż nas łudzono, przekonywano przez trzy lata'
...".

Dnia 31 pazdziernika 2012 mamy potwierdzenie trotylu z kolejnego zrodla -
http://wiadomosci.wp.pl/
informuje, ze:
"
... Protokoły, które wyciekły do internetu zawierają zeznania składane przez pilotów Jaka-40 por. Artura W. i por. Rafała K. Zostały sporządzone na podstawie przesłuchań z 21 czerwca 2010 roku składanych w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Na serwerze, na którym znaleźliśmy plik z fotografiami dokumentów, widnieje data 14 października 2010 roku. Drugi z opublikowanych protokołów - z przesłuchania Rafała K. urywa się w miejscu, w którym zaczyna się opis relacji z miejsca katastrofy.
... Wcześniej dokumenty zostały opublikowane przez mało znany portal internetowy, który do tej pory zamieścił wiele niepotwierdzonych informacji, zwykle ukazujących w bardzo negatywnym świetle polskie tajne służby. ...
... Drugi pilot por. Rafał K. opowiadał m.in. o spostrzeżeniach z miejsca katastrofy, na którym znalazł się ok. 90 minut po upadku tupolewa:
'Te ciała, szczątki ciał, które widziałem, były nagie, tzn. pozbawione ubrań. Nikt z ekip ratunkowych nie przykrywał tych ciał. Moją uwagę przykuło to, że te ciała były nagie.'
W podobnym tonie wypowiadał się w prokuraturze również technik pokładowy Jaka-40 Remigiusz M. Zwracał uwagę, że nikt nie zajmował się ciałami, zbierano za to fragmenty wraku i znoszono je w kilka ustalonych miejsc. ...".
Oraz ten sam portal informacyjny:
"...Stanisław Zagrodzki, kuzyn Ewy Bąkowskiej - ofiary katastrofy smoleńskiej - ujawnił 'Gazecie Polskiej Codziennie', że zlecił amerykańskim ekspertom badania m.in. samolotowego pasa bezpieczeństwa z miejsca tragedii. Twierdzi, że ujawniły one obecność trotylu. Zagrodzki przywiózł ze Smoleńska do Polski fragmenty ubrań swojej kuzynki. Wśród części garderoby znajdował się także pas bezpieczeństwa, którym kobieta była przypięta podczas tragicznego lotu 10 kwietnia 2010 r. 'Pytałem prokuratorów, czy chcą ode mnie te materiały, ale to zignorowali', powiedział 'Gazecie Polskiej Codziennie'. Podaje, że prywatnie zlecił badania fragmentu z Tu-154M jednemu z ośrodków naukowych w USA. Twierdzi, że badania odczynnikowe wykazały obecność trotylu. Zostały przesłane do kolejnych, szczegółowych analiz...".

Premier Polski dnia 30 pazdziernika 2012 odniósł się do wtorkowej wypowiedzi szefa PiS, że 'zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP, innych wybitnych przedstawicieli życia publicznego, to niesłychana zbrodnia ... każdy, kto choćby tylko poprzez matactwo czy poplecznictwo miał z nią cokolwiek wspólnego musi ponieść tego konsekwencje'.
"...Tusk powiedzial: 'Jest niedopuszczalne, by lider opozycji korzystając z nieścisłego materiału prasowego wysnuwał wnioski, które dewastują państwo polskie ... Nie do zaakceptowania jest formułowanie drastycznych i degradujących polskie życie publiczne oskarżeń pod adresem państwa polskiego. Jest rzeczą niezwykle trudną dla wszystkich urzędników i funkcjonariuszy państwowych, którzy są zaangażowani w sprawę smoleńską, pracować pod ciśnieniem coraz bardziej absurdalnych i radykalnych oskarżeń...'."

Dnia 31 pazdziernika 2012 roku
http://wiadomosci.onet.pl/katastrofa-smolenska,5292519,temat.html
pisz: "...Wczorajsza publikacja 'Rzeczpospolitej' o śladach trotylu na wraku Tu-154, który rozbił się w Smoleńsku, wywołała polityczną burzę. 'Potwierdzamy te wszystkie rzeczy, mamy swoje źródło, ale go nie ujawnimy', mówił rzecznik PiS Adam Hofman w porannym programie TVN 24 'Jeden na jeden'. 'Mamy dostęp do źródła, które to potwierdza. Mamy dziwne samobójstwa, więc nie ujawnimy nazwiska tego człowieka ani innych szczegółów. My potwierdzamy te wszystkie rzeczy. Mamy swoje poważne źródło. Nie powiem gdzie ono jest umiejscowione, bo to pokazywałoby, gdzie szukać ... Gdyby to był jeden dowód, to można by mówić o podważonej rzetelności. Ale tych dowodów jest więcej. Dla niektórych członków zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej informacje 'Rz' nie były zaskoczeniem. Niektórzy wiedzieli o tym już od jakiegoś czasu...'. Rzecznik PiS dodał także, że na wczorajszym spotkaniu Jarosława Kaczyńskiego z Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem prezes PiS powiedział, że płk. Ireneusz Szeląg nie powinien prowadzić śledztwa smoleńskiego...".

Kolejna informacja za http://niezalezna.pl/34359-zagraniczne-media-o-smolensku
"...Od rana czołówki portali zachodnioeuropejskich, amerykańskich i kanadyjskich szeroko komentowały publikację ustaleń dziennika 'Rzeczpospolita', z których wynika, że polscy biegli znaleźli ślady trotylu we wraku rządowego Tu-154M. 'Polska jest w szoku: we wraku maszyny, w której w 2010 r. zginął prezydent Lech Kaczyński w okolicach Smoleńska, polscy eksperci znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny', pisze na stronie internetowej dziennika 'Die Welt' niemiecki korespondent gazety w Warszawie Gerhard Gnauck. ... Niemieckojęzyczny portal Dtoday.de, pisząc o dotychczasowych, sprzecznych ustaleniach w sprawie przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 r., dodaje, że wielu Polaków jest sceptycznych wobec podawanej do tej pory oficjalnej wersji tragedii. 'Spiegel' opisuje przy okazji ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej, po dokonaniu których okazało się, że ciała spoczywają nie swoich grobach. ... Internetowe wydanie dziennika 'Die Zeit' zwraca uwagę, że rosyjskie raporty na temat katastrofy smoleńskiej obarczały winą za tragedię polskich pilotów ... O doniesieniach dotyczących śladów trotylu we wraku rządowego tupolewa informuje ponadto australijski 'Herald Sun', kanadyjski 'The Star', amerykański 'The Seattle Times', niemiecki 'Focus'...".
Gazeta Polska Codziennie dnia 31 października 2012 "ustaliła, że były dwa rodzaje urządzeń, którymi badano wrak tupolewa w Smoleńsku. Jedno było wykalibrowane na wykrywanie jakichkolwiek substancji mogących być wybuchowymi, a drugie, bardzo czułe, zostało nastawione już ściśle na obecność materiałów wybuchowych. Obydwa gwałtownie zareagowały i wykazały obecność substancji wybuchowych".

Portal http://niezalezna.pl/34319-nitrogliceryna-i-trotyl-jak-dzialaja pisze:
"...To właśnie nitrogliceryna i trotyl są jednymi z najpowszechniej używanych środków do produkcji materiałów wybuchowych. Trotyl jako materiał wybuchowy, jest trwały, mało wrażliwy na uderzenie, tarcie i ma wysoką temperaturę wymaganą do zainicjowania wybuchu. Takie właściwości czynią go stosunkowo 'bezpiecznym' w przechowywaniu, ponieważ do jego odpalenia potrzebny jest silny detonator. W połączeniu z trotylem często używa się także nitrogliceryny, ponieważ dzięki swoim właściwościom (rozpuszczalnik organiczny, który wybuchając, wytwarza pewne ilości tlenu) substancję tą można wykorzystywać jako rozpuszczalnik lub dodatek do innych materiałów wybuchowych. ... Bez przerwy powtarzacie, że znaleziono 'ślady trotylu'. Nie trotylu, tylko związków chemicznych powstających na skutek wybuchu trotylu. Jest to szczególnie śmieszne przejęzyczenie w kontekście 'teorii niewybuchów' naprędce skleconej przez zakłopotanych oficerów prowadzących. ... Ale znaleziono związki chemiczne jakie powstają na skutek oddziaływania gorących gazów na metale: aluminium i cynk ... Aż na 80 fotelach samolotu Tu-154 znaleziono ślady materiałów wybuchowych - dowiedział się portal Niezalezna.pl. To jeszcze bardziej uprawdopodabnia tezę o zamachu w Smoleńsku. Z publikowanych dziś ustaleń 'Rzeczpospolitej' wynika, że ślady trotylu znaleźli na wraku Tu-154 polscy biegli, którzy przebywali przez miesiąc w Smoleńsku i wrócili stamtąd dwa tygodnie temu. Po konferencji prokuratorów wojskowych redakcja wycofała się ze stwierdzenia, że na wraku znaleziono akurat trotyl i nitroglicerynę. Jak ustalił portal Niezalezna.pl - część próbek, które pobrano na miejscu katastrofy, zostało w Rosji. W Polsce są tylko ich odczyty...".

Portal
http://jeremiasz.salon24.pl/comments/

"...Na koniec jeszcze mała uwaga na temat tego rodzaju spektometrów. ... oczywiście, że jest ważne na co ten spektrometr zostanie skalibrowany, mógł zostać skalibrowany na wyszukiwanie widma tych czterech jonów: C, H, N i O, jak również nie tylko ważne jest to jakiego rzędu czułość zostanie ustawiona. Bardzo ważna ... jest baza danych jaką ma wgraną dany egzemplarz spektometru. Natychmiast powstaje też pytanie jak zachowa się spektometr w sytuacji, kiedy wykryje wszystkie te cztery jony, ale w swojej bazie nie będzie miał identycznego wzorca widma? Zakładając, że ktoś z jakiegoś powodu zadbał o to, żeby oktogenu w tej bazie danych nie było, CL-20 mogłoby również nie być bo to dosyć nowy i bardzo specjalistyczny materiał, to jak zachował się wtedy spektometr? Z tego co ja się orientuję, spektometr jako wynik testu, poda związek o widmie najbliższym zaobserwowanemu. Mogło wypaść na TNT? STARY WIARUS ... To taki ruski wynalazek HNIW+Oktogen. Do tego jeszcze dochodzi krzemionka jako stabilizator i glin, czyli aluminium. Zarówno HNIW(CL-20) jak i Oktogen to są materiały wybuchowe z tej samej 'rodziny' co trotyl, wszystkie zawierają takie same jony: H, C, N, O. Inne badania wykryły na Tupolewie również aluminium i krzem ... Na bank energia eksplozji musiała być imponująca. To widać po stanie kadłuba. Jeżeli chcielibyśmy na chwilę odejść od mniej konwencjonalnych metod destrukcji obiektów latających i nie tylko latających i skupili się na konwencjonalnych ładunkach wybuchowych, to musimy z pełną odpowiedzialnością założyć iż do uzyskania takiego efektu rozczłonkowania prędkość początkowa eksplozji na pewno musiała być większa niż 9000 m/s. Nie wiem co miał na myśli dr Szuladziński mówiąc, że podłożone ładunki wybuchowe wcale nie musiały być duże. Czy używając słowa duże miał na myśli gabaryty ładunku, czy jego moc. Natomiast jeżeli skupimy się na TNT to tego na pewno musiałoby być 'dużo'. Kto wie, czy pewną wskazówką do naszych dociekań nie powinno być 'przejęzyczenie' z poprzednich badań w polskim laboratorium, gdzie w wynikach (podpisanych oczywiście przez kogoś), zamiast 'oktogen' figurował 'oktogon' ... Bo oktogonu to na pewno nikt tam nie wykrył, ale w takim razie kto wie, czy nie było oktogenu, który w zasadzie formalnie z racji tej pomyłki w tym raporcie jednak nie występuje na liście substancji niewykrytych. Okazuje się również, że w Rosji stosuje się materiał wybuchowy zawierający: HNIW(CL-20), oktogen, TNT, krzemionkę i aluminium. Przy odpowiednim stężeniu prędkość eksplozji tego ustrojstwa dochodzi do 10 000 m/s ... 'Tyle, że śledczy w Smoleńsku mieli instrumenty IMS skalibrowane na wybuchowe związki chemiczne zawierające grupę nitrową (jak TNT, ale nie tylko)' ...".

Autor tej strony internetowej wyjatkowo wyjasnia: Cyklotetrametylenotetranitroamina; czyli Oktogen - "jest jednym z najpotężniejszych produkowanych seryjnie kruszących materiałów wybuchowych. Ma zastosowanie jako militarny materiał wybuchowy, samodzielnie w postaci różnych ładunków, jak i jako składnik mieszanin wybuchowych". ROZPORZĄDZENIE MINISTRA GOSPODARKI z dnia 2 października 2002 r. w sprawie wykazu towarów o znaczeniu strategicznym (Dz. U. z dnia 4 listopada 2002 r.) ... ML 8. 'Wojskowe środki wybuchowe' i paliwa, włącznie z ładunkami miotającymi i substancjami z nimi związanymi, zgodnie z poniższym wykazem: ... 8.1.30. Heksanitroheksaazaizowurcytan (CAS 135285-90-4) (CL-20 lub HNIW); oraz klatraty CL-20.

'Gazeta Wyborcza' w rozmowie Pawla Wrońskiego i Bogdana Wróblewskiego dnia 20.04.2012 podala: "... Seremet: 'Tydzień po katastrofie była już w Polsce tona przedmiotów osobistych ofiar zabezpieczonych przez naszych prokuratorów w Smoleńsku. Potem zbadano także pod tym kątem ubrania ofiar. Ekspertyza Instytutu Chemii i Radiometrii z 18 czerwca 2010 r. obejmowała badanie obecności: dinitrotoluenu, nitroglikolu, nitrogliceryny, trinitrotoluenu, heksagenu, oktogenu, pentrytu - czyli materiałów wybuchowych albo substancji, które wchodzą w skład materiałów wybuchowych. Badano też promieniowanie alfa, gamma, obecność węglowodorów. Podobne badania już 12-13 kwietnia 2010 r. przeprowadzili Rosjanie w Zakładzie Ekspertyz Kryminalistycznych Departamentu Spraw Wewnętrznych Obwodu Smoleńskiego. Nic nie znaleziono. Instytut Higieny i Epidemiologii w Warszawie zbadał próbki na trujące substancje chemiczne i biologiczne'...".

Ten sam portal http://jeremiasz.salon24.pl/comments/
podaje za wpolityce.pl:
"Doniesienia 'Rzeczpospolitej' o znalezieniu na szczątkach TU-154M, jak się okazuje, nie są jedynymi. Publikujemy relację Stanisława Zagrodzkiego, kuzyna śp. Ewy Bąkowskiej, który zlecił prywatne badania materiału z miejsca katastrofy. Po ekspertyzie dr. Szuladzińskiego z początku tego roku postanowiłem poszukać kontaktu z naukowcami amerykańskimi. Po uzyskaniu zapewnienia, że byliby zainteresowani przeprowadzeniem badań rzeczy po Ewie, które przywiozłem z Moskwy, postanowiłem przekazać im materiał do badań. Ustaliliśmy, że przekażę materiał do badań w czasie wiosennej konferencji w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Tak też się stało. 16 czerwca otrzymałem informację od jednego z naukowców, że znane są już wyniki badań dwóch próbek, wielkości kilku centymetrów kwadratowych każda. Jedna pochodziła z fragmentu garsonki, druga - z pasa biodrowego od fotela lotniczego, który był z tą garsonką, można powiedzieć, zespolony. Okazało się, że w tej drugiej próbce znaleziono ślady trójnitrotoluenu, czyli trotylu. Informację tę potwierdził mi później inny naukowiec w obecności posła Antoniego Macierewicza, kilku rodzin i adwokata. Próby, w laboratorium jednego z amerykańskich uniwersytetów, wykonane były metodą odczynnikową, czyli analizy chemicznej, a nie metodą detektorowania, jaką posłużyła się prokuratura. Ustaliliśmy, że przeprowadzimy ponowne badanie próbek, aby wykluczyć pomyłkę. Z tego, co wiem, jest ono na ukończeniu, w fazie ekspertyzy pisemnej. Dzisiejsze rewelacje 'Rzeczpospolitej' są dla mnie potwierdzeniem tej wstępnej analizy uniwersyteckiej przeprowadzonej w USA. Stanisław Zagrodzki nie informował jeszcze o wynikach badań prokuratury. M.in. w obawie o materiał dowodowy dla prokuratury: Bałem się, że ujawnienie tego w mediach może spowodować utrudnienie dostępu do wraku. Że wrak może nigdy nie wrócić, co byłoby nie do przyjęcia. O wynikach badań w USA powiedział kilku rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej oraz swoim najbliższym, by - jak dodaje - nie byli zdziwieni, gdy podobne informacje pojawią się już oficjalnie. Stanisław Zagrodzki od początku uczestniczy w pracach zespołu parlamentarnego i regularnie stara się prostować kłamstwa i manipulacje dotyczące katastrofy smoleńskiej. W grudniu w czasie posiedzenia komisji Antoniego Macierewicza mówił: 'Państwo nie chroni nas jako obywateli, nie chroni tych, którzy zginęli i nie będzie chronić.' ...".

Dnia 31 pazdziernika 2012 portal http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch?saved=1 ujawnia 'Stenogram z zeznań dowódcy samolotu rządowego JAK 40 por. Artura Wosztyla przeprowadzonego 10 kwietnia 2010 r. Przesłuchanie trwało dwie godziny', ktory informuje (autor tej strony internetowej cytuje wszelkie dokumenty bez zgody i wiedzy wlascicieli odnosnej domeny i opiera sie na domniemaniu, ze posiadaja zgode na takie publikacje): "... Zawodową służbę wojskową pełniłem ... na stanowisku dowódcy załogi w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego ... Do moich podstawowych obowiązków należy wykonywanie zgodne z rozkładem lotów. Loty wykonuje na samolotach JAK-40. Swoje zadania wykonuję w różnym składzie załogi, który uzależniony jest od tego który z żołnierzy jest w chwili dyspozycyjny do wykonania lotu. W dniu 31.03.2010 r. od dowódcy eskadry ppłk Stroińskiego dowiedziałem się, iż w związku z obchodami rocznicy zamordowania polskich oficerów w Katyniu w dniach 07 i 10.04.2010 r. będę realizował przeloty samolotem JAK-40 na trasie Warszawa-Smoleńsk-Warszawa. W obu tych przelotach byłem dowódcą załogi, miałem tego samego drugiego pilota por. Rafała Kowaleczko, natomiast zmianie uległ technik pokładowy i osoba z personelu pokładowego. W dniu 07.04.2010 r. technikiem pokładowym był chor. Marcin Bogut, a w dniu 10.04.2010 r. chor. Remigiusz Muś. Natomiast w dniu 07.04.2010 r. obsługą pokładową zajmowała się p. Natalia Januszko, a dniu 10.04.2010 r. p. Aneta Żulińska. Ten wylot w dniu 07.04.2010 r. związany był z pobytem w Katyniu premiera Donalda Tuska. Moja załoga przetransportowała do Smoleńska członków 'komisji do zadań trudnych.' W dniu tego wylotu były dobre warunki atmosferyczne i lądowanie wykonano z tzw. kręgu w pełnej widoczności pasa i z tzw. wektorowaniem. W trakcie tego przelotu nie zaobserwowałem żadnych niepokojących symptomów. Wylot został wykonany bez żadnych problemów. W dniu dzisiejszym realizowałem podobne zadanie. Około godz. 3.00 z całą załogą bez obsługi pokładowej spotkaliśmy się w domku pilota i po przebraniu i zabraniu swoich rzeczy udaliśmy się na odprawę celną do portu lotniczego. Po odprawie udaliśmy się do biura odpraw załóg, skąd do przeznaczonego do wylotu samolotu. Z uwagi na fakt, iż w wytypowanym do lotu samolocie nie udało się uruchomić silnika rozruchowego po trzeciej próbie w porozumieniu z dyżurnym ruchu lotniczego zmieniono samolot, który bez jakichkolwiek problemów uruchomił się i wykonano wylot. W trakcie tego przelotu przetransportowano 14 pasażerów - przedstawicieli mediów. Start samolotu odbył się około godz. 5.25. W trakcie przelotu nie było żadnych problemów. Lądowanie w Smoleńsku odbyło się o godz. 7.25 czasu polskiego. Według czasu rosyjskiegobyła to godzina 9.25. Ja podając godziny będę operował czasem polskim, gdyż taki używany jest w prowadzonej dokumentacji. Zeznaję, iż około 10-15 minut przed lądowaniem nawiązaliśmy kontakt radiowy z wieżą na lotnisku w Smoleńsku. Kontroler ruchu lotniczego podał nam, iż widoczność w rejonie lotniska wynosi 4000 metrów, która w czasie podejścia do lądowania zmniejszyła się do 1500 metrów. Po naszym lądowaniu warunki atmosferyczne dość gwałtownie zaczęły się pogarszać. Nad lotnisko nadciągnęła gęsta mgła w płatach, która bardzo znacznie ograniczyła widoczność. Wtedy przechodząca przez rejon lotniska mgła ograniczała widoczność w zakresie od 400 do 1000 metrów. Z tego, co pamiętam, to jak przebywaliśmy w samolocie i oczekiwaliśmy na przylot kolegów samolotem TU-154M na lotnisku próbował wylądować rosyjski IŁ, jeżeli dobrze zauważyłem, to 76. W pierwszej próbie IŁ wyszedł lekko z lewej strony pasa i pomimo niedanej próby poprawienia błędu w prawą stronę odszedł na następne zajście. Podczas drugiej próby wyszedł jeszcze bardziej z lewej strony pasa zwiększył obroty i odleciał. W naszym samolocie nie słyszeliśmy korespondencji radiowej pomiędzy IŁ a wieżą. Po tych dwóch nieudanych próbach widziałem jak z wieży wyszli ludzie. Zeznaję, iż pierwsze podejście IŁ-a obserwowałem z kabiny swojego samolotu, a drugie z drogi kołowania w pobliżu wieży, gdzie stał nasz samolot. W trakcie oczekiwania na przylot TU-154M na dwóch swoich radiostacjach mieliśmy nastawione częstotliwości, które używaliśmy w trakcie przelotu i na których nasłuchiwaliśmy korespondencji kolegów. Około 20 do 30 minut przed katastrofą TU-154M usłyszeliśmy ich korespondencję radiową z kontrolą obszaru albo Mińsk lub Moskwy. Była to proceduralna korespondencja, która kierowała ich na lotnisko w Smoleńsku. Korespondencja była prowadzona w języku angielskim. Po jej zakończeniu swoją radiostacją wywołaliśmy kolegów z TU-154M, aby przeszli na częstotliwość od 1 do 5. Jest to częstotliwość 123,45 MHz , przeznaczona do luźnych rozmów między załogami samolotów. Wtedy w trakcie tego połączenia przekazałem drugiemu pilotowi TU - 154M kpt. Robertowi Grzywnie następującą informację cyt. 'robi się tu cipa, widzialność spadła do 400 metrów, a podstawy obniżyły się grubo poniżej 50 metrów.' Przekazując mu te informacje podałem mu aktualne najgorsze wyniki panujące nad lotniskiem. W tej chwili, a wtedy o tym nie myślałem, nie podałem mu informacji, że jest to mgła w płatach. W tym miejscu pragnę zeznać, że nawigator TU - 154M por. Artur Ziętek prowadził rozmowę radiową z kontrolerem prawdopodobnie wieży w Smoleńsku, gdzie kontroler zapytał się o pozostałość paliwa i zaplanowane lotniska zapasowe. Ponadto informował, o trudnych warunkach pogodowych i w przypadku pierwszego niedanego podejścia do lądowania proponował odejście na lotnisko zapasowe. Ja obecnie nie pamiętam kolejności rozmów, ale na pewne o tej treści rozmowy się odbyły. W pewnym momencie słyszeliśmy, że kontroler z wieży wektoruje ich i dostają zgodę na podejście do lądowania. Wtedy opuściliśmy samolot i zaczęliśmy nasłuchiwać nadlatujący samolot. W tych warunkach musieliśmy jedynie go nasłuchiwać, gdyż widoczność byłą bardzo ograniczona i nie można byłoby go zauważyć. Było to około godz. 8.35 polskiego czasu. Stojąc przy swoim samolocie usłyszeliśmy dźwięk silników TU-154 M podchodzącego do lądowania. Rozpoznałem to po charakterystycznym dźwięku pracy silników tego rodzaju samolotu. Nadmieniam, że go nie widziałem, a jedynie słyszałem. Był dźwięk podejścia do lądowania na ustalonym zakresie pracy silników. W pewnym momencie usłyszałem, że silniki zaczynają wchodzić na zakres startowy, tak jakby pilot chciał zwiększyć obroty silnika, a tym samym wyrównać lot lub przejść na wznoszenie. W tej chwili zastanawiam się co mogło ich skłonić do takiego działania. Po dodaniu obrotów po upływie kilku sekund usłyszałem głośne trzaski, huki i detonacje. Do tego doszedł milknący dźwięk pracującego silnika, a następnie nastała cisza. Dla mnie były to przerażające dźwięki, których mam nadzieję nigdy więcej w życiu nie usłyszę. Te dźwięki dobiegały z kierunku podejścia do lądowania. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że to zdarzenie ja jedynie słyszałem, gdyż mgła uniemożliwiła jego obserwację. Po nastaniu ciszy pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to, że samolot się rozbił. Nie pamiętam dokładnie, jakich słów użyłem, ale głośno do kolegów powiedziałem, że chyba się rozbili. W tym samym momencie z wieży wyszedł jakiś mężczyzna, którego po rosyjsku zapytaliśmy co się stało. Wymieniony stwierdził, że samolot odleciał. Od razu wydało nam się to niemożliwe, gdyż nie było słychać pracy silników odlatującego samolotu. Jednocześnie z lotniska ruszyły znajdujące się tam pojazdy: wozy strażackie, karetki pogotowia i szereg innych samochodów. Pojazdy te udały się pasem lotniska w kierunku, z którego słyszeliśmy dobiegające wcześniej dźwięki. Dla nas zachowanie służb lotniskowych wskazywało, że samolot się rozbił. Bezpośrednio po tym zadzwoniłem z telefonu komórkowego do dowódcy jednostki i do dyżurnego kierownika lotów w Warszawie, których powiadomiłem o moich przypuszczeniach. W międzyczasie wszystkie samochody wróciły w naszym kierunku, opuściły przez bramę wjazdową teren lotniska i udały się ponownie w kierunku, z którego wcześniej dobiegały dźwięki. Wtedy do attaché wojskowego w Moskwie zadzwonił por. Rafał Kowaleczko i uzyskał od niego informacje, iż samolot się rozbił i jego zdaniem nikt nie przeżył. Ponadto poinformował on, iż stoi około 20 metrów od statecznika rozbitego TU - 154M, z którego rozpoznawalna jest jedynie szachownica. W jego ocenie samolot uderzył ziemię w odległości około 1,5 km od progu pasa. W międzyczasie opadła całkowicie mgła i poprawiła się widoczność na lotnisku. Po około 2 godzinach od katastrofy postanowiliśmy pójść we trzech zobaczyć szczątki samolotu i dowiedzieć się, czy ktoś przeżył. Przez te dwie godziny biłem się z myślami, czy na pewno chcę to zobaczyć. Po dojściu do końca pasa zauważyłem, że jest tam betonowe ogrodzenie, które uniemożliwiało dostęp do szczątek samolotu. Z tego powodu prawdopodobnie udające się na akcję ratowniczą samochody musiały wrócić do bramy wyjazdowej z lotniska i udać się na miejsce katastrofy zewnętrznej. W ogrodzeniu były wyłamane dwie płyty betonowe przez które udaliśmy się w miejsce katastrofy. W mojej ocenie szczątki samolotu znajdowały się w odległości 40 metrów od ogrodzenia lotniska i około 500 metrów od progu pasa lekko z jego lewej strony. Było to mniej więcej w miejscu, z którego do lądowania podchodził rosyjski samolot IŁ. Szczątki tupolewa były rozrzucone w pasie od długości 60 metrów i szerokości około 30 metrów. Wśród połamanego, pozgniatanego i skręcanego metalu zauważyłem fragmenty wózków podwozia głównego wraz z goleniami, statecznik i części kadłuba. Ponadto na całym tym obszarze były widoczne fragmenty ciał ludzkich, co było charakterystyczne, nawetduże fragmenty ciał nie były okryte odzieżą. Tam na miejscu pytaliśmy się ludzi prowadzących akcję ratowniczą, czy ktoś przeżył i każdy zrezygnowany kiwał głową, że nie. Dla mnie był to wstrząsający i przerażający widok. Następnie otrzymaliśmy telefoniczna informację z Polski, iż jeżeli jesteśmy w stanie to mamy wrócić do Polski jak najszybciej zabierać ministra z Kancelarii Prezydenta wraz z jego współpracownikami. Nie pamiętam nazwisk tych panów. Pomimo przybycia do samolotu wymienionych oraz pięciu dziennikarzy nie mogliśmy odlecieć z lotniska. Jak wynikało z rozmów z funkcjonariuszami rosyjskiej straży granicznej i celnej, został do wyjaśnienia zatrzymany kontroler z wieży,a ponadto została zamknięta granica państwowa Rosji. Po upływie pomad dwóch godzin na lotnisku pojawił się nowy kontroler i otrzymaliśmy zgodę na start. Było to około godz. 15.35 czasu polskiego. Na lotnisku w Warszawie wylądowaliśmy o godz. 17.20. W czasie lotu nie było żadnych problemów. Zeznaję, iż na lotnisku w Smoleńsku nie ma żadnych urządzeń do precyzyjnego podejścia do lądowania. Lądowanie ja JAK - 40 i TU-154M odbywa się na zasadzie podejścia 2 NDB. To wszystko co mam do zeznania w tej sprawie.
Drugi raz por. Wosztyl został przesłuchany 21 kwietnia 2010 r. Podtrzymał swoje pierwsze zeznania. Co jeszcze powiedział przez 2,5 godziny składania zeznań?
Na zadane pytanie zeznaję: dokumentację meteorologiczną dotyczącą lotu do Smoleńska odebrałem osobiście od chor. Marcina Nojka, tj. meteorologa 36 SPLT. Dokumentacja ta składała się z informacji Taf i Metar (metar jest to aktualna pogoda uaktualniana co 30 min, taf jest informacja pogodowa aktualna + symulacja na najbliższe godziny). Dodatkowo otrzymałem informację o wiatrach górnych na poziomie 180 i 240, signifikant, tj. ogólna informacja o pogodzie w danym rejonie Europy i dodatkowo odnośnie samego Smoleńska ogólną informację o panującej tam pogodzie. Chcę nadmienić, że w otrzymanej informacji Taf i Metar nie było informacji o Smoleńsku. Ponadto chor. Nojek ustnie poinformował mnie, że warunki meteorologiczne w Smoleńsku mogą się pogorszyć, jednak podstawa chmur nie powinna być niższa niż 270-300 metrów i widzialność ogólna nie powinna spaść poniżej 3000-4000 metrów. Te informacje otrzymałem około godz. 4.20 czasu polskiego dnia 10.04.2010 r. Na zadane pytanie zeznaję; jeszcze przed startem około godz. 5.15 po zamianie samolotów, za pośrednictwem DKL drogą radiową otrzymałem aktualną informację o pogodzie w Smoleńsku. Nie pamiętam dokładnie treści tej informacji, ale pamiętam, iż warunki pogodowe, które mi przekazano były lepsze niż te, które podano mi o godz. 4.20. W trakcie lotu, gdy wszedłem w kontakt radiowy z wieżą w Smoleńsku, otrzymałem z tej wieży informacje o widzialności w rejonie lotniska 4000 m. Podstawa chmur nie została mi podana. Poinformowano mnie jeszcze, iż występuje mgła. Ten komunikat został mi przekazany w języku rosyjskim. Przed lądowaniem około 5-10 minut zostałem poinformowany, iż widzialność spadła do około 1500 m. Pomiędzy tym pierwszym komunikatem z wieży Smoleńsk a tym drugim różnica czasowa wynosiła około 10 minut. W moim odczuciu w chwili samego mojego lądowania na Smoleńsku warunki pogodowe były lepsze niż te, które przekazał mi w ostatnim komunikacie kontroler z wieży w Smoleńsku. Podchodząc do lądowania światła APM-ów zobaczyłem z wysokości 120-130 m. Nie mniej jednak panowała gęsta mgła. Na zadane pytanie zeznaje; jeżeli chodzi o lądowanie, obsługiwał ten sam kontroler co w dniu 07.10.2010 r. Poznałem go po głosie. Na zadane pytanie zeznaje; do lądowania podchodziliśmy kursem 259, tzn. ze wschodu na zachód. Na zadane pytanie zeznaje; po otrzymaniu ciśnienia od kontrolera lotniska i ustawieniu tego ciśnienia na wysokościomierzach wysokość wskazywana była wysokością samolotu od progu pasa (wysokość QFW). Wysokość wskazywana przez wysokościomierze barometryczne porównałem z wysokością wskazywaną przez radiowysokościomierz i obie te wysokości wskazywały około 500 m. Przy podejściu do lądowania z kursem 259 dochodziło do rozbieżności wskazań wysokości barometrycznej i radiowysokościomierza. Radiowysokościomierz w pewnych momentach wskazywał większą wysokość, tzn. wyższą. Nie jestem w stanie powiedzieć, jaka dokładnie to była różnica. Pamiętam, że była znacząca. Na zadane pytanie zeznaje; po wylądowaniu ja albo por. Kowaleczko telefonicznie poinformowaliśmy DKL w Warszawie o fakcie wylądowania. Nie jest w stanie powiedzieć czy telefonicznie ja albo por. Kowaleczko podawaliśmy warunki meteorologiczne panujące na lotnisku w Smoleńsku. Do mnie z Warszawy nikt nie dzwonił i nie pytał się o warunki atmosferyczne jakie panują na lotnisku w Smoleńsku. Po wylądowaniu około godz. 7.20 warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut na podobnym poziomie, jak przy moim lądowaniu. Mam na myśli tylko widoczność. Zmiany te były bardzo dynamiczne. W momencie lądowania IŁ-76 moim zdaniem widzialność wynosiła około 1000 m, sylwetkę samolotu zaś zobaczyłem gdy był na wysokości pomiędzy 30-40 m. Podejście IŁ-a widziałem z mojego samolotu. Drugie podejście widziałem z zewnątrz, tzn. stałem obok JAK-40. Warunki moim zdaniem miał identyczne jak przy pierwszym podejściu. Ja nie słyszałem rozmów pomiędzy wieżą a IŁ. Radio w JAK-40 było wyłączone. Radio włączyliśmy w JAK-40 około godz. 8.00. Mieliśmy włączone dwa radia. Jedno nastawione na Mińsk, a drugie na Moskwę. Magnetofon był wyłączony. Chciałbym zeznać, iż wcześniej ja podjąłem decyzję o wyłączeniu zbędnego sprzętu w celu oszczędzania akumulatorów. W pewnym momencie usłyszałem załogę TU-154M i wtedy poprosiłem por. Kowaleczkę aby przekazał załodze TU-154 by tamci przeszli na częstotliwość od 1 do 5. Z tupolewa poszło 'Ok'. Nie jestem jednak w stanie powiedzieć, kto z członków załogi tupolewa to wypowiedział. Następnie osobiście rozmawiałem z mjr Robertem Grzywną. W trakcie tej rozmowy przekazałem mu najgorsze warunki atmosferyczne panujące w danej chwili. Podałem mu, że widać około 400 m. i moim zdaniem podstawa tego jest grubo poniżej 50 m., chciałbym zeznać, iż zanim podałem wysokość i widzialność mjr. Grzywnie wypowiedziałem 'zrobiła się tu cipa'. Chciałbym zeznać, iż mówiąc o podstawie, miałem na myśli podstawę jaka była przy lądowania IŁ-76. Nie jestem w stanie powiedzieć, jaka różnica czasowa była pomiędzy lądowaniem IŁ-76 a moją rozmową z mjr. Grzywną. Ponadto powiedziałem mjr. Grzywnie, że jeżeli zdecydują się podejść raz czy dwa razy to powiedziałem żeby nie schodzili poniżej 50 m i odeszli na zapasowe. Z tego co pamiętam, mjr. Grzywna zapytał się mnie, a jak my lądowaliśmy. Ja odpowiedziałem mu, że nam się udało. Nie podawałem mu moich warunków przy lądowaniu. Mjr Grzywna skwitował naszą komunikację mówiąc 'Dzięki, porozmawiam z Arkiem'. Nie wykluczam, że powiedział 'Dzięki, przekaże Arkowi'. W moim odczuciu jak przekazałem mjr. Grzywnie informacje o pogodzie, to wydaje mi się, że w jego głosie słyszałem zdenerwowanie. Ale jest to moje odczucie. Ja nie słyszałem rozmów pomiędzy załoga tupolewa, tzn. pomiędzy nimi. Później słyszałem korespondencję prowadzoną pomiędzy TU-154M a wieżą w Smoleńsku. Słyszałem, iż kontroler lotniska poinformował załogę tupolewa o widzialność 400 m i jeszcze słyszałem jak mówił do nich, żeby nie schodzili poniżej 50 m i jak nie zobaczą lotniska żeby odeszli na zapasowe. Ta korespondencja odbywała się w języku rosyjskim. Po tym jak wyszedłem z JAK-40, tak samo jak i moja załoga, i nasłuchiwaliśmy już z zewnątrz dźwięków silników tupolewa. Jeżeli chodzi o rozmowy pomiędzy TU-154 a wieżą to słuchałem tego do trzeciego zakrętu TU-154 czyli do momentu jak oni byli na wysokości 500 m. Nie słyszałem komunikatu z wieży, że TU-154 może lądować. Tak jak zeznałem wyżej, słyszałem tylko to co podałem wcześniej. Chciałbym jeszcze dodać, iż przed podaniem przez kontrolera widoczności kontroler pytał się załogę TU-154 jakie mają lotniska zapasowe i jaką pozostałość paliwa. Nie jestem w stanie powiedzieć, kto odpowiadał wieży na te pytania. Na zadane pytanie zeznaje; ja na lotnisku w Smoleńsku po raz pierwszy lądowałem w dniu 07.04.2010 r. Lotnisko w dniu 07.04.2010 r. było wyposażone w dwie radiolatarnie bezkierunkowe, tzw. bliższa oddalona 1 km od progu pasa i dalsza oddalona o 6 km od progu pasa (2xNDB). Mówię o podejściu z kierunku 259. Nie jestem w stanie powiedzieć czy w dniu 07.04.2010 r. lotnisko było wyposażone w APM (jest to tzw. bramka składająca się z potężnych reflektorów ustawionych przy progu pasa, które pozwalają pilotowi zlokalizować próg pasa w szczególnie trudnych warunkach atmosferycznych). Dodatkowo lotnisko było wyposażone w system świateł umożliwiające określenie krawędzi bocznych pasa oraz jego progu i końca. Z tego co pamiętam to było wszystko. Natomiast w dniu 10.04.2010 r. lotnisko było wyposażone w te dwie NDB (2xNDB) na pewno w APM i światła, o których zeznałem powyżej. Żadnego dodatkowego systemu nie było. Chciałbym uściślić, że na kartach podejścia które otrzymałem przed lotem było opublikowane podejście według systemu RSBN (radionawigacyjny system bliższej nawigacji). Na JAK-40 nie posiadamy takiego wyposażenia i ja podchodziłem 2xNDB. Nie wiem czy TU-154 jest w to wyposażony. Nie latam na TU-154. Na zadane pytanie zeznaje; w dniu 10.04.2010 r. TU-154 podchodził do lądowania kursem 259. Na zadanie pytanie zeznaje; po katastrofie naszego TU-154, tzn. pomiędzy nastąpieniem katastrofy a czasem około 1 godziny i 30 minut po katastrofie, ja zauważyłem, iż jacyś ludzie w mundurach wykonują jakieś czynności przy oświetleniu krawędzi pasa startowego. Nie widziałem, aby robili to przy APM. Chciałbym w tym miejscu zeznać, iż APM-y były wystawione na podwoziu samochodów nie wiem jakiej marki. Dwa APM-y były na podwoziu samochodu, a trzeci zamontowany na stałe przy lewej stronie krawędzi pasa. Przy APM-ach na samochodzie cały czas byli jacyś ludzie. W momencie kiedy ja lądowałem na pewno dwa APM-y świeciły. Nie jestem pewny co do trzeciego, czyli tego zamontowanego na stałe. Na zadane pytanie zeznaje; dobrze znałem kpt. Protasiuka. Latałem z nim na JAK-40, ale sporadycznie. Jego podstawowym typem był TU-154. Z tego co mi jest wiadomo, to kpt. Protasiuk często latał na wschód. Natomiast jeżeli chodzi o jego loty do Smoleńska, to wiem, że w/w na pewno lądował na tym lotnisku w dniu 07.04.2010 r. Nie wiem czy wcześniej wykonywał tam loty. Jeżeli chodzi o mjr. Grzywnę on też latał na wschód. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy mjr. Grzywna lądował wcześniej na lotnisku w Smoleńsku. To samo się tyczy chor. Michalaka. Co do kpt. Protasiuka, to jestem pewny, iż znał rosyjski. Co do reszty członków załogi, nie jestem w stanie odpowiedzieć. Na zadane pytanie zeznaje; nie jest mi wiadome na temat problemów zdrowotnych czy też rodzinnych załogi TU-154. Na zadane pytanie zeznaje; przed wylotem w dniu 10.04.2010 r. nie umawiałem się z nikim z załogi TU-154, że będę się nimi kontaktował drogą radiową po wylądowaniu w Smoleńsku.
W tym miejscu świadek dołączył do protokołu sporządzony przez siebie szkic lotniska w Smoleńsku z zaznaczeniem APM i świateł drogi startowej...".

Dnia 01 listopada 2012 portal http://jakuccy.pl oraz stefczyk.info publikuja tekst Piotra Jakuckiego, ktory pisze: "... 6 czerwca 2011 roku w hiszpańskiej Asturii doszło do katastrofy dwóch awionetek. Pierwsza pilotowana była przez wybitego architekta Stefana Kuryłowicza, który zaprojektował, a następnie realizował projekt m.in. terminalu Warszawa-Okęcie, oraz jego współpracownika Jacka Syropolskiego. W drugiej śmierć poniósł Janusz Zieniewicz, były kierownik działu łączności w PLL LOT, potem właściciel firmy Cerberis, zajmującej się zabezpieczeniami elektronicznymi, która również obsługiwała Okęcie. Co to ma wspólnego z 10 kwietnia? Otóż w grudniu 2010 roku podczas przesłuchania przed smoleńskim zespołem parlamentarnym pracownik kancelarii Lecha Kaczyńskiego Tomasz Szczegielniak powiedział rzecz niezmiernie interesującą, dotyczącą wydarzeń na Okęciu: 'Nie widziałem tego, no, z prostego powodu, że cały czas byłem wtedy w tym hanga... w termi... na terminalu i byliśmy zajęci obsługą tych wszystkich osób, które miały towarzyszyć panu Prezydentowi.' Czy to tylko przejęzyczenie, czy faktycznie Szczegielniak był w jakimś hangarze i zajmował się obsługą jakichś osób z delegacji? Jeśli tak, to których? Czy architekt Kuryłowicz zginął w katastrofie, gdyż np. znał rozkład tuneli pod Okęciem połączonych z hangarami? Dlaczego zespół Macierewicza tego tropu nie podjął, mimo że badając Smoleńsk cały czas wracamy na Okęcie? ... tylko nikt nie sięga do etapu najważniejszego, czyli do lotniska wojskowego na Okęciu, tego w jaki sposób ofiary na nie przybyły, jakie były przyczyny awarii monitoringu. Czy nie jest dziwne, że z wylotu prezydenta 10 kwietnia nie ma żadnych fotografii prasowych, mimo że jest to standard. Przy każdej wizycie zagranicznej prezydenta, bądź premiera robione są one w saloniku prasowym hali odlotów, na płycie lotniska, niekiedy we wnętrzu samolotu? ... mówił 31 maja 2012 r. w 'Naszym Dzienniku' dr inż. Wacław Berczyński, wieloletni pracownik Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga i innych koncernów lotniczych: 'Siedzenia samolotów zgodnie z normami międzynarodowymi projektuje się na działanie przyspieszenia 9 g, czyli dziewięciokrotnego przyspieszenia ziemskiego. Ono może się odkształcić, ale nie może złamać. A ja na zdjęciach nie widzę tych siedzeń. Gdy się ogląda zdjęcia z miejsc katastrof, zawsze widać te fotele. Bywa, że samolot spada z ogromnej wysokości, rozbija się zupełnie, a te fotele są prawie jak nowe. A tu na zdjęciach w ogóle nie widać foteli.' Reakcją na te słowa była cisza, chyba, że z powagą potraktujemy słowa eksperta zespołu parlamentarnego, dr. Grzegorza Szuladzińskiego, że 'jeżeli nie ma [foteli], no to znaczy, że ktoś je sobie wziął'. Sprawa tragedii smoleńskiej okryta jest szczelną mgłą dezinformacji. ... choć - jak mi się zdaje - z prawdą o 10 kwietnia 2010 roku będzie jak z Gibraltarem: wiemy co się stało, ale nie dowiemy się w jakich naprawdę okolicznościach ginęli ludzie. Dezinformacja z lewa i z prawa oraz seryjni samobójcy są dowodem, że walka toczy się pomiędzy potężnymi grupami interesów".

Oraz w tym samym dniu 01 listopada 2012 roku:
"...Nie ma się co ekscytować badaniami p. Zagrodzkiego, gdyż znacznie większy problem mają w tej chwili w prokuraturze. Słowne szacher macher Szeląga nie zmieniają faktu iż detektory IMS wykryły trotyl i NG na fotelach i wraku. Jego pseudofachowy bełkot o wykrywanych jonach związków wysokoenergetycznych a nie wykrywanych związkach jako takich, jest w jakiejś mierze prawdziwy i fałszywy zarazem. Mobilność jonów pobranej próbki jest charakterystyczna dla danego związku i unikalna zarazem. Stąd wysoka specyficzność. Dlatego jak na wyświetlaczu urządzenia pojawia się TNT to wiadomo z 99 % prawdopoodbieństem, że mamy tam TNT ... To jego smędzenie o kosmetykach jest o tyle prawdziwe że w ich skład moga wchodzić pewne związki występujące w matriałach wybuchowych ale zostana one zawsze wykryte bo urządzenie jest czułe. Detektory bedą w stanie wykryć nawet ślady nitrogliceryny stosowane w celach leczniczych. To są bardzo dobre urządzenia i czułe i swoiste. Nie identyfikują w sposób absolutnie jednoznaczny substancji jak spektrometria masowa ale identyfikują ja z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Innymi słowy dementi Szeląga w niczym nie usuwa problemu na którym siedzi obecnie prokuratura. Przesuwa czas mataczenia do czasu wykonania analiz pobranych próbek. Ta jak wiemy może nigdy nie nastąpić gdyż Rosjanie nigdy nie przekażą nam w ramach pomocy prawnej posiadanych materiałów. GALAHAD...". 

Dnia 02 listopada 2012 

portal http://lubczasopismo.salon24.pl/iiirp/post/460055,eureka-juz-jest-wszystko-jasne publikuje dyskusje na temat trotylu i nie tylko: "... Zacznę od fragmentu komunikatu ogłoszonego przez Naczelną Prokuraturę Wojskową, który potwierdza następujące fakty: 'Od 17 września do 12 października 2012 r., w Smoleńsku przebywał zespół 11 osób. W skład zespołu wchodził prokurator wojskowy oraz biegli i specjaliści - z zakresu badań materiałów i urządzeń wybuchowych oraz z zakresu budowy i eksploatacji samolotu Tu-154M. Wykonywane czynności objęte były wnioskiem o międzynarodową pomoc prawną z 3 sierpnia 2012 r. Wykonywano uzupełniające oględziny rejonu katastrofy, miejsca jej zaistnienia oraz wraku i jego fragmentów. Wszystkie zaplanowane czynności zostały zrealizowane ... Biegli pracujący w ostatnich tygodniach pod Smoleńskiem, nie wydali dotychczas żadnej ekspertyzy czy opinii obejmującej wyniki tych czynności. Przesłankami dla których powołano wspomnianych biegłych, nie były rzekome braki proceduralne ekspertyz wykonanych przez stronę rosyjską, nie były one także wynikiem żądania biegłych mających opiniować w sprawie okoliczności i przyczyn śmierci ofiar katastrofy. Zasięgnięta przez WPO [Wojskowa Prokuratura Okręgowa] w Warszawie opinia Zakładu Fizykochemii CLKP, obejmuje opiniowanie w zakresie stwierdzenia wystąpienia jakichkolwiek śladów, wskazujących na poddanie samolotu Tu-154M nr boczny 101 przed katastrofą działaniu materiałów wybuchowych ... W toku prowadzonych oględzin, wykorzystywano specjalistyczne urządzenia - ich fachowa nazwa brzmi: spektrometry ruchliwości jonów (IMS i FAIMS). Są to urządzenia przeznaczone do przesiewowego badania pod kątem obecności związków chemicznych mogących stanowić materiały wysokoenergetyczne, w tym materiały wybuchowe ... W toku wykonywania prac, biegli nie stwierdzili obecności na badanych elementach - jakichkolwiek materiałów wybuchowych, w tym trotylu i nitrogliceryny...'.

... Dostawcą sprzętu pomiarowego i urządzeń dla polskich słuzb policyjnych, wojskowych , celnych, Straży Pożarnej jest firma PIMCO, ul. Żołny 63, 02-815 Warszawa. Firma ma certyficat ISO 9001 oraz certyficat AQAP 2110 wydany przez Wojskowe Centrum Normalizacji, Jakości Kodyfikacji. Do wykrywania materiałów wybuchowych i bojowych środków trujących firma PIMCO oferuje urządzenia SABRE 5000 i IONSCA 500DT, produkowane przez Smith Detection. ... WIESŁAWA ... 'Z chwilą powzięcia informacji o zaistnieniu katastrofy, w dniu 10 kwietnia 2010 r., Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo o przestępstwo określone w art. 173 § 2 i 4 Kodeksu karnego.' Zgodnie z Europejską konwencją o pomocy prawnej w sprawach karnych z dnia 20 kwietnia 1959 r. polska prokuratura ma prawo wykorzystać w postępowaniu jedynie dowody uzyskane w drodze pomocy prawnej. ...
'Nie stwierdzili', jak tłumaczył Szeląg, ... nie znaczy, że 'nie znaleźli'. ...
Jak wyglądały działania polskich prokuratorów i biegłych podczas ostatniego pobytu na Siewiernym opisał Piotr Falkowski ... W Smoleńsku ppłk Karol Kopczyk przebywa z dziewięcioosobową grupą biegłych, część z nich już zakończyła swoje czynności i wróciła do Polski. ... W trakcie oględzin garażu, w którym przechowywane są mniejsze części samolotu, biegli wyjęli i ponownie starannie ułożyli całe wyposażenie kabiny pasażerskiej. Przy okazji części podlegają selekcji, zgodnie z wytycznymi grupy rekonesansowej, która w lipcu analizowała możliwość sprowadzenia wraku do Polski. ... Biegli dokonali też ponownych oględzin na miejscu katastrofy i w rejonie bliższej radiolatarni oraz brzozy, z którą według raportów MAK i komisji Jerzego Millera miał zderzyć się tupolew. Drzewo zostało prześwietlone przy pomocy aparatu rentgenowskiego, pobrano też jego próbki do szczegółowych badań. Pytany o badania metalurgiczne prok. Kopczyk potwierdza, że eksperci wykonali wymazy metalurgiczne z wraku, które zostaną poddane dokładnej analizie. Polskiemu zespołowi przez cały czas towarzyszy kilku prokuratorów Komitetu Śledczego. Zgodnie z rosyjskim prawem i zasadami międzynarodowej pomocy prawnej formalnie to oni wykonują czynności i spisują protokół, który jest oficjalnym dokumentem dołączanym do akt śledztwa. Merytorycznie przebiegiem prac kieruje polski prokurator i biegli, którzy wskazują konkretne czynności, to oni fizycznie wykonują pomiary, zdjęcia, pobierają próbki itd. WIESŁAWA ...

Fragm. tekstu W. Wybranowskiego z Rzeczpospolitej, zaraz po katastrofie: 

'Widok jest straszny. Nikt z nas jadąc do Smoleńska nie spodziewał się, że to będzie aż tak przerażający widok' - mówi 'Rz' poseł Maks Kraczkowski, który razem z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim dotarł do Smoleńska. Według informacji, jakie pozyskał parlamentarzysta od rosyjskich służb specjalnych zabezpieczających miejsce tragedii, część ciał - pasażerów rządowego Tupolewa, którzy zginęli w katastrofie lotniczej w Smoleńsku została w momencie wybuchu całkowicie rozerwana. 'Mówiono nam, że trwa dopasowywanie części ciała, głów, kończyn. Część leży już w czarnych workach', 

relacjonuje Kraczkowski...". 

Dnia 02 listopada 2012:

"To co się stało po publikacji 'Rzeczpospolitej' jest manipulacją - powiedziała Marta Kaczyńska. Dodała, że są 'inne źródła', które wskazują na to, że 'na pokładzie, na fotelach samolotu znaleziono substancję, co do której istnieje prawdopodobieństwo, że jest to materiał wybuchowy ... jest szereg okoliczności, które wskazują na to, że brały w tym udział osoby trzecie... Absolutnie nie możemy w tej chwili mówić, że nie było zamachu ... Pozostaje nam odwlekać te fakty w czasie. A z tego co wiem (badanie), to jest kwestia kilku dni...'." 

"Niemiecka gazeta 'Westdeutsche Zeitung' poinformowała na swojej stronie, że we krwi Remigiusza Musia, który według wstępnych ustaleń polskich organów ścigania popełnił samobójstwo, znaleziono środki znieczulające ... Autor artykułu, ekspert od Europy Wschodniej Ulrich Krokel zrelacjonował zamieszanie powstałe w Polsce po publikacji 'Rzeczpospolitej' nt. materiałów wybuchowych odnalezionych we wraku tupolewa. Nawiązał także do śmierci chorążego Musia. 'W weekend stracił życie ważny świadek wypadku. 42-letni technik Remigiusz Muś został odnaleziony martwy, we krwi miał środek znieczulający. 'Przypuszczalnie samobójstwo' - orzekła policja. Nie znaleziono listu pożegnalnego', pisze gazeta...". 

"...To samobójstwo jest tak tajemnicze, że zainteresowała się nim światowa prasa. Niemiecka gazeta 'Westdeutsche Zeitung' pisze, że Remigiusz Muś 'został znaleziony ze środkami odurzającymi we krwi' - informuje 'Fakt'. ... '42-jährige Techniker Remigiusz Mus wurde mit Betäubungsmitteln im Blut tot aufgefunden', czytamy na stronie internetowej www.wz-newsline.de. Po polsku zdanie to brzmi: '42-letni technik Remigiusz Muś został znaleziony martwy ze środkami odurzającymi we krwi' (Betäubungsmitteln można też tłumaczyć jako środki znieczulające). ...". 

Strona http://niepoprawni.pl/comment/348952/dla-rzetelnosci-tlumaczenia-bylo przytacza tekst: 'Der 42-jährige Techniker Remigiusz Mus wurde mit Betäubungsmitteln im Blut tot aufgefunden. 'Vermutlich Selbstmord', so die Polizei. Ein Abschiedsbrief wurde nicht gefunden'. 

"Chorąży Muś to, co mówił o wysokościach podawanych przez kontrolerów ze Smoleńska, powtarzał w prokuraturze konsekwentnie, nie wycofywał się ze swoich słów. Był jednym z bardzo ważnych świadków. Czy pańskim zdaniem nie powinien być w jakiś sposób chroniony, czy nadzorowany przez prokuraturę, przez służby? 'Moim zdaniem wojskowe służby specjalne powinny go chronić. Mam nadzieję, że tak było. Służby w takiej sytuacji powinny otaczać go dyskretną ochroną. Myślę, że śledztwo wykaże, że tak było. Oczywiście, nie mówimy o takiej ochronie, że jeździ z nim BOR, ale o dyskretnej ochronie wojskowych służb specjalnych - patrzenia, co się dookoła niego dzieje. Mam nadzieję, że taki nadzór miał zapewniony, bo jeżeli nie, to będę bardzo zaskoczony'...". 

"...Profesor Kazimierz Nowaczyk, ekspert parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską opublikował na swoim blogu opis analizy przeprowadzonej 26 kwietnia 2012 roku, na obecność materiałów wybuchowych na szczątkach prezydenckiego Tu-154M - informuje portal niezależna.pl. Nowaczyk na blogu ujawnił treść opinii po badaniach amerykańskich naukowców. Badali oni fragment pasa bezpieczeństwa oraz część rękawa koszuli na zlecenie Stanisława Zagrodzkiego, którego kuzynka Ewa Bąkowska zginęła w katastrofie smoleńskiej. Eksperci z USA stwierdzili na dostarczonym materiale obecność śladów trotylu. 'Podczas gdy ekstrakt z próbki rękawa koszuli nie wykazał obecności materiałów wybuchowych, 

trzy próby przeprowadzone na ekstrakcie z pasa bezpieczeństwa wykazały obecność T.N.T. (2,4,6-trinitrotoluen, trotyl). Test został powtórzony po 24 godzinach

i dokonano w tym czasie dokumentacji fotograficznej', czytamy we wnioskach opublikowanych przez profesora Nowaczyka. 'Wyniki uzyskane drogą szybkiego testu terenowego wskazują na możliwy kontakt pasa bezpieczeństwa z materiałem wybuchowym T.N.T. Badanie przy użyciu technik analitycznych, takich jak spektrometria mas jest konieczne dla potwierdzenia zaprezentowanych tu wynikόw wstępnych, ktόre wskazują obecność T.N.T. w materiale testowanym', dodaje Nowaczyk". 

Dnia 02 listopada 2012 roku

"...'Jeśli chodzi o dowody na to, że był wybuch, dowody pośrednie i bezpośrednie, o których mówili najpierw naukowcy z USA i Australii, a ostatnio i ci mieszkający w Polsce, jest ich bardzo wiele', 

powiedział Jarosław Kaczyński ... w rozmowie z 'Gazetą Polską Codziennie'. 'Jest ich tyle, że w normalnym postępowaniu procesowym uznane byłyby za wystarczające', dodał. Zdaniem Kaczyńskiego ślady materiału wybuchowego znalezione na szczątkach prezydenckiego tupolewa, są 'ostatecznym dowodem' ws. katastrofy. Kaczyński odnosząc się do tłumaczeń prokuratury wojskowej ws. doniesień 'Rzeczpospolitej' uważa, że 'użyła bardzo charakterystycznego chwytu ... W ogóle ma taki sposób działania, że jeżeli na coś nie ma już niepodważalnego dowodu, to mówi, że tak nie było ... Proszę sobie wyobrazić, że prok. Ireneusz Szeląg zaczyna swoją wypowiedź inaczej. Nie od powiedzenia, że niczego nie stwierdzono, ale że stwierdzono rzeczywiście ślady, które mogą świadczyć o materiałach wybuchowych, ale musimy je jeszcze zbadać w ramach procedur. Przekaz byłby zupełnie inny ... szef tego rządu pozwala sobie na rzeczy, na które w państwie demokratycznym nie można sobie pozwolić ... Mówiłem, że zamordowanie 96 osób to zbrodnia, ale nie mówiłem, że to zbrodnia Donalda Tuska. Mówiłem o mataczeniu rządu i to podtrzymuję. Prokuratura jakiś czas była całkowicie podporządkowana rządowi. Poza tym jest jasne, że Donald Tusk ma wpływ, także zagwarantowany prawnie, na prokuratora Seremeta', powiedział Kaczyński...". 

Dnia 02 listopada 2012 wracamy do wczorajszego artykulu Artura Bazaka , w latach 2007-2008 dziennikarza 'Gościa Niedzielnego', od 2007 do 2011 w TVP, ktory w portalu http://wpolityce.pl/artykuly/39735-do-tych-ktorzy-dzisiaj-triumfuja-ta-mafia-udajaca-panstwo-nie-wypusci-was-juz-ze-swojego-smiertelnego-uscisku pisze, ze: "... Od 10 kwietnia 2010 roku żyjemy w cieniu niewypowiedzianej wojny. We wtorek poznaliśmy jej kolejną ofiarę. ... Polacy na chwilę zostali wybudzeni z wieloletniej drzemki. Ale ci, którzy uznają się za dysponentów terenu między Rosją i Niemcami szybko przeszli do kontrataku. Rozpoczęła się wojna informacyjna, której przebieg i skutki były łatwe do przewidzenia, biorąc pod uwagę dwudziestoletni dorobek środowisk aspirujących do rządzenia Polską. ... Od 10.04.10 dominują dwie narracje. ... Pierwsza dotyczy przyczyn katastrofy, została wypuszczona przez Rosjan i podchwycona ochoczo przez polityków partii rządzącej oraz najważniejsze media. ... Druga narracja koncentruje się wokół rzekomo najważniejszego celu polskiej polityki zagranicznej, jakim jest pojednanie z Rosją. W ślad za postulatami nielegałów, liderów opinii i polityków poszły jak stado baranów środowiska tzw show bizu, które nagle zaczęły odkrywać blaski rosyjskiej kultury oraz niektóre środowiska uniwersyteckie, które postanowiły zafundować swoim doktorantom stypendia od Gazpromu. ... Partia rządząca, która zbiła największy polityczny kapitał na katastrofie smoleńskiej, z wielką pomocą rodzimego przemysłu medialnego i Moskwy zdołała zapędzić w róg tych, którzy domagali się prawdy o katastrofie smoleńskiej. ... Wraz z ujawnieniem szczegółów dotyczących pochówku ofiar katastrofy smoleńskiej coś pękło. I tego procesu nie da się już zatrzymać. Oburzenia postępowaniem polskich władz nie kryje już coraz więcej ludzi, których trudno określić oszołomami. ... Postępowanie kierownictwa redakcji 'Rzeczpospolitej', która po konferencji prokuratury wojskowej wystawiła swojego najlepszego dziennikarza śledczego do wiatru, zasługuje na ostre słowa krytyki. Zwłaszcza, że jego ustalenia zostają w mocy, także po konferencji prokuratury, która w rzeczywistości niczego nie zdementowała, lecz powołując się na przepisy postępowania karnego uznała, że dzisiaj nie można jeszcze tych ustaleń potwierdzić na pewno, ale ich nie wykluczyła. ... Jedno jest pewne - to oświadczenie było ciosem w wiarygodność tytułu prasowego, którą budowano latami. ... Zespół dziennikarzy dostał wyraźny sygnał, że kierownictwo redakcji nie stoi za nim murem, a każdy dziennikarz zastanowi się teraz trzy razy, zanim odpali jakaś aferę uderzającą w rządzących. Tak się neutralizuje niewygodne media. ... Za ujawnienie pełnej prawdy o katastrofie smoleńskiej jeszcze wielu ludzi zapłaci karierą, wiarygodnością i złamanym życiem. Ale na miejscu tych, którzy dzisiaj triumfują, miałbym się na baczności, bo w najmniej spodziewanym momencie zostaną wysadzeni z siodła przez ludzi, którym dzisiaj zawdzięczają swoje trwanie. Ta mafia, udająca państwo nie wypuści was już ze swojego śmiertelnego uścisku...".

Dnia 02 listopada 2012 kolejna publicystyka wg http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz-mysli_nowoczesnego-endeka/news/coraz-wiecej-pytan-a-odpowiedz-znam,1858900 autorstwa Rafała Ziemkiewicza, ktory pisze, ze: "... Jedno mnie łączy z najbardziej zajadłymi wyznawcami oficjalnej narracji o Tragedii Smoleńskiej ... 'Polityki' i 'Gazety Wyborczej', do gości Janiny Paradowskiej i Elizy Michalik z Tok FM czy 'Superstacji' i do ich wołania o publiczne objawienie się ekspertów z komisji Millera, albo jakichś innych uznanych naukowców, którzy podejmą merytoryczny spór na argumenty z ekspertami Macierewicza. Ach, niech premier Tusk wreszcie zbierze ich na jakimś uniwersytecie, jak to zrobili 'smoleńscy negacjoniści' na UKSW ... Dlaczego pozwala hulać 'oszołomom', którzy 'podpalają Polskę', zamiast zmiażdżyć ich niezbitymi faktami i argumentami? ... człowiek kurczowo trzyma się tego, co potwierdza jako wizję świata, i broni się przed przyjęciem do wiadomości tego, co mu zaburza poczucie bezpieczeństwa. Utrata wiary w rzetelność Anodinej i Millera jest z ich punktu widzenia wejściem na ścieżkę wiodącą nieuchronnie do wniosków tak przerażających, że nie da się z nimi normalnie żyć. Więc im kto ma więcej do stracenia, im lepiej mu się udało umościć w III RP, tym bardziej kurczowo będzie wierzył, że wszystkie wątpliwości zasługują wyłącznie na wyśmianie ... Tak, słusznie salony domagają się od ekspertów Millera, aby już dziś wystąpili publicznie i opowiedzieli o kulisach pracy swej komisji, zanim przyjdzie okazja opowiedzieć o tym przed prokuraturami i sądem wolnej Polski. ... Prokuratura już trzykrotnie ogłaszała, że na szczątkach samolotu 'nie wykryto obecności materiałów wybuchowych ani ich produktów ich rozkładu' (w kwietniu 2010, sierpniu 2010 i wrześniu 2011 - wg informacji z 'Gazety Wyborczej' o dzień wcześniejszej od głośnego artykułu 'Rzeczpospolitej'). ... 'Czarnych skrzynek' nie ma i nie będzie, wraku nie ma i nie będzie ... bo Rosjanie ich potrzebują do swojego śledztwa. Jakiego śledztwa, skoro jednocześnie bardzo stanowczo twierdzą, że śledztwo jest zakończone a sprawa definitywnie zamknięta? ... Nic się tu nie trzyma kupy. Raporty MAK i Millera wyglądają na stertę bredni naciąganych pod z góry założoną tezę o winie pilotów. ... czekiści, dzięki głupocie i tchórzostwu Tuska, mieszają w polskim kotle już na całego. A są w tym mistrzami. Jak trzeba, podrzucą nam próbki z trotylem, jak trzeba, podeprą argumentację rządu próbkami bez trotylu, jak trzeba, zrobią przecieki do gazet zagranicznych. ... Bez względu na to, czy Putin skorzystał tylko ze szczęśliwego dla Rosji zbiegu okoliczności, czy sobie to szczęście przy użyciu kawałka trotylu zorganizował, czy stroną polską powodowały tylko głupota i tchórzostwo oraz oparcie się na takich fachowcach, jak p. Turowski, czy sięgające wysoko agenturalne uzależnienie - władca Kremla wypełnia wskazanie chińskiego stratega na piątkę."

Podobnie kilka dni temu wypowiedzial sie Jacek Kurski wg 'Media', Superstacja, Onet 27 października 2012 roku:
"...'To jest dla mnie oczywiste, że za sprawę smoleńską kiedyś będą wyroki karne. To jest w ogóle oczywiste, każdy kto to obserwuje, to wie, że tak będzie ... Nie wymienię żadnego nazwiska, ale dla mnie jest oczywiste, że sprawa katastrofy smoleńskiej skończy się wieloletnimi wyrokami więzienia dla osób odpowiedzialnych nawet za to, co się stało po katastrofie smoleńskiej, za zaniechania po, ale również i za pewne wejście w grę z Putinem przed tą katastrofą'...".

I ten sam temat na marginesie Katastrofy Smolenskiej 2010 w portalu http://naszeblogi.pl/33479-staniszkis-iii-rp-jest-panstwem-mafijnym ktory omawia Marek Mojsiewicz:
"...II Komuna, dla niepoznaki zwana III RP co najlepiej widać w internecie, swoim surrealizmem przyćmiewa I Komunę, PRL. ... Wyobraźmy sobie, że prokurator po wstępnych badaniach znalezionego na miejscu zbrodni pistoletu odkrywa ślady linii papilarnych. Po czym aby mieć pewność, że są to linie papilarne podejrzanego zleca opiekę nad pistoletem, podejrzanemu ... Wróćmy do Staniszkis i jej tezy, że II Komuna to państwo mafijne, państwo kontrolowane przez mafię. Państwo mafijne, to państwo którym rządzą struktury przypominające mafię, ze swoimi cynglami, szwadronami, komandami śmierci. ... Inna istotną cecha państwa mafijnego, państwa kontrolowanego przez polityczne struktury przestępcze, jest istnienie pozaformalnych ośrodków realnej władzy. Pisał o tym Michalkiewicz ... Istotną cechą mafijnego państwa jakim jest II Komuna jest, o którym powiedziała Staniszkis, jest przestępczy system kreowania prawa ...."

Dnia 03 listopada 2012 w artykule 'Kto chce zastraszyć świadka ze Smoleńska?', 'Fakt' pisze, ze: "... Znów szokująca publikacja w Internecie. Ktoś ujawnił zeznania i dokładny adres porucznika Artura Wosztyla ... 'To sygnal: wiemy o tobie wszystko', mowia nam ludzie ze sluzb ... Złożone w prokuraturze zeznania porucznika Wosztyla wraz ze wszystkimi jego danymi i adresem zamieszkania znalazły się w internecie! Prokuratorskie dokumenty zostały ujawnione zaraz po tajemniczej śmierci technika pokładowego z jaka, Chorążego Remigiusza Musia ... 'Zajmujemy sie sprawą wycieku tych zeznań', powiedział nam kapitan Marcin Maksjan z wojskowej prokuratury. 'Niebawem zostanie podjęta decyzja procesowa w tej sprawie, najprawdopodobniej kwestia ta zostanie wyłączona do odrębnego postępowania' ... Według naszych informacji, sprawę bada także Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 'Dokumenty te zamieszczone są na amerykańskich serwerach, więc aby je usunąć musimy zwrócić się o pomoc do strony amerykańskiej', mówi nam osoba znająca kulisy śledztwa...".

Autor tej strony internetowej zamieszcza teksty wylacznie je cytujac wraz z podaniem zrodla, na przyklad adresu strony lub domeny a takze danych autorow odnosnych artykulow. Jesli ktos cytowal dokumenty, to dajac ich duplikat, autor tej strony internetowej wychodzi z zalozenia, ze posiadano na to pozwolenie, a cytaty sa zamieszczane bez zgody i wiedzy autorow w celach popularno-naukowych, informacyjnych i archiwizacyjnych. Moja domena 'konstantynowicz.info' ma taki wlasnie charakter. Wlascicielem serwerow jest host 'Yahoo!' Autor tej domeny i tej strony internetowej nie zamieszcza nigdy danych personalnych, dat urodzenia, adresow jesli nie sa one publiczna informacja jak na przyklad dane firm handlowych itp.
Informacje (ponizej wklejam cytaty z wlasnej strony internetowej) o zeznaniach pilotow znalazly sie na:
dnia 28 pazdziernika 2012 strona http://www.wypadki24.info/ramka.php?src=http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/13582,tajemnicza-smierc-swiadka-katastrofy.html&back=tajemnicza-smierc-swiadka-katastrofy oraz 'Nasz Dziennik', http://1maud.salon24.pl/458498,kolejna-smierc-okolosmolenska a takze http://e2rdo.salon24.pl/407700,prokuratura-wkrotce-ujawni-przelomowy-dowod podaja informacje na temat smierci Remigiusza Musia, technika pokładowego 'Jaka 40' i jednoczesnie przypominaja kilka faktow z 10 kwietnia 2010 roku; dnia 29 pazdziernika 2012 o 'seryjnym samobojcy' i smierci Musia oraz o jego zeznaniach pisze http://rebelya.pl/post/2789/rebelya-ujawnia-pena-wersja-zeznan-remigiusza-m: "... Co technik z samolotu JAK-40 zeznał dwukrotnie w prokuraturze? Pierwszy raz był przesłuchiwany 10 kwietnia 2010 r. od 20.00 do 21.00. ..."; dnia 29 pazdziernika 2012 portal 'wPolityce.pl' informuje takze o zeznaniach Musia, ale przytacza inny ich fragment; dnia 29 pazdziernika 2012 trwa wyscig w ujawnianiu kolejnych fragmentow zeznan Musia. 'Legionnaire' na stronie http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/458731,remigiusz-mus-martwy-swiadek informuje takze o zeznaniach Musia, ale przytacza kolejne fragmenty. Dnia 31 pazdziernika 2012 portal http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch?saved=1 ujawnia 'Stenogram z zeznań dowódcy samolotu rządowego JAK 40 por. Artura Wosztyla przeprowadzonego 10 kwietnia 2010 r. Przesłuchanie trwało dwie godziny', ktory informuje (autor tej strony internetowej cytuje wszelkie dokumenty bez zgody i wiedzy wlascicieli odnosnej domeny i opiera sie na domniemaniu, ze posiadaja zgode na takie publikacje): "... Zawodową służbę wojskową pełniłem ... na stanowisku dowódcy załogi w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego...".
The author of this web site exclusively publishes articles quoting them together with the source, for example, the address or domain data as well as on the authors of relevant articles. If someone quoted documents, the author of this website giving of a duplicate, comes from the assumption that it has the permission, and quotations are published without the consent and knowledge of the authors only for popular science, information and storage. My domain 'konstantynowicz.info' is just such a character. The owner of the servers is the host 'Yahoo!' The author of this domain and this website is never publish personal information, dates of birth, addresses if they are not public information, for example, data such as trading companies, etc. Information (below pasting quotes from my own website) of the pilots were: on 28 October 2012 'Our Daily', and page http://1maud.salon24.pl/458498, also http://e2rdo.salon24.pl/407700, and on 29 October 2012 at http://rebelya.pl/post/2789/ Day 29 October 2012 portal 'wPolityce.pl', 'Legionnaire' on http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/458731. On 31 October 2012 http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch?saved=1 portal. The author of this website cites any documents without the consent and knowledge of the respective owners of the domain and is based on the presumption that they have consent to such publication. 

Dnia 03 listopada 2012 'Gazeta Polska' i  http://niezalezna.pl/34441-kto-skorzysta-na-smierci-smolenskiego-swiadka autorstwa Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego informuja, ze: "... Zeznania technika - potwierdzone w publikowanej obok rozmowie z 'Gazetą Polską' - podważały wiarygodność wszystkich wersji stenogramów rozmów Tu-154 z wieżą na Siewiernym. Tym samym uderzały w wiarygodność całego postępowania zarówno komisji Anodiny i Millera, jak i rosyjskich oraz polskich prokuratorów. Głównym dowodem na prawdziwość słów Musia jest zapis z magnetofonu pokładowego, zainstalowanego w Jaku-40. To tam nagrały się komendy, jakie wieża wydawała załodze jaka i rosyjskiego Iła-76 (rozmowy pilotów tego ostatniego samolotu z kontrolerami słychać było przez radiostację). Brzmiały one identycznie jak w przypadku Tu-154: 'Odejście na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 metrów' (tyle że komenda wydana załodze tupolewa nie nagrała się, gdyż magnetofon został przedtem wyłączony). ... Zapis na taśmę został dokonany prawidłowo, bo wiemy, że Remigiusz Muś odsłuchał ją po katastrofie. To magnetofonowe nagranie stanowi niezwykle ważny dowód, ponieważ zapis rozmów z kokpitu dokonany na rejestratorze CVR został 'nadpisany' w trakcie powrotnego lotu Jaka-40 do Polski. Co dzieje się z tak istotnym dla śledztwa nagraniem z magnetofonu? Już w dniu katastrofy - po powrocie Jaka-40 do Warszawy - zostało ono zarekwirowane przez Żandarmerię Wojskową i do dziś - jak twierdzi prokuratura wojskowa - jest badane przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych. Od kwietnia 2010 r. mija właśnie 31 miesięcy. ... Teraz, gdy Remigiusz Muś nie żyje, może nagle okazać się, że taśma z magnetofonu będzie miała 'luki' albo została wysłana rosyjskim specom, by ci 'zsynchronizowali' ją z rosyjskimi stenogramami. Niewykluczone zatem, że prokuratura ogłosi, iż chorąży Remigiusz Muś po prostu się mylił, a ten nie będzie mógł już ustosunkować się do tych 'rewelacji'. Stenogramy znów mogą okazać się 'wiarygodne'. ... Prokurator Bogdan Święczkowski, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nie ma wątpliwości, że śmierć Musia może mieć duże znaczenie dla śledztwa. 'Zeznania świadka mają bardzo duże znaczenie, nie tylko na początku śledztwa, ale także w jego późniejszej fazie. W przypadku zeznań Remigiusza Musia są równoważnym dowodem do nagrań z magnetofonu Jaka-40. Tym bardziej że, jak wiadomo, zeznania chorążego Musia stały w sprzeczności z fragmentami końcowego nagrania, które znamy ze stenogramów rozmów z Tu-154 z wieżą. To ogromna strata dla śledztwa. Co prawda zeznania chorążego Musia istnieją, prokuratura będzie musiała się do nich odnieść, ale o wiele łatwiej prokuratura mogłaby wykonywać dalsze czynności z jego udziałem', mówi Święczkowski.
'Niemożność dalszego przesłuchiwania świadka ma tym większe znaczenie, że nie znamy jeszcze opinii Instytutu Ekspertyz Sądowych w sprawie taśm z magnetofonu Jaka-40. Remigiusz Muś nie będzie mógł odnieść się do tego, co znajdzie się w tej ekspertyzie, gdy zostanie dołączona do śledztwa, a więc np. wskazać miejsca, gdzie zapis o komendzie rosyjskiego kontrolera, mówiącej o zejściu do 50 m, według niego powinien się pojawić, które fragmenty budzą jego wątpliwości itd. Jeśli zaistniałyby takie rozbieżności, zmieniałoby to wartość jego zeznań jako materiału dowodowego, który, przypomnę, podważał wartość rosyjskiego stenogramu, w którym kontroler mówi nie o 50 m, lecz 100', dodaje były szef ABW.
... Zajmujący się katastrofą smoleńską bloger E2RDO zauważył, że dokładniejsze przesłuchanie Musia mogłoby wykazać jeszcze jedno fałszerstwo Rosjan. Chodzi o zapis rozmów wieży w Smoleńsku z Iłem-76. Jak zeznał bowiem Muś w prokuraturze: 'to załoga IŁ-a podawała kontrolerowi meldunki o położeniu, tzn. mówiła o odległości i wysokości do pasa. Kontroler mówił tylko o tym, że mają kontynuować podejście i że mają być gotowi do odejścia na drugi krąg z wysokości nie niżej niż 50 m'. Tymczasem w rosyjskich stenogramach to kontroler strefy lądowania podaje pilotowi Ił-a (a nie odwrotnie) komunikaty o odległości oraz obecności na kursie i ścieżce. Remigiusz Muś był w rozmowie z nami całkowicie pewien, że się nie myli w sprawie komendy zezwalającej pilotom na zejście do 50 m. Złożył w tej sprawie zeznania, a jego słowa potwierdzali koledzy lecący z nim Jakiem-40. To - wraz z przetrzymywaną od 2,5 roku taśmą magnetofonową - jeden z najbardziej przekonujących dowodów na całkowite zmanipulowanie przez Rosjan fundamentalnego dla śledztwa zapisu rozmów z 10 kwietnia 2010 r. 

Na niewyjaśnionym zgonie chorążego skorzystają więc prawdopodobnie ci, dla których tak ważny materiał dowodowy - wskazujący na karygodne zachowanie kontrolerów, na fałszerstwa zapisów rozmów z kokpitu, a także na możliwość eksplozji - stanowi śmiertelne zagrożenie...". 

Dnia 03 listopada 2012 http://polska.newsweek.pl/pis--mamy-tasme-potwierdzajaca-wykrycie-trotylu,97973,1,1.html informuje, ze: "... Politycy PiS wciąż są przekonani, że na wraku Tu-154 znaleziono ślady trotylu. I twierdzą, że mają na to dowód: nagranie, na którym ich informator zaangażowany w śledztwo smoleńskie, potwierdza wykrycie materiałów wybuchowych ... 'W świetle tego, co dzieje się ze świadkami, takie zabezpieczenie nie powinno nikogo dziwić', mówi poseł PiS Marek Suski. O dodatkowym źródle, które ma potwierdzać wtorkowe doniesienia 'Rzeczpospolitej', publicznie mówili rzecznik PiS Adam Hofman i szef zespołu smoleńskiego Antoni Macierewicz...".

Z tym trotylem nalezy byc ostroznym, bo jak pisze Wikipedia

na stronie http://en.wikipedia.org/wiki/Pentaerythritol_tetranitrate - "...Pentaerythritol tetranitrate (PETN), also known as PENT, PENTA, TEN, corpent, penthrite (or - rarely and primarily in German - as nitropenta), is the nitrate ester of pentaerythritol. Penta refers to the five carbon atoms of the neopentane skeleton. ... As a mixture with RDX and other minor additives, it forms another plastic explosive called Semtex as well. It is also used as a vasodilator drug to treat certain heart conditions, such as for management of angina ... It is more difficult to detonate than primary explosives, so dropping or igniting it will typically not cause an explosion (at atmospheric pressure it is difficult to ignite and burns relatively slowly), but is more sensitive to shock and friction than other secondary explosives such as TNT or tetryl. ... PETN is used in a number of compositions. It is a major ingredient of the Semtex plastic explosive. ... Like nitroglycerin (glyceryl trinitrate) and other nitrates, PETN is also used medically as a vasodilator in the treatment of heart conditions...".
Oraz na stronie http://pl.wikipedia.org/wiki/Pentryt - "...Pentryt (PETN, tetraazotan (V) tetrahydroksymetylometanu, azotan(V) pentaerytrytu, C (CH2ONO2) 4), organiczny związek chemiczny z grupy nitroestrów. ... współcześnie znajduje zastosowanie w produkcji mieszanin wybuchowych: plastycznych - pentrinit (50% pentrytu, 46% nitrogliceryny i 4% koloksyliny), sypkich - pentrolitu (różnoprocentowe mieszaniny trotylu i pentrytu). ... Pentaerytryt otrzymać można w wyniku dysproporcjonowania produktu kondensacji aldolowej aldehydu octowego i mrówkowego w obecności wodorotlenku wapnia ... W postaci flegmatyzowanej służy do wyrobu plastycznych mieszanin wybuchowych (np. PMW typu Semtex lub typu PBX) i do prasowania detonatorów lub niewielkich ładunków kumulacyjnych ...".
Oraz http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/jak-wybucha-pentryt,119907.html - "...pentryt to bardzo niestabilny materiał - wyjaśnił w TVN24 b. wiceszef wywiadu UOP Piotr Niemczyk ... 'Żeby zrobić pentryt, wystarczy połączyć dwie substancje chemiczne. Nie potrzebuje zapalnika, reaguje na wstrząs i temperaturę' ... Według byłego wiceszefa wywiadu UOP niedoszły zamachowiec (dotyczy to calkiem innej sytuacji) najprawdopodobniej przewoził ładunek wybuchowy w postaci dwóch substancji. 'Na przykład w pudełku granulat podobny do cukru, a w butelce perfum czy szamponu - płyn. Zaczął je łączyć najprawdopodobniej w toalecie, dokończyć proces chciał na siedzeniu', uważa Niemczyk
...".

Dnia 04 listopada 2012 roku strona http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/gwiazda-kaczynscy-wylamali-sie-z-ukladu-okraglosto,1,5295183,wiadomosc.html daje wywiad z Andrzejem Gwiazdą

"...W obradach Okrągłego Stołu uczestniczyli też bracia Kaczyńscy ... Kaczyńscy wyłamali się z układu okrągłostołowego i dlatego był Smoleńsk. Gra toczy się z gangsterami. Original Date/Time {0x9003} 2010:04:14 08:42:37Rosyjscy politycy są gangsterami, czy polska klasa rządząca? Obie klasy rządzące, a szczególnie ich specsłużby wykazują takie cechy. ... Ktoś zacierał ślady i komuś ten zamach był na rękę. ... Załóżmy, że był to wypadek. Na terenie obcego państwa ginie prezydent wraz z naczelnymi dowódcami wojska i elitą polityków. Podejrzenie o zamach jest nieuniknione. Rządy obu państw, aby oczyścić się z podejrzeń, oddają śledztwo w ręce specjalistów państw trzecich i instytucji międzynarodowych. Zabezpieczają teren katastrofy i wszelkie, nawet najdrobniejsze, ślady. Żadne państwo nie zgodzi się narażać swego prestiżu w obronie jakiegoś kontrolera lotów. W Smoleńsku teren katastrofy zaorano i zasypano piaskiem. Drzewa wokół wycięto, a szczątki samolotu trzymano pod gołym niebem tak długo, aby deszcze zmyły wszelkie ślady chemiczne. Na koniec wrak umyto! ... Niszczenie dowodów przestępstwa wskazuje winnego. ... Premier Tusk grożąc Polakom wojną z Rosją, jeśli będą się domagać prawdy, jednoznacznie oskarżał o zamach Rosję. Ale ślady zacierali nie tylko Rosjanie. ... Janusz, syn Anny Walentynowicz powiedział mi: w Moskwie mama nie miała na twarzy obrażeń, wyglądała jakby spała. Rodzina pani Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej nie mogła zidentyfikować zwłok swej krewnej z powodu zmiażdżenia głowy, natomiast zwłoki p. Anny rozpoznała po rysach twarzy. Po ekshumacji w 2012 r. ciało Anny Walentynowicz miało tylko szczątki głowy, bez twarzy. Co wydarzyło się między kwietniem 2010 r. a wrześniem 2012 r.? Kto profanował zwłoki? Gdzie jest twarz Anny Walentynowicz? ...". Zrodlo zdjecia: Original Date/Time {0x9003} 2010:04:14 08:42:37 http://www.gazetapolska.pl/uploads/foto/2012/04/16_smolensk_-_fot_misja_specjalna.jpg

Strona http://beem.deep.salon24.pl/460688,kazimierz-woycicki-i-janina-jankowska-po-prostu-szok informuje

"... opinia biegłych z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w Warszawie z dnia 18 czerwca 2010 r. (postanowienie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie z dnia 19 maja 2010 r.). Biegli w przedstawionej opinii stwierdzili, że w próbkach szczątków zebranych na miejscu katastrofy nie stwierdzono obecności bojowych środków trujących oraz produktów ich rozkładu powyżej granicy ich wykrywalności. Biegli nie stwierdzili także obecności materiałów wybuchowych takich jak: dinitrotoluenu, nitroglikolu, nitrogliceryny, trinitrotoluenu, heksogenu, oktogenu oraz pentrytu. W następstwie przeprowadzonych badań i pomiarów, biegli podali, iż próbki dostarczone do badań nie stanowią dodatkowego źródła celowo wprowadzonych substancji promieniotwórczych emitujących promienie alfa, beta, gamma, czy promieniowanie neutronowe. ... Ten instytut nie był uprawniony do badań związanych z materiałami wybuchowymi. Swego czasu wrzało z tego powodu w Internecie ... Poza tym, proszę zapytać prokuratorów wojskowych, dlaczego ich biegli pobierali próbki w Smoleńsku na okoliczność istnienia materiałów wybuchowych, skoro Pani zdaniem badania te zostały już przeprowadzone. ... Ściśle rzecz biorąc, w sprawozdaniu z tych badań znajduje się zdanie: 'Analiza na obecność materiałów wybuchowych oraz węglowodorów nie jest objęta systemem zarządzania i jest poza zakresem akredytacji.' Akredytacja laboratorium w jakiejś dziedzinie badań oznacza potwierdzenie jego kompetencji, z czym wiąże się zaufanie do wyników badań wykonanych w tym laboratorium. Fakt nie uzyskania akredytacji dla jakiegoś dziedziny badań oznacza, ze kompetencje laboratorium w tej dziedzinie nie zostały potwierdzone przez niezależną instytucję. Oczywiście wszystkie laboratoria badawcze odpowiadają prawnie za skutki swoich działań. Niemniej jednak prokuratura powinna zlecać wykonanie badań laboratoriom badawczym o potwierdzonych kompetencjach. Dotyczy to zwłaszcza postępowania w tak ważnej sprawie jaka jest katastrofa samolotu rządowego". 

Strona http://contessabalcanese.salon24.pl/460720,goryle-we-mgle

"... zakaz mówienia mają np. rodziny ofiar smoleńskich, zakaz wydany przez prokuratorów ale zakamuflowany groźnym terminem 'tajemnica śledztwa'. Zakaz taki mają wszyscy, którzy w jakiś sposób mają styczność ze śledztwem smoleńskim. Dlatego milczą uczestnicy badań ciał w Moskwie, milczą uczestnicy badań ekshumowanych ciał, milczą Instytuty Medycyny Sądowej w Krakowie i Wrocławiu choć np. od badań Z. Wassermana upłynął ponad rok. Nakaz milczenia mieli wszyscy eksperci jeżdzący do Smoleńska i Moskwy by badać wrak, a w rezultacie okazywało się, że oni go tylko oglądali z odległości iluś tam metrów. Dziś taki sam nakaz mają policyjni pirotechnicy, którzy  dopiero co badali wrak tupolewa, a który wydała im prokuratura wojskowa by nie informowali swoich przełożonych o wynikach wykonanych ekspertyz. Milczy np. krakowski Instytut Sehna, który już dwa lata bada zapisujące ustrojstwa Jaka. ... na wzór protokołów z pierwszych przesłuchań Plusnina i Krasnokutskiego, które zastąpiono nowymi bo w swych pierwszych zeznaniach obaj kontrolerzy, choć takim był tylko Plusnin, zeszli z kursu i ścieżki o 50 m, co było niezgodne ze z góry założonymi założeniami MAK ... W ogóle całe to tzw. śledztwo smoleńskie ma to do siebie, że poza mgłą wciąż coś w nim się znika. Jak nieprzymierzając te sms-y i połączenia z 10 kwietnia 2010 z komórek osób przebywających na Siewiernym ... zniknęło na podobieństwo znikniętych zdjęć satelitarnych, dostarczonych SKW przez Amerykanów bo wzięły i wyparowały gdzieś po drodze między SKW i NPW". 

Strona http://3zet.salon24.pl/460675,smolensk-2010-a-inne-miejsca-katastrof-w-rosji#comment_6821618 

"... Wykluczam, analogicznie do 1Maud, wersję dwuwybuchową w wydaniu obecnie propagowanym przez Zespół Antoniego Macierewicza. Nie chodzi tu wyłącznie o brak jednoznacznych zeznań świadków na temat wylotu Tupolewa, tak naprawdę o brak do dzisiejszego dnia przekonujących dowodów takiego wylotu, ani o zagadkowe zdjęcia z pokładu TU 154 M (nr boczny 101) w trakcie witania się śp. Prezydenta z delegacją. Mam tu na myśli fotografie wykonane z tel. śp. p. Seweryna. Wyglądają po pierwsze na fotomontaż, po drugie - oryginalny nośnik tych zdjęć nie został nigdy - z nieznanych nam powodów - poddany szczegółowym ekspertyzom. Podobnie jak zdjęcia publikowane latem 2011 (prawdopodobne fotomontaże), otrzymane z wiarygodnych źródeł przez Panią Kurtykę. ... Relacje osób z PiS oraz z Kancelarii Prezydenta nie są wyczerpujące i trudno je uznać - chodzi o relacje w brzmieniu znanym publicznie - za przekonujące. ... Co do zdjęcia p. Kurtyki. Zamieściła coś od kogoś. Na prośbę blogerów o udostepnienie oryginałów zapadła cisza. Sam na S24 powieliłem apel napisany przez zezorro i nie dlatego aby dręczyć czy zarzucać fałsz p. Kurtyce tylko właśnie z powodu poważnego traktowania sprawy smoleńskiej ...". 

Dnia 04 listopada 2012 pan Romuald Szeremietiew w http://www.bibula.com/?p=62899 podaje wlasna koncepcje geopolitycznych przyczyn katastrofy w Smolensku w 2010 roku, a komentowana przez http://3zet.salon24.pl/460675,smolensk-2010-a-inne-miejsca-katastrof-w-rosji: "... Zapętliła się sprawa 'trytolowego' artykułu ogłoszonego w dzienniku 'Rzeczpospolita' ... Dziwne ewolucje gazety (redaktor naczelny, niczym jakiś pseudominister 'oddaje się do dyspozycji') wywołały różne komentarze. Dlaczego to się stało nie ma jednego wyjaśnienia, lub inaczej, są różne wymiary tego dziennikarskiego 'wybuchowego' przedsięwzięcia. ... Przegrana George W. Busha, objęcie prezydentury przez Baracka Obamę i wycofywanie się USA z Europy Srodkowej w istotny sposób zmieniło sytuację. Obama po prostu wycofał się z wszystkich kontrowersyjnych dla Kremla planów, w tym rozszerzenia NATO o Gruzję i Ukrainę i budowania bazy wyrzutni rakiet pod Redzikowem. Zdeklarował, że chce 'zresetować' stosunki z Rosją i nawiązał bezpośrednie kontakty z Putinem i Miedwiediewem. Wytłumaczenia tej zmiany trzeba poszukiwać na Bliskim Wschodzie. Troska o bezpieczeństwo Izraela i zapewnienie sobie dostępu do arabskich złóż ropy oraz związany z tym konflikt z wojowniczym islamem Obama odziedziczył po poprzednikach, ale pojawiły się nowe czynniki nakazujące zmiany w polityce USA. Okazało się, że Iran, główny wróg Izraela, może liczyć na mocne wsparcie wojskowe Chin. ... Procesy zachodzące w relacjach między mocarstwami mają swoje odbicie w polityce polskiej. Znany publicysta Stanisław Michalkiewicz twierdzi, że w Polsce wprost decydują 'razwiedki', wywiady innych państw. Bez wątpienia działa w Polsce obca agentura i można wskazywać agentów wpływu działających w Polsce w imię obcych interesów. Możemy zresztą dostrzec różnorakie wpływy, nie tylko agenturalne, ale także polityczne, gospodarcze, finansowe, medialne. ... Do tego nie wiemy ciągle, co było przyczyną katastrofy polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem, ale nie ulega przecież wątpliwości, że śmierć w niej ponieśli czołowi zwolennicy linii proamerykańskiej w polskiej polityce. Byli to politycy tej miary jak prezydent Lech Kaczyński, a tylko przypadek sprawił, że wśród pasażerów Tu-154 nie było jego brata Jarosława.
Zginęli też cieszący się zaufaniem Amerykanów (autor tej strony internetowej doda dla porzadku, ze chodzi o czasy przed 2010 rokiem) najwyżsi polscy dowódcy:
szef Sztabu Generalnego WP gen. Franciszek Gągor, absolwent NATO Defense College w Rzymie i National Defense University w Waszyngtonie;
dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Andrzej Karweta, absolwent londyńskiego Royal College of Defence Studies;
dowódca Wojsk Lądowych gen. Tadeusz Buk - ukończył podyplomowe studium dowódczo-sztabowe w USA;
dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik, absolwent Netherlands Defence Academy w Hadze oraz US Air Force's University w Montgomery;
dowódca Wojsk Specjalnych gen. Tadeusz Potasiński po studium operacyjno-strategicznym w George C. Marshall European Center for Security Studies,
wreszcie dowódca operacyjny gen. Bronisław Kwiatkowski, absolwent Führungs­akademie der Bundes­wehr w Hamburgu.
Ci wojskowi poza studiami w Polsce przeszli gruntowne przeszkolenie na Zachodzie, mówili biegle po angielsku i nikt z nich nie był szkolony w ZSRR.
... 'is fecit, cui prodest', ten uczynił, kto skorzystał rozważając, że pod Smoleńskiem nie koniecznie doszło do wypadku, a wątpliwości są coraz większe, to można by dochodzić, kto na tym zdarzeniu skorzystał. Jak to powiedział Bronisław Kmorowski: '...prezydent będzie gdzieś leciał i to się wszystko zmieni'. Rzeczywiście zmieniło się! ... Romuald Szeremietiew".

Dnia 04 listopada 2012 strona http://krzysztofjaw.blogspot.com/ sygnowana przez kjahog@gmail.com oraz http://krzystofjaw.salon24.pl/460717,zamach-smolenski-dezinfomacja-prawda podsumowuje dzialania dezinformacyjne w okresie po okolo 20 pazdziernika 2012 do dzisiaj 04 listopada 2012 roku: "... Warto bowiem przypomnieć, że jedną z metod dezinformacji służb specjalnych (ale przecież nie tylko) jest w ostateczności powiadamianie i przekazywanie wybranej celowo grupie osób prawdy lub półprawdy na temat określonego wydarzenia ale w taki sposób i w takim okresie, aby ta prawda uznana została za realnie absurdalną, abstrakcyjną i niemożliwą. Można też wykorzystać negatywną opinię odbiorców o własnej np. służbie specjalnej i pokusić się właśnie o powiedzenie prawdy bo i tak nikt w nią nie uwierzy, ponieważ powszechnie ową służbę uważa się za ostoję kłamstwa i dezinformacji. Takim działaniem - niejako przy okazji - można również zdyskredytować określone grupy osób, które wcześniej tą prawdę odkryły lub do niej się zbytnio zbliżyły. Sądzę, że tak należy postrzegać teraźniejsze, paniczne zachowania zarządzających obecnie Polską. Zostali zmuszeni do ostatecznego kroku, czyli ujawnienia prawdy, o której tak naprawdę wiadomo im od samego początku, a której już nie da się dłużej ukrywać. ... Uważam jednak, że ponieśli klęskę. Bowiem nieważne jest, że starają się ową prawdę sprowadzić do absurdu, zdyskredytować i przedstawić jako wręcz abstrakcyjną. Zamach jako przyczyna tragedii smoleńskiej przestał już być tematem objętym 'zmową milczenia'. Większość Polaków (ok. 60%) chce już dziś międzynarodowego śledztwa dotyczącego Smoleńska. Coraz więcej wierzy zaś w zamach, jako jego przyczynę. I to jest nasze zwycięstwo (autor tej strony internetowej doda, ze nastepnym krokiem juz od dzisiaj powinno byc obrocenie - 'czeczenski' syndrom - w absurd 'zamachu', a kolejnym zdyskredytowanie 'miedzynarodowej' komisji - ale to w roku przyszlym; nalezy tez w tym momencie - np w listopadzie - nadac oficjalnemu 'sledztwu' charakter abstrakcyjny, poprzez wrzucanie 'tajnych' dokumentow i nastepnie 'sciganie' tych, ktorzy je opublikuja i to najlepiej 'z drugiej reki')...".

Dnia 05 listopada 2012 strona http://www.gazetapolska.pl/24671-prokuratura-szuka-zrodla-przecieku-o%E2%80%AFtrotylu oraz 'Gazeta Polska', http://gpcodziennie.pl/14477-prokuratura-ma-dowody-na-wybuch-w-tupolewie.html oraz http://okiemklucznika.salon24.pl/460926,100-pewnosci-na-obecnosc-trotylu-brawo-gazeta-polska przytaczaja nowe fakty o trotylu: "... 'Gazeta Polska' dotarła do związanych z tym bulwersujących szczegółów, dotyczących badań wraku polskiego tupolewa na obecność materiałów wybuchowych. 'Na miejscu całą akcją kierował niejaki Zwonkow, o ile dobrze zapamiętałem nazwisko. Ale zanim komisja wyjechała do Smoleńska, pół roku wcześniej Rosja kazała złożyć Polsce wnioski do zaakceptowania, dotyczące personalnego składu ekspertów i wykazu sprzętu, który polski zespół chce zabrać do Rosji. Rosjanie wiedzieli więc wcześniej, że aparatura [część była produkcji rosyjskiej - przyp. red.], którą polscy biegli będą badali wrak, wykrywa materiały wybuchowe. Dlaczego mimo to dopuścili do badań? Może ma to sugerować, że materiały wybuchowe umieszczono na pokładzie polskiego samolotu rządowego nie w Rosji, lecz w Polsce? Nie można też wykluczyć prowokacji, która miałaby na celu skompromitowanie hipotezy zamachu', mówi nasz informator z kręgów zbliżonych do prokuratury. Jak opowiada - gdy podczas badań, urządzenia polskich biegłych zapiszczały w momencie, kiedy wykryły materiał wybuchowy, wśród przebywających z nimi Rosjan zapanowało poruszenie: co to, co to znaczy? Możliwe jednak, że ci, którzy tam byli, nie wiedzieli o szczegółach całej sprawy, byli tylko 'aniołami stróżami' polskich ekspertów, jak przypuszcza nasze źródło. Ale faktem jest, że - według już wykonanych badań aparaturą przenośną do wykrywania obecności materiałów wybuchowych - są (jak to określają sami biegli) bardzo poważne wskazania na obecność trotylu w częściach Tu-154 i w gruncie na miejscu katastrofy. Urządzenia te - co trzeba podkreślić - są wycechowane (wyczulone) na wykrywanie związków o składzie trotylu. Takich samych przyrządów, jakie mieli polscy biegli, używa się np. na lotniskach do wykrywania materiałów wybuchowych, które chcą przemycić na pokład samolotów terroryści. Jeśli reagowałyby one na perfumy, to niemal każda kobieta na odprawie przed odlotem byłaby kierowana do rewizji osobistej. Techniki wykrywania nawet śladowych ilości materiałów wybuchowych, użyte w Smoleńsku przez polskich ekspertów, polegają na badaniu ruchliwości jonów - jest to metoda IMS (ang. Ion Mobility Spectometry), która jest stosowana powszechnie do wykrywania materiałów wybuchowych. Zaawansowaną wersją IMS jest wspomniana wyżej technologia FAIMS (ang. High-field Asymmetric Waverofum Ion Mobility Spectometry), czyli o tzw. zmiennym polu, którą m.in. zastosowano do badań w Smoleńsku. Szefem polskich biegłych był ppłk Karol Kopczyk z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Nasi specjaliści wyjęli wszystkie fotele z hangaru i ustawili tak, jak były ustawione w samolocie. Poddali analizie ich uszkodzenia i zbadali je detektorami przenośnymi do wykrywania materiałów wybuchowych. Z części wyciągniętych z hangaru zrekonstruowali też skrzydło Tu-154. Kokpitu nie znaleźli wśród części wraku. Ale odkryli, lecz nie w hangarze, gdzie Rosjanie zmagazynowali części wraku polskiego samolotu, tylko w drewnianej budzie, dwie części Tu-154M 101 z godłem narodowym. Jedna była tak rozerwana, że orzeł nie miał głowy. Polska delegacja przeniosła je uroczyście do hangaru - mówi nasz ekspert. - Wrak i grunt badało trzech biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. W ciągu miesiąca przeanalizowali kilkaset próbek. Mieli ze sobą jedno urządzenie kanadyjskie, wykrywające materiały wybuchowe wspomnianą metodą FAIMS, o bardzo dużej czułości, i co najmniej dwa urządzenia rosyjskie do badania metodą IMS. Jest to aparatura przenośna do wykrywania śladów materiałów wybuchowych. Do naukowego potwierdzenia, że wykryto trotyl, konieczne jest, jak mówił na konferencji szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej płk Ireneusz Szeląg, badanie na urządzeniu stacjonarnym, które ma zwielokrotnioną czułość. Dla porównania: urządzenie przenośne analizuje kilka tzw. pików masowych (chodzi o pomiar masy), które wskazują na trotyl, a stacjonarne - kilkadziesiąt. Ale posiadane wyniki już bardzo wyraźnie wskazują na obecność trotylu. Płk Szeląg powinien więc raczej bić na alarm, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo obecności tego materiału wybuchowego na wielu częściach rozbitego Tu-154, zamiast ukrywać tę informację, a gdy już została ona ujawniona - uspokajać, bo powodów do uspokajania społeczeństwa to badanie nie dostarczyło na pewno - podkreśla nasze źródło".

Strona http://okiemklucznika.salon24.pl/460926,100-pewnosci-na-obecnosc-trotylu-brawo-gazeta-polska podaje dodatkowo:
"... Z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika, że biegli posługiwali się m.in. spektrometrami Ramana: detektorem marki Raytech FD 6643, detektorem marki RaytechFT 2407, przenośnym systemem rentgenowskim Scansil 4336R, wykrywaczami metalu, m.in. marki Fischer 1280X aquanaut, detektorami IMS-mMO-2M, Hardend Mobile Trace, Pilot M, monitorem skażeń radioaktywnych EKO C, urządzeniami GPS marki Colorado oraz przenośnym komputerem do opracowania wyników pomiarów...".

Dnia 06 listopada 2012 'Gazeta Polska Codziennie', http://niezalezna.pl/34506-wiemy-dlaczego-tupolew-zostal-w-rosji oraz http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/sa-dowody-rosja-klamie-w-sprawie-trotylu_289342.html i http://lubczasopismo.salon24.pl/ksiegahanby/post/461316,wiemy-dlaczego-tupolew-zostal-w-rosji informuja, ze: "... Rosjanie sfałszowali opinię pirotechniczną dotyczącą trotylu na wraku prezydenckiego tupolewa - informuje 'Gazeta Polska Codziennie'.
... Fałszerstwa miały pojawić się w raporcie z badań pirotechnicznych Tu 154M. Jak pisze gazeta, rosyjscy badacze pobrali dziewięć próbek ze szczątków samolotu a w rosyjskim dokumencie jest już mowa tylko o pięciu. 'Pozostałe cztery zawierały wymazy z tupolewa, jedna była próbką sterylną, niczym nie zanieczyszczoną. Na czterech marlach znajdowała się substancja w szarym kolorze - był to wymaz z części Tu-154M z różnych sektorów. Z ekspertyzy dowiadujemy się, że rosyjscy biegli za pomocą chromatografu poddali badaniom substancje pobrane z wraku tupolewa ... W trakcie badania tampony z marli zostały zużyte', cytuje 'GPC' z rosyjskiej ekspertyzy nr 897 z 13 kwietnia 2010 r. To właśnie ten dokument rosyjski MAK ... miał przytoczyć jako dowód na to, że na szczątkach tupolewa nie było materiałów wybuchowych. Taką tezę miała też potwierdzać inna ekspertyza rosyjskich badaczy - opinia nr 3451 z 23 kwietnia 2010 r. Okazuje się jednak, że tego dokumentu nie ma w aktach polskiego postępowania. Według informacji 'GPC', śledczy z Prokuratury Woskowej dopiero teraz wystąpili do Rosji o przesłanie uwierzytelnionej kopii tej opinii...".

"...Rosjanie sfałszowali opinię pirotechniczną dotyczącą trotylu na wraku prezydenckiego tupolewa - informuje 'Gazeta Polska Codziennie'. Znajdują się one w aktach śledztwa prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Opinia pirotechniczna tupolewa została wydana 13 kwietnia 2010 r. przez Zakład Ekspertyz Kryminalistycznych Departamentu Spraw Wewnętrznych Obwodu Smoleńskiego. Badania przeprowadzili P. A. Kremień, zastępca naczelnika Oddziału Ekspertyz Kryminalistycznych DSW Obwodu Smoleńskiego, oraz A. W. Misurkin, ekspert z zakresu badania materiałów wybuchowych, kapitan rosyjskiej milicji. W opinii czytamy, że do badania pobrano pięć próbek, które w trakcie analiz uległy całkowitemu zniszczeniu. Tymczasem w rzeczywistości Rosjanie pobrali dziewięć próbek, co jest zapisane w protokole oględzin miejsca zdarzenia z 12 kwietnia 2010 r. 'W przekazanej Polsce ekspertyzie nr 897 stwierdzającej, że w tupolewie nie wykryto materiałów wybuchowych, nie ma informacji, co wykazały pozostałe cztery próbki i co się z nimi stało. Brak tej wiedzy powoduje, że wydana opinia jest nieprawdziwa', mówi nam osoba związana ze śledztwem. W przekazanych Polsce dokumentach brakuje również szczegółowych informacji dotyczących czynności wykonanych przez rosyjskich ekspertów, m.in. tego, jaką granicę błędu przyjęto w prowadzonych badaniach. Z dokumentów wynika, że po przeprowadzeniu badań przez Rosjan zapadła decyzja, że tupolew zostaje w Rosji. Wtedy także doszło do zniszczenia wraku Tu-154M...".

"...Badacze rosyjscy pobrali dziewięć próbek, podczas gdy w przygotowanej przez stronę rosyjską opinii jest mowa o pięciu. 'Na podstawie przeprowadzonego chemicznego badania stwierdzono, że w zmyciach zawartych w badanych przedmiotach, oznakowanych od 1-5 materiałów wybuchowych w granicach czułości zastosowanej metody badania nie stwierdzono. ... W trakcie badania tampony z marli zostały zużyte', czytamy w rosyjskiej ekspertyzie nr 897 z 13 kwietnia 2010 r. Oznacza to, że rosyjscy eksperci w raporcie z badań uwzględnili tylko pięć próbek. Pozostałe cztery zawierały wymazy z tupolewa, jedna była próbką sterylną, niczym nie zanieczyszczoną. Na czterech marlach znajdowała się substancja w szarym kolorze - był to wymaz z części Tu-154M z różnych sektorów. Z ekspertyzy dowiadujemy się, że rosyjscy biegli za pomocą chromatografu poddali badaniom substancje pobrane z wraku tupolewa...".

Dnia 07 listopada 2012 Marta Milczarska w http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/14426,miedzynarodowa-komisja-zbada-katastrofe-smolenska.html przedstawia: "... Jedyną szansą na wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej jest powołanie międzynarodowej komisji, która zbada na nowo wszystkie okoliczności, przyczyny oraz wszystko to, co działo się już po katastrofie rządowego samolotu Tu-154M w Smoleńsku. Naukowcy, eksperci i prawnicy podczas posiedzenia Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. wyjaśniali aspekty prawne powołania międzynarodowej komisji ds. zbadania przyczyn katastrofy rządowego samolotu w Smoleńsku. Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu, podkreślił, że 63 proc. Polaków domaga się międzynarodowej komisji w sprawie Smoleńska. Poseł przypomniał, że już dwa lata temu wraz z Anną Fotygą złożył w Kongresie Stanów Zjednoczonych petycję podpisaną przez 350 tysięcy osób, obywateli Polski i USA, wnoszącą o powołanie takiej komisji.
'Rząd wciąż odmawia powołania takiej komisji. A my mamy obowiązek rozważyć wszystkie aspekty prawne dotyczące tego, jak działano w sprawie katastrofy smoleńskiej, bo nie ma wątpliwości, że istnieje bardzo wiele prawnych i technicznych zaniedbań ... Po blisko trzech latach jesteśmy świadomi ogromu zaniedbań i działań, które trzeba nazwać bezprawnymi...'.
'Badanie przyczyn katastrofy według konwencji chicagowskiej było jednym wielkim ciągiem naruszeń', powiedział ... jeden z obecnych prawników prof. dr hab. Tadeusz Jasudowicz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. ... 'Skala zawinień w sprawie Smoleńska jest bardzo duża ... Przede wszystkim chciałbym zapytać, kiedy Wspólnota Niepodległych Państw wyrażała jakąkolwiek swoją wolę, zgodę na zaangażowanie MAK w tym zakresie, gdzie są przedstawiciele WNP w składzie komitetu MAK. Sam ten organ był nielegalny z tego punktu widzenia. Kiedy się dobrze przestudiuje protokół 13 wraz z komentarzami, czyli wraz z orzecznictwem w systemie konwencji chicagowskiej i narastaniem standardów szczegółowych, okazuje się, że niemal wszystko zostało zaprzepaszczone, splugawione i naruszone', dodał prof. Tadeusz Jasudowicz. ...
'Jego (Klicha) prawem było zażądanie natychmiast priorytetowego badania miejsca zdarzenia i wraku samolotu przez stronę polską. I w to miejsce schodzi on na zupełne dyspozycje władz oraz służb rosyjskich i pełne przyzwolenie, być może ze strachu, a może ze złej woli, ze strony polskiej. Było prawem i obowiązkiem Klicha, żeby wykazywać postawę inicjatywną i żądać przeprowadzenia konkretnych czynności śledczych, a także dbać o jakość tych czynności, o co nie zadbał ... Istotne jest to, że istnieje prawo do partycypacji rodzin. Ogromne orzecznictwo strasburskie używa terminu albo śledztwo dostępne dla rodziny, albo ... bezwzględnie konieczne jest, żeby najbliżsi krewni byli włączeni w postępowanie w zakresie i stopniu zabezpieczającym ochronę ich prawowitych interesów', wyjaśnił prof. Jasudowicz. ... Profesor dodał także, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu 'nie będzie miał wątpliwości, że rodziny zostały potraktowane w sposób nieludzki i poniżający'...".

Dnia 09 listopada 2012 Krystyna Grzybowska, w 'Gazeta Polska' cyt. przez http://niezalezna.pl/34646-i-wygineli-jak-dinozaury pisze: "... 'Jeśli tego nie zrozumiecie, wyginiecie jak dinozaury', powiedział pod adresem opozycji premier Tusk w Sejmie 19 marca 2010 r. Dnia 10 kwietnia 2010 r. 96 czołowych polityków, w tym większość opozycyjnych, zginęła ... Jeśliby podejrzewać rosyjskie służby o dokonanie zamachu, rodzi się kolejne, zasadnicze w gruncie rzeczy pytanie. Dlaczego dokonano go na rosyjskim terytorium? Nie można było wysadzić maszyny nad jakimś polskim lasem albo jeziorem? W jakiej sprawie Rosjanie mieliby ściągnąć na siebie odpowiedzialność za tragedię o takiej skali? Tylko po to, żeby zemścić się na Lechu Kaczyńskim? Służby rosyjskie są najlepsze na świecie, lepsze i niestety inteligentniejsze od izraelskiego Mosadu czy amerykańskiego CIA. To się bierze z tradycji, z czasów Iwana Groźnego, który powołał korpus bezpieczeństwa składający się z członków drobnej szlachty, słynną Opriczninę. ... Rosja stoi na skraju bankructwa, i to nie od dziś. Kremlowi zależy na jak najlepszym ułożeniu stosunków z Europą, Stanami Zjednoczonymi i Azją. Na zdobyciu nowych technologii i najkorzystniejszym eksporcie surowców, gazu i ropy naftowej. ... Czy naszej rządzącej elicie zależy na wyjaśnieniu przyczyn katastrofy? Wygląda, że nie bardzo. Bo gdyby zależało, zwołano by międzynarodową komisję ekspertów, a wrak samolotu i czarne skrzynki wróciłyby do naszego kraju wkrótce po katastrofie. Próbki pobrane zaś ze szczątków maszyny nie zostałyby zdeponowane w Moskwie, tylko natychmiast przebadane w Polsce. Mimo nacisków polskiej opinii publicznej prokuratorzy wojskowi bez żenady stwierdzili, że badania tych próbek będą znane za pół roku. Dlaczego nie za tydzień? ... Pytania można mnożyć w nieskończoność. Np. dlaczego polska opinia publiczna nie zaprotestowała przeciwko oskarżaniu przez raport MAK 'pijanego' generała Błasika o spowodowanie katastrofy? Przeciwnie, prorządowe media bez najmniejszego poczucia wstydu rozgłaszały miesiącami tę odrażającą 'rewelację'. Robiły to same z siebie, z głupoty i pogardy dla ojczyzny, czy też były do tego inspirowane? No i to zasłanianie się konwencją chicagowską. A co to za konwencja, która zabrania polskim ekspertom i prokuratorom zbadanie przyczyn katastrofy, jaka dotknęła głowę państwa, jego małżonkę i elity państwa? Wyobraźmy sobie, że nad terytorium rosyjskim rozbił się pasażerski samolot amerykański. Natychmiast przybyliby eksperci amerykańscy i wzięli sprawę w swoje ręce. Nie znam się na konwencjach - powie niejaki Tomasz Hypki. Być może, ale znam się na polityce na tyle, żeby rozróżniać prawdę od wciskania narodowi ciemnoty. Jak to było? 'Jeśli tego nie zrozumiecie, wyginiecie jak dinozaury' - powiedział pod adresem opozycji premier Tusk w Sejmie 19 marca 2010 r. Dnia 10 kwietnia 2010 r. 96 czołowych polityków, w tym większość opozycyjnych, zginęła w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem...".

Dnia 10 listopada 2012 echem odbija sie wypowiedz Zbigniewa Brzezinskiego, np. w http://martynka78.salon24.pl/ oraz http://www.fakt.pl/Wdowiec-smolenski-atakuje-Zbigniewa-Brzezinskiego-Jacek-swiat-ostro-o-Zbigniewie-Brzezinskim,artykuly,187177,1.html: "... 'Te ciągłe nieodpowiedzialne bzdury o jakimś zamachu smoleńskim, bez wskazania, kto jest za ten zamach odpowiedzialny, ale sugerując, że to jest prawdopodobnie rząd polski, a może i sowieci, może i razem. To jest coś tak wstrętnego i szkodliwego, że, mam nadzieję, osoby bardziej odpowiedzialne w opozycji rządowej jakoś inaczej odniosą się do tego. To jest strasznie wredna robota robiona widocznie przez parę osób cierpiących na jakieś psychologiczne trudności, które, być może, z punktu widzenia ludzkiego są zrozumiałe, ale dla których nie ma miejscu w życiu politycznym', stwierdził Brzeziński. ...
Bardzo zdecydowanie i w niewybrednych słowach wypowiedź tę skomentował Jacek Świat. Jego żona zginęła w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.
'Nie wiem, co się stało w Smoleńsku. Czekam na twarde procesowe dowody. Mam natomiast twarde procesowe dowody, że oficjalna wersja wydarzeń jest kłamstwem. I wiem, że szukanie prawdy jest moim obowiązkiem wobec mojej Żony. I dlatego mam odwagę oświadczyć: Ja, skromny poseł RP, oświadczam, że profesor Zbigniew Brzeziński, fetowany i odznaczany, utytułowany i uszanowany swoją wypowiedzią przekroczył wszelkie granice głupoty, a co gorsze - granice zbydlęcenia!', napisał poseł PiS w serwisie salon24.pl (słowa przytacza też portal wpolityce.pl)".

"...Burza po publikacji Cezarego Gmyza nie ma końca, a zwolennicy oficjalnej wersji wydarzeń z 10 kwietnia, nazwanych roboczo 'katastrofą smoleńską', dwoją się i troją, by utrzymać przy życiu zdychającą na naszych oczach moskiewską narrację o brzozie, beczce, niedouczonych pilotach i pijanym generale. Wyciągają coraz to nowe 'króliki z kapelusza', odkurzają autorytety, by napiętnować żądających prawdy o tym najważniejszym wydarzeniu w najnowszej historii Polski...".

Dnia 11 listopada 2012 http://niezalezna.pl/34665-prokurator-szelag-zastrasza-bieglych?page=2 oraz 'Uważam Rze' informuja: "... Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg zabronił biegłym informowania kogokolwiek, w tym swoich przełożonych, o ustaleniach poczynionych w Smoleńsku podczas ostatniego wyjazdu. 'Takie zachowanie jest absolutnie niedopuszczalne', mówi nam Tomasz Kaczmarek..., który w tej sprawie złożył do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prokuratora Szeląga. Według informacji 'Gazety Polskiej Codziennie' w dniu publikacji na temat znalezienia śladów materiałów wybuchowych na wraku Tu-154M wczesnym rankiem, ok. godz. 6, prokurator Ireneusz Szeląg zadzwonił do funkcjonariuszy Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, którzy byli w Smoleńsku. Powiedział, że nie wolno im informować nikogo, w tym przełożonych, o ustaleniach poczynionych w Smoleńsku. Prokurator Szeląg zagroził, że gdyby doszło do przekazania tych danych, funkcjonariuszom grozi odpowiedzialność karna. Ustaliliśmy, że policjanci z tej rozmowy sporządzili notatkę, która znajduje się na Komendzie Głównej Policji. Funkcjonariusze, którzy byli w Smoleńsku, przywieźli do Polski zapisy badań, które znajdują się także w pamięci urządzeń użytych przez biegłych. Pełny opis czynności i pomiarów został sporządzony na bieżąco w Smoleńsku, podczas wykonywanych badań. Biegli mieli ze sobą przenośny komputer z oprogramowaniem do opracowania wyników pomiarów".

"...Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla 'Uważam Rze' twierdzi, że 'w Smoleńsku na 99 procent doszło do zamachu'. Były premier zapytany, czy podtrzymuje swoje stwierdzenie, że polska elita zginęła w Smoleńsku wskutek zamachu, odpowiada, że tak. Wskazuje na 'fałszerstwa i manipulacje', do jakich jego zdaniem doszło po tragedii, wspomina też o ciągłym zmienianiu wersji przez Rosjan. ... brat prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w Smoleńsku, twierdzi, że oficjalne wersje - rosyjskiego MAK-u i polskiej komisji Jerzego Millera - mówiące o zderzeniu samolotu z brzozą są 'nie do przyjęcia i absurdalne'. 'To nie wytrzymuje żadnej krytyki, porównania z opisami innych wypadków lotniczych podobnego typu. Bardzo często w takich wypadkach wielu ludzi ginie, ale rzadko wszyscy, co do jednego', mówił Jarosław Kaczyński ... Jak dodał, powołując się na 'odważnych ekspertów i naukowców', w tej sprawie 'nic nie pasuje, nic nie jest logiczne'. 'Maszyna rzekomo spada cała, ale nie ma leja, są za to szczątki maszyny i porozrywane, jak po wybuchu, ciała', wspomina Kaczyński. 'Blisko 400 kilogramów ludzkich szczątków zostało spopielonych. Mamy coraz więcej dowodów, coraz więcej opinii naukowców, że jeszcze w powietrzu doszło do dwóch wybuchów', stwierdza ...
Motyw? Jak twierdzi Jarosław Kaczyński 'mogło chodzić o zemstę'. 'Leszek naraził się bardzo różnym wpływowym ośrodkom politycznym, biznesowym, powiązanym ze służbami albo składającym się z ludzi służb', twierdzi. 'Na całym wielkim obszarze byłego imperium, w tym oczywiście w Polsce, było bardzo wielu, którym przeszkadzał. A teza, że musiał przegrać wybory, przy poważnej analizie ówczesnych wyników badań jest nie do obrony. Mógł przegrać, ale mógł też wygrać. Proszę też pamiętać, że na pokładzie było wiele innych osób, które się naraziły lub przeszkadzały. I to także poza obszarem imperium. Choćby jeden z generałów, który doskonale walczył w Iraku. Prawdziwe poważne śledztwo powinno zbadać wszystkie, nawet bardzo mało prawdopodobne hipotezy', czytamy w wywiadzie prezesa PiS dla 'Uważam Rze'...".

Dnia 12 listopada 2012 pisze niemiecki dziennik 'Die Welt', relacjonujac wydarzenia w Polsce po publikacji 'Rzeczpospolitej' i cytuje Kaczynskiego: "...Nie mówie, ze zrobil to rzad. To mogly byc kliki bylych agentów tajnych sluzb...".

Strona http://www.wkopi.pl/show/kopia-sfotografowanej-strony/?i=2826800b890110f05438b1b709fed223ab262938fb64b0267d7ef791f1e8929e uzupelnia: "...'Stwierdziłem, że zabicie 96 osób, znacznej części polskiej elity politycznej jest zbrodnią. Nie mówiłem, że zrobił to rząd, który jednak wziął to do siebie. Tę reakcję rządu trzeba by zbadać, bo jest bardzo ciekawa. Warto też zapytać o to, kto twierdzi, że zabicie 96 osób to nie jest zbrodnia ... Jedyną koncepcją, która wszystko wyjaśnia jest zamach. A więc jeśli nie 100, to 99%. Prędzej czy później polska opinia publiczna musiała zderzyć się z tym stwierdzeniem, dobrze, że mamy to już za sobą ... Proszę też pamiętać, że na pokładzie było wiele innych osób, które się naraziły lub przeszkadzały. I to także poza obszarem imperium. Choćby jeden z generałów, który doskonale walczył w Iraku'...".

"...(wprost.pl/Onet,GK informuja) Dzień po publikacji artykułu o trotylu w Tu-154M do redakcji 'Rzeczpospolitej' zgłosił się ekspert ze Stanów Zjednoczonych, który podważył słowa wojskowych prokuratorów. Redakcja nie zdecydowała się jednak wykorzystać jego informacji - dowiedział się 'Wprost'. ... O ustaleniach eksperta z Michigan, który sam zgłosił się do redakcji, nie napisano. ... Dzień po ukazaniu się artykułu 'Trotyl na wraku tupolewa', ekspert sam zgłosił się do redakcji dziennika. Jak czytamy na stronach 'Wprost', jest on przekonany, że pułkownik Szeląg, który dementował informacje gazety mijał się z prawdą mówiąc, że one reagują na wszystko od plastiku po pestycydy. Kilkanaście dni temu 'Rzeczpospolita' ... napisała, że śledczy na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny. Po publikacji artykułu prokuratura wojskowa zaprzeczyła ustaleniom dziennika. Wskazała, że znalezione ślady mogą oznaczać obecność substancji wysokoenergetycznych, ale też ślady wielu innych substancji. Według prokuratury dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych...".

Autor tej strony internetowej, jako zwolennik demokracji amerykanskiej, federalnej Europy i globalizacji, przedstawia list Łukasza Pijewskiego, aktora, reżysera, publicysty - "aktora teatrów: Dolnośląskiego w Jeleniej Górze (1971-72), im. L. Solskiego w Tarnowie (1972-76), Śląskiego im. S. Wyspiańskiego w Katowicach (1976-81), Powszechnego w Łodzi (1981-87), prywatnego Teatru Małych Form 'Dialog' w łodzi (1988-89; także dyrektor), Studyjnego w Łodzi (1989-90). W latach 1990-92 pełnił funkcję dyrektora Teatru Dramatycznego w Legnicy. Na początku lat 90. zakończył karierę aktorską". List otwarty jest skierowany do Polaka z pochodzenia, Pana Zbigniewa Brzezinskiego.
Zrodlo http://wpolityce.pl/artykuly/40397-list-otwarty-zwyklego-polaka-do-profesora-zbigniewa-brzezinskiego
"Szanowny Panie! Z uwagą przeczytałem Pańską opinię w sprawie smoleńskiej katastrofy zamieszczoną w 'Gazecie Wyborczej' z dnia 9 listopada 2012 r. Sądzę, że w ocenie aspektów politycznych tego wydarzenia posunął się Pan za daleko. Ponadto zrobił Pan to w sposób absolutnie nieprzekonujący i nieobiektywny. Oczywiście zawsze może Pan wyrazić swój wstręt do jakiegoś zjawiska, tylko czy tak wysoki stopień negatywnych emocji jest uprawniony u tak podobno doświadczonego polityka jak Pan? Pisze pan o brutalizacji języka politycznego w Polsce. Panie Profesorze, czyżby Pan się dziś urodził? Język polityki był, jest i zawsze pewnie będzie mniej lub bardziej brutalny. Czyżby nie widział Pan brutalizacji języka politycznego w U.S.A. i innych krajach? Zdradza Pana niezwykłą doprawdy naiwność uważając, że stopień brutalizacji języka politycznego w Polsce w jakiś szczególny sposób różni się na niekorzyść od stopnia brutalizacji języka politycznego gdzieś indziej, albo z całą premedytacją robi Pan to dla celów propagandowych na rzecz tych ugrupowań politycznych, których jest Pan w Polsce orędownikiem. Istnieją poważne przesłanki na rzecz twierdzenia, ze wyjaśnienie przyczyn katastrofy leży na sercu właśnie opozycji politycznej w Polsce a nie stronie rządowej. Opozycja poddała krytycznej ocenie procedury, raporty, opinie, etc. które podjął rząd - odpowiedzialny za wyjaśnienie przyczyn katastrofy w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Nie zaprzeczy Pan, że opozycja ma do tego pełne prawo. Odnośnie katastrofy smoleńskiej żąda Pan konkretów i stawia postulat rozwiązania implikacji zawartej domyślnie w pytaniu: 'jeżeli w Smoleńsku doszło do zamachu (jak twierdzi x czy y) to kto jest za niego odpowiedzialny?' Problem polega na tym, że właściwie nikt do tej pory nie powiedział jednoznacznie - wbrew temu co Pan sugeruje - że w Smoleńsku doszło do zamachu. Istnieje jedynie coraz większa liczba wiarygodnych przesłanek, które dopuszczają taką możliwość. I temu nie może Pan zaprzeczyć. Nazywanie ich jak Pan to robi 'bzdurami' - bez udowodnienia, ich 'bzdurności' - jest zwykłym pustosłowiem i nie oznacza Panie Profesorze kompletnie nic. Budzi natomiast podejrzenia o Pański brak kompetencji do wyrażania opinii w tych kwestiach i sprawia, że Pana 'opinię' można odczytać jako dość zabieg demagogiczny i dość tanią propagandę. W Polsce Panie profesorze, jedna strona, powodowana racjami moralnymi i politycznymi mnoży przesłanki świadczące na rzecz zamachu (do czego ma pełne prawo), zaś druga strona (z niewyjaśnionych w żadnym aspekcie powodów) radykalnie blokuje na rozmaite sposoby ich ujawnianie. I niestety wyjaśnienie sprawy czyli znalezienie odpowiedzi na pytanie 'jakie były przyczyny katastrofy w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku' blokuje strona rządowa. Wszystkie dokumenty wygenerowane przez stronę rządową odnośnie katastrofy w Smoleńsku zawierają udowodnione luki, nieścisłości, przekłamania, co budzi uzasadnione wątpliwości odnośnie ich rzetelności i prawdziwości. Panie profesorze, czy tak źle i nieudolnie wykonywane obowiązki, nie mogą budzić również wątpliwości odnośnie kompetencji strony rządowej? Sam czytam i analizuję 'sprawę smoleńską' i nie ulega dla mnie wątpliwości, że podejrzenia jakie zgłasza opozycja są uzasadnione. Czy to oznacza - jak Pan zdaje się sugerować - że cierpię na 'trudności psychologiczne'? Odnośnie osób starających się dotrzeć do prawdy i sprawiedliwości istnieje rozbudowana rosyjska a później sowiecka pragmatyka, której celem jest ich dyskredytacja i w konsekwencji unicestwienie. Jednym z elementów tej pragmatyki jest sugerowanie, że osoby takie cierpią - podobnie jak Pan to pisze na 'trudności psychologiczne'. Mówiąc krótko 'robi się z nich wariatów'. Pierwszą z brzegu egzemplifikacją takiego ustawiania spraw może być historia Zygmunta Olechnowicza (ur. 1926 - zm. 1991?), polskiego patrioty urodzonego w Lidzie, aresztowanego w maju 1949 roku przez NKWD i skazanego na 25 lat łagru w Dżezkazgan w Kazachstanie, a następnie do około 1991 r. dalej przetrzymywanego, jako zapewne Polaka-wariata, w 'psychuszce' w Lidzie a później w Karagandzie. Przykładów tego typu znajdzie się zresztą multum. Pańska uwaga, że osoby starające się wyjaśnić przyczyny smoleńskiej katastrofy to 'osoby cierpiące na trudności psychologiczne' wpisuje się w taką nikczemną tradycję. Czy o to Panu chodziło? Mógłbym odpowiedzieć, że to Pan, wygłaszając swoje gołosłowne 'opinie' w powyższej sprawie i mieszając się w sposób zupełnie przecież nieuprawniony do polskiej polityki ma jakieś 'psychologiczne trudności' z problematyką 'prawdy'. Odsyłam Pana do niezłego filmu Clinta Eastwood pt. 'Oszukana' pokazującego manipulacje prawdą na gruncie amerykańskim. Odnoszę wrażenie, że w Pańskim wypadku kłopot dotyczy też rozumienia pojęcia 'demokracji'. Definicja jaką Pan przy okazji swej wypowiedzi w GW przywołał: 'Demokracja to jest umiejętność współpracy i współzawodnictwa' jest - co przyzna każdy - trywialnym uproszczeniem. Sprowadza złożone zjawisko jakim jest 'demokracja', do poziomu relacji rywalizacji i kooperacji, w rozumieniu jakiejś uproszczonej wersji pragmatyki przedsiębiorstwa a nie w rozumieniu polityki. Czyżby Pan nie zauważył, że 'państwo' Panie profesorze, to nie jest rodzaj 'firmy', tylko coś zupełnie innego? Mój protest budzi również Pańska głupawa zaiste sugestia, że osoby dociekające prawdy o katastrofie smoleńskiej podważają w Polsce zasady demokratyczne. Dodatkowo sugeruje Pan, że dochodzenie prawdy o Smoleńsku grozi upadkiem Polski. To jest bzdura. W Polsce dobrze się pamięta dlaczego w 1795 r. Rzeczpospolita Obojga Narodów została rozgrabiona przez Rosję, Prusy i Austrię. I dobrze się pamięta dzień 17 września 1939 r. i również dobrze się pamięta przełom listopada i grudnia 1943 r. czy luty 1945 r. gdzie także amerykański uczestnik rozmów jałtańskich - w potocznym rozumieniu prawem kaduka - wyraził zgodę na ograbienie Rzeczpospolitej Polskiej z połowy jej terytorium podważając tym samym fundamenty ówczesnego państwa polskiego. Pamięć historyczną Polacy mają bardzo dobrą. Niech Pan o tym również pamięta. I niech Pan nam już nie doradza. Thanks. Z poważaniem - Łukasz Pijewski, aktor, reżyser, publicysta".

Dnia 12 listopada 2012 portal http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/722502,Wybuchy-na-pokladzie-tupolewa-Mamy-coraz-wiecej-dowodow przytacza wywiad z J. Kaczynskim: "... 'Siła reakcji na artykuł 'Rzeczpospolitej' wynika właśnie ze strachu, iż prawda za chwilę wyjdzie na jaw', mówi w wywiadzie dla 'Uważam Rze' ... Jarosław Kaczyński. ... 'Mamy coraz więcej dowodów, coraz więcej opinii naukowców, że jeszcze w powietrzu doszło do dwóch wybuchów ... Uważam, że ta publikacja była prawdziwa ... prokuratura nie zanegowała jego tez, ale ponieważ konferencja zaczęła się od ataku na gazetę w świat poszedł inny komunikat ... Konferencję prokuratury podporządkowano politycznemu zamówienie rządu, który chciał ostrego i agresywnego zaprzeczenia, choć nie było do tego podstaw ... siła reakcji na artykuł 'Rzeczpospolitej' wynika właśnie ze strachu, iż prawda za chwilę wyjdzie na jaw ... Bez względu na koszty polityczne naszym obowiązkiem jest dojście do prawdy o tragedii smoleńskiej, jaka by ona nie była ... Ode mnie proszę nie wymagać, bym w ogóle rozważał porzucenie tego tematu'...".

Dnia 13 listopada 2012 portal http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/723417,Bp-Pieronek-wersja-o-zamachu-jest-smieszna cytuje wywiad dla 'Radia Zet' biskupa Tadeusza Pieronka, gdzie nasz wybitny autorytet oglasza: "... 'Cała ta legenda o zamachu, o morderstwie, jest po prostu śmieszna ... No na miły Bóg, jeśli się jakieś drobne elementy podnosi do rangi morderstwa, to można się z tego tylko śmiać ... Oczywiście ja nie jestem specjalistą, ale nie widzę żadnych elementów, które byłyby potwierdzeniem tej tezy [o zamachu]. No była katastrofa i koniec. ... Możliwe, że były jakieś wybuchy spowodowane zapaleniem się niewypałów, które tam [w Smoleńsku] leżały od II wojny światowej, czy może z innego okresu, to jest inna rzecz. Ale żeby to oceniać jako zamach, no to, to trzeba być człowiekiem naprawdę albo bardzo przekonanym o tym, albo po prostu szukającym zaczepki żeby przekonać ludzi o niestety dość chwiejnych umysłach...'...". Swiete slowa prawdy podsumowujace Konferencje Naukowa 22 - 23 pazdziernika 2012 roku w Warszawie. Tak wiec autorowi tej strony internetowej wypada zakonczyc strone szosta i niedlugo otworzyc strone siodma o Katastrofie Smolenskiej dnia 10 kwietnia 2010 roku.


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today

Raport Zespolu Parlamentarnego Macierewicza z dnia 10 wrzesnia 2012 roku. Wnioski ze sledztwa - slady cyrkonu i wapnia na badanych probkach. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc piata.


COPYRIGHT BY BOGDAN KONSTANTYNOWICZ 

on November the 13th, 2012

This all paper is sold subject to the condition that it shall not, by way of trade or otherwise, be lent, re-sold,  any public performances,  hired out, or   otherwise circulated without the publisher's prior consent in any form of binding or cover other than that in which it is published and without a similar condition including this condition being imposed on the subsequent purchaser.  Warning:   this paper / all website  is sold for  private home use only.  

© All rights reserved. No part of all this work  covered by  copyright  hereon may be reproduced in any form or by  any  means - graphic,  electronic, or mechanical - including photocopying,  recording, downloading,  uploading, taping, or storage in an information  retrieval system, without the  prior written permission of the copyright owner  - © author Bogdan Konstantynowicz.  

The author is greatly indebted to all those who kindly supplied information. I inform all readers about  statistic of my main website  bog4konsta 18898 times on  August the 31st, 2009 and this page was made over 7 years ago on March 9th, 2003; my  five "geocities" 42530 times (only single openings index.html), and were made in March 2003. My domain "konstantynowicz.info" July 2009 to May the 05th, 2010 - 9499; my all websites at Yahoo! host, March 2003 to 05th May 2010 - 53159. Many thanks for your help Osobom dyskutujacym w jezyku polskim - szczegolnie od 16 maja 2009 do 31 maja 2009 - w Internecie na temat moich stron, w tym o tej stronie poswieconej sowieckiej agresji na Polske w 1939 roku, pragne juz w kwietniu 2009 roku odpowiedziec w jezyku polskim: 1. dziekuje za obiektywizm i podawanie dodatkowych faktow z historii w: Sowieci pod Tomaszowem Lubelskim  Uwazajcie jednak na wlasne bledy, np. "regularna armia polska" to m.in. Front Polnocny, ktory toczyl wielodniowe boje z Armia Czerwoną; z Grupy Zieleniewskiego poszlo do radzieckiej niewoli tylko 10 / 15 tysiecy zolnierzy  z ogolnej liczby ponad 15000 / 17000; Opoczno nie lezy nad Wisla i nie dotarli tam nigdy sowieci - moze chodzi komus o OPOLE LUBELSKIE blisko srodkowego odcinka Wisly w dniach 1 i 2 pazdziernika 1939 roku - ta raczej pomylkowa inf. o Opocznie funkcjonuje od ok. 15 lat! Co do walk o stacje Mrozy  na Mazowszu, to data 25 wrzesnia moze jeszcze dotyczyc Niemcow, ale to trzeba jeszcze sprawdzic!; 2. wyjasniam, ze wiedza historyczna, w obszarze nie ujawnianych z powodow politycznych faktow, rodzi sie takze z przeprowadzania krytyki zrodel, ich porownywania, logicznego wiazania ze soba rozlicznych wydarzen oraz interpretacji zrodel pisemnym i nawet ustnych - nazywamy to kwerenda i zazwyczaj trwa to pokolenie; 3. aby generalizowac opinie o 1939 roku trzeba wiele lat badac tysiace pojedynczych malych faktow - te bowiem starano sie ukrywac przez dziesiatki lat z paru powodow: A. otoz na terenie Polski toczyly sie rownolegle i lacznie trzy wojny - ta z Rzeszą  Niemiecką, wlasciwie poznana; wojna domowa rozpetana przez grupe politykow i wyzszych dowodcow, z ktorych czesc to otoczenie generala Sikorskiego; oraz trzecia wojna - z Sowietami, a nie z Rosją (prezydent Rosji Borys Jelcyn dnia 25 sierpnia 1993 w Warszawie uzyl slowa przepraszam wobec calej Polski).  

We bear in mind that the website was made up in memory of my father Edward Gwidon Konstantynowicz  who died on 03rd November 1987 in very strange circumstances, so now  this is independent website thanks to USA host Yahoo! 

Prawa autorskie dla Bogdana Konstantynowicza. Wszelkie prawa zastrzeżone. Każda reprodukcja lub adaptacja całości bądź części niniejszej publikacji niezależnie od zastosowanej techniki (drukarskiej, fotograficznej,   komputerowej, nagrań fonograficznych itd.) wymaga pisemnej zgody Autora


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today